[współpraca reklamowa]
Historii kolejnego z braci Beckett byłam ciekawa, odkąd poznałam go w poprzednich tomach. I nie zawiodłam się. Co prawda, było kilka drobnych rzeczy, które nie do końca mi się spodobały, ale ogólnie książkę oceniam bardzo pozytywnie, a kiedy się już w nią wciągnęłam to nie mogłam się oderwać do samego końca.
Hank to bohater, którego bardzo polubiłam. Z jednej strony dominujący, pewny siebie, zaborczy jak na wilkołaka przystało, a z drugiej niezwykle troskliwy, opiekuńczy i kiedy trzeba delikatny. Świetnie opisane zostały jego rozterki, emocje i uczucia, z którymi próbował walczyć. Jedyne co mnie trochę denerwowało, to to, że tak często myślał o seksie, nawet w sytuacjach, w których moim zdaniem mógłby sobie takie myśli darować. Rozumiem, że jest wilkołakiem i kierują nim specyficzne instynkty, ale kiedy kolejny raz wspominał o tym samym, to trochę już mi to zaczynało przeszkadzać. Ale całokształt jego postać bardzo na plus.
Cassie jest bohaterką, która w wielu momentach mnie irytowała swoim zachowaniem, naiwnością, nadmiernym myśleniem, a wręcz wymyślaniem rzeczy, które nie mają miejsca. Rozumiem początkową niepewność, brak wiary, że to wszystko przytrafia się właśnie jej, ale z czasem po prostu zaczynało to być wkurzające. I tak jak nie mam problemu z nieśmiałymi postaciami, tak tutaj dopiero pod koniec książki polubiłam ją bardziej. Na plus jest zdecydowanie przemiana jaką przeszła, z zagubionej, niepewnej siebie dziewczyny obarczonej traumą, do kobiety, która potrafi się postawić i pokazać swoją siłę, ale co ważne nie zatracając w tym wszystkim siebie. Świetnie został także poprowadzony wątek z jej przeszłością, a odkrywanie co tak naprawdę skrywa w sobie ta bohaterka była niezwykle emocjonujące.
Relacja tej dwójki przez większą część książki opiera się głównie na przywiązaniu i pożądaniu wynikającym z bycia swoimi partnerami, szczególnie ze strony Hunka. Jeśli chodzi o Cassie to mężczyzna podoba się jej dawna, lecz jest ona pewna, że nie ma u niego żadnych szans. Chemia i napięcie między nimi pojawia się od samego początku i przy każdym ich spotkaniu tylko rośnie. Ze strony Hanka czuć też troskę i pragnienie zapewnienia jej opieki za wszelką cenę. Przez dużą część książki nie odczuwałam by były pomiędzy nimi jakieś głębsze uczucie, zwłaszcza ze strony Cassie. Zmieniło się to pod koniec i wtedy naprawdę można było odczuć, że to co ich łączy jest prawdziwe. Jest to jednak jak najbardziej normalne, patrząc na fakt, że ona musiała oswoić się z nową rzeczywistością w jakiej się znalazła, a Hank pogodzić się z tym, że przegrał swoją wewnętrzną walkę. Ich relacja pokazuje także, że prawdziwe uczucie pokona wszelkie przeciwności losu i warto zawsze dać mu szansę.
Bardzo podobało mi się połączenie romansu biurowego, z magicznym światem i tajemnicą do odkrycia. Z każdym kolejnym rozdziałem byłam ciekawa sekretów, które wychodzą na jaw i tego jak fabuła potoczy się dalej. Ze wszystkich trzech tomów, pod tym kątem, ten wciągnął mnie najbardziej. Czytając nie brakowało emocji, szczególnie przy końcówce książki. A bonusowe rozdziały, skradły całkowicie moje serce. Styl Ludki jest jednym z moich ulubionych i tak jak zawsze i tę historię czytało mi się z ogromną przyjemnością i lekkością.
Fajnie było wrócić także do bohaterów z pierwszego tomu i zobaczyć co u nich słychać. Uwielbiam rodzinkę Beckett, a ich rodzinne spotkania zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jestem też wielką fanką wampirów, dlatego ich wątek bardzo mi się spodobał, a Lucien zdobył szczególnie moją sympatię. Już wiem, że przed nami także jego historia i bardzo nie mogę się jej doczekać.
„Ognisty Księżyc” to lekka pozycja dla fanów romantasy. Idealna lektura na zimowy wieczór. Gorąca, pełna tajemnic, zaskakująca, z naprawdę fajnie wykreowaną fabułą. Zdecydowanie polecam i czekam na kolejny tom z serii.