Love, mystery, politics. The aliens arrive to turn people’s lives upside down. US scientist Ian Marinsky gets the chance to make contact and work on a joint project with the Galian civilization. His life will change forever when he meets the beautiful Azarra. The Galian secret will be a game-changer not only for life on Earth....
No i szczerze mówiąc nie wiem co napisać 🤷♀️ Może to przez to, że nastawiłam sie na zupełnie coś innego i całkowicie inaczej wyobrażałam sobie tę książkę.
Ale zacznijmy od początku. Do Ziemii dociera statek z "obcymi" i jak na wielu filmach znanych z popkultury dochodzi do pierwszego kontaktu dwóch cywilizacji. Jednak nie są szare istoty ani tym bardziej przedziwne kosmiczne stwory znane z kina bądź literatury, okazuje się, że obcy są tacy jak my a Ziemia nie jest jedyną zamieszkałą przez ludzkie istoty planetą. Co tak naprawdę chcą osiągnąć Galianie i jakie mają plany wobec naszej planety?
Jeżeli spodziewacie się klasycznego SF to od razu Was uprzedam, że w tej książce nie znajdziecie wojen galaktycznych, laserów, różnych obcych "gatunków" czy masy podróży międzygwiezdnych ale możecie sie nastawić na ciekawie wykreowaną historię spotkania między dwiema inteligentnymi cywilizacjami tylko trzeba pamiętać, że jedna z jechać jest o wiele bardziej rozwinięta 🤔 Tytułowa Azarra jest jedną z osób wytypowanych do oficjalnej delegacji ze strony Galian, jest naukowcem i specjalistką od spraw społeczeństw międzyplanetarnych a oprócz tego odgrywa ważną rolę w całej historii. Można nawet powiedzieć, że jest w pewnym sensie zapalnikiem powodującym nieprzewidziane wydarzenia.
Autor w swojej opowieści pokazał pierwsze spotkanie poprzez pryzmat polityki i interesów, na które oczywiście zwykli pospolici ludzie nie mają wpływu. Jest to książka napisana z wyraźnym przekazem i pewną odwagą, ukazująca jak ludzie na szczeblach władzy potrafią manipulować i co są w stanie poświęcić aby osiągnąć własne cele. Trzeba też przyznać, że interesy Galian też nie są takie oczywiste jak mogłoby sie wydawać na początku a oprócz tego podczas czytania odkrywamy masę tajemnic, które chciał ukryć.
Mimo iż spodziewałam się czegoś innego, czegoś bardziej dynamicznego nie zawiodłam się choć czasami te polityczne przepychanki zaczynały mnie nużyć i ciesze się, że książka w końcu (co prawda jakies ostatnie 150str) nabrała tempa. Jedyne co mnie zawiodło to zakończenie, spodziewałam sie czegoś spektakularnego z efektem WOW a dostalam zagadkę, która została bez odpowiedzi i trochę czuję z tego powodu niedosyt, no chyba, że szykuje sie ciąg dalszy przygod Azarry i nie zamknięte wątki zostaną pociągnięte dalej 🤷♀️
Ogólnie jeżeli nie jest Wam straszna polityczna przepychanka, medialne machlojki i teorie spiskowe to spokojnie możecie łapać za książkę "Azarra" bo jest to ciekawe spojrzenie na dość intrygujący temat obcych cywilizacji.
Dziękuję wydawnictwu Borgis za możliwość przeczytania tej książki.
To moje pierwsze spotkanie z piórem autora. Spodobał mi się jego styl. Jest nie tylko prosty w przekazie, ale i nastrojowy. Literatura SF ma to do siebie, że jest unikatowa. Praktycznie ile twórców, tyle uniwersum. Jedno co je łączy, to inwazja czegoś czego nie znamy. Początek mnie trochę zmylił, dopiero później zrozumiałam o co chodzi. Wspomniami twórcy w treści przypominali mi tych z "Strażników galaktyki 3". (Swoją drogą, to najbardziej emocjonująca historia)
Tytuł mnie intrygował odkąd zobaczyłam okładkę. Już od pierwszych stron książki dowiadujemy się kim jest tytułowa postać. To w większej mierze na niej skupia się ta opowieść. Mimio tego mamy wiele wątków i postaci. To historia, która pokazuje jak łatwo jest nas oszukać ładnymi slagonami i wizjami. Jak mówi stare przysłowie: "Historia lubi się powtarzać"... Oczywiście jest też coś co łączy nas ludzi. Przemoc i pieniądze. Mamy też wątki filozoficzne o rozumieniu świata jak i religii. Prawie zapomniałam... O takim delikatnym wątku romantycznym.
