Amelia i Dawid Zielińscy są młodym małżeństwem. Kiedy otrzymują w spadku dom po babci, rezygnują z życia w stolicy na rzecz niewielkiego miasteczka z nadzieją, że to właśnie tam odnajdą spokój. Wraz z przeprowadzką decydują się na kolejny ważny krok i rozpoczynają starania o dziecko. Nie spodziewają się jednak, że na drodze do ich szczęścia stanie przeciwnik, którego nie uda im się pokonać.
Po latach, pogodzeni z losem żyją w małżeństwie pełnym miłości i wzajemnego szacunku, jednak Amelia, która tak bardzo pragnęła zostać matką, niekiedy nie radzi sobie z ziejącą w jej sercu pustką. By ją wypełnić, w okresie przedświątecznym zostaje wolontariuszką w pobliskim sierocińcu. Spędza wiele czasu za murami Domu przy Cichej, przekazując mieszkającym tam dzieciom wiedzę na temat tradycji bożonarodzeniowych i wkładając wiele wysiłku, by obudzić w ich serduszkach miłość do tego wyjątkowego okresu.
Moc świątecznej magii niespodziewanie dotyka również Dawida, który wraz z żoną pomaga przetrwać trudne chwile dzieciom, gdy te, pozbawione miłości i wsparcia najbliższych, szykują się do wigilijnej wieczerzy. Jak na Dawida i Amelię wpłynie miesiąc spędzony za murami Domu przy Cichej?
I czy w wigilijną noc Zielińscy uwierzą w cuda, które mają na wyciągnięcie ręki?
To już ten czas, kiedy bezkarnie mogę zaczytywać się w świątecznych opowieściach. 🥰 Na dobry początek chciałam polecić wam świetną obyczajówkę, która rozczuli wasze serca.
„Uwierz w cuda” to nie przekoloryzowana opowieść o młodym małżeństwie. Poznajemy ich w chwili, gdy postanawiają porzucić życie w mieście i przeprowadzić się do domku po babci na wsi. Po wyremontowani domu Mela i Dawid zaczynają starać się o dziecko. Jednak brutalna rzeczywistość ich tego pozbawia, bowiem jedno z nich jest bezpłodne. Częściowo pogodzona z losem Mela czując pewną pustkę, postanawia iść jako wolontariuszka do domu dziecka. Udaje jej nawet wciągnąć w to Dawida. Przebywając wśród dzieci i niosąc im pomoc, młode małżeństwo spojrzy inaczej na wiele spraw i na nowo poukładają swoje cele życiowe. ✨
Z pewnością nie jest to mdła, czy przesłodzona historia. Ta książka sprawi, że nie będziecie w stanie jej odłożyć, dopóki nie poznacie zakończenia. Styl pisania autorki jest lekki i prosty w odbiorze, dlatego książkę czyta się w miarę szybko, pomimo tematyki jaką w niej porusza. Aż bym powiedziała, że za szybko. Pani Aleksandra perfekcyjnie potrafi stopniować napięcie w danej chwili co sprawia, że możemy poznać jak na dłoni intencje czy uczucia bohaterów.
Autorka Aleksandra Rochowiak od zawsze zachwyca mnie tym, że jej historie są tak cudownie autentyczne i prawdziwe. Pomimo magii Świąt Bożego Narodzenia, które są tłem powieści, autorka przedstawia nam historie bohaterów, z którymi większość z nas może się utożsamiać i wczuć w ich losy, odnajdując w tym cząstkę siebie. W tej książce wszystko działo się swoim tempem, bez niepotrzebnego przyspieszania akcji. Problemy z jakimi mierzyli się bohaterowie nie mijały w ciągu chwili, oni sami musieli je przepracować, poświęcić się dla drugiego człowieka, by odnaleźć spokój i upragnione szczęście.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam ten tytuł. Ta lektura sprawi wam mnóstwo przyjemności, polubicie się z bohaterami i dostrzeżecie co tak naprawdę ma znaczenie ❤️
Amelia i Dawid Zielińscy są młodym małżeństwem. Po oddziedziczeniu domu po babci postanawiają w nim zamieszkać, a później zaczynają starania o dziecko. Niestety nie jest to proste. Mimo, że pogodzili się z tym, że nie zostaną rodzicami, Amelia czasami nieradzi sobie z pustką w sercu. Dlatego w okresie świątecznym postanawia zostać wolontariuszką w Domu Dziecka przy Cichej. Ale też i Dawid postanawia pomóc żonie.
