Kiedy w drzwiach klasy staje Asher Guidry, Charlotte Banks przeżywa prawdziwy szok. Jeszcze rok temu byli parą i nie wyobrażali sobie życia bez siebie. A potem on zniknął. Nagle, z dnia na dzień, ulotnił się bez słowa ― nie odezwał się do Charlie ani do jej brata bliźniaka i swojego najlepszego przyjaciela Silasa, ani do nikogo innego z ich paczki. Cała szkoła plotkowała na temat Ashera. Charlotte nieustannie czuła ciężar tych wszystkich pytających spojrzeń, przez co ta popularna dotąd dziewczyna także miała ochotę zniknąć ― dla świata i dla siebie samej.
Teraz, kiedy Asher jak gdyby nigdy nic wrócił do szkoły w Arbury, małym miasteczku w stanie Georgia, Charlie się zastanawia, co to będzie oznaczać dla niej. Dla nich wszystkich. Czy tajemnica zniknięcia Guidry'ego się wyjaśni? Czy uda im się odbudować przyjacielską paczkę? Co będzie dalej z miłością, którą wciąż przecież czuje do swojego chłopaka. Byłego? Obecnego?
Jeśli Charlotte chce uzyskać odpowiedzi na te wszystkie pytania, musi się pośpieszyć. Nie pozostało jej przecież wiele czasu...
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
Jest mi naprawdę przykro, że nie polubiłam się z tą pozycją. Oczekiwałam słodko-gorzkiego romansu z motywem drugiej szansy i ostatniego roku szkoły średniej, a niestety dostałam książkę, której w ogóle nie umiałam poczuć.
Zacznę od tego, że przez cały czas, podczas czytania, nie wiedziałam dokąd zmierza ta historia. Nie rozumiałam motywacji bohaterów, ale też samego zamysłu fabuły. Przez większość książki, bohaterowie przeprowadzają masę, niekoniecznie ważnych rozmów, jeżdżą w różne miejsca, żeby spędzić czas w gronie swojej paczki znajomych i chodzą do szkoły, ale każdy z tych fragmentów był dla mnie po prostu nudny i bardzo męczący. Mam wrażenie, że nie przeczytałam żadnej konkretnej sceny, a powieść liczy sobie prawie 400 stron.
Zazwyczaj nie przeszkadza mi, gdy książka jest schematyczna i powiela znane motywy oraz wątki, ale tutaj aż nadto uderzało we mnie, że autorka nie miała pomysłu na większą część swojej książki. Poczułam się, jakbym czytała historie, w której tylko ostatnich kilka rozdziałów siedziało autorce w głowie, więc stwierdziła, że dopisze do tego resztę powieści.
Bohaterowie również nie skradli mojego serca, ale jeśli miałabym wymienić jedną osobę, którą chociaż trochę polubiłam, była to główna bohaterka- Charlotte. Była naprawdę pozytywną dziewczyną. Reszta bohaterów…cóż czytałam o podobnych postaciach tysiące razy.
Dodatkowo rzucało mi się w oczy, jak nienaturalne występowały w tej książce dialogi + zerowa chemia między bohaterami, przez którą w ogóle nie umiałam uwierzyć w ich związek.
Jak mogliście zauważyć, trudno u mnie o znalezienie jakiś pozytywnych aspektów tej lektury, więc niestety nie mogę wam jej polecić.
Totalnie bez szału, ale muszę przyznać, że trochę się wzruszyłam. Bohaterowie jak i dialogi były dosyć płytkie. Nie przywiązałam się do nich jakoś specjalnie. Było okej. Nie czuję się, jakby był to stracony czas, ale już mi wyleciała z głowy.
5/5 ⭐ [Współpraca reklamowa z wydawnictwo BeYa] Hejka kochani! Nie wiem jak wy, ale ja ostatnio mam ogromną ochotę na czytanie lekkich i komfortowych romansów bez zbędnej toksyczności. Jeśli wy też, myślę, że znalazłam książkę idealną. Przeczytajcie więc moją opinię na temat cudownego „Call me in the middle of the night” od Martyny Michalak, za której egzemplarz dziękuję wydawnictwu.
Zacznijmy od tego, że ta historia to moje tegoroczne odkrycie i, mimo iż rok się dopiero rozpoczął, ma szansę znaleźć się wysoko w rankingu książek mojego życia.
Martyna świetnie pokazała, że da się stworzyć genialny debiut, a jej styl pisania bardzo trafił w moje gusta. W każdej scenie czuć, jak myślę, jej wrażliwość i wydaje się ona po prostu ciepłą i kochaną osobą.
Nie jestem w stanie wam tu pokazać, jak wielkie wrażenie na mnie wywarła cała relacja głównych bohaterów. Czytając CMMN, doskonale możecie odczuć to połączenie między Asherem a Lottie. Oni naprawdę byli swoimi bratnimi duszami I mimo rozłąki i wielu niejasności pokonali każdą przeciwność. To wszystko było dla mnie takie czyste, nieskazitelne i po prostu wyjątkowe. Ile bym oddała za coś takiego w prawdziwym życiu. Każda interakcja pomiędzy nimi była taka po prostu „ich”. A sposób, w jaki Asher odnosił się do dziewczyny, jakby była dla niego najcenniejszym diamentem rozczulił mnie całkowicie.
Lottie to jednocześnie przeurocza i niezwykle silna bohaterka. Odnalazłam w niej moją wrażliwość i ogromne serce. Nastolatka nie chciała nikogo skrzywdzić i zawsze przeżywała swoje działania. Nie ważne jak bardzo złamana i rozdarta była, jeśli ktoś potrzebował pomocy, ona się zjawiała. Nawet nie wiem, jak bardzo musiała cierpieć i udawać, a przede wszystkim jak bardzo to się na niej odbiło.
Zresztą Asher wcale nie miał lepiej. Gdy przeczytałam, co zrobił, byłam okropnie zła. Szczególnie gdy Lottie zaczęła układać sobie życie z Wes'em , który zresztą jest bardzo niedocenianym bohaterem, Uwielbiam tego chłopaka i że do końca miał nadzieję na coś więcej, a gdy nie wyszło, umiał się z tym pogodzić i zrozumieć, co w tych czasach jest na wagę złota. Ale nie o nim. Moje serce nie wytrzymało, gdy zobaczyłam przez co, przeszedł Asher i ile jeszcze później musiał wycierpieć. Jego dbałość o dziewczynę mnie pokonała. Była dla niego ważniejsza niż cały świat, chłopak nie potrzebował nic innego tylko jej. Oddał się jej całkowicie i gdyby Lottie tylko chciała, zdobyłby dla niej gwiazdkę z nieba.
Moim chyba ulubionym wątkiem w CMMN są relacje w rodzinie Lottie. Gdybym w przyszłości założyła swoją, wyglądałaby dokładnie tak. Czemu tak ciężko dziś, o dbanie I pielęgnowanie więzi między poszczególnymi członkami. U Banks'ów nikt nigdy nie zostawał sam. Każdy miał wsparcie od każdego niezależnie od pory dnia. Co więcej, oni nie tylko byli dla siebie nawzajem, ale chętnie pomagali też innym — np. Asher czy Sophie byli traktowani, jak gdyby łączyły ich prawdziwe więzy krwi.
Jeśli chodzi o Soph to wspaniała osoba i przyjaciółka. Taka, która będzie nie tylko w każdej dobrej chwili, ale wesprze i postawi na nogi też w tych gorszych. I w zdrowiu i chorobie. Jest przykładem prawdziwej niebiologicznej siostry na całe życie. Strasznie ciekawi mnie jej wątek z bratem Lottie — Siliasem i żałuję, że nie został tu rozwinięty.
Jeśli miałabym podsumować wszystko, co tu napisałam, wystarczyłoby mi jedno słowo — czytajcie! Nie wiem, czemu tak mało o niej słyszę, ale całe szczęście, jeśli już to same pozytywy. Myślę, że na idącą bardzo powolutku wiosnę sprawdzi się jak znalazł, a wy odpłynięcie w inny świat wraz z Lottie i miłością jej życia.
