W Karterze, Państwie Żywiołów, co siedem lat powoływani są Strażnicy. Czworo wybrańców staje się bronią przeciwko nerimi. Te bezwzględne, krwiożercze bestie – wampiry i zmiennokształtni – zamieszkują Inserię, która od lat terroryzuje mieszkańców Karteru. Strażnicy z czterech różnych frakcji, reprezentujących każdy z żywiołów, muszą użyć całego swojego sprytu oraz drzemiących w nich mocy, by wykonać powierzone im zadania i samemu przy tym nie zginąć.
Kiedy Falen, Ellie, Alec oraz Rin zostają powołani na Strażników, nie wiedzą, co tak naprawdę na nich czeka. Już wkrótce wyruszą na samobójczą misję, prosto do gniazda nerimich, a tam będą zdani wyłącznie na siebie. Na domiar złego Falen odkryje, że w pradawnych proroctwach drzemie ziarno prawdy…
Kości zostały rzucone. Nieoczekiwanie Karter staje się szachownicą w starciu bogów i demonów, a niczego nieświadomi Strażnicy – kluczowymi figurami na planszy. Kto zwycięży w tej rozgrywce?
"Pieśń krwi i powietrza" już jakiś czas temu dostałam od autorki, ale długo się w sobie zbierałam, żeby przeczytać, właśnie przez to moje nastawienie. I szczerze żałuję, że czekałam tak długo.
Po pierwsze, znajdziecie na samym początku mapkę, a na samym końcu słowniczek, przez co poruszanie się po tym świecie jest naprawdę łatwe. Na stronach jest również dużo przypisów, ale to akurat ma minusy i plusy: z jednej strony nie są potrzebne do zrozumienia fabuły i trochę wypadałam przez nie z rytmu czytania, a z drugiej strony widać miłość autorki do świata, który wykreowała - zaplanowała go w każdym detalu i chce się tym podzielić z czytelnikiem.
No i to jest właśnie to. Ten świat jest naprawdę świetnie przemyślany. Są nawet fragmenty wymyślonego języka oraz teksty pieśni i proroctw stworzone specjalnie na potrzeby książki. Bardzo łatwo jest się wkręcić w tę historię, bo ten świat - chociaż fikcyjny - jest bardzo dobrze napisany.
Dobrze się bawiłam na scenach walk, ale bardziej jednak na tych dialogowych. Bohaterowie mają głębie. Najbardziej polubiłam się z postacią Falena, natomiast jego ojca uważam za przerysowaną postać.
Wątek romansu był świetny, wolno się rozwijał i ciagle miałam niedosyt, ale dzięki temu czekałam bardzo na te sceny.
Oczywiście najbardziej podobała mi się relacja braci. Uwielbiam w książkach motyw rodzeństwa, które zawsze może liczyć na siebie nawzajem.
Uwielbiam, gdy w książkach świat nam przedstawiony przesiąka starymi opowieściami. Świat w „Pieśni krwi i powietrza” to przestrzeń, gdzie mity, legendy i zapomniane pieśni nie są tylko tłem, ale żywym elementem rzeczywistości bohaterów — jakby przeszłość nigdy tak naprawdę nie odeszła, tylko ukryła się, by we właściwym momencie o sobie przypomnieć. To właśnie dzięki temu w moich oczach ta historia nabrała głębi i duszy. Ilość detali (nowe religie, kultury, cały słowniczek nowych słówek) sprawia, że jest on nie tylko tłem dla akcji, ale i bohaterem samym w sobie.
Jednak ta książka nie stoi jedynie światem, a także bohaterami, a jednym w szczególności.
Falen jest jedną z tych postaci, których los śledzi się z zapartym tchem i ściskiem w gardle, a także zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki. To nie jest typowy „wybraniec” którego znamy z fantasy — to charakter pełen sprzeczności: silny, ale wrażliwy, zdeterminowany, ale niepozbawiony lęków. Z całej czwórki Strażników to właśnie on przechodzi moim zdaniem najgłębszą przemianę. Autorka rzuca mu pod nogi najwięcej przeszkód — fizycznych, emocjonalnych oraz moralnych Jego podróż to coś więcej niż walka z nerimimi. To także walka z samym sobą, z przeszłością, z bólem, którego nie da się łatwo pozbyć na rzecz wyższych spraw. Im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym mocniej czułam z nim więź. Nie dlatego, że był idealny — właśnie dlatego, że taki nie był. Ten bohater póki co jako jedyny podbił moje serce, reszta w moich oczach była raczej dopełnieniem w jego historii (chociaż liczę, że zmieni się to w następnych tomach, gdyż wyczuwam w Ellie potencjał na rozwój).
Wątek wampirów jest tutaj przedstawiony dwojako. Wszystko zależy od perspektywy, a zdanie czytelnika może zmieniać się wraz z odkrywaniem nowych informacji. Nie chcę nic więcej zdradzać, najlepiej gdy dowiecie się wszystkiego sami z biegiem stron! 😅
Jeżeli chodzi o akcję, to w przypadku tej historii tempo jest zróżnicowane. Początek może być dla niektórych ciut powolny - poznajemy system i bohaterów, mamy wybrańców i ich poznawanie. Lecz z biegiem stron zaczyna się dziać coraz to więcej, aż momentami ciężko nadgonić nad tym co się dzieje. + jest to książka dla fanów wszelkiej walki z systemem, rebelii i powstania ludu. Ten element tutaj mocno wybrzmiewa!
Jeśli chcecie bardzo spicy romantasy - raczej NIE szukajcie tutaj. Dla mnie oczywiście to na plus bo fanką spicy książek nie jestem. Romansu było mało, a jak był to subtelny - I love it.
„Pieśń krwi i powietrza” jest według mnie książką z potencjałem na otwarcie satysfakcjonującej serii fantasy - rozbudowany świat, lead postać - Falen - SUPER + walka świata mroku z bogami to motyw warty poznania bliżej.
Jest obiecująco, czekam na więcej ⭐️
[książka jest dostępna na legimi w ebooku i audiobooku! Słuchałam fragmentów i polecam również w takiej formie!]
Miałam małe obawy co do „Pieśni krwi i powietrza”, ale kojarzyłam tę książkę, więc gdy nadarzyła się okazja chętnie po nią sięgnęłam. Okazuje się, że nawet po skończeniu mam względem niej mieszane odczucia.
Zacznijmy od tego, że początek książki jest strasznie przyspieszony. Wybranie osób, które będą strażnikami wydało mi się napisane po łebkach i czułam jakby mnie coś ominęło. Ale to późniejsze szkolenie, które trwało nawet nie miesiąc, odczułam już po prostu jako olanie tematu. Łącząc to z fabułą w pewnym sensie tak krótki okres, który bohaterowie spędzili na szkoleniu miał sens, nawet dużo sensu, ale on został po prostu pominięty, a moim zdaniem można by podczas niego dodać sporo zabiegów, na których historia by wiele zyskała. Wtedy cały wątek i późniejsza rozmowa przywódców nie byłyby tak sztuczne.
Będąc przy temacie sztuczności, większość bohaterów została przerysowana. Wątki romantyczne głównej czwórki były zbyt przyspieszone i średnio zauważyłam moment, w którym cokolwiek między nimi zaczęło się dziać. W pewnym momencie dobrali się w pary i to wszystko. Z kolei postacie, które mają być tymi złymi, odebrałam jak złoczyńców z bajek, którzy knują, zacierając ręce z głupim uśmiechem. Szkoda że te właśnie wątki nie dostały więcej głębi, bo świat przedstawiony ma naprawdę spory potencjał.
Dlatego tak ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Bo mimo tego o czym wspomniałam wyżej, sporej ilości literówek, momentami dziecinnej logice, niektórych dziwnych składni, a nawet luk w fabule (była taka jedna, która do teraz siedzi mi w głowie) książkę czytało mi się niesamowicie przyjemnie. Myślę, że za sprawą ukróconego, banalnego języka zarówno w opisach jak i dialogach, podczas czytania te wady ulatują. Jako czytelnik nie nudziłam się, jak mogłoby się wydawać po tym, co zdążyłam już powiedzieć.
Mogłabym wymienić kilka konkretnych sytuacji, które wydały mi się niedopracowane, w których coś zostało pominięte, a mimo to cały czas ciekawiło mnie co stanie się dalej w tej historii. Dlatego też myślę, że ta książka może być dobrym wyborem, gdy ktoś nie chce zbytnio nudzić się przy budowie świata i ponurych klimatach. Uważam także, że jeśli autorka skupiłaby więcej uwagi na bohaterach ważnych w jakimś większym stopniu dla fabuły i mniej chociażby na wymienianiu pomniejszych bóstw danych nacji (ale to już zależy od preferencji i tego, co czytelnicy bardziej sobie cenią), książka wypadłaby w moich oczach dużo lepiej, więc widzę tutaj potencjał 🫡
Skoro porównałam złoczyńców do złych postaci z bajek, to całą książkę chyba porównam do bajek z dzieciństwa. Ponieważ gdy ogląda się je jako już dorosły człowiek, omija się wszelkie wady na rzecz czerpania z chwili. Podobnie jest właśnie z tą książką. Dobra jako coś lekkiego i niewymagającego między cięższymi historiami.
"Proroctwo Dioriness" zaskoczyło mnie i to bardzo mocno. Sięgając po ten tytuł wiedziałam tylko, że zbiera on bardzo dobre opinie ale nie zagłębiałam się w fabułę książki i wydaje mi się, że to było najlepsze co mogłam dla siebie zrobić.
Historia opowiada o czwórce wybrańców, którzy poprzez ceremonię zostają powołani do walki z nerimi. Czyli takimi wampirami. Świat jest podzielony na 4 frakcje, gdzie każda z nich odpowiada jednemu żywiołowi. Dlatego, każdy z wybrańców przypada do jednej frakcji. Zaraz po ceremonii wyruszają na krótkie szkolenie i potem na front. Szybko orientują się, że to co przedstawili im rządzący mija się dość mocno z prawdą, a oni sami zostali pionkami w grze, której nie rozumieją, ale szybko muszą się dokształcić bo na szali spoczywa ich życie tak samo jak życie ich bliskich.
Mamy tutaj typowe motywy found family, power of friendship, wybrańców i magii żywiołów, ale z bardzo ciekawym twistem reinkarnacji. Sama książka jest bardzo ciekawa. Świat jest dobrze zbudowany, mimo sporego zaplecza i dużego rozbudowania, autorka nie gubi się w tym co sama pisze. Wszystko jest naprawdę dobrze przemyślane.
Dostajemy też romans pomiędzy głównymi bohaterami, ale mimo, że jest on bardzo delikatny to uważam go za najsłabszy punkt tej książki. Jeśli by go nie było to historia pozostałby w 99% taka sama. Uczucie między nimi rodzi się dość szybko, a mnie ciężko w to uwierzyć. Szczególnie jeśli spojrzymy na ramy czasowe w jakich dzieje się historia. Jeśli ta miłość zostałaby zastąpiona tylko przyjaźnią, też byłoby super.