Słuchałam tej książki w wersji audio, ale nie przeszkadzało mi to zupełnie w jej odbiorze. Czułam przy niej wiele wzruszeń, nadziei, ale i pojawiło się rozczarowanie zachowaniem niektórych postaci.
W związku Amelii i Dawida poczułam wiele miłości i wzajemnego szacunku. Chociaż czasami nie potrafili powiedzieć co ich trapi. Niemniej jednak poczułam wielką sympatię do tych bohaterów.
No i sami mieszkańcy Domu przy Cichej bardzo urzekli moje serce. Dzieci, które tam zamieszkały były urocze, ale też i wiele w życiu przeszły. Ta książka daje nadzieje, że w życiu może przydarzyć się dużo dobrego, gdy na naszej drodze staną odpowiedni ludzie.
Ogólnie ta książka moim zdaniem odzwierciedla magię świąt Bożego Narodzenia. Czas, gdy spełniają się cuda, te duże, ale i takie najdrobniejsze. Czas, gdy ważna jest bliskość drugiego człowieka.
Jestem zauroczona tą książką, wywoła u mnie dużo pozytywnych emocji. Gorąco Wam ją polecam ❤️
Ciepła i poruszająca najczulsze struny serca opowieść o podejściu do małżeństwa, wspólnych marzeniach i rodzicielstwie. Niby przewidywalna od początku do końca, ale jednak w jakiś sposób potrafiąca ukoić skołatane myśli. Przedstawienie głównego tematu na pewno sprawi, że wielu czytelników uroni na niej łezkę.
Aleksandra Rochowiak prezentuje święta nie tylko w atmosferze domowej, ale także w miejscu którego po samym tytule nie można się spodziewać, czyli w domu dziecka.
Jeśli chodzi o klimat to jak dla mnie jest on wyczuwalny w tej całej magii, wyjątkowości, przygotowaniach do świąt, jasełkach, kiermaszu. Jest tych opisów wystarczająco, aby nazwać tę historię świąteczną, mimo że akcja nie toczy się tylko w tym okresie.
Ile ja zostawiłam przy tym zakończeniu łez! Wiedziałam, jak skończy się ta historia. O to chyba chodzi w świątecznych powieściach, że mają koić i tulić, a nie zaskakiwać. Jest pięknie, wzruszająco i kończy się świątecznym cudem. Początek nieco mnie nużył ale im bliżej Świąt, tym bardziej przyspieszała akcja. Temat jest mi bardzo bliski, może stąd te łzy. Zapamiętam ją na długo.
Każda strona książki dostarczała mi nowych wzruszeń. Wspaniały świąteczny klimat, magia świąt przy jednoczesnym bólu głównych bohaterów - parze, która zmaga się z problemem niepłodności oraz historie dzieci, które zamieszkują okoliczny dom dziecka. To za dużo dla jednej nadwrażliwej czytelniczki, tym bardziej jeśli w znaczymy stopniu może utożsamić się z fabułą :) Piękna książka uświadamiająca moc prawdziwej, bezinteresownej miłości.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki. Czytałam kilka powieści Oli i każda wywarła na mnie pozytywne wrażenie, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok jej tegorocznej zimowo - świątecznej książki, a mowa o "Uwierz w cuda". Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się w zawrotnym tempie. Mi zapoznanie się z losami Amelii oraz Dawida zajęło jedno popołudnie i muszę przyznać, że nie byłam w stanie odłożyć tej historii choćby na moment. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i bardzo dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w świetny i niesamowicie prawdziwy sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem emocji, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach, podzielając podobne troski i dylematy moralne. Jestem pewna, że z powodzeniem moglibyśmy spotkać ich w rzeczywistości. Na kartach powieści mogłam bliżej poznać młode małżeństwo - Amelię oraz Dawida. Ich myśli, odczucia, mogłam dowiedzieć się z czym się zmagają każdego dnia, jakie wydarzenia wpłynęły na ich obecne życie, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Oboje od samego początku