To kolejna książka, która doprowadziła mnie do łez, a to nie łatwe zadanie. Cudowna, ciepła, troszkę słodko-gorzka oraz romantyczna opowieść w tonie young adult. ja totalnie straciłam dla niej serce i wpisuję na listę ulubionych.
Charlie była niegdyś popularną i bardzo wesołą nastolatką. Rok wcześniej jej idealny świat się posypał na wskutek niespodziewanego wyjazdu jej chłopaka, po którym słuch zaginął. Asher pojawia się równie nagle jak niegdyś zniknął i po raz kolejny przewraca życie Charlie do góry nogami. Ponowne spotkanie z chłopakiem na nowo rozbudza tłamszone przez miesiące uczucia nastolatki, która nie jest pewna co dalej z ich znajomością. Relacja się rozwija i gdy już niemal wychodzi na prostą, okazuje się, ze nastolatce nie zostało zbyt dużo czasu.
Kocham, uwielbiam i totalnie przepadłam dla tej historii. To była wyjątkowo wzruszająca i łamiąca serce opowieść. Zaczęła się dość niewinnie i nic nie wskazywało na aż taki rollercoaster emocji. Na wstępie poznajemy bohaterów i ich przeszłość a wszytko kręciło się wokół pierwszej miłości i zawodu. Powoli dochodzimy do sedna sprawy, a relacja Charlie i Ashera przechodzi upadki (zdecydowana większość) oraz wzloty, które w końcu zaczynają nabierać na sile, a para postanawia po raz kolejny dać sobie szansę, która nagle staje pod ogromnym zdaniem zapytania, gdyż nastolatka czuje się coraz gorzej, a lekarze nie mają dobrych wiadomości.
Przez większość książki świetnie się bawiłam, było zabawnie, rozwijały się różnorakie relacje, poznawałam bliżej historię bohaterów, która owiana była delikatną dozą tajemnicy. Autorka dużo czasu poświęciła relacjom rodzinnym, mamy jej dwa obrazy, kochającej się i trwale stojącej przy sobie, oraz takiej z problemami, które odbijają się na dzieciach, nie mogących poradzić sobie z rozstaniem rodziców. Wraz z bohaterami przeżywamy szalone nastoletnie chwile, wszystko przepełnione jest nadzieja na lepsze i wyczekiwaniem na nowy etap w życiu. Jednak ta pozorna sielanka nie trwa długo, a fabuła w momencie zaczyna łamać serca zarówno bohaterów jak i czytelnika. Stajemy w obliczu ciężkich i bolesnych wydarzeń, stajemy na pograniczu życia i śmierci, na etapie bezradności i beznadziei, gdzie już pozostaje tylko nadzieja, a napięcie sięga zenitu. Ja osobiście nie potrafiłam powstrzymać łez i nawet przy pisaniu recenzji ponownie mam zaciśnięte gardło i z nimi walczę. Autorka całkowicie mnie przeorała, ale na szczęście moje serce i dusza zostały na nowo poskładane.
Czuję jednak maleńki niedosyt spowodowany zakończeniem tej książki. Pomiędzy ostatnim rozdziałem i epilogiem mamy lekki przeskok czasowy, nie jestem tego fanką ale rozumiem potrzebę ich wprowadzania, tutaj zabrakło mi szczegółów i detali związanych z wydarzeniami pomiędzy. Epilog zabiera nas do już innej rzeczywistości, w której dostajemy szczątkowe informacje, w rezultacie można przeżyć lekki szok i zadać pytanie co tu się stało?
Pomimo tego niedosytu, daję książce najwyższą ocenę, bo łączy ona w sobie to co lubię, czyli ulubione motywy, prędką fabułę, wachlarz emocji i lekkie pióro, które powoduje, że przez fabułę się płynie, a książka czyta się sama. Jestem totalnie zakochana w tej powieści, mogę o niej mówić godzinami i to w superlatywach. Zachęcam do zapoznania się z tą cudowną i chwytającą za serce historią.
Zacznę od tego, że zgłosiłam się do współpracy do CMMN głównie przez to, że jest to patronat Oliego czyli mojego ukochanego bookbestii. KOCHAM CIĘ OLI!!! Chcesz może podmienić swoje logo na moje? hahahha🙏🏻🙏🏻
Powiem wam szczerze, że gdybym tylko mogła się dodrukować to bardzo chętnie bym skorzystała z tego i dorobiła swoje logo z tyłu okładki (oddałbym wiele za możliwość bycia patronką tej historii).
Sama historia od pierwszych stron zaczarowała mnie swoją lekkością i komfortem. Cała historia była dla mnie niczym taki ciepły kocyk, który otula cie w ciemne jesienne / zimowe wieczory.
Fabuła od samego początku bardzo mocno mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw w ogóle. Przez co każdą ze stron czytałam pełna emocji i z zaangażowaniem.
Bohaterowie byli wykreowani w CUDOWNY sposób. Każda z postaci była po prostu DOBRA. Wszyscy mieli tak dobre serduszka, pełne miłości i naprawdę wiele by oddali za siebie nawzajem.
Charlotta (Lottie)- główna bohaterka była najmilszą i najcudowniejszą postacią o jakiej w życiu czytałam. Biła od niej olbrzymia radość z życia i dobroć. Jestem naprawdę oczarowana tym jak Martynka ją wykreowała.
Silas - brat bliźniak głównej bohaterki jest typowym śmieszkiem ale takim, który odda wszystko za osoby, które kocha. Bez niego ta historia nie byłaby aż taka piękna. Skradł on moje serce swoją miłością do Lottie i tym jak opiekuńczy był w stosunku do niej.
Cały dom Silasa i Lottie przepełniony był rodzinna miłością, a ich relację z rodzicami są pięknym przykładem dobrej i kochającej się rodzinny, która dla siebie nawzajem jest w stanie zrobić wszystko.
Teraz coraz rzadziej spotykam się w książkach właśnie z przykładem rodzinny, której dom jest przepełniony miłością i dobrocią. Popularne w ostatnim czasie stało się przedstawianie samych złych przykładów modelu rodziny / przyjaźni / związku...
Sophie - czyli najlepsza przyjaciółka Charlotty była naprawdę DOBRĄ PRZYJACIÓŁKĄ. Jestem w stanie powiedzieć wam, że jest ona idealnym przykładem tego jak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń i na jakich fundamentach powinna ona być budowana.
Asher - były? A może aktualny chłopak Lottie? Zniknął na cały rok i się nie odzywał i nagle wraca. Nikt nie wie gdzie był i jaki był powód jego ucieczki. Powiem wam, że od początku wiedziałam, że przecież ludzie nie znikają bez powodu i z zapartym tchem czekałam na wyjaśnienie tego dlaczego zniknął!?!? Dlaczego opuścił dziewczynę, którą rzekomo kochał i najlepszego przyjaciela Silasa (bliźniaka Charlotty). Pokochałam jego postać od pierwszych stron, a to, że miałam możliwość czytać rozdziały z jego perspektywy spowodowało, że pokochałam go jeszcze bardziej (jeśli to jest w ogóle możliwe)!!!
Cała ta historia była naprawdę bardzo PIĘKNA i nie umiem chyba określić jej innym słowem, bo żadne inne nie odda, aż tak mocno jej CUDOWNOŚCI. Ta książka złapała moje serce od pierwszej strony i do samego końca go już nie wypuściła. Zdradzę wam też, że uroniłam parę łez ją czytając.