Zostały przedstawione produkcje jakie wszyscy znamy: "Gwiezdne wojny", "Star trek", czy też "Pojutrze". To one wyjaśniły dlaczego historia dzieje się w USA. Oprócz tych w/w tytułów to miałam jeszcze w głowie takie jak "Faceci w czerni", "Avatar", czy też krajowa produkcja - "Seksmisja"
Czy mi się podobała? O tak! Łatwo zanurzyłam się w tej treści. Pełna szokujących momentów, tajemnic i melancholii. Pokazująca, że czasem mimo wielu wątpliwości to i tak popełniamy błędy. Szczególnie na najwyższym szczeblu władzy. Manipulacja to klucz do potęgi, a przed tym mało kto umie się uchronić. I to zawsze będzie mnie przerażać.
Bardzo spodobał mi się fragment, gdzie autor przytoczył kilka utworów. One idealnie uzupełniły całokształt i dały lekką odskocznię od piętrzących się problemów. Poza tym, lekko też uspokoiły nerwowy kilimat historii.
Podsumowując. Czy polecam? Zdecydowanie tak! Nie tylko przypomina nam kim i jacy jesteśmy, ale też mówi, aby być spostrzegawczym. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy.
Na sam koniec... Zastania mnie zakończenie książki. Czy to już koniec? Czy puenta jest taka, że nie ważne gdzie się przeniesiesz, to mogą cie dopaść nawet większe kłopoty... Czy coś jeszcze spotka Azzare i Igora?
Moja ocena 9/10
Cytaty z książki:
" Jedyne, co ich róźni, to odcienie skóry. Biały, ciemny, zielonkawy, błękitny, czerwony. Tysiące lat ewolucji, skażenia środowiska i ingerencji genetycznych. Oto obraz humanoidów przemierzających kosmos. Uciekli w przestrzeń, aby chronić swoją planetę przed rasizmem, ksenofobią i wojnami religijnymi. Rozwój techniki nie uczynił ich lepszymi. Czasami zdawało się, że wynalazki mają służyć jedynie jeszcze większej rywalizacji i wzajemnemu wyzyskiwaniu się. Nazwali to polityką, procesami społecznymi i gospodarczymi [...]"
"Każda społeczność, nawet zwierząt czy owadów, potrzebuje przywódców, musi zorganizować sobie wymianę dóbr. Inteligentne istoty dodatkowo badają otaczającą ich rzeczywistość, dochodzi do powstania struktur społecznych."
"Wiesz, to wszystko chyba nas przerasta. Mam wrażenie, jakbyśmy stanęli przed czymś, czego i tak nie ogarniamy. Początkowa euforia zaczyna w zespole przechodzić w załatwienie i nieufność."
"Jak państwo wiecie, jestem pacyfistką. Widziałam rzeczy, których ludzie nie powinni oglądać. Przeżyłam wojny, zamachy stanu marionetkowych dyktatorów o wybujałym ego, siedziałam w więzieniach. Ale przeżyłam. Przeżyłam piekło, które ludzie ludziom zgotowali. I zawsze było tak samo. Piękne hasła, wzniosłe idee, równość, współpraca. Tak, współpraca, panie prezydencie! Kolonizatorzy nigdy nie pokazują prawdziwej twarzy, nigdy nie mówią, o co im chodzi. Tak samo robią ci, co chcą przejąć władzę. Mówią o szczytnych celach, ideach, sącząc tak naprawdę jad i nienawiść, a potem bach! i już nic nie można zrobić. Zanim się obejrzymy, nie mamy wolności, nie mamy praw, nie mamy nic. Na nic wołania na puszczy, na nic walka i protesty. Wszystko przepadnie!"
"Prawda nie ma często nic wspólnego z rzeczywistością. Naszym życiem rządzi przypadek. Urodzenie, życiowe wybory, inne osoby, które zaakceptują twoje poglądy, dzieła, dokonania. Albo zwykła ordynarna przydatność. Zasób ludzki odpowiadający planom. To wszystko jest subiektywne."
"[...] My, ludzie, jesteśmy po prostu największymi i najbardziej groźnymi drapieżnikami we wszechświecie. Stanowimy zagrożenie dla innych gatunków."
"Okazało się, że tajemnice żyją tak długo, jak strach przed konsekwencjami ich ujawnia."
Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałoby nasze pierwsze spotkanie z kosmitami? Jak by wyglądali? Jak by się zachowywali? Adam Ostaszewski w swojej książce “Azarra” odpowiada na to pytanie, jednak mi ta odpowiedź nie do końca się spodobała. Sam pomysł jest świetny - kosmici to nie zielone ludki z czółkami, tylko istoty takie jak my, ludzie, ale książka sama w sobie mnie niestety nie zachwyciła i widzę, że jestem w mniejszości z moją opinią, o ile nie sama. Ponieważ "Azarra”, jak na ten moment, zbiera same pozytywne recenzje. Zacznę może od tego, co mi się nie podobało, żeby skończyć na pozytywach. Fabuła. Jedno wydarzenie nie zdążyło się do końca rozkręcić, a autor już przeskakiwał do kolejnego, co sprawiało, że trochę się gubiłam i nie nadążałam. Więc z jednej strony akcja była bardzo szybka, ale z drugiej ta książka mi się niezwykle dłużyła.
Adam Ostaszewski wyraźnie chciał też poruszyć tutaj ważne aspekty polityczne, ukazać zakłamanie elit itp., ale moim zdaniem było to za mało pogłębione, miałam wrażenie, jakbyśmy ciągle ślizgali się tylko po powierzchni. Dotyczy to też bohaterów tej książki. Nie poznałam lepiej ani tytułowej Azarry, ani Iana. Poza tym miałam wrażenie, że Ian - człowiek wykształcony, dorosły, naukowiec (!!) uczestniczący w najważniejszej misji w dziejach ludzkości - zachowywał się jak niewyżyty nastolatek... A jego relacja z Azarrą była dla mnie zbyt płytka oraz szybka –autor nieoczekiwanie tylko daje nam znać, że oni już ze sobą dużo rozmawiali i Ian ciągle o niej myśli, potem, że już są razem, aby na końcu, nagle, Ian stwierdził, że on nie może żyć bez Azarry. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie mam nic przeciwko dodatkowemu wątkowi w postaci romansu, ale tutaj było to dla mnie za powierzchowne i nagłe. Wracając do innych bohaterów, to wszyscy zlewali mi się w jedno, byli po prostu jednolici. Żaden się jakoś bardzo nie wyróżniał, ale też nie mieliśmy żadnej okazji, aby ich bardziej poznać.
Główny wątek - czyli to całe przybycie Galian na Ziemię - miał być najbardziej interesujący, a mnie po prostu... nudził. Nie dlatego, że skupiał się na polityce, tylko po prostu nie pociągnął mnie za sobą w żaden sposób. Teraz może będzie to czepianie się z mojej strony, ale muszę tutaj wspomnieć o tych dwóch rzeczach, które sprawiały, że lektura “Azarry” nie była aż tak przyjemna. Mianowicie chodzi mi o sposób, w jaki jest ona napisana. Zauważyłam baaaardzo dużo zdań pojedynczych, już wiele razy to mówiłam na relacji, ale przez to książka wydawała się tylko suchym raportem. Było wiele scen typu “Ktoś wszedł do pokoju. Siadł na krześle. Milczał. Wypił wodę.”, niby nic takiego, ale jednak mnie to trochę irytowało. Nie mogłam się wczuć dobrze w książkę, bo cały czas zwracałam na to uwagę. Tak samo było z opisami postaci żeńskich, przepraszam, ale nie muszę czytać cały czas o tym, że ciało Azarry czy Sekretarz ONZ było “sprężyste” albo “sek*owne”(nie wiem czy mogę takich słów używać na instagramie). Pod koniec już nie ma takich komentarzy, ale na początku cały czas przewracałam oczami podczas czytania. No bo po co?
Ale dobra, koniec tego marudzenia, bo książka ma też parę plusów, jak chociażby sposób, w jaki autor tłumaczy wybranie USA przez Galian. Było to logiczne i te argumenty zdecydowanie do mnie przemówiły. Wątek Johna też mnie zainteresował, bardziej niż ten główny. Tylko mogłoby go być może trochę więcej? W każdym razie myślę, że jest to jedna z ciekawszych rzeczy w tej książce. No i oczywiście sam pomysł na fabułę, bo przyznajcie sami, że jest naprawdę interesujący... tylko moim zdaniem to zmarnowany potencjał. Już tak podsumowując, książka nie była tragiczna, ale mogłaby być lepsza, gdyby autor się tak gdzieś nie spieszył i pozwolił nam bardziej poznać bohaterów oraz może pogłębić bardziej te aspekty polityczne czy motyw zakłamania elit. Jednak mimo wszystko zachęcam Was do spróbowania i przeczytania “Azarry”, sprawdźcie, czy podzielacie moją opinię czy niekoniecznie. Zapraszam do dyskusji, bo nie mam z kim rozmawiać o tej książce hahaha (Trochę mi głupio, że wystawiam taką recenzję, chociaż to moja współpraca, ale nie zamierzam tutaj nikogo okłamywać).