zaskarbili sobie moją sympatię, byłam naprawdę pod wrażeniem tego jak wielkim szacunkiem się dążyli, jak bardzo się wspierali w trudnych chwilach i jak wielką miłością się darzyli. Wielokrotnie miałam ochotę wejść do tej książki żeby ich przytulić, wesprzeć i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Z całych sił im kibicowałam i chciałam dla nich jak najlepiej. Ważną rolę w tej historii odgrywają postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia Zielińskich, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelnikowi wielu emocji i wrażeń. Mowa o rodzicach i rodzeństwie bohaterów, ich współpracownikach oraz wychowankach Domu przy Cichej. Głównie Ci ostatni i ich historię najbardziej mnie poruszyły. Sprawiły, że zaczęłam doceniać to co mam. Poczułam także ogromną niesprawiedliwość losu oraz smutek w związku z niektórymi przeżyciami małych bohaterów, ale i radość, że znaleźli się ludzie o dobrym sercu, którzy chcieli stworzyć dla tych dzieci chociaż namiastkę świątecznej atmosfery. To było coś pięknego. Niektóre momenty czytałam naprawdę ze łzami w oczach. Moje serce, oprócz oczywiście podopiecznych sierocińca, skradła także dyrektorka Domu przy Cichej - Tamara, która z całych sił usiłowała stworzyć tym dzieciom dom, w którym mogą czuć się bezpieczne, ważne i potrzebne. Autorka w swojej powieści porusza wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych bliskich. Mowa o niepłodności, niewygodnych pytaniach zadawanych przez bliskich, trudnych relacjach rodzinnych, otwieraniu się na drugiego człowieka i dotąd nieznanych nam uczuciach, a także problemach z jakimi mierzą się wychowankowie domów dziecka. Wszystko to wywołało we mnie lawinę emocji! Nie brakuje tutaj oczywiście również świątecznego klimatu, który został w piękny sposób zaprezentowany. Szczególnie ujęły mnie przygotowania do świąt, rozdawanie prezentów i sama wieczerza wigilijna mająca miejsce w Domu przy Cichej. "Uwierz w cuda" to emocjonująca, poruszająca i wartościowa historia pełna ciepła, życzliwości i bezinteresowności, radości z małych rzeczy, a także niesamowitej magii oraz cudów, które dzieją się niepostrzeżenie i zmieniają w znaczący sposób życie bohaterów. To opowieść, która z pewnością skłania do refleksji i daje nadzieję na lepsze jutro! Cudownie spędziłam czas z tą książką i czekam już na kolejne powieści spod pióra autorki! Polecam!
Kiedy wydaje Ci się ,że Twój świat się zawalił życie podsuwa możliwości, które nigdy nie przyszłyby Ci do głowy. Amelia i Dawid znają się od czasów liceum i od kilku lat tworzą szczęśliwe i zgodne małżeństwo, jedno z takich które porozumiewają się bez słów. Mężczyzna jest bankowcem, jego ukochana pracuje w bibliotece. Ich codzienność zmieniła przeprowadzka do małej podwarszawskiej miejscowości, ponieważ kobieta odziedziczyła po babci dom pełen dobrych wspomnień, gdzie małżonkowie pragnęli stworzyć swój własny azyl. Do pełni szczęścia brakuje im jedynie maleństwa, które mogliby obdarzyć miłością. Rodziny obu stron coraz bardziej naciskają na nich pytając kiedy wreszcie młodszy z ich synów sprezentuje im wnuki. Po ponad roku bezowocnych starań para decyduje się zasięgnąć opinii specjelisty. Po wykonaniu serii szczegółowych badań lekarskich okazuje się, że Dawid cierpi na tak zwaną niepłodność immunologiczną, co oznacza,że jego organizm zwalcza zdrowe komórki rozrodcze,a jego nasienie jest bardzo słabej jakości. Informacja ta kompletnie załamała Zielińskiego, choć żona stara się dodać mu otuchy i wspierać w tej trudnej dla nich obojga sytuacji, choć jej serce również zostało złamane. Po przemyśleniu obecnego położenia zakochani dochodzą