Ps. Bardzo mocno złapały mnie też za serduszko te małe szczegóły wplecione w fabułę np.Silas miał bransoletkę z muszelek, a Lottie naszyjnik.🐚🤍🐚
~Call me in the middle of the night~ [Współpraca reklamowa / recenzencka] Autor/Autorka: Martyna Michalak ❗️Uwaga❗️Recenzja może zawierać spoilery❗️ Recenzja: 🌙O tym tytule stale przypominali mi cudowni patronii. Słyszałam o nim bardzo dużo dobrego tak więc nie mogłam przejść obojętnie i postanowiłam sprawdzić tę pozycję. Muszę powiedzieć, że jestem szczerze zaskoczona ile emocji wzbudziła we mnie ta historia. 💙Zanim przejdę do tego co mnie zawiodło chciałabym zwrócić uwagę na to, że książka ta jest debiutem, bardzo młodej autorki i widzę w niej ogromny potencjał. Książka jest napisana przyjemnym językiem przez co pochłonęłam ją na raz. 🌙Bardzo podobało mi się to, że w porównaniu do wielu historii obecnie wydawanych ta pod paroma względami była naprawdę komforowa. Mała ilość przekleństw, brak ciągłego stosowania używek i prawidłowe poruszenie ważnego wątku - Choroby głównej bohaterki. Muszę przyznać, że było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. 💙Do pewnego momentu fabuła bardzo mi się podobała. Byłam niesamowicie ciekawa co kryje się za zniknięciem Ashera oraz jak rozwinie się motyw "love triangle". Uważam, że jeśli główna bohaterka nie czuje nic do osoby, z którą jest w związku powinna go zakończyć natychmiastowo. Tak się jednak nie stało. Charlotte pomimo świadomości, że źle postępuje pozwoliła sobie na wyznania i drobny kontakt fizyczny z byłym chłopakiem będąc w związku. Gdy jej obecny chłopak to zauważa i pyta ją co się dzieje, Charlie zadaje mu pytanie "Co masz na myśli, Wes?". Nie jestem w stanie pojąć dlaczego ona to powiedziała i z kogo chciała zrobić idiotę. Wystarczyło się otwarcie przyznać do swoich uczuć, których była w pełni świadoma. Najbardziej szkoda mi było Wesleya, który apsolutnie na to nie zasłużył i pomimo tego wszystkiego nadal był dla niej miły i wyrozumiały. Nie spodziewałam się tego lecz to Wes okazał się być moim ulubionym bohaterem. 🌙Sytuacja ta spowodowała u mnie uraz do Lottie. Zanim jednak do tego doszło miałam nieprzyjemność poznać Ashera z jego również negatywnej strony. Ciąg dalszy: Jeszcze na początku historii starałam się być dla niego wyrozumiała, sama byłam kiedyś w podobnym położeniu jednak granice przekroczył niejednokrotnie. Momentem kulminacyjnym mojej irytacji była scena przy plaży. Asher zdaję sobie sprawę, że Charlotte dalej o nim nie zapomniała a każdy jego krok w jej stronę mąci jej w głowie. Twierdził, że nie będzie wtrącał się w jej życie, nowy związek ponieważ zasługuje na to by być szczęśliwa. Podczas rozmowy na plaży mówi Charlotte żeby dała mu szansę, by o nim nie zapominała ponieważ nie chce jej znowu stracić. Gdy Charlie przystaje na jego prośbę Asher mówi jej, że nie zamierza ponownie robić bałaganu w jej życiu. Jego słowa, czyny, myśli są ze sobą sprzeczne. Końcowo doprowadza do mętliku w jej głowie i przyczynia się do podejmowania złych wyborów przez Charlotte, która krzywdzi tym nie tylko siebie. 💙Oczywiście pragnę podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji a autorce, życzę rozwoju i wielu inspiracji. Mam nadzieję, że w następnej historii stworzy bohaterów, z którymi będę mogła się polubić.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Call me in the middle of the night Martyna Michalak
(może zawierać spoilery)
Szczerze powiedziawszy, trochę przemęczyłam się z tą historią, mimo że liczy zaledwie 400 stron. Opis wydawał się naprawdę intrygujący, ale samą książką niestety się zawiodłam.
Od początku.
Tak naprawdę przez całą książkę nie do końca wiedziałam, do czego to wszystko zmierza. Oczywiście, tak jak po opisie, można się było spodziewać, do życia głównej bohaterki wraca jej były chłopak, który zniknął na rok bez śladu. I super, ale co dalej?
Jest to teoretycznie główny wątek całej książki, ale nie zrobił na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Tak naprawdę powód jego zniknięcia zrobił się oczywisty, nim chłopak sam o nim powiedział. Wnosił on tylko ciągłe słowa skierowane do Charlie, żeby uważała na Ashera, oraz skierowane do Ashera, aby nie skrzywdził Charlie. No i oczywiście przez to bohaterowie są na początku dość obco do siebie nastawieni. -> Niestety twierdzę, że pomysł na ten wątek nie został w 100% wykorzystany.
Zagłębiając się dalej w fabułę, mamy do czynienia ze spotkaniami przyjaciół, kilkoma scenami w szkole i na jakichś wyjazdach, wieloma w domu bohaterki. Plany wyjazdu do college’u, zwykłe pogawędki o wszystkim i o niczym, słodkie momenty. Wszystko opiera się na codziennych czynnościach bohaterów w dość prostym schemacie, co po czasie zaczęło nieco nużyć.
Najbardziej rozbroiło mnie jednak ostatnie kilkadziesiąt stron. Nie wiedziałam, czy to ja coś przegapiłam, czy co właściwie się wydarzyło, ale jak tylko główna bohaterka się "przeziębiła", to wiedziałam, co jest grane i totalnie mi to tu nie pasowało. Nie wiem, czy pominęłam jakieś strony, czy nie wyłapałam tego z fabuły, ale mam wrażenie, że niewydolność serca, na jaką cierpiała Charlotte, wzięła się tak naprawdę znikąd.
Co do samych bohaterów, to moimi ulubieńcami zostali Silas i Sophie. Chętnie poczytałabym sobie więcej o ich relacji. Przechodząc do Charlotte i Wesa, to ich związek, mam wrażenie, był zupełnie niepotrzebny. Nagle zaczęli być razem po jednej randce. Chemii brak, chęci Charlie chyba też. Scen i przebiegu całej ich relacji tak naprawdę też za dużo nie było i nie zmieniła nic w całej książce, więc jedynie zapychała dziurę, w której Ash i Charlie "dawali sobie czas". Charlie i Ash również nie należeli do moich ulubionych par. Zabrakło mi tu jakiejkolwiek chemii i emocji. Mieli swoje spoko momenty, ale nic szczególnego nie przykuło u nich mojej uwagi. Trzeba jednak przyznać wszystkim bohaterom, że rzeczywiście byli pozytywni i walczyli do końca.
Sam styl pisania również mi nie podpadł. Strasznie gryzą mi się ze sobą te wszystkie zdrobnienia i przekleństwa. Dodatkowo znalazłam sporo błędów :(
Ogromnym plusem tej historii są natomiast nostalgiczne, letnie sceny: słońce, lemoniada, lody, basen i imprezy w ogrodzie.
Ja osobiście nie wróciłabym do tej historii, ale jeśli czytaliście, to dajcie znać, co wy uważacie.
Hejka! W ten poświąteczny czas przychodzę do Was z recenzją książki, która całkowicie zawładnęła moim sercem, wycisnęła masę łez, ale również dała nadzieję i nauczyła mnie jeszcze bardziej cieszyć się z każdego dnia 🥹❤️
Charlie i Asher znają się praktycznie od zawsze 🫂 chłopak wiele czasu spędza w domu dziewczyny, a jej rodzice traktują go prawie jak własnego syna. Przyjaźni się również z jej bratem bliźniakiem i wraz z rudowłosą Sophie tworzą wspaniałą, zgraną, wspierającą się paczkę ❤️🫶🏻 Wszystko zmienia się wraz z wyjazdem Ashera.. Charlotte kompletnie się załamuje, jej bratnia dusza nie odbiera telefonów, nie ma z nią żadnego kontaktu… 💔
Nagle, po roku, Asher Guidry staje w drzwiach klasy.. W miarę uporządkowane życie dziewczyny znowu legnie w gruzach, a jej myśli, choć cały czas stara się je wyciszyć, wędrują do byłego chłopaka. Nie pomaga również fakt, że jego kontakt z Silasem, bliźniakiem Charlie, szybko powrócił na poprzednie tory i Asher znowu zaczął przebywać w ich domu..