Ale się zesrałam, ale musiałam tutaj wszystko zawrzeć, co we mnie siedziało podczas czytania 😭
Czy naprawdę jesteśmy sami we wszechświecie? Powieść „Azarra” Adama Ostaszewskiego udowadnia, że science fiction może być zaskakująco... bliskie.
Na początku miałam pewne obawy - to sci-fi, polskiego autora, a akcja dzieje się głównie w USA. Brzmi ryzykownie? Na szczęście autor miał na to dobry powód i nawet tłumaczy to w treści. I - co ważne - to tłumaczenie naprawdę mnie przekonało.
Zaskoczył mnie także wizerunek kosmitów. Nie są to zielone ludziki ani obcy z mackami. To... ludzie. Tacy jak my. Tyle że żyjący dłużej, bardziej rozwinięci technologicznie i - pozornie -przyjaźnie nastawieni. Trochę jak Superman, tylko bez supermocy.
W centrum mamy Iana - Ziemianina, i Azarrę - specjalistkę z Galii, planety, z której lot na Ziemię trwa aż 16 lat. Ich relacja rozwija się szybko, ale trudno się dziwić - tytułowa Azarra jest piękna, inteligentna i seksowna, a kontakt z inną cywilizacją to wydarzenie bez precedensu. Romans jest obecny, ale pokazany subtelnie, bez zbędnych opisów.
Fabuła to coś więcej niż relacja dwóch światów. To także gra polityczna, zagrożenie konfliktem i pytania, których nie sposób zignorować: 🛸 Czy Galianie mówią prawdę? 🛸Kim są „Stwórcy” - jedyna rasa, której się boją? 🛸I co tak naprawdę przywiodło ich na Ziemię?
Zakończenie zostawia apetyt na więcej - sugeruje, że to pierwszy tom i mam ogromną nadzieję, że ciąg dalszy pojawi się wkrótce. Mam wiele pytań, a odpowiedzi dopiero się zaczynają rysować.
To świetna propozycja dla osób, które chcą zacząć swoją przygodę z science fiction - bez przesadnie technicznych opisów, z przystępną narracją i ludzką stroną całej tej kosmicznej historii.
Za możliwość zrecenzowania książki w ramach współpracy barterowej dziękuję wydawnictwu Borgis i autorowi Adamowi Ostaszewskiemu.
• polityczne intrygi • ukryte intencje • międzyplanetarny romans • kontakt z obcymi
Azarra to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie! Po sci-fi nie sięgam zbyt często, choć na półce nadal mam sentymentalną trylogię •W otchłani• kupioną przez moją babcię 13 lat temu, w której się zakochałam.
Na kartach powieści odkrywamy historię o pierwszym kontakcie Galian z Ziemianami. 🌍 Choć czy na pewno pierwszym? O setkach lat obserwacji i przypadkowych porwaniach ludzi nikt wspominać nie chce, a z pokrzywdzonych robi się zdesperowanych wariatów.
Oficjalnie - przybywają w pokoju. Oferują wymianę handlową, rozwój technologiczny i utrzymywanie stosunków dyplomatycznych. Za wizytą kryje się jednak coś zupełnie innego, związanego z tajemniczymi Stwórcami, których boją się nawet o wiele lepiej rozwinięci Galianie. 🧐
Świat wykreowany przez autora jest dopracowany, ale nieprzytłaczający. Mam nadzieje, że w kolejnym tomie (lub tomach) dowiemy się jeszcze więcej nie tylko o nich, ale także o innych ludzkich cywilizacjach i tajemniczych Stwórcach. 👀
W książce dostajemy wątek romantyczny, który w mojej ocenie jest wyważony, mający sens i wpisujący się w fabułę. 🧡 Fajnie wypada też przedstawianie historii z kilku perspektyw - dzięki temu mamy ogląd na całą sytuację i możemy się irytować na to, że bohaterowie nie potrafią zrozumieć, co się dzieje. 🙈
Początkowo ciężko było mi się wkręcić - im dalej, tym lepiej. Książka doskonale oddaje ludzką chciwość i żądzę władzy, bardzo podobały mi się różne smaczki odnoszące się do współczesnej sytuacji globalnej. 💸Książka jest bardzo przyjemnie napisania, zaryzykuje stwierdzeniem, że można przez nią przepłynąć.