do wniosku, że procedura in vitro jest dla nich zbyt kosztowna. Mela sugeruje więc mężowi adopcję, lecz ten stanowczo blokuje ów pomysł, twierdząc,że nie byłby zdolny pokochać obcego dziecka, mimo iż ma świetny kontakt z synkiem brata , Pawełkiem. Nie chcąc stracić partnera bibliotekarka reztgnuje ze swego planu , choć jej myśli absorbuje marzenie o małej istotce, która nazwałaby ją mamą. Pewnego dnia do filii biblioteki przychodzą opiekunki z Domu przy Cichej, placówki opiekującej się porzuconymi dziećmi. Dziewczyny proszą o rozpowszechnienie ulotek o poszukiwaniu wolontariuszy. Niestety, większość czytelników wyrzuca ogłoszenia dołączone do wypożyczanych książek. Zielińska długo bije się z myślami, jednak po rozmowie ze swą drugą połówką postanawia odwiedzić dom dziecka i dowiedzieć się więcej o obowiązkach jakie wiązałyby się z podjęciem decyzji o opiece nad dziećmi. Na miejscu poznaje Tamarę Okońską dyrektorkę, kobietę pełną pozytywnej energii, bardzo zaangażowaną w swoją misję , a ta opowiada jej o swoich wychowankach. I choć niektórzy są nieco krnąbrni i nieufni wkrótce nowa ciocia zdobywa sympatię maluchów w tym czteroletnich bliźniąt Stasia i Krysi. Jak zakończy się ta historia? Czy magia świąt spotka bohaterów? Uwierz w cuda jest naprawdę niesamowitą powieścią opowiadającą nie tylko o świątecznych tradycjach, skomplikowanych i trudnych relacjach rodzinnych , ciężkich pytaniach i odmieniających życie decyzjach. Piękna, poruszająca, wywołująca łzy i zaciskająca gardło. Niezwykła, napisana z ogromną empatią historia ogrzewająca serce, która okazała się idealna w tym wyjątkowym czasie. Polecam 💚❤️
Nie jestem zbytnio wielką fanką książek świątecznych, ale staram się w grudniu sięgnąć choć po jedną taką pozycję. W tym roku padło na "Uwierz w cuda", która zachęciła mnie przepiękną okładką i dobrze zapowiadajacym się opisem historii.
Bohaterami tej książki jest małżeństwo – Amelia i Dawid – szczęśliwa, zakochana para, która właśnie przeprowadziła się i remontuje dom po babci. Mają dobre, stabilne prace, a do całkowitego spełnienia brakuje im już tylko wymarzonego dziecka. Niestety, jak to w życiu czasem przewrotnie bywa, na ich drodze do spełnienia tego marzenia staje spora przeszkoda. Czy mimo przeciwności losu małżeństwu będzie dane zostać rodzicami? Czy ich związek przetrwa tę próbę?
To moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Rochowiak i było ono całkiem udane. Co prawda historia jest bardzo przewidywalna, czytelnik od samego początku może domyślić się, jakie zakończenie będzie miała ta książka, jednak nie przeszkadza to w zaangażowaniu się emocjonalnym i czytaniu tej pozycji, trzymając kciuki za parę bohaterów, którą swoją drogą zdążyłam bardzo polubić.
Mimo że poruszony jest tu trudny temat, mimo że akcja w dużej mierze ma miejsce w domu dziecka, to książka jest bardzo ciepłą i przytulną opowieścią, pełną nadziei i miłości. Nie brakuje w niej ani momentów wzruszeń, ani wesołych chwil, wszystko jest idealnie wyważone. Osobiście uważam, że najważniejszy jest przekaz i mądrość płynąca z jej treści.
Autorka, wraz z ostatnią stroną, pozostawia czytelnika z miłym uczuciem ciepła na sercu i myślą, że wszystko może się w życiu ułożyć, jeśli ma się wokół siebie odpowiednie osoby i jest się otwartym na nowe doświadczenia i uczucia.
Jeśli za rok pojawi się nowa świąteczna książka pani Aleksandry, to z miłą chęcią po nią sięgnę.
Świąteczny czas się zbliża, więc więcej u mnie książek świątecznych. „Uwierz w cuda” Aleksandry Rochowiak kusiła przede wszystkim piękną okładką. Miałam nadzieję, że zawartość będzie również zachwycająca. Czy tak się stało?
