Świat jaki znamy kończy się na naszych oczach. Europa chyli się ku upadkowi zalewana falą ekoterroryzmu , unijnych dyrektyw i imigrantów. Każdy dzień przenosi nowe rewelacje , po których nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Podpis jest po to by się go wypierać jak pisał Jacek Kaczmarski; Każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię zebrać potrafi jak mówił Kmicic. A chaos sięgnął jeszcze dalej.
Dajcie mi wytyczne, a paragraf się znajdzie, zdaje się mówić minister sprawiedliwości podcierając się Konstytucją.
(bez oceny gwiazdkowej - niestety w literaturze tego typu zwykle jest ona interpretowana jako miara zgodności przekonań politycznych recenzenta z autorem - chciałem tego uniknąć i skupić się na tym jaka jest sama książka)
Jeśli czytujesz ostatnio Ziemkiewicza, to zaskoczenia nie będzie. Po pierwsze, książka nie została napisana "od zera", tylko jest zbiorem felietonów, które napisał on w przeciągu kilku ostatnich lat. Niektórzy powiedzą - lenistwo, ale z drugiej strony: po co facet ma się powtarzać. Czyli jak dla mnie - forma OK, tak długo jak czytelnik wie co kupuje.
Może jeszcze zanim przejdę do samej książki, gram komentarza na temat mojej optyki na literaturę Ziemkiewicza (oczywiście pomijając fantastykę) - traktują ją jako źródło opinii i spostrzeżeń, niekoniecznie z mojej bańki informacyjnej. Fajnie jest czasem "challenge'ować" swój sposób myślenia i wejść w polemikę z kimś kto myśli trochę inaczej niż Ty. Pomaga to wyłapać swoje (i cudze) biasy, zrozumieć skąd biorą się pewne stwierdzenie (jakie jest rationale za nimi), itp. Tak właśnie podchodziłem do Ziemkiewicza, który dobrze się do tego nadawał, bo: nie gryzie się w język, ale jednocześnie nie dawał się ponieść jeśli chodzi o quasi-religijne uniesienia właściwe chorym z nienawiści fanatykom.
No i jak to jest z tym "Czasem bezprawia"?
1. Mam wrażenie, że książkę obecnie da się w miarę ze zrozumieniem przeczytać, bo felietony powstawały zazwyczaj w odpowiedzi na świeże zdarzenia, które obecnie jeszcze możemy jakoś skojarzyć. Ale za 2-3-5 lat to skojarzenia już niekoniecznie będą same się narzucać i książka stanie się bełkotem. W podobnej konwencji Glukhovsky poradził sobie (ostatnio) znacznie lepiej, dodając do każdego rozdziału krótki wstęp w postaci kontekstu, do którego treść rozdziału się odnosi.
2. Przekonania Ziemkiewicza się nie zmieniły, ale język już zauważalnie tak. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w 2-giej części książki coraz częściej mu się "ulewa". Rozumiem rozgoryczenie, rozumiem rozczarowanie, rozumiem też oburzenie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że facet w ten sposób "wyżywa się", żeby srekompensować sobie generalną bezsilność wobec frustrującej go rzeczywistości. Nie zrozumcie mnie źle - to nie są jakieś prymitywne bluzgi, wręcz przeciwnie - sam język trzyma poziom. Ale wartość dla czytelnika z tych połajanek i wyszukanych szpil, razów i cięgów jest ... delikatnie mówiąć, średnia.
3. W przeszłości też się często z Ziemkiewiczem nie zgadzałem, ale poza kwestiami czysto religijnymi, zwykla była to niezgodna konstruktywna, tj. widać było jakieś argumenty za jego opiniami (z którymi mogłem się zgodzić albo nie). W "Czasie ..." miałem odczucie, że znacznie więcej było "nie-bo-nie", czyli jedzie z własną opinią, ale już mu się nie chce (albo wpada w bias oczywistości) poprzeć jej argumentami/danymi/dowodami. Ja rozumiem, że czasami nie miałoby to znaczenia - np. przy tematach wałkowanych X razy w przeciągu ostatnich Y lat. Ale np. w kwestii konkurencyjności Europy vs US/Chiny w dobie deglobalizacji, albo w kwestii budowania europejskiej armii (w obliczu zagrożenia przede wszystkich ze Wschodu), jest to dla mnie niezrozumiałe.
4. Szanuję konserwatyzm RAZa, ma do niego prawo, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że jego konserwatyzm nie nadąża za światem i staje się groteskowy. Np. rozumiem krytykę EU, rozumiem nawet krytykę postaw konkretnych państw (chociaż widać że czasami ta krytyka to opcja "domyślna", tj. nawet jeśli nie ma dowodów, to na pewno za problemem stoją umyślne, złe intencje Niemców, bo tak), ale nie rozumiem założenia, że jak obecna Unia jest "beeee", to całkowicie skreśla to ideę Unii. Ewolucja, reforma, redefinicja zakresu wspólnej polityki - oczywiście, że to trudne, ale czy tak naprawdę istnieje sensowna alternatywa? No właśnie ...
5. Czy mimo wszystko warto było "Czas ..." przeczytać? I tak, i nie. Kilka z tych kontrowersyjnych opinii wyjaśni dopiero przyszłość i choć mam do nich zastrzeżenia, przyznam, że na część z nich nawet bym nie wpadł (i nie, nie biorę z tego powodu Ziemkiewicza za szura ...) i sam jestem ciekawy kto miał rację. Denerwuje brak konstruktywizmu - RAZ jeździ po uśmiechniętych (i dobrze), wali czasem też w pisostan (też dobrze), ale nie proponuje niczego. Wyjścia z impasu, złotego środka, platformy porozumienia - jakiegokolwiek rozwiązania. Można sobie być idealistą, ale zawsze będą tacy, którzy będą myśleć inaczej niż my i w dzisiejszym, maksymalnie spolaryzowanym społeczeństwie po prostu trzeba dla wyższego dobra znaleźć ścieżkę, którą można iść razem.
Mechaniczna trochę ta książka. Mało w niej świeżości, odkrywczości, "zingerów" i myśli przewodniej z którą możnaby coś zmienić. A dużo krytykanctwa (nawet jeśli słusznego, to nie budującego) debili z obu stron sceny politycznej (którzy niewątpliwie debilami są, ot wielkie odkrycie).
Książka słaba pod każdym względem, bardzo stronnicza, prezentująca slogany propagandowe zamiast rzetelnych argumentów. Najbardziej rozbawiła mnie próba przekonania nas, że autor stara się jedynie w prezentować związki przyczynowo skutkowe. To pokazuje jak odległa od rzeczywistości jest obecnie publicystyka pana Ziemkiewicza. Auto żyje w zupełnie innej rzeczywistość, w której naszym podstawowym wrogiem są Niemcy, Tusk, LGBT, zgniły zachód, itd.. Najwartościowsza część społeczeństwa wg autora to oczywiście „uświadomieni” bo cała reszta żyje w bańce, trochę smutno i trochę straszno, że ludzie biorą tę propagandową paplaninę na poważnie. Fakty nie pasujące do kreowanego obrazu świata są oczywiście zwyczajnie ignorowane. Prezentowane treści coraz bardziej zbliżają się do pato-publicystyki prezentowanej masowo na antenie TV-Republika. Dla mnie osobiście jest to bardzo smutne, bo w przeszłości czytywałem przyzwoite teksty, które wyszły spod pióra Rafała Ziemkiewicza.