Bardzo chętnie sięgnę po drugi tom, mam nadzieję, że w nim akcja potoczy się nieco bardziej dynamicznie i dostaniemy więcej zwrotów akcji i zaskakujących zdarzeń. Tu nieco mi tego zabrakło ale mam wrażenie, że autor dopiero się rozkręca. 🤭
📚Wyobraźcie sobie, że Ziemi wreszcie udało się nawiązać kontakt z obcą cywilizacją. Nadszedł ten długo wyczekiwany przez wszystkich dzień. Każdy z obecnych ma inne wyobrażenia odnośnie przybyszów. Napięcie narasta...a oczom wszystkich ukazują się ludzie! Co prawda żyją dłużej od Ziemian i stoją na wyższym poziomie cywilizacyjnym, jednak nadal w niczym nie przypominają zielonych ufoludków. Pojawia się tytułowa Azarra z planety Galia, która ma za zadanie przekonać ludzkość o swoich pokojowych zamiarach i chęci nawiązania pozytywnych relacji. 📌Dlaczego Galianie pragną sprzymierzyć się z pozoru słabszymi Ziemianami? 📌Kim są tajemniczy "Stwórcy"? 📌Czy możliwa jest międzyplanetarna miłość?
📚"Azarra" autorstwa Adama Ostaszewskiego to książka z gatunku science fiction. Jednak bez obaw! Nie ma tutaj wydumanych kosmiczno-technicznych zwrotów, jakie często niestety mają miejsce w takich powieściach. Nie ma tutaj też absurdalnej fabuły - wszystko do siebie pasuje niczym elementy układanki, a intryga i romans wspaniale się ze sobą komponują. Wspominając o romansie...nie są to ckliwe momenty albo niesmaczne sceny, więc bez obaw. Jeśli chodzi o bohaterow...postaci są na tyle interesujące, że czytelnik naprawdę chce poznać ich dalsze losy. Zakończenie książki zostawiło mnie z pytaniem: "czy mam tutaj do czynienia z początkiem serii?" Autorze! Mam nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca 😊 📚"Azarrę" polecam wszystkim fanom gatunku, a także tym, którzy lubią czasem wyjść ze swojej strefy komfortu i poznać coś nowego 😊
Od dłuższego czasu nie mogłam się wciągnąć w żadną książkę, ale ta historia wyrwała mnie z czytelniczego zastoju. Miałam ochotę na dobrą, kosmiczną przygodę i dokładnie to znalazłam. Złożony świat, dynamiczna fabuła i angażujące wydarzenia sprawiły, że trudno było mi się oderwać od lektury. Bardzo podobało mi się, że dostajemy perspektywę kosmitów. Podsumowując bardzo polecam!
Na samym początku nadmienię że nie jest to klasyczne SF. Książka nie ocieka opisami kosmosu, bitwami międzyplanetarnymi, czarnymi dziurami i szczegółowym opisem technologii.
Przedstawiono nam wizję pierwszego spotkania z obcą cywilizacją - Galianami (no może nie pierwszą, wliczając w to wszelkie uprowadzenia przez obcych). Na pewno nie jest to wizja jak w “Dzień niepodległości” albo “ Znaki”. Jest to spotkanie oficjalne wraz z dyplomatyczną delegacją.
Na pewno jest to książka, która zaciekawi ludzi lubiących grę polityczną oraz teorie spiskowe. Czy Galianie są do nas pokojowo nastawieni? Kim są Stwórcy, których tak się obawiają? czy ich oferta Rozwoju technologicznego nie jest podszyta złymi intencjami? Poruszonych jest wiele wątków i obaw związanych z przybyciem obcych, co co zaskakujące - wyglądają jak ludzie. Dodatkowo informują, że jest jeszcze kilka planet zamieszkanych przez Inne cywilizacje.
Natrafimy tutaj na wątek romantyczny, ale jest on skonstruowany bardzo swobodnie? Na pewno jest wyważony i nie przytłacza. Więc osoby takie jak ja, co wątków romantycznych za bardzo nie lubią, nie będą pokrzywdzone z tego tytułu.
Z minusów mógłbym wymienić tylko to, że niektóre postacie są płytkie, nie ma w nich głębi, powiedziałbym nie są wielowymiarowe. Na pewno nie przeszkadza to w pozytywnym odbiorze tej książki
Śmiało polecam tę książkę osobom nowym w SF, które nie chcą skakać na głęboką wodę jak i tym, którzy chcą czegoś innego od międzygalaktycznych bitew, laserów i podróży w czasie.