Mając w pamięci, że jest to debiut autorki, śmiało mogę stwierdzić, że jest to naprawdę zacny początek pisarskiej kariery. "Proroctwo Dioriness" to świetna młodzieżówka, która dla dorosłego czytelnika będzie po prostu przyjemną lekturą, a dla młodszego czytacza może stać się świetnym wprowadzeniem do czytania książek. Ja osobiście bawiłam się super czytając ją i nie mogę się doczekać drugiego tomu.
1,5/5 ⭐ Mówiąc szczerze, koło połowy chciałam zrobić DNF, ale uparłam się, by skończyć, bo potrzebowałam tego do wyzwania czytelniczego.
Pomysł sam w sobie był w miarę okej, ale wykonanie mnie nie przekonało. Styl był nieco dziwny, czuć po nim, że zabrakło mu porządnej redakcji (widać to choćby po całej masie powtórzeń). Bohaterowie byli nijacy - główna czwórka to był Faren, który trochę się wyróżniał, Alec, który nie był Farenem, oraz dwie dziewczyny, których przez całą książkę nie nauczyłam się rozróżniać, bo nie odznaczały się niczym charakterystycznym.
Wątek miłosny zaczął się nawet nie wiem kiedy, a rozwinął się tak nagle, że niespodziewanie zorientowałam się, że obie pary kochają się i nie mogą bez siebie żyć. Jedna nawet już poczyniła poważne rozmowy o przyszłości, jak to sugerują niektóre dialogi.
Dialogi brzmiały strasznie pretensjonalnie - może to było celowe, zwłaszcza że część postaci to arystokracja, ale nie brzmiało to dobrze.
I ogromny minus to lektorka. Już typowo kwestia gustu, ale słuchanie tego było dodatkowo męczące i co chwila uciekało mi skupienie - co o dziwo jakoś nie przeszkodziło mi w śledzeniu fabuły. Ale przez to, że lektorka kompletnie mi nie podeszła, obrzydziła mi wręcz książkę, stąd też niższa ocena.
Książka, o której czytałam różne opinie, a tam gdzie są one podzielone to i ja muszę wrzucić swoją. Fantasy w bardzo dobrym znaczeniu tego słowa, delikatne romantasy, a do tego przepowiednia i motyw przeznaczenia, no musiało być to dobre.
Co kilka lat w powoływani są Strażnicy z czterech różnych frakcji reprezentujących żywioły. Tym razem wybór pada na Falena, Ellie, Aleca i Rin, młodych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego co oznacza ich nowy status. Rzuceni na głęboką wodę muszą sobie radzić sami, zmagając się zarówno z niewiedzą jak i niebezpieczeństwem. Misja Strażników przybiera nieoczekiwany obrót. Wkrótce całe Państwo Żywiołów zachwieje się w posadach, gdy do gry włączy się przeznaczenia, a pradawne proroctwo zacznie się spełniać.
Kocham fantastykę, co prawda nie dałam tej książce maksymalnej oceny, dlaczego powiem później, ale jakbym czytała ją kilka lat wcześniej to na pewno takowa by dostała. To lektura, która jest kawałkiem naprawdę dobrej powieści osadzonej w świecie fantasy, oczywiście mamy mapkę, która pozwala nam lepiej poznać nowy świat, mamy cztery żywioły czyli coś co samo w sobie jest czymś genialnym. Do tego powiązania z pradawnymi bogami i przepowiednią, jakby komuś było jeszcze mało to wampiry, demony, zmiennokształtni a do tego czwórka m��odych ludzi, którzy stają temu wszystkiemu naprzeciw. Na nudę zdecydowanie nie ma czasu.
Książka czyta się sama, nawet nie wiem kiedy się skończyła bo czytałam jak zaklęta. Nie potrafiłam jej odłożyć, napisana w tak lekkim i przyjemnym stylu, budująca napięcie, pełna zwrotów akcji, emocji, humoru, utarczek, magii żywiołów, walki czy dramaturgii. Wszystko jest przemyślane i dopracowane, autorka stworzyła cudowny i magiczny świat, zaopatrzyła go w detale i szczegóły, nawet opisy bóstw czy religii, no coś cudownego. Sama zwróciła mi uwagę na ilość przypisów, dlatego muszę przyznać, że spodziewałam się ich więcej, uważam, że spełniły swoją rolę i pozwalają lepiej zrozumieć funkcjonowanie tego świata. W powieści oprócz wątków fantasy znajdziemy delikatny romans, taka wersja sweet, do tego watki obyczajowe dotyczących waśni rodzinnych czy problemów społecznych.
Jak dla mnie słabszą stroną tej powieści, jest jej przewidywalność i za szybkie zdradzenie wielu ważnych a nawet kluczowych aspektów. Bardzo szybko zarówno bohaterowie jak i czytelnik wiedzą kto jest czarnym charakterem, kto ma złe zamiary i co jest nie tak, dlatego później już niewiele może zadziwić. Większości można się domyślić, wszystkie kropki łączą się w całość na bieżąco, dlatego na koniec nie ma ani zaskoczenia, ani efektu wow, wszytko jest bardzo oczywiste.
Książka jest pierwszym tomem cyklu, stanowi w pewnym sensie wstęp do większej historii, dlatego zakończenie jest też otwarte i budzi ciekawość no to co będzie działo się dalej. Ten tom pokazał nam fundamenty, zaciekawił, postawił wiele pytań ale nie na wszystkie dał odpowiedzi, dlatego będę wypatrywać kontynuacji, bo to historia z potencjałem. Ja jestem oczarowana i dodaję do ulubionych.
Proroctwo Dioriness A.M. Engler to polska powieść fantasy, w której poznajemy czwórkę bohaterów – Falena, Ellie, Aleca i Rin. Każde z nich pochodzi z innej frakcji i włada jednym z czterech żywiołów. Choć dopiero rozpoczynają swoją podróż w tym brutalnym świecie, zostają wybrani na strażników i muszą wyruszyć na niezwykle niebezpieczną misję. Ich przeciwnikami są nerimi – wampiry i zmiennokształtni, zagrażający ich światu. Książka miała duży potencjał, zwłaszcza pod względem kreacji świata – autorka włożyła wiele wysiłku w jego stworzenie, co zdecydowanie zasługuje na uznanie. Niestety, sama lektura sprawiła mi trudność. Choć styl był przystępny, narracja wydawała mi się chaotyczna, co gubiło mnie w akcji. Czasami wydarzenia były wciągające, innym razem sprawiały wrażenie pisanych na siłę. Postacie również nie do końca do mnie przemówiły. Było ich po prostu za dużo, przez co trudno było mi się z nimi utożsamić. Ten nadmiar bohaterów dodatkowo potęgował wrażenie chaosu w całej fabule. Nie polecałabym tej książki osobom z wysokimi oczekiwaniami, jednak warto docenić fakt, że jest to debiut autorki. Początkujący pisarze nie mają łatwej drogi, dlatego zasługują na wsparcie i szansę na rozwój. Motywy: magia, żywioły, drużyna bohaterów, wampiry, zmiennokształtni, spiski, intrygi polityczne, walka, śmierć.
Fabuła i świat: oba te aspekty zdecydowanie mają potencjał, mimo dość powszechnych motywów. Podział na frakcje żywiołów wraz z innymi krainami zachęcają do zanurzenia się w nie i poznania. Nawet, jeśli część z nich jest bardziej niebezpieczna... Sam fakt wysłania bohaterów na samobójczą misję mógłby sprawić, że wraz z nimi będziemy przeżywać kolejne trudne dni. Akcja tu również była dość dynamiczna, więc na pewno nie można się nudzić. Również na plus są dodatki w treści pod postacią ciekawych pieśni i wierszy. Styl pisania: autorka operuje dość lekkim językiem i przystępnym, dzięki czemu czyta się całkiem szybko. Na pewno też nie można odmówić dialogom autentyczności, można się także przy nich rozbawić.
Niestety na tym dobre aspekty tej powieści się kończą, choć przyznaję to z wielkim żalem, bo byłam naprawdę ciekawa historii i może miałam zbyt wysokie oczekiwania. Co więc poszło nie tak?
