To kameralne reportaże o intymnych tragediach, zmaganiach z systemem i doświadczeniach nie do zapomnienia. Także o walce o godność i przyszłości, która jest do wygrania.
Matka, która nie może zapomnieć uwag nauczycielki tańca: "Pani córka ma za krótkie ręce". Odchodząca z zakonu dziewczyna, która wreszcie czuje się wolna, ale słyszy od przełożonej: "Tak się siostrze tylko wydaje". Dorosła kobieta, którą prześladuje powtarzane przez matkę zdanie: "Jesteś gruba". Egzorcyzmowana nastolatka, która pyta: "Dlaczego ja? Moglibyście zapukać do następnych drzwi. W co drugim domu w tym mieście są opętani". Pacjentka, która z wizyty u ginekologa zapamiętała tylko jedno zdanie: "Laleczka się nie boi".
Anna Goc, laureatka Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za książkę Głusza, pisze w Biegnij, mała, biegnij o kobietach. Nie są to historie z pierwszych stron gazet, raczej takie, w których wiele z nas może odnaleźć echa własnych. Reporterka wybrała swoje reportaże z lat 2013–2023 publikowane w Tygodniku Powszechnym i dopisała nowe.
Opowiada o współczesnej Polsce, która rzadko bywa kobietą.
To jest jedna z tych niezwykle rzadkich sytuacji, kiedy po przeczytaniu książki nie mam na jej temat nic do powiedzenia. Nie chcę tu wyjść na jakąś nieczułą czy pozbawioną wrażliwości. W końcu pisze Anna Goc o ludzkich tragediach, mniejszych i większych, w tym dwóch z najstraszniejszych katastrof ostatnich 20 lat - zderzeniu pociągów pod Szczekocinami i zawaleniu dachu hali na gołębiarzy w Katowicach. Ale robi to w sposób, który do mnie nie trafia. Współczuję jej bohaterkom (i nielicznym bohaterom), ale trochę mam poczucie czytania lepiej napisanego „Życia na gorąco”. Może to zły moment na tę lekturę, może taki zbiór tekstów gazetowych z przestrzeni kilkunastu lat się u mnie nie sprawdza, ale za tydzień o tej książce zapomnę.
To co doceniam, to przedstawianie wydarzeń z perspektywy uczestników, oddawanie głosów ofiarom, pokazywanie różnych wymiarów kobiecego życia i mówienie o sytuacjach dla ogółu często przezroczystych, a dla osób których dotykają trudnych. Nawet jeśli czasem miałam wrażenie, że temat niekoniecznie nadaje się na reportaż, a tekst napisany jest w stylu, w jakim ja pisałam dla znajomych opisy zbiórek na portale zrzutkowe. Historie mamy bardzo różne, zahaczające o zdrowie, edukację, opresję kościoła. Mówiące o niedoskonałości systemu, przeżytych traumach i uciążliwej codzienności. Anna Goc w tym wydaniu to taka Justyna Kopińska w wersji soft. Jest na przykład opowieść o kobiecie, która w Szczekocinach straciła nogi, o byłej zakonnicy i mamie dziecka z cukrzycą. Do mnie najbardziej przemówił chyba monolog kobiety zakażonej wirusem HPV, który chciałaby wygłosić swojemu ginekologowi, ale nie miała szans, bo wizyty trwają za krótko. Doskonale koresponduje ze świetnym komiksem „A woman’s voice” i pokazuje uprzedmiotowienie pacjentki w systemie opieki zdrowotnej.
Gdybym miała opisać „Biegnij, mała, biegnij” to napisałabym, że to esencja wyciśnięta z tradycji polskiej szkoły reportażu - te teksty nie mają pokazywać świata, ale raczej grać na emocjach czytelników. Od kiedy zaczęłam czytać więcej literatury „fiktu” (jak mawia reporterka Grzebałkowska), która tę potrzebę zaspokaja u mnie w pełni, wobec literatury non-fiction mam zupełnie inne oczekiwania. Nie to, że mam nic nie czuć, ale to temat ma działać, nie zabiegi literackie. Myślę, że ten zbiór został wydany po to, żeby pociągnąć sukces „Głuszy” i jeszcze trochę go zmonetyzować. Nie wiem czy potrzebnie. Ja wolałabym dostać kolejną książkę, w której autorka w pełni angażuje się w jakiś temat, wyczerpuje go i pokazuje w wielu aspektach - książkę reporterską z prawdziwego zdarzenia. Na to czekam. Wiem, że Anna Goc potrafi.
Nierówny zbiór przedruków głównie z "TP". Znacie? To posłuchajcie. No, to sprawdza się w piosenkach (podobają nam się te, które już słyszeliśmy). W książkach niekoniecznie. Chyba że ktoś żyje pod kamieniem i nigdy wcześniej tego nie czytał. Więcej Głuszy, mniej biegania. Mono, nie stereo.
Zbiór krótkich reportaży autorki „Głuszy” (którą również polecam!) skoncentrowanych na kobietach mierzących się z życiem. Pomimo trudnych tematów bliżej tej książce do „Też tak mam” Magdaleny Kostyszyn niż obszernych, budzących grozę reportaży Justyny Kopińskiej. Tematyką wszelaka, historie opowiadane w specyficzny, mnie bardzo odpowiadający sposób „gdybania nad możliwymi scenariuszami”. Niektóre zostawiają niedosyt, inne są akurat „na długość kawy”. Dobra, szybkie czytadło.
