Podlaskie, swojskie klimaty i niebywały folklor tych stron, słowiańska mitologia jakiej jeszcze nie było, dawni bogowie i Bóg chrześcijan. Historia i rzeczywistość, które wzajemnie się przeplatają,fantastyka i zjawiska paranormalne, ezoteryka, kulinaria i autentyczne sceny uzdrawiania oraz ziołolecznictwo.
Szeptuni, Duch Puszczy i zabójcza dawka humoru!
A do tego ona – szeptucha, Baba Wanda, która używa podlaskiej gwary.
Fabuła osadzona w większości w XX-leciu międzywojennym w małej podlaskiej wiosce Studzianki niedaleko Supraśla i Białegostoku.
VI rozdziałów, które są zaskakujące, a całość publikacji jest nowa, świeża i niebywała!Postacie prawdziwe, które znacie z opowiadań i te, które mogliście spotkać w książkach, współistnieją tutaj ze sobą.
Jeszcze czegoś takiego nie było!
Czy udało się autorowi zadziwić czytelników?
Czy próba stworzenia jednej, wspólnej gwary dla całego Podlasia, jest możliwa?
Dobrze się przy niej bawiłam. Książka opiera się w głównej mierze na słowiańskich motywach, legendach, mitach i jest okraszona Podlaska gwarą. Uwaga! Bohaterem jednego rozdziału jest Jakub Wędrowycz 😁 Lekkie pióro autora sprawiło, że lektura była przyjemna i wciągająca. Na duży plus dodatek w postaci autentycznych przepisów kulinarnych i tych z zielnika Baby Wandy.