Czy Charlie znów wpuści Ashera do swojego serca? Czy obydwoje przestaną ukrywać swoje emocje? Czy jest im pisane szczęśliwego zakończenie? 🫶🏻
Najchętniej wszystko bym Wam opowiedziała, bo mogę rozmawiać o tym cudzie godzinami 🥹🤭 ale nie chcę Wam spoilerować. Dlatego jeśli Was zainteresowałam (mam taką wielką nadzieję 🤭💋) to koniecznie czytajcie!!
Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to czytajcie dalej! 🫶🏻
CMMN to naprawdę przepiękna historia dwójki młodych ludzi, których połączyło niesamowite uczucie ❤️🩹 Każdemu życzę takiej relacji, jaką udało się zbudować Charlie i Asherowi 🥹
Tak samo, relacje rodzinne 🥹❤️ jejkuu jak ja się uśmiechałam czytając o rodzinno - przyjacielskich spotkaniach w domu Banksów. Rodzice Charlie i Silasa spędzali sporo czasu ze swoimi dziećmi, pozwalali zapraszać przyjaciół i sami pomagali w organizacji spotkań 🥹
Klimat tej historii również skradł moje serduszko 😍✨ Pochłonęłam ją bardzo bardzo szybko, a czytając, nie widziałam świata poza nią, czułam się, jakbym również przeniosła się do domu Banksów
,,Call me in the middle of the night” zdecydowanie jest dla mnie czymś więcej, niż tylko literkami na papierze 🥹❤️🩹 Historia Charlie i Ashera otuliła mnie wielkim komfortem i stała się moją bezpieczną ostoją. Uczucia towarzyszące mi przy jej poznawaniu są naprawdę nie do opisania!! Tak bardzo zaangażowałam się w fabułę, przeżywałam wszystko razem z bohaterami. Płakałam, by za chwilę skakać z radości! 🥹🫶🏻 Cała mieszanka emocji!!
Autorka stworzyła wspaniałą, wciągającą, piękną książkę z totalnie niespodziewanym plot twistem! Totalnie zmiótł mnie z planszy i złamał mi serce 💔
Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo zżyłam się z bohaterami i pokochałam tą historię! 🥹❤️ MUSICIE ją przeczytać i poznać ten wspaniały świat!! 😍✨
~"Nie było łatwo porzucić kogoś, kto towarzyszył ci przez całe życie. I nawet jeśli chciałam ignorować jego osobę, moje serce nie potrafiło o nim zapomnieć."
~"Nie byliśmy dla siebie jedynie kochankami i przyjaciółmi. Byliśmy swoimi bratnimi duszami, co według mnie miało o wiele większe znaczenie niż miłość. Byliśmy ze sobą połączeni i wszyscy wyczuwali to od samego początku. Nie istniała Charlotte bez Ashera i vice versa."
~"Nie chciałbym jej znowu skrzywdzić. Znienawidziłbym samego siebie, gdybym to zrobił."
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ:
"Call Me in the Middle of the Night” Martyny Michalak to debiutancka powieść, która wywołała we mnie mieszane uczucia. Opowiada historię Charlotte i Ashera – byłej pary, której relacja zostaje wystawiona na próbę po nagłym zniknięciu chłopaka i jego nagłym powrocie — po roku nieobecności. .To opowieść o miłości, drugich szansach i trudnych wyborach, która, choć ma swoje mocne strony, niestety nie zawsze spełniała moje oczekiwania.
Życie Charlotte zmienia się, gdy wraca do rodzinnego miasteczka i ponownie spotyka Ashera, swojego dawnego przyjaciela, który wnosi do jej codzienności zarówno ciepło, jak i chaos.
Charlotte to postać, którą łatwo polubić – z jednej strony jest wrażliwa i pełna ciepła, a z drugiej potrafi być zdeterminowana, by walczyć o to, co dla niej ważne. Asher z kolei jest bardziej skomplikowany – czasem jego zachowanie irytuje, ale widać, że zależy mu na Charlotte, co jest zdecydowanie na plus ❤️🩹
Główni bohaterowie, choć momentami uroczy, nie zawsze wzbudzają sympatię. Ich relacja rozwija się szybko i dość chaotycznie, przez co brakuje jej głębi. Drugoplanowe postacie, takie jak Silas czy Wes, bywają bardziej interesujące, ale moim zdaniem są zbyt mało rozwinięte, żeby jakoś bardziej się do nich przywiązać.
Autorka stworzyła lekką i płynną narrację, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Relacje między bohaterami, szczególnie rodzinne, są dobrze zarysowane – czuć ciepło i wsparcie w rozmowach, czy po prostu w jakiś drobnych gestach. To właśnie dzięki tym rodzinno-przyjacielskim relacjom ta historia nabiera więcej głębi.
Niestety, fabuła momentami wydaje się monotonna i przewidywalna. Większość akcji opiera się na codziennych czynnościach bohaterów – szkoła, dom, wypady nad wodę – co może po pewnym czasie nużyć...
„Call Me in the Middle of the Night” to historia o miłości, drugich szansach i trudnych wyborach. Książce moim zdaniem zabrakło trochę dynamiki i bardziej przemyślanego rozwoju fabuły. Choć książka ma potencjał i naprawdę zapowiadała się dobrze, niestety nie zawsze spełniła moje oczekiwania.
To książka dla tych, którzy szukają lekkiego, emocjonalnego romansu, ale nie oczekują zbyt wiele. Ten debiut pokazuje potencjał i talent autorki, który, mam nadzieję, rozwinie się w kolejnych powieściach.
,,Call me in the middle of the night” - Martyna Michalak 🌒🌌
[współpraca reklamowa]
Ocena : ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/5
Asher wraca do rodzinnego miasta po ponad roku milczenia. Jego nagły wyjazd pozostawił za sobą więcej pytań niż odpowiedzi. Charlotte, jego była dziewczyna, stara się unikać jakiejkolwiek interakcji z nim, choć nie jest to łatwe, ponieważ jej brat, Silas, będący najlepszym przyjacielem Ashera, stale wciąga ich w swoje plany. Czy Asher i Charlotte będą w stanie zmierzyć się z przeszłością i wyjaśnić, co tak naprawdę ich rozdzieliło? Czy tajemnice, które skrywają, mogą na nowo połączyć ich drogi – lub na zawsze je rozdzielić?
Ta książka pochłonęła mnie od pierwszych stron. Autorka wprowadza czytelnika w świat pełen zagadek i niedopowiedzeń, a napięcie między bohaterami jest niemal namacalne. Fabuła wciąga, a każdy kolejny rozdział dostarcza nowych emocji i nie pozwala odłożyć książki na bok.
Jednym z największych atutów tej historii jest ukazanie relacji między bohaterami – zarówno tych miłosnych, jak i rodzinnych. Autorka pięknie opisała więzi, które łączą postacie, podkreślając wsparcie, zrozumienie i ciepło, jakie sobie nawzajem okazują. Sceny rodzinne są wyjątkowe – pełne troski, humoru i miłości, przez co czytelnik ma wrażenie, że sam jest częścią tego świata.
Książka ma niespełna 400 stron, co czyni ją stosunkowo krótką, ale akcja toczy się dynamicznie i bez zbędnych dłużyzn. Uwielbiam, kiedy wydarzenia szybko się rozwijają – tutaj nie ma miejsca na nudę, a napięcie utrzymuje się do ostatniej strony.
Zakończenie tej powieści totalnie mnie zaskoczyło i emocjonalnie rozbiło. Było pełne smutku, żalu i nieoczekiwanych zwrotów, które długo nie pozwalały mi dojść do siebie. Rzadko zdarza się, by książka wywołała we mnie aż tyle emocji – od radości po głęboki smutek.
„Call me in the middle of the night” to nie tylko historia o miłości, ale też opowieść o rodzinie, przyjaźni i trudnych decyzjach, które kształtują nasze życie. Martyna Michalak stworzyła piękną, poruszającą książkę, która pozostaje z czytelnikiem na długo. Gorąco polecam każdemu, kto szuka lektury pełnej emocji, tajemnic i napięcia, które nie pozwala odetchnąć aż do ostatniej strony!