Fabuła: Niestety ona sama choć ciekawa, nie porwała mnie na tyle, abym bawiła się świetnie. Możliwe, że tu dużą rolę odgrywały właśnie inne negatywne aspekty, które wręcz raziły mnie podczas czytania. Wszelkie zwroty akcji i wydarzenia również były dla mnie przewidywalne, niczym mnie tutaj nie zaskoczyły. Domyśliłam się też tego, kim jest Falen i to znacznie wcześniej, niż zaczęły się pojawiać dokładniejsze sugerujące to wzmianki. Wisienką na torcie był brak logiki w wielu sytuacjach, co sprawiało, że przestałam mieć już jakiekolwiek oczekiwania, a moja radość z czytania powoli zanikała. Miałam też wrażenie, gdzieś się dni tygodnia w zapiskach pogubiły, ale nie sprawdzałam już tego zbyt dokładnie. Bohaterowie i relacje: Nie wspomnę za bardzo o skrajnie negatywnych postaciach - są przywódcami, mają całkiem sporo za uszami. O głównych bohaterach powiem jednak nieco więcej. Jakkolwiek bardziej z całej czwórki głównych bohaterów, wyróżnia się tylko Falen - swoim irytującym charakterem. Nie, jego ukryte dobre cechy nie sprawiły, że nagle zaczęłam do niego wzdychać. Dalej go nie lubiłam. Alec i Rin praktycznie do końca pozostali tacy sami, ale oni dostali w tej historii znacznie mniej uwagi. Ellie była dla mnie zagadką, gdyż została przedstawiona jako postać mocno nieśmiałą i niepewną siebie. Dziwne było więc dla mnie to, że w ciągu tylko trzech tygodni, zmieniła się o niemal 180 stopni, z nieśmiałości zostawiając tylko to, że się co chwila rumieni do Falena. I tu przechodzimy do kolejnej części: relacje. Rozumiem, że wiele razem cała czwórka przeszła, ich zażyłości przyjacielskiej nie zamierzam się czepiać, ale romansów już owszem. Bardzo sztucznie i nieciekawie wyszło łączenie w pary naszych Strażników. Mamy czworo bohaterów, dwie kobiety i dwóch mężczyzn i robienie z nich dwóch par romantycznych nie wyszło za dobrze. Wygląda to po prostu sztampowo. Same uczucia pojawiają się w sumie znikąd, jakby te wątki romantyczne tylko po to, żeby być. Nie czułam żadnej chemii między bohaterami. System magiczny: Sam koncept wypowiadanych zaklęć jest naprawdę ciekawy, ale w połączeniu z żywiołami, wygląda na nieco niedopracowany lub niekonsekwentny. W jednym momencie Ellie nagle nie może użyć ziemi, bo jej nie czuła, ale na inne żywioły już to jakoś nie działało. Zero źródła tej mocy, ogień czy woda mogą się pojawić w losowej ilości, w losowy momencie. Byli w stanie rzucić zaklęcie w każdej chwili, nawet w krytycznej sytuacji z wieloma wrogami, bez zająknięcia. Do tego niezbyt podoba mi się fakt, że ogień jest czymś, co łatwo skontrolować, nie rozprzestrzenia się nawet w lesie. Logika i omijanie zasad: Pierwszą rzeczą, która najbardziej zwróciła moją uwagę, była pierwsza walka naszych strażników. I tu się zaczyna moje marudzenie na logikę, która... miałam wrażenie, że jest omijana. Tak samo jak pewna zasada, do której przejdę później. Trzy tygodnie na trening, który był opisany tak, aby było wiadomo, że istniał, to trochę za mało, żeby w świetny sposób wytrenować osoby, które nie miały żadnych umiejętności. Tak Ellie, patrzę głównie na ciebie, Falen jako jedyny miał wzmiankę o szkoleniach z ojcem. Jak więc wytłumaczyć to, z jaką idealną precyzją posługują się przekazaną im bronią? Pokonują i zabijają SILNIEJSZE i SZYBSZE od siebie wampiry, które jak się okazało, również mają przeszkolenia bojowe. Również posługują się bronią białą, jak i magią. Dlatego podczas każdej kolejnej walki dziwiło mnie to, jak bardzo strażnicy potrafili idealnie walczyć, a wampiry czy nawet gwardziści nagle te umiejętności tracili. Natomiast w walce 2 na 8, strażnicy wybili 6 wampirów, sami ledwo odnosząc jakiekolwiek obrażenia. Nie, to nie jest logiczne. Tak, parę razy wyszli z ranami, ale co z tego, skoro dosłownie za minutę wszystkie były leczone? Nie poprawiło faktu to, że Falen przemienił się w pięć minut po śmierci. Wątpię nawet, że jeden z przywódców neirimich dał się tak po prostu zabić w tej karczmie. Do tego zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, kto nagle rozwiązuje każdy ich problem. Niby spoko, ale w połączeniu z całą resztą, wygląda to jak sztuczne ułatwianie wszystkiego bohaterom. Mam też niemałe wrażenie, że samokontrola podczas pierwszych dni przemiany Falena w wampira, działała mocno wybiórczo. Niby żaden nowy neirimi się nie kontroluje, a jednak Falen jest w stanie już od pierwszego pożywienia, czując niewyobrażalny głód (tu kwestia hipnozy też mnie boli, bo uważam, że raczej powinien się tego nauczyć i wyczuć, ale to już moje osobiste preferencje twórcze). Kiedy już myślałam, że chociaż raz ją straci i coś się stanie, to nie, ratują go. Kolejną rzeczą jest to, że nikt nie zauważył z żadnej strony oplatających wieżę dookoła pnączy. Kiedy w późniejszym czasie szukano strażników w miastach, ich domy zostały zaklęte tak, by nie wszedł nikt o złych intencjach. Ale nie wykluczyło to podejścia do drzwi i zapukania. Nie myliło niczyich zmysłów, zwłaszcza że jedna osoba już wyczuła istnienie tego zaklęcia. Dlaczego więc żandarmom to nie wyszło? Nikt nie pomyślał o tym, aby choć podejść do drzwi, przesłuchać rodziny; otoczyć dom, gdyby się zorientowali, że nie mogą wejść do środka. Bo oczywiście, że przez parę miesięcy nikt ich nie złapał, nawet gdy z tych domów wychodzili na ulicę. No i portale. Stworzenie takich bransolet było ciekawy pomysłem, miały też określoną zasadę, że aby się gdzieś przenieść, trzeba pomyśleć o tym miejscu. Przez jakiś czas nawet wychodziło to dobrze, wymieniali się bransoletą, gdy ktoś lepiej znał miejsce, ale tu pojawia się punkt o omijaniu zasad, kiedy to wygodne. Nagle jakby przestało to mieć znaczenie, Ellie używa bransolety przenosząc ich do miejsc, których sama raczej w życiu na oczy nie widziała. Sam fakt, że zadziałało pomyślenie o konkretnych osobach, brzmi trochę naciąganie. Wątpię też, aby świetnie wiedziała, w którym miejscu w lochach znajduje się przywódca frakcji, żeby nagle podczas jego walki z Falenem, wytworzyć za nim portal i go w niego wciągnąć. Nauka mocy Chronosów przez Ellie. Marie ją szkoliła powołując się na wzmiankę o tym, że jej dawny "przyjaciel" również miał tę zdolność. Podobało mi się to, gdzie niemal do samego końca Ellie nie mogła kontrolować tego daru, widać, że nie jest czymś lekkim i bardzo ciężko jest zapanować nad wizjami. Ale gdy było to potrzebne, przeniesienie się w czasie przyszło już od razu... Przypisy: Czasami są dobre, ale niestety zakrawa to o przesadę. Jest ich dużo, bo ponad 30. Większość z nich to przepisanie informacji ze ściągawki, co uważam tu za zdecydowanie zbędne. Niektóre są tak długie, że zajmują niemal pół strony, a są to tylko dodatki, które nie mają żadnego wpływu na historię, wybijają z rytmu czytania i mogłyby zostać spokojnie umieszczone w ściągawce, aby tam przybliżać świat. Albo wpleść nieco bardziej do treści samej historii. Jest też trzecia strona przypisów: tych niepotrzebnych, które tylko zapychają i zwiększają tę liczbę. Nazwy w tej książce nie są trudne do przeczytania, a wręcz przeciwnie, tu autorka postarała się, aby czytelnik nie łamał sobie języka, a co za tym idzie - przypis przy Chronosach o "kolejnej trudnej nazwie", naprawdę można było darować.
W książce można też znaleźć trochę błędów redakcyjnych: drobne literówki, czy zagubiony lub zły znak interpunkcyjny.
Podsumowanie recenzji: Z recenzji niektórych osób można podejrzewać, że jednak nie jest to debiut autorki, a wydana kiedyś książka przepisana na nowo. Po tym mogłam oczekiwać nieco więcej, a jednak treść trochę mnie zawiodła. Mimo potencjału na fabułę i świat, wydaje się on niekonsekwentny, a brak logiki wybija się ponad wszystko inne. Ta pozycja na pewno spodoba się bardziej osobom, które nie zwracają na takie rzeczy zbytniej uwagi lub po prostu im to nie przeszkadza.
[współpraca barterowa]
This entire review has been hidden because of spoilers.
4+/10. Trochę naiwne romantasy w stylu „Zmierzchu” dla nastolatek. Innym osobom bym nie polecił. Nie jest to gatunek, po który sięgam z chęcią, więc moja opinia pewnie jest przepuszczona przez odrobinę negatywny filtr z tego powodu – ale czytać zacząłem z otwartym umysłem. I początek (a raczej 1/3) książki utwierdziła mnie w przekonaniu, że ani historia, ani styl autorki nie są dla mnie. Miałem już dać sobie spokój, ale zdecydowałem dać jeszcze jedną szansę – i dotrwałem do końca, chociaż przez wiele fragmentów przeleciałem wzrokiem. Ale zacznijmy po kolei. 1. Historia – najmocniejsza część książki i zarazem aspekt, który mnie przy niej trzymał. Przez zdecydowaną większość czasu coś się dzieje, więc czytelnik się nie nudzi. Drobne zwroty akcji, walki, intrygi, miłostki – sporo tego, poprowadzone w przyjemny sposób, w sam raz do poduszki. Nie jest nie wiadomo jak wartko poprowadzona fabuła, początek jest dosyć karkołomny, czasami miałem wrażenie, że autorka po prostu wymyśla sobie dogodne rozwiązania, by poprowadzić wątek naprzód – ale wspominam tę część dobrze. 2. Bohaterowie – średnio. Strasznie, strasznie przerysowani lub bezwyrazowi - zupełnie nie kupiłem ich charakteru. Falen to dla mnie typowy bohater bożyszcze nastolatek, Rin i Ellie mieszały mi się przez pół książki, Alec w porządku, ani grał, ani ziębił. Wielu postaciom pobocznym brakuje głębi, źli są wyjęci niczym z bajek dla dzieci, przez co wydają się bardzo płytcy. Nie kupiłem także rozwinięcia relacji romantycznych – czułem, że były za szybko rozwinięte, trochę na siłę. 3. Świat – średnio, a raczej: bywa dobrze, bywa źle. Zacznijmy od dobrych aspektów – autorka stworzyła uniwersum od podstaw, przemyślała wiele jego aspektów, widać, że ma to w głowie i żyje wykreowaną wizją, więc bardzo fajnie się to czyta. Ale jest to świat zbudowany na wielu banałach, dosyć standardowych, nieoryginalnych – i nie jest to dla mnie jakiś ogromny minus, ale czytając enty raz historię o wampirach, żywiołach, bogach i demonach na pewno nie jawi się jako plus. W głębszej warstwie mam już za to wrażenie, że uniwersum kuleje. Niektóre rozwiązania wydają mi się takim deus ex machina albo po prostu ideami, które autorce wpadły do głowy, ale nie przemyślała ich dokładniej. Woreczki z autouzupełniającymi się shurikenami, bardzo nierówny poziom systemu magicznego (przy okazji – według mnie był bardzo słabo wyjaśniony w książce), pioruny to jakiś totalna nadmoc (trochę bawiły mnie opisy uskakiwania przed błyskawicami), woda za to całkiem lamerska, chronosi, zmiennokształtność w ludzi czy teleportacja – tutaj to był dla mnie przykład chamskiej deus ex machiny, raz bohaterom przydatne, ale spokojnie mogli z niektórych opresji wyjść dzięki niektórym mocom. A czemu ich (mam wrażenie, że trochę ułomni) przeciwnicy nie korzystają z tych umiejętności, by łatwo się bohaterów pozbyć? Nie wiem, ale się domyślam. 4. Styl – zdecydowanie najsłabsza część książki i powód, przez który prawie ją odpuściłem. Zacznijmy od narracji. Autorka skacze co chwilę pomiędzy bohaterami, z głowy do głowy, w niektórych miejscach praktycznie co akapit – sprawia to, że były fragmenty, które czytało się po prostu fatalnie, nie dało rady wejść w ten świat ani zżyć się z postacią. Kolejnym mankamentem w narracji jest sam jej styl – ciągłe zmiany: z narracji personalnej jednego bohatera w narratora wszechwiedzącego, by zaraz przejść w narrację nacechowaną emocjonalnie, tylko czyimi emocjami? Momentami przez to czytanie było katorgą. Sporo męczących opisów pokroju „jego stalowoszare oczy” – po którymś razie już po prostu wzdychałem, gdy widziałem to określenie. Także dużo widziałem zdań, w których używano określeń współczesnych, co bardzo psuło mi immersję świata. Gdzieś mi mignęła piłeczka ping-pongowa, innym razem w dialogu ktoś wspomniał o… taśmie klejącej. Ja wiem – to świat autorki, niech to nawet będzie renesansowe uniwersum z taśmą klejącą, ping-pongiem czy smyczami do kluczy. Ja tego na pewno nie kupuję. Ostatni już zarzut – ekspozycja. Mnóstwo leniwych tłumaczeń nudno tłumaczących świat zamiast wpleść to w przekonujący sposób w historię, a szczytem tego wszystkiego są fatalne przypisy, których powinno po prostu nie być. 5. Inne – trochę błędów, literówek, mnóstwo nieprawidłowo użytych imiesłowów (gdzie była redakcja i korekta?). Moja wersja na empik GO miała dodatkowo mankamenty – na końcu scen był napis „ornament” zamiast, jak się domyślam, grafiki. Ładna okładka, przyciąga wzrok. Jeśli autorka popracuje nad stylem, to widzę dla niej sporą szansę w przyszłości – bo polepszy to odbiór jej światów i pozwoli na zawiązanie więzi z bohaterami. I tego gorąco jej życzę. Po następną część nie sięgnę, fabuła i świat aż na tyle mnie nie zaciekawiły, chociaż krótkie streszczenie chętnie bym przeczytał. Liczę, że jak za kilka lat autorka wyrobi już swój styl i stworzy kolejne uniwersum, to wtedy będę się bawić przednio przy lekturze.