Książka pochłania bez reszty i wypluwa w zmienionej formie. Jest doskonale napisana, łapie za serce. Myślę, że każdy powinien przeczytać te reportaże. Szczególnie jeżeli mieszka w Polsce.
3.5 bardzo dobry reportaż, intymny i skromny Myślę, że gdyby nie mial tak krótkich rozdziałów to przywiązałabym się bardziej emocjonalnie, co przełożyło by się też prawdopodobnie na wyższą ocenę. Nie zmienia to jednak genialnego stylu pisania autorki, który niesamowicie wciąga i jest wysoko wrażliwy.
„Maria zapominała samą siebie na raty. Na raty bardziej się opłaca. Zawsze można siebie trochę przyoszczędzić”.
„Biegnij, mała, biegnij” stanowi zbiór reportaży, z których większość została opublikowała w Tygodniku Powszechnym w latach 2013 – 2023. To kilkanaście historii o zmaganiach kobiet z życiem na różnych jego płaszczyznach. O niektórych z opisywanych przez autorkę wydarzeń słyszała cała Polska. Katastrofa kolejowa pod Szczekocinami z 3 marca 2012r. czy zawalony dach podczas wystawy gołębi pocztowych w Katowicach w dniu 28 stycznia 2006r. to tragiczne zdarzenia, które nieodwracalnie zmieniły życie wielu ludzi. Sięgając po reportaż Anny Goc można przekonać się, jak wielkimi siłaczkami potrafią być kobiety. Jak wiele są w stanie unieść na swoich barkach, czasem dla siebie, częściej jednak dla innych. Szukają siebie, zmagają się z lękiem i wstydem, walczą o swoją godność i lepszą przyszłość, choć nieraz znajdują się w tak trudnych sytuacjach, że pewnie łatwiej byłoby się poddać. Żałuję, że te historie są tak krótkie, ale dzięki temu, że są tak różnorodne, to myślę, że niektórym z nas uda się odnaleźć w nich jakąś cząstkę siebie. A dla wszystkich kobiet, które potrzebują dziś to usłyszeć: biegnij, mała, biegnij! Wiem, że dasz radę!
3,5⭐️/5 Po zachwycającej ,,Głuszy”, nie miałam wątpliwości, że sięgnę po kolejne reportaże Anny Goc. W ,,Biegnij, mała, biegnij” nadal możemy podziwiać jej umiejętność oddania głosu bohaterom, opisu ludzkich tragedii, a także czułość i wrażliwość na drugiego człowieka. Autorka nie obawia się trudnych tematów. Przeszkadzał mi jednak brak spójnej tematyki, książkę czytało się jak urywki z różnych historii. Motyw ,,kobiet” jest nazbyt ogólny. Nie przekonuje mnie też korzystanie z już opublikowanych tekstów (pokusiłabym się tutaj o rozwinięcie ich, nie tylko przez kilka zdań). Dlatego też ,,Głusza” nadal jest u mnie na pierwszym miejscu.
Nie mogę się przekonać do artykułów publikowanych w formie książki. To, co się obroni w tak krótkiej formie, nie przekłada się na to, że książka będzie dobra. Reportaże są nierówne, jedne bardziej pogłębione i pokazujące ciekawszą historię, inne zbyt powierzchowne i mało interesujące. Zupełnie nie rozumiem zamysłu wstawienia reportażu o gołębiach. Po wspaniałej „Głuszy” spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.
trochę się zawiodłam, bo zbiór tekstów (przynajmniej w większości) wcześniej opublikowanych, tytuł dobry, ale nie czuję żeby pasował do wszystkich tekstów. jedne teksty bardzo dobre, inne nie trzymały poziomu. mam sympatię do autorki po “Głuszy” więc nie wystawiam niższej oceny i czekam na kolejny tak dobry tytuł
Zbiór ciekawych i tak różnych od siebie reportaży napisanych przez Annę Goc na przestrzeni ostatnich lat. Styl autorki zdecydowanie mi odpowiadał, a o wielu z opisanych sytuacji słyszałam pierwszy raz.
Anna Goc świetnie pisze. Jej reportaże są prawdziwe, nieprzerysowane, ludzkie. Te zawarte w „biegnij, mała, biegnij” skupiają się na kilku trudnych tematach. Często nie zdajemy sobie sprawy jakie problemy mogą mieć inni ludzie i jakie tragedie na nich spadły. To lekcja pokory.
Po "Głuszy" miałam wysokie oczekiwania do tej pozycji. Niestety nie zostały zaspokojone. Nic we mnie nie zostało po ich przeczytaniu, choć nie opowiadają o zrywaniu kwiatków. Jak już tu ktoś wspomniał, chyba pani Annie lepiej wychodzi zgłębianie jednego tematu niż takie krótsze formy.
książka właściwie na jeden wieczór. autorka opisuje wiele, zupełnie różnych od siebie, sytuacji w jakich znajdują się bohaterki. otwiera oczy i zmienia perspektywę.
(Wypożyczona z biblioteki) 3,25 Niektóre historie bardzo ciekawe, pozostałe nie do końca. Ale - mimo wszystko - mam niedosyt. Ciężko będzie autorce przebić uwielbianą przeze mnie „Głuszę”.