„Call me in the middle of the night” Martyna Michalak
[współpraca reklamowa • @wydawnictwo.beya ]
Ocena: 2/5⭐️
Kiedy w drzwiach klasy staje Asher Guidry, Charlotte Banks przeżywa prawdziwy szok. Jeszcze rok temu byli parą i nie wyobrażali sobie życia bez siebie. A potem on zniknął. Nagle, z dnia na dzień, ulotnił się bez słowa ― nie odezwał się do Charlie ani do jej brata bliźniaka i swojego najlepszego przyjaciela Silasa, ani do nikogo innego z ich paczki. Cała szkoła plotkowała na temat Ashera. Charlotte nieustannie czuła ciężar tych wszystkich pytających spojrzeń, przez co ta popularna dotąd dziewczyna także miała ochotę zniknąć ― dla świata i dla siebie samej. Teraz, kiedy Asher jak gdyby nigdy nic wrócił do szkoły w Arbury, małym miasteczku w stanie Georgia, Charlie się zastanawia, co to będzie oznaczać dla niej. Dla nich wszystkich. Czy tajemnica zniknięcia Guidry’ego się wyjaśni? Czy uda im się odbudować przyjacielską paczkę? Co będzie dalej z miłością, którą wciąż przecież czuje do swojego chłopaka. Byłego? Obecnego? Jeśli Charlotte chce uzyskać odpowiedzi na te wszystkie pytania, musi się pośpieszyć. Nie pozostało jej przecież wiele czasu…
Książkę trochę męczyłam mimo, że z opisu wydawała się bardzo ciekawa i na jej premierę czekałam. Nie będę ukrywać - zawiodłam się na niej i miałam chyba za duże oczekiwania. Narracja jest pierwszoosobowa - poznajemy perspektywę Charlotte i Ashera.
Strasznie nie polubiłam się z główną bohaterką - jest jedną z tych irytujących postaci. Jej decyzje moim zdaniem były po prostu głupie i chwilami zastanawiałam się, co ta dziewczyna wyprawia.
Sam powrót Ashera był trochę źle rozegrany - wraca i każdy oprócz jego byłej dziewczyny go lubi (to była jedyna zrozumiana decyzja Charlotte). Jednak dziewczyna i tak mu później wybacza. Dodatkowo jak dla mnie dziwny był jego wyjazd - z dnia na dzień i bez słowa wyjechał, a później wrócił.
Sam zamysł książki jest fajny, ale źle rozegrany. Można by było napisać to w inny i ciekawszy sposób. Cała fabuła rozgrywa się w szkole, co jest dla mnie na plus, ponieważ lubię taki okres w życiu bohaterów.
Tytuł: "Call me in the middle of the night" Autor: Martyna Michalak Data premiery: 10.12.2024r. Wydawnictwo: BeYa
Macie czasami tak, że nie wiecie co sądzić o przeczytanej książce? . . Powyższy tytuł zrobił ze mną coś, czego już dawno nie czułam. Nie wiem... tak po prostu nie wiem co napisać o przeczytanej lekturze 🤷♀️ . . Jest to debiut autorki. A ja bardzo lubię poznawać pióra nowych osób. Tylko, że tym razem jestem troszkę pogubiona. Z jednej strony poznałam naprawdę fajnych bohaterów, których polubiłam, a z drugiej... to co się działo w tej książce.. miałam wrażenie że było chaotycznie. W opisie czytamy, że głównej bohaterce zostało niewiele czasu... No ale do czego? Przeczytałam 3/4 książki i nic się nie działo. Charlie prowadziła normalne życie, planowala wyjazd do collegu z przyjaciółmi, biegała (!). Było po prostu samo życie. I nagle przyszła grypa i po grypie jej brat bliźniak ni stąd ni zowąd wystrzelił, że Charlie ma w końcu się przyznać przed przyjaciółmi co jej dolega... I ja w tym momencie byłam zdezorientowana... No bo jak? No bo kiedy? Może ominęłam jakieś strony? To była poważna choroba... I naprawdę nie szło wcześniej o niej wspomnieć? Dla mnie osobiście było to dziwne. . Do tego relacja głównych bohaterów... byli w sobie bardzo zakochani, ale nie czułam napięcia ani iskier w tej relacji. A szkoda, bo Archer to naprawdę świetnie wykreowana postać i super chłopak z niego był:) przeszedł chłopak swoje, ale tak naprawdę jakoś się pozbierał i wyszedł na prostą:) . Także sami widzicie. Naprawdę nie wiem, dlaczego wątek tak poważnej choroby był pominięty i pojawił się nagle. Tak po prostu 🤷♀️ . Może ktoś z Was czytał i podzieli się ze mną swoimi wrażeniami? Chętnie podyskutuje 💙 . A Wam polecam-może odkryjecie coś, czego ja nie dostrzegłam:) . Autorce gratuluję debiutu! Książka była naprawdę fajna. A te drobne potkniecia zdarzają się każdemu
W każdej recenzji patronackiej pisze to samo, niewiedząc od czego zacząć. Bo wiecie (tak, zapewne się powtarzam), ale te historie są naprawdę czymś więcej. Jestem z całego serca wdzięczna Martynie i wydawnictwu, że mogę być częścią tej wspaniałej opowieści. I wiem, że zwykle dziękuję, to po prostu za mało.
„Call me in the middle of the night” sprawiła, że już od pierwszych stron czułam się jak w domu. I możecie mi wierzyć lub nie wierzyć. Możecie nawet to sprawdzić czytając ją (nawet nalegam)! Ale CMMN jest niezwykle komfortowa i myślę, że tym domem nie jest tylko dla mnie, pozostałych patronów i autorki. Myślę, że wy również możecie go w niej odnaleźć.
Poza tym ta książka, jest napisana przyjemnym stylem i po prostu się przez nią płynie. Znajdziecie tu trochę smutku, trochę śmiechu i przede wszystkim 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐚. Wszystkie emocje zostały wręcz idealnie wyważone.
Sami bohaterowie ci główni, ale także ci poboczni, zostali świetnie wykreowani. Pokochałam tak naprawdę każdego z nich.
Natomiast miłość Charlotte i Ashera… UBÓSTWIAM CAŁYM SERCEM! Ich relacja jest po prostu cudowna! Od pierwszych stron czuć nostalgię i smutek… a później? Tego dowiecie się sami! Naprawdę warto! To właśnie ten duet pokazuje nam, że miłość jest piękna i jest warta wielu wyrzeczeń czy też prób i zaufania. Pokazuje, że miłość jest najwyższą siłą wszechświata. Pokazuje nam po prostu wszystkie dobre i złe strony miłości. I to jest piękne.
CMMN jest dla mnie wszystkim. Przejęła moje serce, umysł i duszę. Kiedy czytałam PDF’a robiłam to w każdej chwili: domu, szkole, treningu, przed snem. Jestem Wdzięczna, że mogę być częścią tej historii, ale także jestem Wdzięczna za to, że ta historia powstała. DZIĘKUJĘ! 𝐌𝐨𝐣𝐚 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐚: ♾️/5
Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, byłam pewna, że jest to zwykły romans, na którym nie będę płakać. Jednak grubo się myliłam.
𝐂𝐚𝐥𝐥 𝐦𝐞 𝐢𝐧 𝐭𝐡𝐞 𝐦𝐢𝐝𝐝𝐥𝐞 𝐨𝐟 𝐭𝐡𝐞 𝐧𝐢𝐠𝐡𝐭 to książka o cudownej miłości Charlotte Banks i Asher’a Guidry’ego. Dzięki dużym literom czyta się ją dosyć szybko. Jest bardzo wzruszająca, o czym najbardziej przekonały się kartki w książce, które w niektórych miejscach mają ślady moich łez.