"Powstaliśmy jak feniksy z popiołu, wzrastając w duchu z każdym minionym dawna dniem. I teraz stoimy tu, Gdzie wiodła przez lata odwaga. Wszyscy razem - ogień z wodą, a powietrze z ziemią, Wznosząc ręce ku gwiazdom, W których los bogowie zapisali nam."
Proroctwo ogłosiło, że zamordowany syn Nilani (bogini) i Castiella (demona) powróci. Jego dusza zostanie uwolniona, a Narissan odrodzi się w nowym ciele. Wielu nie wierzyło w te brednie, inni zaś oczekiwali powrotu księcia. Nie mieli pojęcia, że stanie się to szybciej niż zakładali.
Co siedem lat w Karterze swoje powołanie otrzymują Strażnicy. Po jednym Wybrańców z każdej frakcji zamieszkującej Państwo Żywiołów. Powietrze, Ziemia, Ogień i Woda. Do ich obowiązków należało dbanie o bezpieczeństwo karterczyków, a przede wszystkim mieli zabijać zmiennokształtnych i nerimich. Te krwiożercze bestie przekradały się przez mur, oddzielający Karter od Inserii, siejąc spustoszenie wśród ludzi. Strażnicy szkoleni pod okiem Rady mieli wkrótce wyruszyć do Północnej Puszczy i wypełnić swój pierwszy rozkaz. Cel: Zlokalizować i zneutralizować gniazdo nerimich. Nie mieli jednak pojęcia, że Rada już na samym początku nakarmiła ich kłamstwami, a pierwsza misja wybrańców miała być jednocześnie ostatnią. Zaczyna się szaleńcza walka o przetrwanie. Przewaga liczebna wroga nie napawa optymizmem. Jedynym wyjściem z sytuacji jest zwerbowanie sojuszników. Zanim jednak do tego dojdzie Północna Puszcza zbierze swoje żniwa. Niektórzy już nigdy nie wyjdą z niej tacy sami. Już nigdy nie będą sobą. A niestety odmienność to coś czego Karter nie toleruje.
Rozgrywka między Bogami, a Demonami się rozpoczyna. Wszyscy Strażnicy zajęli miejsce kluczowych figur. Kości zostały rzucone. Czy podejmiesz to wyzwanie ?
Fallen Rosmarry Ventus szepczący z wiatrem, igrający z piorunem był idealnym kandydatem na Strażnika. Od najmłodszych lat zaszczepiono w nim nienawiść do wampirów, a także szkolono pod okiem ojca Tropiciela by zawsze był gotowy do walki. Inteligentny, bystry z realistycznym podejściem do życia. Niesamowicie odważny i lojalny wobec przyjaciół. To tylko nieliczne z jego cech, które sprawiły, że pokochałam go całym sercem. Był również niezwykle charyzmatyczny, co tylko dowodziło, że znajduje się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, ku wyzwoleniu karterskiego narodu spod władzy kłamliwej Rady i króla.
Ellie Feliss Terratka obcująca z ziemią i naturą, celnie operująca ostrzałami, zawsze gotowa do walki. Praworządna, ale także strasznie empatyczna. Jako jedna z nielicznych na świecie urodziła się z darem, który niekiedy był jej przekleństwem. Jako Chronosi posiadała umiejętność przywoływania wizji z różnych okresów czasu. Dzięki jej zdolności prawda o Radzie wyszła na jaw, rozpętując rewolucję.
Alec Cartwright Ignis dzierżący moc ognia wielokrotnie wykazywał się ogromną odwagą w walce z nerimimi. Jako dziecko podczas I Carskiej Nocy stracił oboje rodziców, trafiając pod opiekę rodziny zastępczej. Kochał Fallena jak brata, choć nigdy się z tym nie obnosił. Uwielbiał za to mu dogryzać na każdym możliwym kroku. Zdecydowanie jest jedną z najzabawniejszych postaci.
Rin Narione Aquariuska płynąca z wodą, córka lekarza i pielęgniarki. Sama osobiście nie miała nic wspólnego z medycyną. Żywiołowa i odważna. Mistrzyni łucznictwa o sokolim oku. Choć „straciła” brata gdy wstąpił do Akademii obdarzyła Ellie siostrzaną miłością, jednocześnie stając się jej najlepszą przyjaciółką . Miewała momenty słabości, jednak zawsze stawiała przeciwnościom czoła. Jako jedna z dwóch silnych bohaterek, stała się dla mnie inspiracją
Każdy z bohaterów drugoplanowych posiadał własną historię, niebywale ciekawą. Zdecydowanie były to barwne postacie.
Przygoda z Proroctwem Diorines zaczęła się niespodziewanie. Po ostatniej powieści fantasy byłam zniechęcona. Spodziewałam się kolejnej lektury, która swoją dynamiką bardziej zbliży mnie do snu niż do ekscytacji. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy historia porwała mnie od pierwszych stron. Ja nie czytałam tej książki, ja ją pochłaniałam. Prosty świat magiczny, frakcje mitologia i wampiry… ja to kupuje! Fabuła nie była przewidywalna byłam wartka i wciągająca, a niektóre plot twisty przyprawiały o zawał serca. Na jednej stronie się śmiałam, na następnej płakałam, a jeszcze na innej krzyczałam na bohaterów. A wiersze i pieśni ludowe pisane przez autorkę są pierwsza klasa. W niewielu książkach, ostatnio przeze mnie czytanych mogę poczuć się jak postać z historii, w tej powieści dzięki autorce to poczułam. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji sięgać po debiutancki tytuł A.M Engler to polecam się z nią zapoznać. A nuż może zostanie w waszej pamięci na długo, bo z mojej na pewno.
Motywy to: wampiry, żywioły, forbidden love, chosen one, found family, bogowie i demony friend to lovers, he fell first, rewolucja.
Polska fantastyka z magią żywiołów, wampirami, zmiennokształtnymi, strażnikami, którzy mają chronić krainę przed upadkiem. Przepowiednia, bogowie i półbogowie, konflikt, intrygi rządzących, bogaty rozbudowany świat, cena, którą przyjdzie zapłacić bohaterom, zbyt wielka by potrafili się z nią pogodzić. Nie powiesz mi, że nie brzmi to dobrze. Kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu „Proroctwa Dioriness. Pieśni krwi i powietrza” to czułam, że to zdecydowanie będzie coś dla mnie.
Obserwowanie jak autorka mówi o swojej książce, wszystkich grafik, wpisów, zdjęć, które przygotowała, by zachęcić czytelników do sięgnięcia właśnie po tę książkę, sprawiło mi mnóstwo przyjemności. Cudownie jest widzieć w drugim człowieku tak ogromną pasję, tak ogromną miłość do stworzonych przez niego bohaterów i świata, nawet jeżeli w powieści zadał im tyle bólu, że znienawidziliby go za to. Świadomość, że mam okazję zapoznać się z tą opowieścią, wzbudzała we mnie tak silną ekscytację, nie mogłam się wręcz tego doczekać. Choć piszę to z bólem serca, nie była to książka, która pozwoliła mi się wbić w przestworza, bardzo szybko zrzuciła mnie na ziemię, dociskając mnie swoim ciężarem. Stało się to na dwa sposoby.
Pierwszy, to fakt, że bohaterowie nie są tutaj oszczędzani, a szczególnie jeden z nich. Mimo toporności, którą wyczułam na początku i później w trakcie lektury, z łatwością zaangażowałam się w opowieść, na zmianę tonąc i wypływając na powierzchnię. Byłam zaskoczona bogatym tłem i cudownym klimatem. Działo się tutaj tak wiele, że nie mogłam się otrząsnąć z szoku. Nie raz, ani nawet nie dwa, zwroty akcji i ich ciężar wyciskał mi powietrze z płuc. To jest ten pierwszy powód, dlaczego spadłam na ziemię. Ten pozytywny.
Nie było jednak tak idealnie, jak tego się spodziewałam. Choć naprawdę starałam się wyciągnąć z lektury jak najwięcej dobrych elementów, to niestety nie do końca mi ona odpowiadała. Znalazłam tutaj sporo mankamentów, które nie zachęcały mnie do lektury, blokując moją chęć czytania na tyle mocno, że przeczytanie jej zajęło mi około dwóch tygodni.
Co takiego się tutaj wydarzyło, że mimo całkiem obiecującego pomysłu, wyszła powieść, która jest po prostu w porządku? Jak danie, które zjesz w chwili głodu, by napełniło Twój żołądek, ale które nie sprawi, że będziesz czuć się usatysfakcjonowany i będziesz myśleć, co by tu jeszcze zjeść, aby poczuć zadowolenie w głowie.
Pierwszym mankamentem jest akcja, która gna, pędzi przed siebie, nie dając czytelnikowi wystarczająco dużo czasu, by zapoznał się na spokojnie z bohaterami, światem i sporą liczbą stworzonych przez autorkę określeń i pojęć. Zanim się obejrzałam, bohaterowie zostali już wrzuceni w wir wydarzeń, rozpoczęły się pierwsze walki, próby zrozumienia sytuacji, ogarnięcia całego tego burdelu, który został zrzucony na ich barki.
Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka chciała w tym tomie zawrzeć zbyt wiele treści, przez co, aby książka nie była ogromnym tomiszczem, musiała jak najbardziej się streszczać, niektóre wydarzenia opisując jedynie pobieżnie, albo pozwalając im odbyć się poza kartami powieści. Na początku wręcz czułam się, jakbym czytała zapis sesji RPG, a nie pełnoprawną powieść. Jak najszybsze przejście do meritum, tak by skupić się na akcji, bez zagłębiania się w umysły bohaterów, w ich przemyślenia i odczucia. Nie mieli oni miejsca, by moc wyrazić swoje emocje.
Nie zrozumcie mnie źle. Naprawdę bardzo zagrałabym w taką przygodę, wcielając się w jednego z bohaterów. Ale to powieść, tutaj nie powinno być miejsca na domysły i próby samodzielnego dopowiedzenia sobie, jakie są motywacje bohaterów, co sprawiło, że się polubili, bądź pokochali. Starałam się ich zrozumieć i w dalszej części powieści się to udało. Jednak nie na początku, a przecież to właśnie początek powieści powinien zatrzymać przy sobie czytelnika.
Głównych bohaterów w powieści jest aż czwórka i są to Falen, Alec, Rin i Ellie. Każde z nich pochodzi z innego żywiołu, z innej frakcji, różnią się nie tylko pochodzeniem, ale również statusem. Nie różnią się od siebie zbyt mocno na kartach powieści, gdybym miała ich teraz opisać, jeżeli chodzi o charakter, to mogłabym to zrobić w jednym zdaniu, a Rin i Ellie pewnie bym ze sobą pomyliła. Chociaż są ciekawi, szczególnie Falen, który wychodzi na prowadzenie i okazuje się najważniejszą postacią, to zabrakło mi w nich więcej charakteru i życia.
