Macie ulubioną świąteczną książkę? 🎄
U mnie znajdzie się kilka tytułów, do których w przyszłości chętnie wrócę. Po tegorocznych, średnio udanych poszukiwaniach trafiłam na „Narzeczonego pod choinkę”. Choć książka nie należy do górnolotnej, wybitnej literatury, zapewniła mi rozrywkę na kilka wieczorów – a czasem dokładnie tego potrzeba.
Quinn pojawia się w kościele w stroju elfa. Trwa ślub. Powinna stać przy ołtarzu, na miejscu panny młodej. Jednak jej (już były) narzeczony to łajdak, który najpierw ją zdradza, a potem bez skrupułów wykorzystuje ich datę ślubu, by poślubić swoją kochankę.
Do dziś nie do końca rozumiem, dlaczego Quinn była akurat w stroju elfa – musiałam chyba na chwilę odpłynąć myślami.
Dexter, bogaty dupek, omyłkowo porywa ją, myśląc, że jest jego byłą narzeczoną. Chce zadać jej kilka biznesowych pytań. Okazuje się jednak, że porwał niewłaściwą osobę.
To przypadkowe spotkanie uruchamia wir wydarzeń, który trudno już zatrzymać.
Postacie nie są zbyt wielowymiarowe. Ot, zwykła młoda kobieta – samodzielna, trochę pyskata, po miłosnych zawirowaniach. On – typowy dla tego typu historii samiec alfa: mega bogaty, kontrolujący, gotowy oczywiście zmienić się właśnie dla niej.
Więź pojawia się nie wiadomo skąd, dochodzi do kilku kłamstw, zawirowań i dramatów. Mnóstwo chaosu, a na końcu happy end, którego zupełnie nikt się nie spodziewał 😉
Dokładnie takiej odskoczni szukałam i takiej potrzebowałam. Nie musiałam za bardzo myśleć, dialogi są proste, język i styl autorki również, co sprawia, że książka świetnie sprawdza się jako idealny odmóżdżacz.
Mamy tu trochę świątecznego klimatu i zimowych scenerii – cała historia rozgrywa się bowiem w okolicach Bożego Narodzenia. Autorka serwuje kilka plot twistów (oczywiście nie rodem z thrillera), ale wystarczających, by zapewnić dodatkową rozrywkę i lekkie napięcie – na miarę komedii romantycznej.
W książce znajdziemy też kilka 🌶 scen – niezbyt częstych i nienachalnych. Owszem, myśli bohaterów często krążą wokół tego tematu, ale z mojej perspektywy nie było dramatu.
Podsumowując – książka jest lekka, przyjemna i czyta się ją bardzo szybko. Typowa świąteczna szmira – a ja dokładnie tego szukałam.