Przejdę teraz do bohaterów, bo to oni wywarli na mnie największe wrażenie. Główna bohaterka 𝐂𝐡𝐚𝐫𝐥𝐨𝐭𝐭𝐞 𝐁𝐚𝐧𝐤𝐬 to siedemnastoletnia mieszanka Arbury - małego miasteczka w stanie Georgia. Uwielbia motyle, muzykę oraz swoich bliskich. Jej losy pokazują, że jest ona bardzo silną kobietą.
Główny bohater to 𝐀𝐬𝐡𝐞𝐫 𝐆𝐮𝐢𝐝𝐫𝐲. Po jego powrocie do Arbury wszystko wróciło do normy. Gra w szkolnym zespole futbolu. Kocha Dr Pepper’a, muzykę oraz gwiazdy, które oglądał razem ze swoim ojcem.
Reszta bohaterów jest równie cudowna jak 𝐀𝐬𝐡 i 𝐋𝐨𝐭𝐭𝐢𝐞, jednak to z tą dwójką zżyłam się najbardziej. Ich historia jest bardzo emocjonująca, pełna wzlotów i upadków. To jak autorka pięknie opisała ich uczucie jest niesamowite.
Niestety musiałam troszkę odjąć od mojej oceny. Spowodował to fakt, że dosyć często był opisywany, np. zapach bohaterów co moim zdaniem było zbędne. Tak samo bardzo często była mowa o basenie i o wypiekach pani Banks, co sprawiło, że książka czasami była monotonna. Jednak jest to taki mały szczegół, dlatego odjęłam tylko pół gwiazdki!
Uważam, że ta historia jest świetna i godna polecenia. Gratuluję bardzo autorce napisania tak cudownej debiutanckiej książki.
Dziękuję bardzo wydawnictwu za zaufanie i za możliwość współpracy.
„𝐂𝐚𝐥𝐥 𝐦𝐞 𝐢𝐧 𝐭𝐡𝐞 𝐦𝐢𝐝𝐝𝐥𝐞 𝐨𝐟 𝐭𝐡𝐞 𝐧𝐢𝐠𝐡𝐭” jest debiutancką książką 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐲𝐧𝐲 𝐌𝐢𝐜𝐡𝐚𝐥𝐚𝐤, do której miałam dość wysokie oczekiwania, które niestety nie zostały spełnione.
Opis strasznie mnie zainteresował i byłam wręcz podekscytowana jak zaczynałam czytać tę książkę.
Około pierwsze sto stron było w miarę fajne i czytałam je z lekkim zainteresowaniem. W dalszych stronach, 𝐂𝐦𝐦𝐧 nie wyróżniło się niczym dla mnie ciekawym. Miał się pojawić „plot twist” z wyjaśnieniem, dlaczego 𝐀𝐬𝐡𝐞𝐫 nagle wyjechał, ale ja się go domyśliłam na około 40 stronie, ponieważ był on moim zdaniem do przewidzenia.
Większa czcionka powinna mi ułatwić czytanie, ale ja i tak czułam się jakbym czytała tę książkę w nieskończoność.
Związek 𝐖𝐞𝐬𝐚 i 𝐂𝐡𝐚𝐫𝐥𝐨𝐭𝐭𝐞 był wprowadzony nagle i nie miał on najmniejszego sensu, bo autorka i tak pominęła czas ich związku. Natomiast relacja 𝐂𝐡𝐚𝐫𝐥𝐨𝐭𝐭𝐞 i 𝐀𝐬𝐡𝐞𝐫𝐚 nie była ani interesująca ani wzruszająca.. była nijaka i przewidywalna, lecz były też słodkie momenty. Powieść w niektórych fragmentach zawiera wartościowe treści, ale jednak są też one oczywiste.
Historia liczy prawie 400 stron i czułam się jakby była ona przedłużana na siłę, przez co czytanie jej mega mnie męczyło. Ja zazwyczaj czytam jedną książkę w jeden/dwa dni, góra trzy, a tutaj szło mi to o wiele dłużej i nie mogłam się doczekać, aż ją skończę.
„𝐂𝐚𝐥𝐥 𝐦𝐞 𝐢𝐧 𝐭𝐡𝐞 𝐦𝐢𝐝𝐝𝐥𝐞 𝐨𝐟 𝐭𝐡𝐞 𝐧𝐢𝐠𝐡𝐭“ była zwykłą historią, która moim zdaniem nie wyróżniła się niczym, co by mnie zainteresowało, a naprawdę zapowiadała się cudownie.
„𝓒𝓪𝓵𝓵 𝓶𝓮 𝓲𝓷 𝓽𝓱𝓮 𝓶𝓲𝓭𝓭𝓵𝓮 𝓸𝓯 𝓽𝓱𝓮 𝓷𝓲𝓰𝓱𝓽” to książka do której miałem dosyć spore oczekiwania. Nie mogłem się doczekać przeczytania jej od paru miesięcy, więc bardzo się cieszę że już ją mam i mogę wam powiedzieć że naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła!! Mimo że z początku trochę się zawiodłem bo pierwsze rozdziały niezbyt mi się podobały to z każdą stroną było coraz lepiej. Przywiązałem się do bohaterów i ich historii przez którą płynąłem odczuwając wiele przeróżnych emocji.
Zacznę od stylu pisania Martyny który uwielbiam😻 Jak już napisałem, na początku nie byłem do końca przekonany, ale to odczucie bardzo szybko minęło. Nie nudziłem się ani trochę a każdą sytuacje przeżywałem razem z bohaterami czując jakbym był obok nich. Plot twistu nie zabrakło, ani trochę się tego nie spodziewałem, ale bardzo dodało to fabule😚
Sama akcja może nie jest jakoś bardzo wyróżniająca się na tle podobnych pozycji, ale za to jak cudownie się na niej bawiłem! Uśmiech i wzruszenie przewijały się u mnie podczas poznawania dalszych losów bohaterów bo bardzo wkręciłem się w ich relacje.
Relacja Charlotte i Ashera, RELACJA 𝐂𝐇𝐀𝐑𝐋𝐎𝐓𝐓𝐄 i 𝐀𝐒𝐇𝐄𝐑𝐀. I’m in love. Każde ich spotkanie sprawiało tylko jak coraz bardziej podobała mi się ta książka. Motyw powrotu Ashera został świetnie poprowadzony, powiązało się to z tym jak bohaterowie odkrywali siebie na nowo co wspaniale mi się czytało. Postacie są super wykreowane (i to nie tylko te główne!!), o każdym mogłbym coś powiedzieć i nie ma postaci z którą bym się nie polubił, z czego bardzo się cieszę.
Podsumowując. Jeśli szukacie dobrego debiutu przez który się płynie, to CMMN jest zdecydowanie dla was!! Każdy motyw jest cudnie poprowadzony, klimat jest fantastyczny, a bohaterowie tak komfortowi i niezwykli🥹🫶🏼 Bardzo polecam tą historie! Nie jest ona idealna, ale spełniła moje oczekiwania całkowicie. Jeśli autorka wyda następne książki napewno po nie sięgnę, a o tej szybko nie zapomnę.
𝐌𝐨𝐭𝐲𝐰𝐲: - druga szansa - lovers to enemies - found family - brother’s best friend - tajemnice - problemy rodzinne - choroba
𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚: Co do „call me in the middle of the night” miałam naprawdę spore oczekiwania, które niestety nie zostały w pełni spełnione. Myślałam, że tą książka będzie naprawdę cudowna, i nie powiem że była zła, ale była po prostu monotonna.
Akcja opierała się głównie na tym, że nasi bohaterowie chodzili do szkoły i nad wodę. Czasami działy się jakieś inne rzeczy, ale to właśnie w tej książce było słabe. Ciągle działy się podobne rzeczy z innymi dodatkami. Cała akcja działa się też bardzo szybko, trochę nie rozumiałam, czy ci bohaterowie się lubili czy nie. Uważam, że można było napisać to trochę ciekawiej, ponieważ motywy tej powieści są świetne! Uważam również, że wątek choroby mógłby być trochę lepiej rozwinięty, czytając tę lekturę chciałam dowiedzieć się o tym temacie więcej!