Sytuacja między frakcjami żywiołów jest trudna, kiedyś byli bardzo blisko siebie, dziś jednak są od siebie oddzielani, zabraniane jest zawieranie związków, a także posiadanie dzieci. Żyją tak naprawdę osobno, każda z frakcji zamieszkuje inną część Karteru. Jak możemy się oczywiście domyślić, między naszymi bohaterami wydarzy się coś więcej. Nie tylko będą walczyć razem dla dobra swoich ludzi, ale również zbliżą się na siebie bardziej, niż powinni. I jak obecność wątków romantycznych jak najbardziej pasowała do całej historii (pozwoliło to świetnie pokazać panujące nastroje, a także ciężar, który niosła ze sobą miłość), to samo wykonanie pozostawiało wiele do życzenia.
Nie łatwo jest zrozumieć, skąd pojawi��o się uczucie, w momencie gdy pojawia się zbyt szybko, nie będąc jednocześnie odpowiednio podbudowane poprzez przedstawienie rozmów bohaterów, ich odczuć i myśli. Pojawiło się to ot tak, bo dlaczego nie. W przypadku jednej pary zostało to później wyjaśnione, ale wciąż, nie przekonuje mnie to, nawet teraz po lekturze, kiedy z niecierpliwością czekam na drugi tom.
Tak, „Pieśń krwi i powietrza” dała mi ogrom emocji, a każdy kolejny zwrot akcji dosłownie zwalał mnie z nóg. Choć początek podpowiedział mi, że to, co tu się dzieje, to zaledwie wstęp, to przygnieciona intensywnością akcji, zapomniałam kompletnie o samej właśnie przepowiedni. Bardzo mocno zaangażowałam się w każdą scenę, każdą rozmowę, myśli bohaterów. Tak niewiele brakło, bym mogła ocenić tę książkę naprawdę wysoko, abym mogła z dumą polecać ją dalej.
Nie mogę powiedzieć, że nie warto jej czytać. Zdecydowanie nie. „Pieśń krwi i powietrza” to bardzo ciekawa, rozbudowana powieść, która porusza ogrom ważnych, poruszających tematów, które z łatwością możemy od niej do naszego świata. Podział ludności, oszustwa, polityczny galimatias, walka z niesprawiedliwością, walka o samego siebie i o własne prawo do szczęścia. To wszystko okraszone jest sporą dawką magii, trudnymi wyborami, emocjami, które rozrywają serce.
Dałam się porwać tej opowieści, nawet jeżeli gdzieś w trakcie się pogubiłam, przez co przeczytanie jej zajęło mi dużo więcej czasu, niż powinno, to w ostatecznym rozrachunku mogę z pewnością stwierdzić, że była to przygoda, która pozostawiła po sobie ślad. Akcja tak pędziła, że nie znalazłam nawet chwili, żeby złapać oddech i odsapnąć, w każdym rozdziale działo się naprawdę sporo, nie było tutaj żadnego momentu przestoju, który zmniejszyłby moje zaangażowanie.
To pierwsza książka autorki i czuje, że naprawdę jeszcze nie raz solidnie mnie zaskoczy. Ma prawie wszystko, by rozgrzać serca czytelników i przeciągnąć ich na swoją stronę. Ciekawy, kreatywny styl, niesamowite pomysły, sposób, w jaki kreuje świat przedstawiony, jest zachwycający. Znajdziemy tutaj napisane przez autorkę wiersze i pieśni pełne emocji i duszy, każda z frakcji ma swój język, historię, wierzenia, modlitwy, kieruje się innymi zasadami i przekonaniami. To wszystko tworzy ogromnie ciekawą, bardzo klimatyczną powieść.
Choć momentami lekko przytłaczająca dla mnie była ilość informacji, którymi zostałam zarzucona, to nie mogę tego nie docenić tego ogromu pracy, włożonego w tę książkę. Całe to zarysowane tło sprawia, że opowieść jest bogatsza i jeszcze bardziej soczysta. Mimo że nie było idealnie, to nie żałuję żadnej chwili spędzonej przy tej książce.
Niemożliwe jest, by samemu obiektywnie ocenić swoje dzieło. No może wtedy, kiedy odłożylibyśmy je na wiele lat do szuflady, tak by jego wspomnienie zatarło się w umyśle. Jedyne czego tak naprawdę tutaj zabrakło, to osoby, która przeczytałaby tę książkę przed publikacją i wypunktowała niedociągnięcia, tak by autorka mogła je dopracować. Dobry beta reader albo redaktor przyczyniłby się tutaj do sukcesu. Myślę jednak, że kryje się tutaj ogromny potencjał i bardzo liczę na to, że wraz z kolejnymi napisanymi powieściami, autorka dopracuje swój warsztat, a zebrane doświadczenia pomogą jej tworzyć jeszcze lepiej i doskonalej.
I mam nadzieję, że kolejne powieści autorki będą tylko lepsze. Już teraz z niecierpliwością czekam na więcej.
Pieśń krwi i powietrza. Proroctwo Dioriness to pierwszy tom obszernie rozbudowanego świata, który stale nas zaskakuje. Dzięki dołączonej mapce z przodu i ściągawce z tyłu, na brak zagubienia nie można narzekać. A przypisy autorki to tylko dodatkowy bonus.
Co znajdziecie w środku; ϟ narrację trzecioosobową z różnych perspektyw; ✦ bardzo dużo ras połączonych z magią żywiołów, bogami i demonami; ϟ intrygi królewskie, które pośrednio zmieniły bieg wydarzeń; ✦ obszerny opis walk, dynamiczna akcja; ϟ czterech głównych bohaterów, z których najważniejszym okazuje się Falen oraz wiele postaci pobocznych; ✦ pierwsza połowa książki skupia się bardziej na wyprowadzeniu do świata, tradycjach, zasadach i pokazaniu jak to wygląda; ϟ lekkie zauroczenie między bohaterami bardziej rozgrywające się w tle, ale nie tylko; ✦ tajemnice, siła przyjaźni i rodziny.
"Prawda nie zawsze jest łatwa, ale z czasem można się przyzwyczaić do jej ciężaru. Los nie pyta Cię o zgodę". Co to była za przygoda! Dosłownie nie mogę się jeszcze otrząsnąć z wszystkich rewelacji jakie zaserwowała nam autorka szczególnie pod koniec książki. Oraz tego co jeszcze przed nami. Przez połowę książki gdzie nie gdzie były rzucane nam poszlaki tego co może się wydarzyć, dlatego oczekiwanie tylko zaostrzyło apetyt. Przede wszystkim centralnym bohaterem jest Falen i to na nim warto skupić się w pierwszej części. Pozostali główni bohaterowie czyli Ellie, Rin oraz Alec są ważnym elementem powieści natomiast na ich barkach nie spoczywa tak wielki ciężar tajemnic.
Początek historii zaczyna się dość spokojnie choć mamy więcej pytań niż odpowiedzi, a gdy niektóre obyczaje są wyjaśniane w miarę rozwoju akcji to miałam wrażenie, że jeszcze więcej jest ukryte. Choć wprowadzenie jest bardzo obszerne akcja nie zwalnia nawet na sekundę i cały czas w 4 bohaterów uderzają coraz nowsze wydarzenia, ale też otwierają się im oczy na kłamstwa przywódców i tego, że wojna jaka jest toczona między dwoma różnymi rasami tak naprawdę mogłaby wyglądać zgoła inaczej.
Oprócz magii żywiołów, pojawia się też magia czasu która jest bardzo nieprzewidywalna i nieraz uratowała czyjeś życia, ale i sprawiła że się nie udało. Dzięki temu historia wydaje się bardziej rzeczywista, chociaż nie powinna. Rozdziały bardziej przypominają wpisy z pamiętnika z datami tego co się wydarzyło, więc bardzo dokładnie śledzimy losy bohaterów.
Druga część książki skupia się na Falenie chociaż w tle nadal rozgrywa się bieżącą akcja to w pewnym momencie wszystko się ze sobą sprawnie łączy. Łatwo też nam zrozumieć prawa tego świata i kibicować bohaterom. Najbardziej walecznym sercem okazał się młodszy brat Falena - Finn. Jest postawa jest niezwykle budująca i sprawia że miłość do rodzeństwa nabiera zupełnie innego kształtu.
Wykreowany świat jest dopracowany w każdym szczególe. I czuć ogromny potencjał, który mam nadzieję rozwinie się w kolejnych tomach. Pierwszą połowę czytało mi się w sam raz, ale ta druga wywarła na mnie całą paletę emocji i aż ciężko było się oderwać od czytania.
Proroctwo Dioriness spodoba się fanom fantastyki z dobrze dopracowanym światem, wyrazistymi bohaterami, wieloma plot twistami wypełnionymi nieoczekiwaną utratą życia ale i tajemnicami, o których nie śnili nawet bogowie ❤❤❤.
"Pieśń Krwi i Powietrza" tom I "Proroctwa Dioriness" autorstwa A.M. Engler od początku zapowiada się obiecująco. Już podczas kilkudziesięciu pierwszych stron widać z jaką starannością autorka podeszła do stworzenia całkowicie nowego fantastycznego świata, w którym wyraźnie zaznaczone są podziały społeczne, o których decyduje zdolność do magii żywiołów. Nowa waluta, nowi bogowie, historia, przepowiednie, pieśni, a nawet język wywodzący się z każdej z frakcji! Czapki z głów bo to wyszło naprawdę świetnie!
Cztery frakcje: 🔸️Aquariusi - władający żywiołem wody 🌊 🔸️Ventusi- powietrza 🌀 🔸️Terraci - ziemi 🍃 🔸️Ignisi - ognia 🔥
Z każdej z frakcji zostaje powołany strażnik: Fallen, Ellie, Alec i Rin. Bohaterowie przechodzą błyskawiczny trening (bo tylko 2 tygodnie) po czym zostają zesłani na niemal samobójczą misję, podczas zacieśniają swoje relacje, wspólnie odkrywają sekrety Dioriness i walczą na śmierć i życie.
Niestety muszę przyznać, że gdzieś w tej obszernej budowie świata została zatracona porządna kreacja bohaterów. Ich relacje są płaskie, nie czuję tych emocji sięgających zenitu, które powinny towarzyszyć tak burzliwej akcji. Na brak akcji zdecydowanie nie możemy bo tempo wydarzeń jest wręcz za szybkie. Nie zdążyłam przetrawić śmierci bohatera, a ten już niewiele akapitów dalej wraca do akcji. Padają słowa "kocham cię", a ja się zastanawiam co przegapiłam, że nie zauważyłam, kiedy do tej wielkiej miłości doszło. Tu mnie trochę moje zachłanne serduszko zabolało. Bohaterowie nazywają się przyjaciółmi, a ja nie wiem kiedy się nimi stali. Zagadki, tajemnicze wątki, rozrerki bohaterów są zdecydowanie zbyt prędko rozwiązywane. Bohater upiera się, że czego nie zrobi, kilka linijek dalej już został namówiony. Brakuje tu trochę tajemniczości i rozciągnięcia akcji. Brakuje emocji, które powinny towarzyszyć bohaterom, kiedy np. dowiadują się, że są kimś zupełnie innym niż myśleli. Uważam, że ten tom spokojnie mógłby zostać rozdzielony na dwa w nieco spokojniejszym tempie z wiekszą ilością opisów, krótszymi dialogami (momentami trwającymi kilka stron) i wplecionymi w tekst wszystkimi przypisami, które były bardzo ciekawe lecz niepotrzebne w tej formie nam zaoferowane. To czyny, a nie słowa wypowiadane przez bohaterów definiują ich charakter i relacje, które tworzą.