Amelia i Dawid stopniowo spełniają swoje marzenia. Łączy ich piękna miłość, która zaczęła się w szkole. Odziedziczyli piękny dom po ukochanej babci, a do szczęścia brakuje im tylko dziecka. Jednak mimo upływu czasu nic się nie dzieje w tym temacie i po badaniach niestety wyrok, który usłyszeli od lekarza, jest bezlitosny. Ich małżeństwo wisi na włosku, jednak ich miłość i przywiązanie jest tak silne, że dają radę się z tym pogodzić. Do czasu, aż Amelia zaczyna pomagać w pewnym domu dziecka jako wolontariuszka. Czy ta historia skończy się dobrze?
Kurczę, ta historia była bardzo ckliwa. I dość oczywista, ale w takim dobrym znaczeniu. Temat który autorka poruszyła w książce zawsze będzie łapał za serce. I muszę stwierdzić, że mnie ta historia emocjonalnie trzymała mocno w garści. Nie raz mnie zatykało ze wzruszenia, a oczy stawały się wilgotne. Bo chyba nie da się bez emocji czytać o sierocińcu i dzieciach, które tak bardzo łakną miłości. Do tego język jakim posługuje się autorka urzekł mnie kompletnie. Ta dbałość o szczegóły, piękne sformułowania, wszystko było takie gładkie i czytało się cudownie. Cieszę się, że autorka pokolorowała trochę tą historię. Bo takie powinny być książki świąteczne. Tchnące nadzieją, radością i wiarą, że wszystko może skończyć się dobrze. Piękna to była historia. Z całego serca polecam.
A może by tak zacząć wierzyć w cuda? Tak samo jak uwierzyli w nie Amelia i Dawid? Młode małżeństwo, które odziedziczyło bajeczny dom po babci na wsi, z dala od zatłoczonego miasta. Właśnie tam młodzi pragną odnaleźć spokój i po miesiącach wykańczających remontów brakuje im do szczęścia tylko jednego - swojego małego potomka.
W najgorszych koszmarach nawet im się nie śniło, jaki los w stosunku do nich będzie bezlitosny. W drodze do pełnego szczęścia na swojej drodze spotkają przeciwnika, którego niestety nie uda im się pokonać. Pustka jaka w nich pozostanie, wydaje się już nigdy nie zostać wypełniona. Ale przecież… mimo wszystko trzeba wierzyć w cuda!
Przeczytałam w grudniu kilka książek świątecznych, ale z ręką na sercu przyznaję, że żadna tak bardzo mnie nie poruszyła jak „Uwierz w cuda” autorstwa Aleksandry Rochowiak. Mimo, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie potrafiłam poczuć tak ogromnego żalu do świata jaki poczuli główni bohaterowie, to z całą pewnością ta historia mnie straszliwie poruszyła.
Wątek sierocińca i panującego w nim okresu zbliżających się świąt spodobał mi się jednak najbardziej. Wbrew pozorom to było takie otulające, cieplutkie i naprawdę podnoszące na duchu.
Z całą pewnością jest to najbardziej skłaniająca do refleksji książka, jaką w zeszłym miesiącu przeczytałam. Bezdyskusyjnie. Smutna i wzruszająca, to fakt. Tym samym jednak niosąca nadzieję i wiarę w to, że CUDA SIĘ ZDARZAJĄ :)
„Uwierz w cuda” Aleksandry Rochowiak to kolejna powieściowa odsłona traktująca o magii świąt.
Jedyne czego pragnęli to dziecko, jednak niedane im było doświadczyć rodzicielstwa. Jak żyć, gdy wszyscy wokół cieszą się z upragnionego potomstwa, a Ty skrywasz pod maską uśmiechu krwawiące serce? Jak reagować na presję otoczenia, które nie zdaje sobie sprawy z Twojego cierpienia?
Odnalazłam tu dużo trudnych i bolesnych emocji, których nie do końca spodziewałam się w świąteczno-zimowej opowieści. Jestem osobą z gruntu empatyczną i ryczę na reklamach społecznych w TV, a wieczorne wydanie wiadomości kończy się dla mnie migreną. Dlatego z ogromną łatwością poczułam wszystko to, czego doświadczyło małżeństwo Zielińskich i nie były to przyjemne emocje. Jednak jak mówią: nadzieja umiera ostatnia i los okazał się mieć na nich zupełnie inny plan.