Uwielbiam relacje Ashera i Lottie! Ich przygoda jest pełna wzlotów i upadków, jest po prostu przepiękna! To, jak autorka opisała ich więź było niesamowite.💞
Styl pisania Martyny był naprawdę przyjemny! Pochłonęłam tę książkę w około 5 dni, więc jestem zadowolona.
Podsumowując.. Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej książki z motywem drugiej szansy czy najlepszy przyjaciel brata to „Call me in the middle of the night” na pewno trafi w wasze gusta czytelnicze! Akcja tej powieści była monotonna, ale całokształt był naprawdę okej!!
Byłam do tej pozycji bardzo pozytywnie nastawiona i liczyłam, że się nie zawiodę. Niestety podczas czytania moja ekscytacja nie była tak duża jak wcześniej.
Gdy Asher staje w drzwiach sali lekcyjnej, Charlotte nie potrafi uwierzyć, że on naprawdę wrócił. Przed jego zniknięciem bohaterowie byli parą i mieli bardzo dobrą relację. Jak się okazuje uczucia Charlie nie zniknęły a mętlik, która ma aktualnie w głowie nie pozwala jej normalnie funkcjonować..
Uważam, że relacja między bohaterami była urocza i napotkaliśmy się na wiele słodkich momentów. Charlotte i Asher byli zgraną parą i od początku można było poczuć dobrą energię między nimi <33 Pomimo to, nie jestem fanką wątku romantycznego. Rozwinął się on bardzo szybko a bohaterowie po osiemdziesięciu stronach mieli tako kontakt, jakby nic wcześniej się nie wydarzyło.
Jest to moja pierwsza styczność z twórczością Martyny i nie ukrywam że styl pisania autorki był bardzo przyjemny. Dzięki dość dużej czcionce szybko pochłaniałam każdą kolejną stronę.
Niestety muszę powiedzieć, że zawiodłam się na tej historii. Akcja była nudna, monotonna i dość przewidywalna. Zakończenia bardzo się spodziewałam lecz mimo wszystko nie było ono takie złe. Pomysł na fabułę był dobry ale realizacja go niestety troszkę gorsza.
Cześć, wszystkim! Dziś chciałbym podzielić się z Wami moją opinią na temat książki „Call me in the middle of the night” autorstwa Martyny Michalak.
Na początku historia naprawdę mnie wciągnęła – wydawała się ciekawa, a jej klimat bardzo mi odpowiadał. Czytało się ją lekko i z przyjemnością, ale im bardziej zagłębiałem się w fabułę, tym bardziej traciłem zainteresowanie. Z czasem zauważyłem, że rozwój wydarzeń zaczął mnie męczyć, a zakończenie nie spełniło moich oczekiwań.
Główni bohaterowie wzbudzili we mnie mieszane uczucia. Ich relacja była momentami trudna do zrozumienia, a niektóre sytuacje wydały mi się mało wiarygodne. Na szczęście jedną z postaci, która wyróżniała się na tle innych, był Silas – brat bliźniak Lottie. Był dla niej ogromnym wsparciem, a jego troska i lojalność sprawiły, że polubiłem go najbardziej ze wszystkich bohaterów.
Muszę jednak przyznać, że styl pisania autorki zasługuje na uznanie. Jest lekki i przystępny, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę szybko, nawet jeśli fabuła momentami pozostawia sporo do życzenia.
Podsumowując, choć „Call me in the middle of the night” nie do końca spełniło moje oczekiwania, ma kilka mocnych stron, które mogą przypaść Wam do gustu. Jeśli już czytaliście, dajcie znać, co myślicie!
Cześć, Misiaki! Dzisiaj mam dla Was recenzję książki „ Call me in the middle of the night” autorstwa Martyny Michalak.
Na początku byłam bardzo podekscytowana historią i czytałam ją z dużym zaangażowaniem – lektura była naprawdę przyjemna. Jednak im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej czułam się zmęczona i rozczarowana kierunkiem, w jakim zmierzała historia.
Muszę przyznać, że nie do końca zrozumiałam relacje między głównymi bohaterami, a ich problemy momentami wydawały się nieco dziwne i mało wiarygodne. Jeśli chodzi o moje ulubione postacie, to zdecydowanie wyróżnia się Silas – brat bliźniak Lottie. Uwielbiałam, jak wspierał siostrę i troszczył się o nią w każdej sytuacji.
Styl pisania autorki oceniam bardzo pozytywnie – jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i bez większych trudności.
Podsumowując, liczyłam na coś bardziej dynamicznego, więc niestety trochę się zawiodłam.
Będę szczera. Przez większość książki zmuszałam się do jej czytania. Mimo tego, że przeczytałam ją w jeden dzień, było mi ciężko.
A sięgnęłam po nią, bo zaintrygował mnie sam tytuł, okładka i opis.
Miałam wrażenie, że wszystko jest takie szybkie ale jednocześnie bardzo powoli się działo.
Wydaje mi się, że książka nie wyróżnia się niczym specjalnie. Jest bardzo stereotypowa. Ta książka skojarzyła mi się z kilkoma innymi książkami, gdzie również pojawiał się motyw choroby. Może dlatego stale ją porównywałam do innych książek.
Jednak daje 3 gwiazdki ze względu na sam koniec. Dopiero pod koniec coś zaczęło się dziać.
Uważam, że wszyscy bohaterowie byli napisani po prostu poprawnie. Jedynym bohaterem który jakoś ujął moje serce, był Silas.
To jakim był oparciem dla siostry mimo, że sam cierpiał było dla mnie niewyobrażalne.
Moim zdaniem ta książka nie wyróżniała się niczym wśród innych pozycji. Mimo wszystko życzę autorce kolejnych wydanych książek! Powodzenia!
This entire review has been hidden because of spoilers.
,,Call me in the middle of the night” to debiutancka książka Martyny Michalak, w związku z czym po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z jej twórczością. Na całe szczęście się nie zawiodłam, a wręcz przeciwnie bardzo mi się spodobało.
Książka napisana jest w bardzo ciekawy i przyjemny sposób. Czytało mi się ja szybko i dobrze, więc w ogóle się nie męczyłam.
Bohaterowie również są ciekawi, lecz odniosłam malutkie wrażenie, że poza głównymi bohaterami reszta jest bezosobowa. Po prostu byli i tyle, lecz zostało to tak skonstruowane, że na ogół tego nie odczuwałam.
Jednym z minusów jest jedna rzecz w fabule, która bardzo mnie zastanawia, a mianowicie: gdzie podział się Marley? Była mowa o tym, że Asher zabrał ze sobą Marleya, a potem po prostu zniknął. Jestem naprawdę bardzo ciekawa co się z nim stało.
Oprócz tego wszystko było w porządku i naprawdę książka bardzo mi się podobała. Dostaje ode mnie zasłużone 3.5⭐️.
Miałam duże oczekiwania do tej książki przez dużą promocję mojej znajomej, i trochę się zawiodłam.
Dla mnie akcja działa się bez ładu i składu, trochę nie rozumiałam sensu relacji pomiędzy bohaterami. Fabula książki głównie działa na tym że bohaterowie chodzili do szkoły lub spędzali czas w domu, zdarzały się wypady nad wodę. Te sceny tak niewyobrażalnie się dłużyły że miałam chęć odłożyć książkę.
Przez pół książki czekałam na rozwój jakiekolwiek wydarzeń, czekałam na coś przez co ta książka dostanie wyższą ocenę, jednak tak się nie stało.
3,5 gwiazdki to i tak jest wysoka ocena jak na to że wogule nie bawiłam się na tej książce, a tylko chciałam ją jak najszybciej skończyć i mieć z głowy.