Ogólny zamysł nam fabułę, kreacja świata są świetne. Trochę więcej uwagi poświęcić bohaterom i graniu na emocjach czytelnika i kolejne książki spod pióra autorki będą genialne! Z czystym sercem uważam ten debiut za udany.
Dodatkowo występuje zabieg, za którym nie przepadam, czyli bezpośrednie zwroty do czytelnika, które w moim odczuciu powodują jedynie wyrwanie się z wiru akcji. Ja czytam fantastykę, żeby się w niej zatracić, zapomnieć o całym świecie, a takie zwroty działają na mnie jak "ej, czytasz tylko książkę, pamiętaj o tym".
„Pieśń krwi i powietrza” – książka, która naprawdę mnie mile zaskoczyła! 😍
To początek fantastycznej serii autorstwa A.M. Engler. W książce przenosimy się do państwa żywiołow - Karteru, które jest podzielone na cztery frakcje: ognia, wody, ziemi i powietrza. 🌊🔥🌱💨
Co siedem lat w Karterze wybierani są Strażnicy, po jednym z każdej frakcji. Ich zadaniem jest ochrona kraju przed nerimi – krwiożerczymi bestiami, wampirami i zmiennokształtnymi. Historia zaczyna się, gdy zostają powołani nowi Strażnicy, ale to, co wydaje się zaszczytem, okazuje się czymś znacznie bardziej niebezpiecznym. Strażnicy to zazwyczaj młodzi ludzie, którzy po krótkim, bo trzytygodniowym szkoleniu, wyruszają na misję, z której niewielu wraca. Tak też było tym razem. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków zostają wysłani na misję, która, szczerze mówiąc, wygląda na misję samobójczą – czwórka młodych ludzi przeciwko tysiącom nerimi. 😱
I tutaj pojawia się pytanie: dlaczego rząd i król chcą pozbyć się Strażników? Dlaczego próbują ich zniszczyć, zamiast wspierać? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce!
W tej historii pojawia się również wątek legendy o demonie i bogini oraz przepowiedni, która ciągnie się przez całą książkę, a jestem pewna, że w kolejnych tomach będzie jeszcze bardziej rozwinięta. A jeśli chodzi o wątki miłosne – tak, nie ma jednego, a kilka! I choć początkowo wydawało mi się, że niektóre z nich rozwijają się trochę za szybko, to z biegiem czasu tempo się uspokaja, a wątki miłosne stają się naprawdę przyjemne. 😌
Co ciekawe, książka porusza trudne tematy, w tym relacje między rodzicami a dziećmi. Na przykładzie Falena doskonale widać, jak wielki ból potrafią zadać nam najbliżsi. Kontrast między rodziną Elli a rodziną Falena jest uderzający – rodzina Elli przypomina ciepłych, dobrodusznych Weasleyów z „Harry’ego Pottera”, a rodzice Falena to osoby bardziej przypominające rodziców Draco Malfoya – zimnych i bezwzględnych. 💔
W książce pojawia się wielu bohaterów, z których aż dziewięciu ma większe znaczenie! Każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Spotkamy tu smutnego, tragicznego chłopca, wesołka i super przyjaciela, a także odważne, ale dość delikatne dziewczyny. A jeden z bohaterów, który pojawia się pod koniec, całkowicie skradł moje serce! Chace. 💖 Jest wyjątkowy – zabawny, pełen energii, a każda scena z nim to prawdziwa perełka.
Jeśli chodzi o finał, jest on naprawdę pełen napięcia. Kończy się w najciekawszym momencie, co sprawia, że trudno nie czekać na kolejny tom! Choć zakończenie było trochę chaotyczne, to jednak zrobiło na mnie wrażenie. W jednej z ostatnich scen naprawdę się wzruszyłam i uroniłam łezkę.
Moja ocena to 9/10! Zdecydowanie polecam tę książkę i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy!
„Pieśń krwi i powietrza” to książka ze świetnie wykreowanym systemem politycznym i magicznym, wyjątkową religią i niepowtarzalną historią. To wszystko sprawia, że książka jest oryginalna i jednocześnie atrakcyjniejsza w moich oczach. Muszę jednak przyznać, że na początku ciężko mi było się wdrożyć w tę historię, prawdopodobnie przez nadmiar informacji i nowych nazw. Z czasem jednak wszystko zaczęło mi się w głowie układać, a wtedy mocniej doceniłam przedstawiony nam świat. Domyślam się, jak wiele pracy autorka musiała włożyć w wykreowanie go i posklejanie wszystkich wątków, tak aby ze sobą współgrały. Gdybym jednak miała dodać, czego więcej chciałabym dostać w drugim tomie, to byłyby to dogłębniejsze opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja.
Fabuła to kolejny atut tej książki. Jej akcja jest ciekawa i trzymająca w napięciu, choć na początku miałam odczucie, że jej dynamika jest trochę zaburzona. Z jednej strony wszystko odbywało się bardzo szybko, a jednocześnie miałam wrażenie, że nic konkretnego się nie dzieje. Mniej więcej w 1/3 książki akcja nabrała idealnego tempa. Dostaliśmy wiele wydarzeń, walk i zwrotów akcji, a jednocześnie mieliśmy czas na przyswojenie tego, co się aktualnie dzieje. Wtedy przywiązałam się do tej historii i pragnęłam poznać jej dalsze losy.
Jestem fanką powolnego rozwoju relacji między bohaterami, zarówno tych przyjacielskich, jak i romantycznych. Niestety tutaj tego nie dostałam. Mam wrażenie, że w tym aspekcie coś mnie ominęło. Nie dostałam szansy na obserwowanie i zrozumienie uczuć rodzących się między bohaterami. Dlatego przez spory czas nie byłam w stanie w pełni odczuwać ich przywiązania i oddania. Muszę jednak przyznać, że w tym aspekcie autorka również się poprawiła i z czasem naprawdę zaczęłam wierzyć w prawdziwość przyjaźni i miłości między bohaterami.
Moją ulubioną postacią zdecydowanie jest Falen, choć myślę, że taki też był zamysł. Jego charakter, sytuacja rodzinna i wyraźne, czasem sprzeczne emocje zostały świetnie opisane, podczas gdy reszta bohaterów nie wyróżnia się niczym szczególnym. Falen jest postacią, która zostaje nam w pamięci, a jego losy najbardziej trzymają w napięciu i wywołują najwięcej emocji.
Podsumowując, książka ta w każdym aspekcie poprawiała się z biegiem czasu. Na początku nie byłam do końca do niej przekonana i miałam wiele uwag, ale już w trakcie czytania widziałam, że książka staje się dużo lepsza - jej dynamika, opisy, bohaterowie, ich relacje i dialogi między nimi. To dało mi podstawę do tego, by wiele oczekiwać od drugiego tomu. W brew moim pierwotnym założeniom, naprawdę przywiązałam się do tej historii. Jestem bardzo ciekawa, jak wszystko się dalej rozegra i czy zostanie zachowany poziom, do którego doszła autorka z biegiem rozdziałów. 3,5/5⭐️
Czwórka nowopowołanych strażników królestwa, po zaledwie kilku tygodniach treningu, zostaje wysłana na misję z gatunku tych samobójczych. Każdy z bohaterów wywodzi się z trochę innego miejsca, ma za sobą inne doświadczenia i posługuje się mocą innego żywiołu. Falen, Katherine, Ellie i Alec próbują stanąć do walki z siejącymi postrach wampirami, którzy zagrażają mieszkańcom królestwa. Szybko okazuje się jednak, że krwiopijcy to nie jedyny wróg, który czyha na nowopowołanych strażników, a ich misja nierozerwalnie związana jest z dawno ogłoszoną przepowiednią.
Ta książka to debiut autorki i według mnie jest to debiut zdecydowanie udany. Książkę czyta się niezwykle przyjemnie, pióro autorki jest lekkie i mimo złożoności przedstawionej historii, wszystko jest łatwo przyswajalne. Opowieść o strażnikach zdecydowanie stoi przygodami i akcją, więc jeśli lubicie dynamiczne książki, ta będzie dla was. Chciałabym podkreślić, że sam świat, o którym czytamy, jest mocno złożony, co ja zdecydowanie doceniam. Autorka podaje nam informacje chociażby o tradycjach danych społeczności związanych z konkretnymi świętami obchodzonymi na ich terenach. Spodoba się to na pewno tym, którzy lubią rozbudowany i wyrazisty świat przedstawiony, ale nie lubią być przytłoczeni takimi informacjami. W tym przypadku bardziej szczegółowe informacje przekazywane są w przypisach. Mnie osobiście trochę wybijało to z rytmu, ale na pewno niektórym takie rozwiązanie przypadnie do gustu. 😁
To, co dla mnie było słabszym punktem tej historii, to zdecydowanie relacje między bohaterami. Nie za bardzo dano im czas na racjonalny rozwój i wszystko działo się bardzo szybko. Zabrakło im głębi. Akcja pierwszego tomu dzieje się od lipca do listopada, a wydarzyło się tu ogromnie dużo rzeczy zarówno, jeśli chodzi o przygody bohaterów jako Strażników królestwa, jak i ich życie prywatne. Bohaterowie w tej książce bardzo szybko nawiązują przyjaźnie, zakochują się w sobie i jeszcze szybciej wybaczają krzywdy wyrządzane przez lata.
Ogromna niespodzianka to świetnie napisane sceny walki! Potyczki bohaterów z ich wrogami są emocjonujące i opisane w taki sposób, że czytelnik czuje się jakby oglądał starcie na własne oczy. Autorka świetnie pokazała też, jak moce wszystkich bohaterów uzupełniają się w sytuacji zagrożenia i że stanowią oni zgraną drużynę.
Zdecydowanie jestem ciekawa tego, jak potoczą się dalej losy Strażników. Liczę na sporą ilość bitew i więcej bogów, którzy będą mieszać w życiu bohaterów.
Wampiry i zmiennokształtni atakują ziemię Karteru już od dłuższego czasu. Co siedem lat zostają powołani wojownicy, którzy mają zwalczać wszelkie zło, które zagraża ich ojczyźnie. Każdy wybrany reprezentuje jeden z żywiołów. Czy uda im się pokonać Nerimich?
Po przeczytaniu książki łatwo można stwierdzić że tom pierwszy to tylko początek większej historii. W kolejnej części na pewno dostaniemy dużo więcej ekscytujących wątków.
Niestety muszę stwierdzić, że nie czuć w tej książce powiewu świeżości. Pomimo ciekawych wydarzeń i naprawdę sporej ilości akcji czuć jakby już gdzieś to wszystko się kiedyś czytało. Może jest to wina tematu rewolucji, który jest poruszany w tej powieści, bo wiadomo nie jest to bardzo innowacyjny motyw. Pojawia się on w wielu książkach, więc może to z tego powodu czułam że już gdzieś tą książkę czytałam.