Zdarzyło mi się usłyszeć, że nie zawsze to o czym marzę, rzeczywiście jest tym, co jest dla mnie najlepsze. Nigdy dłużej nie pochylałam się nad tą refleksją, jednak stało się tak w przypadku tej powieści. Pomyślałam, że niespełnione marzenie, nie zawsze oznacza katastrofę jeśli umiemy poradzić sobie z własnym rozczarowaniem i zacząć cieszyć się z małych chwil, często okazuje się, że szczęście przychodzi niespodziewane i znienacka pod zupełnie inną postacią.
Kolejne moje spotkanie z piórem autorki i po raz kolejny piękna historia. Choć z pozoru to motyw całkowicie dla mnie będący gdzieś jedynie tematem znanym ze słyszenia to poruszył mnie mocno.
Autorka pokazuje tę najpiękniejszą miłość jaka w życiu istnieje - bezinteresowną. Tutaj mamy ją tak naprawdę w wielu wydaniach i w wielu różnych relacjach. I każda z nich jest inna i wyjątkowa: zarówno między Amelią i Dawidem, Amelią i Donatą, Dawidem i Pawełkiem czy Amelią i dzieciakami z Domu przy Cichej. Każda ma zupełnie inny wymiar i zupełnie inne oblicze a mimo to wszystkie są równie piękne i dotyczą tak naprawdę obcych sobie osób. Tym bardziej że Ola skupia się nie tylko na miłości rodzicielskiej w obliczu bezdzietności ale również w obliczu bycia matką zastępczą dla dorastającej nastolatki.
Mamy tu ukazany motyw mierzenia się z bezdzietnością i tym jaki to może (zupełnie bezpodstawnie!) powodować wstyd. Nawet a może zwłaszcza przed najbliższymi, którzy czasami nie potrafią zrozumieć i naciskają najmocniej. Wyraźnie widać jaki wpływ ma to na dwoje najbliższych sobie ludzi i jak może doprowadzić do oddalania się od siebie.
To co jest tu podkreślone najmocniej to to że pewne rzeczy dzieje się niezależnie od naszych chęci i serca, którego najzwyczajniej w świecie oszukać się nie da. Bardzo piękna, poruszająca i magiczna opowieść do przeczytania nie tylko od święta😉.
Amelia i Dawid odhaczają na liście swoich marzeń i priorytetów kolejne punkty - ślub, własny dom, remont, a w następnej kolejności dziecko. I to właśnie na tym ostatnim etapie zaczynają pojawiać się problemy. Kolejne nieudane próby zajścia w ciążę, naciski ze strony rodziców. Kto byłby w stanie wytrzymać tę presję? Mało tego, pojawia się rozrywająca serce diagnoza, przychodzi zwątpienie czy obwinianie się.
"Uwierz w cuda" to przepiękna powieść przepełniona wielkimi emocjami, od smutku do radości, tak potrzebnej w życiu każdego człowieka. Główni bohaterowie zostali zbudowani tak, że od samego początku darzy się ich sympatią. Zarówno Amelia, jak i Dawid wykazują się niezwykłą siłą w walce z tym, co zgotował im los. Dzielnie mierzą się z przeciwnościami, a przy tym darzą się pięknym i godnym pozazdroszczenia uczuciem.
Jest to nietuzinkowa i chwytająca za serducho powieść, która pozwala poczuć prawdziwą magię świąt. Niejednokrotnie spowodowała, że łzy wzruszenia zakręciły się w moich oczach. Jest to pokrzepiająca opowieść pełna dobroci, ciepła, bezinteresowności i ogromnej miłości. Opowieść o potrzebie szczęścia i bliskości drugiego człowieka. Historia tego małżeństwa wzruszy i poruszy nawet najtwardsze serca. Polecam serdecznie!
Od początku wiedziałam, jak potoczą się losy bohaterów, ale mimo tego niejednokrotnie miałam łzy w oczach, chociaż zdecydowanie nie jestem czytelniczką, którą wzruszają historie na papierze. Natomiast problemy z płodnością, chęć bycia rodzicem, dzieci przebywające w domu dziecka... Mam słabość do takich tematów, więc chyba dlatego tak mnie poruszyła książka Aleksandry Rochowiak. Bardzo przyjemna, ciepła, niepozbawiona trudniejszych tematów, ale i nadziei... Polecam!
Wzruszająca powieść świąteczna o tym, że największy cud to przemiana serca. O miłości, która potrafi zaskoczyć i odmienić wszystko, obdarować wiele serc. Bez chusteczek nie da się tego przeczytać.