Tragiczne. Mogłoby się jeszcze wybronić faktem "to lekki obyczaj dla młodzieży". But no. To było...nawet nie wiem jakie. Nijakie. A ta choroba która się magiczne pojawiła w połowie książki? Przecież to by było dużo ciekawsze, gdyby np co jakiś czas jej brat się chociażby wkurzał że nic mu nie mówią. I tylko takie sneaki rzucać co jakiś czas. To by zaciekawiło czytelnika etc. A tak? Dla mnie, ona zachorowała na 260 stronie. A podobno wiedziała wcześniej o swojej chorobie, bo była przewlekła. Nie dla mnie. Wyglądało to tak, jakby pomysł (który nie był najgorszy) wyczerpał się na 250 stronie, a autorka była like: nie, za krótkie. Wymyślę teraz jakiś problem z D żeby książka była dłuższa.
Ale żeby nie było tak kwasowo, jedna gwiazdka dla Silasa, bo fajny gość z niego.
This entire review has been hidden because of spoilers.
bardzo słaba, chaotyczna. nie mam pojęcia skąd i po co wziął się wątek choroby. wytlumaczenie wyjazdu ashera okazało się wcale nie tak niesamowite jak było zapowiadane przez połowę książki, było zwykle. przykre, ale zwykle. całe zawirowania pomiędzy bohaterami też były zbędne. gdyby chociaż przez chwilę bohaterowie tej książki posługiwali się logicznym myśleniem, byłaby o połowę krótsza. wiele wątków zostało ruszonych - na marne, kilka zdań i tyle. zbyt płytka książka pod względem napisania, abym mogła się w nią wczuć. niestety totalnie się zawiodłam. jedyny plus, że szybko się ją czytało - i prawie nic z niej nie zapamiętam
This entire review has been hidden because of spoilers.
Historia Charlotte i Ashera to cudowna i bardzo komfortowa historia☺️
W książce wszystko jest bardzo jasno napisane, że wiadomo o co chodzi. Jednak nie zaburza to tego, że pojawiają się bardzo niespodziewane zwroty akcji😍
Relacja Lottie i Ashera budowana jest w idealnym tępie i czytając tę książkę bardzo zżyłam się z bohateramk🥰
Końcówka jest taka, na którą szczerze po cichu liczyłam, więc zdecydowanie Call me in the middle of the night jest warta przeczytania🩷🩷🩷
Recenzja książki „Call Me in the Middle of the Night” autorstwa Martyny Michalak
Książka opowiada historię dziewczyny, która została porzucona bez słowa wyjaśnienia. Jej chłopak wyjechał z miasta, nie pozostawiając żadnych wskazówek, co się z nim stało. Pewnego dnia, podczas lekcji, w drzwiach pojawia się… Asher Guidry, jej były chłopak. Charlotte nie może uwierzyć własnym oczom – chłopak, który rok wcześniej zniknął bez śladu, nagle wraca do jej życia. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać, czy Asher chce odnowić ich relację i czy nadal coś do niej czuje.
Czy Charlotte i Asher ponownie się do siebie zbliżą? Czy chłopak wyjaśni powody swojego tajemniczego zniknięcia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie, sięgając po tę książkę!
„Call Me in the Middle of the Night” to powieść, którą czyta się niezwykle szybko i z dużą przyjemnością. Historia wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca. Każda scena wzbudza ciekawość, a zwroty akcji sprawiają, że trudno oderwać się od lektury.
Książka opowiada o Charlotte Banks, której chłopak znika bez śladu. Dziewczyna próbowała wszystkiego aby się z nim skontaktować, jednak bez skutecznie. Pewnego dnia spóźnia się do szkoły a w drzwiach sali staje on. Asher Guidry. Charlie jest w szoku nie wie co teraz będzie. Czy chłopak będzie chciał odbudować relacje czy jednak ją zakończyć? Wszystko wskazuje na to ,że jednak pierwsza opcja. Czy Charlotte mu wybaczy i dowie się dlaczego Asher opuścił miasto? Ale czy zdąży? Nie pozostało jej przecież za wiele czasu.
Jest to najważniejsza recenzja na tym profilu, mianowicie jest to recenzja mojego pierwszego patronatu. Chciałbym zacząć od tego jak bardzo jestem wdzięczny Martynie oraz wydawnictwu BeYa za taką szansę oraz możliwość bycia małą częścią tej książki. Wdzięczny na zawsze
,,Call me in the middle of the night’’ to lektura, którą pokochałem już od pierwszych stron i poczułem się jak w domu. Jest ona jak ciepły kocyk w zimne dni.
Charlotte to zwykła dziewczyna o dobrym sercu. Jednak jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Jest to jedna z bohaterek, którą łatwo polubić. Bardzo kochana oraz troskliwa. Zawsze woli aby komuś było lepiej, niż jej samej. Asher to postać, która wydaje się być bardzo tajemnicza jednak czytając jego perspektywę, dowiadujemy się jak bardzo cierpi. Jest bardzo troskliwy oraz kochający. Próbuje naprawić swoje błędy oraz co najważniejsze odzyskać swoją miłość.
,,Już na zawsze pozostanę w jego ramionach. Bo był moim domem, moim sercem. Moją przeszłością, przyszłością i teraźniejszością.’’
Ich miłość była czymś wyjątkowym. Pomimo wad oraz niedoskonałości nadal byli ze sobą oraz się wspierali. Motyw powrotu Ashera był bardzo dobrze poprowadzony przez co dowiadujemy się jak bohaterowie odkrywali siebie na nowo.
Coś jeszcze co jest wspaniałe w tej książce to wiele nawiązań do muzyki. Odgrywa to bardzo ważną rolę w tej lekturze. Kocham
Styl pisania autorki był bardzo przyjemny oraz lekki przez co przez książkę się płynie. Zakochałem się w tym stylu i z niecierpliwością czekam na inne jej powieści.
Ta książka to dla mnie definicja domu i nie wiem co mam jeszcze napisać aby Was zachęcić do jej przeczytania. Bardzo, bardzo polecam. Ta historia ma całe moje serce.
𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚: O tym tytule nie słyszałam za dużo i nie miałam do niego żadnych oczekiwań, przez co nawet pozytywnie się zaskoczyłam.
Jest to debiut młodej autorki napisany naprawdę lekkim językiem, który sprawia że przez książkę dosłownie się płynie. Fabuła może nie była zbytnio skąplikowana i powiedziałabym, że jest ona bardzo podobna do wielu innych książek, niektóre momenty bardzo mi przypominały Tysiąc pocałunków. W niektórych momentach wręcz nie mogłam oderwać się od czytania, co uwielbiam w książkach i gdy się wkręcę w akcje od razu dodaje to też do mojej opinii o książce.
Co do bohaterów to mam lekko mieszanie uczucia i pomimo to że na końcu ostatniecznie czułam sympatię do głównej bohaterki oraz bohatera to ich początkowe decyzje itp. strasznie mnie irytowały, nie mogłam zrozumieć głównej bohaterki np. do teraz nie rozumiem dlaczego tak szybko wybaczyła Asherowi (głównemu bohetorowi) nadal nie znając powodu jego wyjazdu. Co do Ashera to zdenerwowało mnie to że pomimo tego że Charlotte była w związku a on sam obiecał że nie będzie się wtrącać w jej życie a póżniej po kilku miesiącach powiedział że nadal mu na niej zależy i błagał ją żeby dała mu kolejna szansę.
Jednak podobało mi się to że każdy bohater miał chociaż taką swoją osobowość i było wiadomo jak wyglądają ba często w książkach jest tak że o tych pobocznych bohaterach nic praktycznie nie wiemy. Bardzo mi się podobała relacją głównej bohaterki z jej mamą oraz ogólnie z całą rodziną, to jak się o nią troszczyli było strasznie wzruszające.
Mogę powiedzieć że to jak książka się skończyła bardzo chwyciło mnie za serce. Kocham wątki choroby i przyznam się że podczas czytania tego tytułu kilka razy miałam łzy w oczach.Jeżeli macie ochotę na jakąś lekką i wzruszającą młodzieżówkę to zdecydowanie polecam tą pozycję a autorce gratuluję debiutu!!!🫶 [Współpraca reklamowa z @wydawnictwo.beya ]
𝐌𝐨𝐣𝐚 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐚: ★★★★☆/★★★★★
𝙰𝚕𝚌𝚒𝚊😘
This entire review has been hidden because of spoilers.