Ciężko było mi również osadzić tę historię w jakimś konkretnym okresie. Momentami czułam jakby ten stworzony fantastyczny świat był osadzony w nie tak modernistycznym świecie, a z drugiej strony w książce pojawiają się banki krwi, co już mnie utwierdza, że jest to świat trochę bardziej rozwinięty. Naprawdę ciężko mi było określić kiedy dzieją się te wydarzenia.
Brakowało mi też również informacji na temat magii, która jest tu używana. Wiemy że nasi bohaterowie dysponują mocą żywiołów, ale temat ich treningu przed wstąpieniem do frakcji strażników był potraktowany bardzo po macoszemu. Tak naprawdę nie dopatrzyłam się tu informacji czy w trakcie ich treningu trenowali oni swoje magiczne umiejętności, czy może zwykłe używanie oręża. Magia w takiej książce jest najciekawszym aspektem historii więc myślę, że można było to bardziej rozwinąć.
Więzi pomiędzy bohaterami również nie były świetnie zbudowanw. Romans, czy przyjaźń utworzyły się tu bardzo szybko, bez zbędnych opisów i i większych emocji. A przy takich tematach osobiście bardzo lubię, aż mnie skręca od środka, żeby wiedzieć co czują drugie osoby.
Mimo tego że troszkę sobie ponarzekałam, dużo rzeczy mi w tej historii brakowało, to nie uważam tego czasu za zmarnowany. Myślę że ta historia jeszcze się rozwinie i można dać szansę autorce na poprawienie paru rzeczy. Jak dla mnie jest w niej za mało emocji, gdyby to zostało bardziej szczegółowo opisane to pomysł na fabułe i sam styl autorki uważam za naprawdę dobry.
Zostanie wybranym na Strażnika w Karterze, Państwie Żywiołów dla niektórych jest spełnieniem marzeń. A dla innych ziszczeniem koszmarów. Od bycia wybrańcem jednak nie ma odwrotu a dezercja nie wchodzi w grę. Zbyt krótki trening przygotowawczy i wysłanie na misję, która nie może się powieść to dopiero początek historii Falena, Aleca, Ellie i Rin. Później… później w grę wejdą wampiry, zbyt ludzko patrzące ptaki, pradawne proroctwa i prawda, która wychodzi na jaw w najmniej spodziewanym momencie.
Muszę przyznać, że początek książki mnie nie kupił. Wiele opisów miejsc i wyglądu pobocznych postaci mocno ostudziło mój zapał. Wejście w mocno rozbudowany świat, posiadający ogrom własnych nazw było dla mnie chaotyczne i przytłaczające, mimo że wszystko tłumaczył tekst lub przypisy. Dodatkowo pierwsze dialogi między głównymi bohaterami czytało się bardzo dziwnie, brzmiały jakby wszyscy się już znali, mimo że widzieli się pierwszy raz. Ogólnie rzecz biorąc - niezręczna sytuacja. Mocno zdziwiło mnie ominięcie praktycznie całego rozwoju relacji między czwórką pierwszoplanowych postaci. Pojawiały się pojedyncze rozmowy czy przemyślenia, po czym nagle 2/3 tygodnie później okazuje się, że wszyscy się przyjaźnią a nawet rozwijają się miłości. No nie widzę tego. Czytelnik nie czuje nawet charakterów postaci, nie mówiąc już o jakiejkolwiek chemii między nimi. W tekście znalazło się też trochę niewyłapanych błędów czy niezbyt logicznych sytuacji, ale przejdźmy w końcu do tych lepszych stron.
Bo kurde, o ile po początku nastawiona byłam mocno sceptycznie, tak ostatecznie naprawdę dobrze się bawiłam. Z każdym następnym rozdziałem czytało mi się lepiej, akcja ruszyła, trzymając napięcie, ale jednocześnie dając chwile wytchnienia. Końcówkę dosłownie wciągnęłam, myśląc już o następnym tomie. Część przyszłości niestety dało się łatwo przewidzieć już na początku, ale nie zabrakło twistów, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Dialogi między bohaterami z czasem nabrały więcej naturalności i swobody, a na dogryzki między Falenem a Alekiem zużyłam nieprzyzwoitą liczbę znaczników. W przyszłym tomie na pewno chciałabym więcej fragmentów dotyczących właśnie prywatnych relacji i spraw poza tymi dotyczącymi głównej misji oraz przede wszystkim wyraźniejszych charakterów, które nie będą zlewały się ze sobą. Podoba mi się to, że autorka nie oszczędza swoich postaci, co często ma miejsce w fantastyce. Mimo posiadanych mocy nie są cudotwórcami, ponoszą porażki, boją się i cierpią.
W ogólnym rozrachunku to naprawdę porządny debiut. Nikt nie zaczyna od perfekcji, więc trzymam kciuki żeby było coraz lepiej i czekam na kolejny tom!
Połączenie „Avatara. The last Airbender” ze „Zmierzchem”, czyli recenzja „Proroctwa Dioriness”
Autorka stworzyła imponujący świat. Mamy historię, legendy, religie, bóstwa, języki, a nawet poezję i hymn narodowy. Te szczegóły mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się tak złożonego świata przedstawionego. Dodatkowo mamy przypisy, w których jest jeszcze więcej. I przez to miałam wrażenie, że czytam o prawdziwym świecie, a tłumacz jedynie przybliża nam kulturę innej narodowości. Oryginalny pomysł na ekspozycję świata przedstawionego. System magiczny głównych bohaterów oparty jest na władaniu żywiołami, czyli pewna inspiracja Avatarem. Co jednak ciekawe, to nie jedyny system magiczny w tym świecie. Inne kultury posługują się innymi systemami. W ten sposób tłumaczony jest np samo uzupełniający się kołczan.
Nasi wybrańcy mają walczyć z wampirami zza granicy atakującymi ich miasta. W pewnych okolicznościach bohaterowie zaczynają się zastanawiać, kto tak naprawdę jest wrogiem i czy może przemiana w wampira nie jest czymś przydatnym. Stąd moje skojarzenie ze „Zmierzchem”. Oprócz tego mamy także zagrywki bóstw, które rywalizują między sobą i choć od początku się domyślamy, o kogo chodzi, to nie wszystko jest powiedziane wprost.
Mogłabym dużo mówić, ponieważ w niewielkiej objętności autorka wpakowała naprawdę mnóstwo. Można by dyskutować, czy nie za dużo. Oprócz rozbudowanego świata, mamy także obfitą fabułę. Dzieje się dużo. Akcja goni kolejną akcję. Mamy kolejną potyczkę, problem, ucieczkę czy walkę. Przez to miałam odczucie, że tracimy na postaciach. Przyjaźnie i relacje pojawiają się szybko i jakby znikąd. Przy tym natłoku wydarzeń miałam wrażenie, że bliskość, którą mają bohaterowie jest sztucznie wygenerowana.
Jest to debiut autorki. I muszę przyznać, że naprawdę mocny. Choć zauważyłam jakiś tam jeden drobny błąd. Ten stworzony świat i fabuła są imponujące. Byłam bardzo zainteresowana tą historią. Książkę czyta się szybko. Płynie się przez fabułę, że nawet nie wiadomo, kiedy ten świat nas porwał. Mam kilka swoich teorii i zastanawiam się, czy coś z tego pojawi się w kolejnych częściach.
Falen, Ellie, Alec i Rin zostają wybrani na strażników. Po zbyt krótkim szkoleniu zostają wysłani do walki z Nerimich, której nie mogą zwyciężyć w czwórkę. Odkrywają, że zostali okłamani i pozostawieni na śmierć. Dowiadują się, że o losy ludzi nie toczy się jedna wojna, lecz dwie. Mimo przeciwności losu zwyciężają bitwa po bitwie, a więzy ich przyjaźni i miłości zacieniają się. Jednak czy to wystarczy by wygrać wojnę, o której nie mają pojęcia?
Autorka miała ciężki orzech do zgryzienia. Mamy aż czterech głównych bohaterów oraz świat, który jest zbudowany całkowicie od nowa. Frakcje, moce, struktura władzy oraz religie. To nie było proste zadanie, a jednak wyszło genialnie. Byliśmy wtajemniczani stopniowo, przez co nie zostaliśmy przytłoczeni natłokiem informacji. Dodatkowo z tyłu książki mamy ściągawkę (o której dowiedziałam się jak skończyłam epilog, punkt dla mojej spostrzegawczości). Świetnym zagraniem było (mały spoiler) wdrożenie nas w wojnę która toczy się na ziemi, a potem brutalne uświadomienie nas, że bogowie i demony również walczą, mieszając w to ludzi.
Jeśli chodzi o bohaterów , to muszę przyznać, że mam jednak niedosyt ich relacji. Wszystko działo się dość dynamicznie, a my dostaliśmy mało opisów ich samych. Zabrakło mi tego zwłaszcza podczas szkolenia, gdy dopiero się poznawali. Szkoda, bo ich pokochałam, a zwłaszcza Aleca, którego poczucie humoru nie raz doprowadziło mnie do śmiechu. Wydaje mi się to kwestią tego, że głównych bohaterów jest dużo i gdybyśmy wnikali dogłębnie w ich relacje to ta książka byłaby potężną cegłą. Mam nadzieję, że w następnym tomie dostaniemy większy focus na Aleca i Rin, a Chase wróci do nas cały i zdrowy. Chyba mam słabość do ignisów, ale co poradzić.
Z zniecierpliwieniem czekam na kolejne tomy (i ich okładki, bo musicie przyznać, że ta jest cudowna). Ta książka to świetna młodzieżówka i, mimo że jest 16+ śmiało polecałabym ją czytelnikom 12+.
Co siedem lat powoływani są nowi Strażnicy, których obowiązkiem jest ochrona Karteru przed morderczymi nerimi. Tym razem nie jest inaczej. Czworo śmiałków z różnych frakcji, odbyłszy stosowne szkolenie, wyruszają na swoją pierwszą misję, by zlikwidować gniazdo wrogiej rasy. Z początku nastawieni na sukces, szybko konfrontują się z tragiczną rzeczywistością. Rada wysłała ich prosto w macki śmierci. Tylko jaki cel tkwi w wysłaniu obrońców ludu na samobójczą misję? Z czym zmierzą się młodzi wojownicy i jaką cenę zapłacą za swą odwagę? Czy obcy sobie ludzie mogą stać się powiernikami najmroczniejszych tajemnic i wzajemnym oparciem?
Początkowo niełatwo było mi zagłębić się w fabułę. Szczegóły poboru Strażników oraz ich szkolenie momentami pozostawiły dość ważne luki, a akcja zbyt prędko chciała przenieść się na misję, zapominając o budowaniu autentyczności. Jednak, gdy tylko bohaterowie zaczynają realizować zadanie, powieść odsłania oblicze ARCYDZIEŁA. Autorka wysnuła wieloelementarną historię, która zachwyca swą dbałością o detale – zarówno w kwestii fabuły, jak również świata oraz systemu magicznego. Szczegółowy świat, religia i kultura kreślą klimatyczne uniwersum, zdominowane przez władających żywiołami, bóstwa i unoszące się w przetworach fascynujące legendy oraz pieśni.
