Niemal dwa wieki po wojnie atomowej ludzkość wciąż próbuje powstać z kolan. Jednak… czy wyciągnęła wnioski po ostatnim upadku?
Śmieciarze. Oddziały zatrudnione do sprzątania upadłego świata z jego najgorszych odpadów – zdeprawowanych ludzi. Podczas rutynowego patrolu kapitan Jerzy Dreliszczuk i jego załoga otrzymują wezwanie S.O.S. od znajdującej się poza ich jurysdykcją osady.
Nieoczywista decyzja o przyjęciu zgłoszenia zapoczątkowuje lawinę wydarzeń, które wciągają drużynę w sam środek wielkiej intrygi. Czy doświadczenie Dreli, siła i humor Lisa, wiedza Sary oraz świeże spojrzenie Diany wystarczą, aby wyjść z niej cało?
Ze wsparciem sztucznej inteligencji, nieoczywistych sojuszników oraz dawnej, zaawansowanej technologii wojskowej wszystko jest możliwe.
Przedstawiam Wam debiut Cezarego Szulicha "No human", który dostałam do recenzji. Reklama wyświetliła mi się, nie ukrywam, po tym jak na Facebooku polubiłam stronę gry, w którą zaczęłam grać "Once Human". Napisałam do autora i ku uciesze mojej i kociego stada autor się zgodził! Już patrząc na okładkę spodziewałam się czegoś nowego i odkrywczego...
Ale zaczynając od początku - nie wiem, czy redaktor i korektor przespali, ale na samej stronie 12 już że trzy razy słowo "udekorowany" próbowało mnie zniechęcić. Niby szczegół, ale poprawić to można było małym wysiłkiem. Ale debiut, więc parłam dalej. Ja się nie zatrzymałam z tego powodu, ale mogą być osoby, które w tym momencie książkę mogłyby odłożyć i straciłyby naprawdę fajna lekturę. Jednak zaznaczę, by zwrócić większą uwagę, bo można słowo zastąpić innym, a w pierwszym rozdziale było tego sporo. Potem już nie, o dziwo. Ale wracam teraz do treści:
Książka postapo, typ, którego do tej pory nie spotkałem w takim wymiarze - AI, czasy technologii, osady kilku frakcji... Dotychczas miałam z tym klimatem do czynienia w filmach...
Zostajemy wrzuceni w akcje i to taką, że początkowo musiałam przywyknąć do zamieszania w jakie wpadła nasza drużyna. I to już jest celowy zabieg, biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia. Jednak cieszę się, że się nie zniechęciłam, bo od drugiego rozdziału książkę się czyta jak świetny film! Już wdrożyłam się w szeregi Dreli, poznałam Dianę i Sarę, a także przywykłam do specyficznych żartów Lisu.
Nasza drużyna ma zadania do wykonania i po drodze napotyka różne przygody. W połowie książki nie wiedziałam już kogo lubię najbardziej, ale zaraz obok kapitana moja lubianą postacią stała się Diana. W moim odczuciu w ich przypadku dostajemy najwięcej wglądu w ich rozterki moralne. Sara i Lisu także są ciekawymi postaciami, ale jednak tamte dwie najbardziej uchwyciły mnie za serducho.
Świat wykreowany bardzo różnorodny. Poznajemy siedziby różnych frakcji, poznajemy też kilka grup społecznych żyjących poza dwoma największymi Monarem i Oazą. Emporium mnie zachwyciło chyba najbardziej swoim klimatem. Każda społeczność ma swoje cele i dąży do ich realizacji w taki czy inny sposób. Bardzo spodobał mi się pomysł ruchu No Human. Tutaj dodam, że rozumiem w związku z tym rozterki Diany.
Nasza drużyna też ma swoje zmiany w składzie i tutaj ukłon w stronę pomysłu z AI. Mimo, że sam temat dla mnie jest nowy i głównie spotykam się z nim, widząc w internecie obrazki stworzone przez sztuczna inteligencję to zdecydowanie byłam za tym, aby nasza drużyna została tak wsparta.