Sposób kreacji bohaterów został poprowadzony naprawdę dobrze. Mimo że jest ich tu sporo, każdy kryje w sobie pewną dozę głębi, a ich osobowości nie da się zapomnieć czy pomylić. Szczególnie chwytająca za serce okazała się bolesna historia Marie. Niemniej to rozwój Falena wiedzie tu ewidentny prym. Poniekąd jako postać tragiczna, przechodzi przez bezlik dramatów i dylematów, uświadamiając nam, jak bardzo życie bywa przewrotne – że czasem rzucanie wkoło uprzedzeniami może obrucić się przeciwko nam, będąc preludium czegoś mrocznego.
Oto porządny debiut, pełen zwrotów akcji, skrajnych emocji, szokujących intryg i przyjacielsko-miłosnej siły. Każdy miłośnik solidnej fantastyki powinien być zachwycony. Ja jestem, dlatego Wypatruję drugiego tomu!
"Pieśń krwi i powietrza" to debiutancka powieść A.M. Engler, i jak na debiut wyszło całkiem nieźle. Dostałam tu całkiem niezłe fantasy, które czytało mi się bardzo przyjemnie.
Przede wszystkim na uwagę, zasługuje tutaj dopracowana budowa świata. Pod względem mitologicznym, historycznym oraz politycznym, gdzie wszystko jest przemyślane i z rozmachem. Karter to państwo podzielone na cztery frakcje, które mimo tego że zjednoczyły się w jeden kraj. To zachowały swoje odrębne języki, kulturę i wiarę. Oraz posiadają osobny system władzy. I chociaż dostajemy tu system magiczny, który w głównej mierze opiera się, na władaniu jednym z czterech żywiołów. To nie każdy z obywateli Karteru jest obdarzony magią, oraz występują tu również ludy. Które władają jeszcze innym rodzajem magii. A to opis tylko samego Karteru, bez sąsiednich państw. Jak więc widzicie, dostajemy tu świat złożony i barwny. A to osobiście, bardzo cenię sobie w powieściach.
Wszystkie wyjaśnienia funkcjonowania świata, zostają sprawnie wplecione w fabułę. Dzięki czemu nie nużą, a stanowią spójną całość z historią. A dla bardziej dociekliwych, są dodatkowo przypisy.
Sama historia jest naprawdę ciekawa, dzieje się tu wiele. Mamy tu walkę między bogami i demonami, walkę z najeźdźcą wrogiego kraju. Intrygi, walkę o władzę i zaczątek rewolucji oraz parę zwrotów akcji. Autorka sprawnie łączy wątki oraz płynnie prowadzi historię, dzięki czemu nie sposób się w tym wszystkim zgubić czy nudzić.
Od razu też powiem, aby nie nastawiać się tutaj na romantasy. Romans tu jest, ale mocno w tle. Z minusów jakie mi przeszkadzały. To czasem zbyt naiwne i ufne podejście bohaterów, w stosunku do nowo poznanych ludzi. Pod tym względem, powinni bardziej uważać.
Czy polecam? zdecydowanie tak, jest to jeden z bardziej obiecujących debiutów, jakie czytałam.
W Karterze, Państwie Żywiołów, co siedem lat powoływani są Strażnicy. Czworo wybrańców staje się bronią przeciwko nerimi. Strażnicy z czterech różnych frakcji, reprezentujących każdy z żywiołów, muszą użyć całego swojego sprytu oraz drzemiących w nich mocy, by wykonać powierzone im zadania i samemu przy tym nie zginąć. Kości zostały rzucone. Nieoczekiwanie Karter staje się szachownicą w starciu bogów i demonów, a niczego nieświadomi Strażnicy – kluczowymi figurami na planszy.
Proroctwo zapisane krwią mówiło o czterech znakach. Ogniu, który pochłonie świat. Wodzie, co zatopi nadzieję. Ziemi, co pochłonie ciała. Wietrze, który rozniesie proch dawnych królów. Czterech wybrańców. Cztery żywioły. Jedno przeznaczenie. Każdy z nich nosił w sobie moc, która mogła ocalić świat lub go zniszczyć.
Autora zabiera nas w magiczną podróż, gdzie czterech wybranych musi zmierzyć się z przeznaczeniem. Świat pełen barw, wszystkie tradycje i zasady w nim panujące są niezmienne. Wybrańcy, którzy muszą chronić ludzi przed wampirami. Żywioł, którym dysponują mogą przynieść ulgę lub zniszczyć coś, co budowali latami. Nad bohaterami wisi widmo przepowiedni, które ciągnie się przez cała książkę i czuję, że nie padło ostatnie słowo w tej kwestii. Wszystko ma swój koniec i początek. Każdy z nich musi zdecydować, po której stronie stanie.
W historii pojawia się wielu bohaterów. Każdy z nich różni się od siebie, co było dla mnie ogromnym plusem. Jednak w pewnym momencie ich charaktery zaczęły zanikać. Czegoś mi zabrakło w ich przemianie, bo początkowo zapowiadało się naprawdę dobrze. Spodobało mi się to, że Strażnicy to młodzi ludzie, którzy chcą walczyć i dokonywać zmian. Stają przed trudnymi wyborami, poświęcając swoje życie. Historia o poświęceniu, walce z niesprawiedliwością. Zakończenie nieco chaotyczne, ale liczę na więcej szczegółów w kolejnym tomie.
Pieśń krwi i powietrza. Tom I: Proroctwo Dioriness jest to pierwsza część, która wprowadza nas do nowo wykreowanego świata magii, politycznych konfliktów, starcia między boskimi siłami przez samą A.M. Engler. Autorka przeniosła mnie do tego świata, niczym za pomocą wehikułu czasu. Zostałam wrzucona do Krateru, gdzie co siedem lat są powołani strażnicy, którzy mają za zadanie chronić mieszkańców przed groźnymi nerimi. Tajemnica i zagrożenie jakie czyha na bohaterów jest stopniowo budowane, co pozwala czytelnikowi przewracać strony książki z coraz większą ciekawością ,,co będzie dalej?” Na stronach lektury poznajemy świat pełny różnych żywiołów, tradycje panujące w danej frakcji, napięcia, które między nimi występują, dodają swoistego realizmu, którego w tych czasach bardzo brakuje w powieściach. Żywioły takie jak woda, ogień, ziemia i powietrze, każdy z nich jest wyjątkowy na swój własny unikalny sposób. Głowni bohaterowie Falen, Ellie, Alec i Rin, nie mają łatwego zadania w obronie swojego świata, ale muszą także nauczyć się różnic kulturowych które występują w ich frakcjach. Tajemnice, które są przed nimi skrywane nie pomagają im, a wręcz sprawiają same problemy. Falen w pewnym momencie odkrywa, że w legendach może być klucz, który jest im potrzebny, aby w pełni zrozumieć misję, którą mają do wykonania. Przykrą prawdą jest to, że nasi bohaterowie są pionkami w grze między bogami a demonami, którzy toczą ze sobą bitwę.
Książka pozostawiła mi wiele pytań, na które mam nadzieję, że uzyskam odpowiedzi w następnych częściach. Książkę polecam dla fanów fantasy, będziecie się dobrze przy niej bawić.
★𝕄𝕚𝕖𝕛𝕤𝕔𝕖 𝕒𝕜𝕔𝕛𝕚: Miejsce akcji rozgrywa się w Karterze, w Państwie Żywiołów. W tym miejscu co siedem lat strażnicy są zmuszeni walczyć z bestiami, by chronić swej ziemi i mieszkańców.
★𝔹𝕠𝕙𝕒𝕥𝕖𝕣𝕠𝕨𝕚𝕖 𝕚 𝕚𝕔𝕙 𝕫𝕒𝕕𝕒𝕟𝕚𝕖: Nasi główni bohaterowie Falen, Rin, Ellie i Alec dostają posiadłość jako strażnicy, którzy muszą właśnie bronić ziemi.
★ℂ𝕠 𝕟𝕒𝕛𝕝𝕖𝕡𝕤𝕫𝕖?(𝕔𝕚𝕖𝕜𝕒𝕨𝕖) Każdy z bohaterów oznacza się jako inny żywioł. Dodaje to wszystko wątku tajemniczości. Bohaterowie idąc przez swoją misję odnajdują gniazdo nerimich, właśnie wtedy muszą zacząć współpracować, bo inaczej nie dadzą sobie rady.
★𝕄𝕠𝕛 𝕠𝕡𝕚𝕤 𝕜𝕤𝕚𝕒𝕫𝕜𝕚: W książce akcja jest dynamiczna. Niestety nie powiedziała bym, że szybko mi się ją czytało. Książka miała ponad 500str, przeraziło mnie to od samego początku. Ostatecznie udało mi się z nią uporać, ale było ciężko. Szczerze mówiąc nie jestem fanką, albo bardziej jestem osobą co nienawidzi historii. Czyli nienawidzę uczyć się o przeżyciach, bitwach itd. W książce dużo sytuacji wyglądało jakby to była historia. Ja już tak mam niestety, że nie czuje się w niej komfortowo, tak samo czytając fantastykę. Możecie teraz wnioskować dlaczego dałam taką niską ocenę...
★𝕂𝕠𝕞𝕦 𝕤𝕚𝕖 𝕤𝕡𝕠𝕕𝕠𝕓𝕒: Szczerze jeśli lubicie bardzo fantastykę i historię, to serio polecę wam. Niestety mi nie przypasowała do gustu.
Nie spodziewałam się, że wkraczając do świata żywiołów i wybrańców aż tak bardzo się wciągnę. Były momenty, w których wręcz nie mogłam odciągnąć się od lektury.
Historie mogłabym porównać do Igrzysk śmi**ci przynajmniej z samego początku, bo tu również mamy wybór członków z każdego obozu, społeczności. Tylko,że w tym przypadku do obrony królestwa i mieszkańców przed krwiożerczymi wampirami i zmiennokształtnymi. Książka jest napisana bardzo ciekawym językiem. Czasem był on skomplikowany, ale nie miałam dużej trudności ze zrozumieniem przekazu. Trzecioosobowa narracja myślę, że idealnie się tu wpasowała.
Sam zamysł bardzo mi się spodobał. Co 7 lat wybierani są przedstawiciele każdej z grupy żywiołów. Osoby wybrane w tej turze nie mają dużego doświadczenia. Przez 3 tygodnie mają nabrać doświadczenia i ratować mieszkańców. Strażnicy wyruszają na tak naprawdę s@mob*jczą misję do gniazda Nerimich, nie wiedząc, czy uda im się spełnić zadanie i przede wszystkim przeżyć. Dodatkowo Falen przedstawiciel powietrza odkryje, że w pradawnym proroctwie drzemie ziarnko prawdy.
Jestem naprawdę urzeczona. Nie miałam dużych wymagać. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać i naprawdę miło się zaskoczyłam. Czasami po skończonej fantastyce zastanawiam się, dlaczego wcześniej pałałam do tego gatunku taką niechęcią? Nie wiem i może już nigdy się nie dowiem, ale bardzo cieszę się, że to uległo zmienię i teraz mogę poznawać tak świetne i ciekawe historie.