Dlaczego piszę "nasza"? Bo już po pierwszym zadaniu polubiłam skład i czułam się jakbym tam z nimi była i przeżywałam ich decyzje, bo dzieje się naprawdę ciekawie... A niełatwo jest napisać powieść, gdzie czytelnik z tak zapartym tchem śledzi los bohaterów! I momentami zastanawia się, czy dobrze robią w trosce o ich los.
Nie zdradzę Wam nic więcej, bo zepsułabym Wam świetną zabawę. Książka jest naprawdę treściwa, a wydaje się, że ma prawie 450 stron. Po przeczytaniu jej miałam wrażenie, jakbym przeczytała że trzy książki w jednej. Bardzo dobrze się czyta i ciężko było mi ją odłożyć, żeby wstać o rozsądej porze.
Pozostało mi więc czekać na zapowiedzianą już kolejną część, a autorowi życzyć, aby powstał jakiś porządny serial na podstawie No Human. Dobra lektura, ale i materiał dla Netflixa chociażby.
No Human napisana przez Cezarego Szulicha i wydana przez Wydawnictwo Novae Res #współpracabarterowa
Zacznę od tego, że jestem po prostu zachwycony tą pozycją. O ile większość książek świetnie byłaby przerobiona na film, tak No Human wygląda jakby jej adaptacja mogłaby być świetnej jakości serialem. Fabuła jest wielowymiarowa i zahacza o różnorodne wątki - zaczyna się od dziwnego wezwania o pomoc do lokalsów na Alienawskiej grupę Śmieciarzy, zmilitaryzowanego oddziału Oazy. To wydarzenie rozpoczyna dla głównych bohaterów oddziału: Dreliszczuka, Lisa, Diany, Sary i Leo serię powiązanych sytuacji w której się wmieszali.
Przede wszystkim No Human wciągnęło mnie od pierwszej strony, co się rzadko zdarza. Niestety nie jest utrzymany równy poziom zaciekawienia do końca. Są lepsze i gorsze momenty, z czego w 90% byłem raczej pochłonięty wydarzeniami książki. To właśnie jedna z takich lektur, która kompletnie wzięła mnie z zaskoczenia. O ile uwielbiam postapo tak duży nacisk na militaria nie jest moim ulubionym motywem i zazwyczaj byłbym znudzony różnorodnymi opisami broni. Autorowi natomiast udało się mnie wciągnąć nawet w część militarną. Przez No Human po prostu się płynie.
Postacie są napisane świetnie. Każda ma swoją odrębną charakterystyczną osobowość. Drela podstarzały kapitan zmęczony długoletnią służbą, Lisu cyniczny śmieszek, Sara jako spec techniczny grupy i Diana, snajperka walcząca o lepszy świat. Mimo, że opisałem ich jedną cechą to naprawdę nie są chodzącymi archetypami, są ludzcy ale jednak jacyś. Jeśli rozumiecie co mam na myśli.
Świat jest przemyślany. Minęło około dwóch wieków od wojny atomowej. Jest spore zagrożenie radioaktywne. Liczebność populacji znacznie zmalała. Większość żyje w konkretnych miastach-państwach, a niewielka liczba pozostała lokalsów w plemionach leśnych. Mamy tutaj wątki polityczne między miastami. Z jakiegoś powodu sceny obrad rad miejskich najbardziej zapierały mi dech w piersiach. Brakowało mi tylko nieco więcej historii o tym jak świat się skończył oraz nieco większego zagrożenia poza miastami. Jednak z drugiej strony wspominanie "starego świata" budziło przyjemny aspekt tajemniczości. Bardzo podobała mi się świadomość mieszkańców o otaczającej ich nowej rzeczywistości. Jednak na tak rozbudowany świat pełen przestrzennych informacji brakowało mi mapy.
Debiut Cezarego okazał się świetnym przedstawicielem militarnego postapo. Nie jest pozbawiony wad, ale to bardzo udany początek literackiej przygody. Ja bardzo polecam wszystkim fanom gatunku. A jako, że jest niestety mało popularna - to również jako prezent!
Ta książka nie jest nudna ona jest przegadana. Tak dużo słów i dłużyzn przy okazyjnych opisach akcji, które również są przekombinowane. Opisując wszystko i wszystkich gubi się gdzieś treść, historia i sama przyjemność z czytania.