Nowa powieść Ignacego Karpowicza inspirowana historią życia legendarnych lotników: pilota Franciszka Żwirki i inżyniera Stanisława Wigury.
Rok 1905. Kora spędza dzieciństwo w Bieniakoniach, miasteczku na południe od Wilna. Ma brata bliźniaka i sześć sióstr: Hiacyntę, Kalinę, Różę, Dalię, Rutę i Hortensję. Jako jedyna z dziewczyn nie otrzymała imienia od nazwy kwiatu. Chodzi do tyłu jak rak, bywa psem, rozmyśla nad milionem pozornie błahych spraw. Marzy o innym świecie, tęskni za przygodą, księciem i za bratem Franciszkiem, który wyjechał do szkół, by zostać kiedyś najsłynniejszym polskim pilotem. Pewnego dnia Cyganka przepowiada jej niepokojącą przyszłość…
Gdy dziesięć lat później przez miasteczko przechodzą bieżeńcy, świat, który znała Kora, nagle przestaje istnieć…
Karpowicz w Ludziach z nieba narusza filary tradycyjnie pojmowanej tożsamości, przekracza granice czasu i wyobraźni oraz przypomina, że najważniejsze, co nam się w życiu przytrafia, to relacje z drugim człowiekiem.
Born 1976, prose-writer, traveler, translator; he made his debut with the novel Uncool (2006), and then published another novel, The Miracle (2007), and a collection of impressions from his journeys around Ethiopia, The Emperor’s New Flower (and Bees) (2007); which was nominated for the POLITYKA Passport; he lives (mainly) in Warsaw.
The first part of Ignacy Karpowicz’s debut novel, Uncool, might seem to suggest that we have here another young prose-writer seeking to describe the various miseries of the provincial life, as the author brings us young and frustrated residents of Białystok who have difficulty making ends meet. But the second part of the novel clearly leans toward unhinged, no-holds-barred grotesque, in which the writer opens the floodgates of fantasy (the main protagonist speaks with animated monuments, the city becomes a battleground for various fractions, wallowing in total chaos). In his next novel, The Miracle, Karpowicz has clearly set his money down on the grotesque. The book’s protagonist dies in a car accident, but his body does not decay after death, on the contrary – it maintains a high temperature. The appearance of this unusual corpse throws the lives of the people who encounter it into confusion, and forces them to reevaluate their views on the world.
Karpowicz is a refined stylist, who skillfully uses the grotesque, irony and humor (unconventional, disarming, often black) to tackle stereotypical ways of thinking about reality. He makes light of patriotic and religious cliches in an intelligent and refined manner. But Karpowicz is no ordinary provocateur – this mockery is what allows him to gain some distance from the world. In The Emperor’s New Flower Karpowicz tackles reportage. He describes his travels through Ethiopia, giving us some insight into the history, culture and daily life of this exotic country. The author also tries to deconstruct the traditional model of reportage in his book, consciously bending genres, being neither reportage nor novel, but rather a unique sort of travel prose, thus stressing what he sees as the irreducible subjectivity of his descriptions of the country he encounters.
Językowo jest to przepiękna powieść, czyta się niczym poezję, można smakować i rozkoszować się każdym zdaniem. Fabularnie za to jest ciężko i to sprawiło, że tak długo czytałam tę książkę. Bardzo długo nie wiadomo o co chodzi, co jest rzeczywistością, a co może ułudą, o co w ogóle chodzi, kiedy w końcu wątki się łączą, jest w tym sens, ale nie ma objawienia.
Z twórczością Ignacego Karpowicza mam relację, która ostatnimi czasy trochę się skomplikowała. Wszystko do "Sońki" włącznie uwielbiam, ale to, co po niej - trochę mniej. Do "Ludzi z nieba" podeszłam więc z ostrożnością.
Niech Was nie zwiedzie informacja o inspiracji życiem lotników Żwirki i Wigury, bo tu niewiele Żwirki i jeszcze mniej Wigury. Wigura jest tłem tła, echem, epizodem fabularnym. Żwirko tu wprawdzie jest, ale bardziej jako brat bliźniak. Bo tak naprawdę to opowieść o Korze, bliźniaczce-duchu, trochę nawet dybuku, nieprzystającej do swoich czasów, chcącej żyć na własnych warunkach. Ona tu błyszczy, jej przemyślenia fascynują, jej korespondencja z Franciszkiem skrzy się inteligencją i humorem i jest najlepszym, co w tej powieści znajdziecie. Poprzez kreację Kory Karpowicz pokazuje sytuację kobiet w pierwszej połowie XX wieku, ograniczenia, jakim były poddane, ich świat z uchylonymi drzwiami, podczas gdy ten męski miał bramę możliwości otwartą na oścież. By coś w świecie znaczyć, by żyć pełnią życia, trzeba było być mężczyzną. Kobiety grały tylko role drugoplanowe. A kobiety w tej powieści pokazują, ile talentów było kiedyś tłumionych, bo Kora czy Polita (świetna!) potrafiły zawojować męski świat, grając kartami, jakie otrzymały, czasem trochę oszukując.
Mam mieszane uczucia po lekturze. Nie przemówiły do mnie niektóre fabularne fikołki, trudno mi było wgryźć się w treść, szczególnie w początek, który dopiero dużo później nabiera sensu. Nie ulega wątpliwości, że Ignacy Karpowicz sprawnie operuje słowem, są tu piękne zdania i jest świetna główna bohaterka, ale nie jest to powieść na miarę doskonałej "Sońki".
Z wielkim bólem serca, ale no max 3. Kocham Karpowicza od pierwszej książki 😞 ofc piękny styl i wgle ale no kurde coraz gorzej, jakieś udziwnienia i zabiegi po co
Współczesna literatura polska posiada wiele odsłon, odcieni i barw. Jedna, bardzo ciepłą, a jednocześnie wrażliwą na słowo, obraz i przekaz jest literatura Ignacego KarpowicA, która bardzo silnie rezonuje z moim postrzeganiem świata, i opisem rzeczywistości. Jest to autor potrafiący ująć w słowa pisarską wrażliwość, intelektualny sznyt, ironiczny humor chwili i sprawić, że to wszystko jest ze sobą splecione niuansami i wewnętrznymi odniesieniami.
Jego nowa powieść opowiada historię bliźniaków Kory i Franciszka. Rozpięta na przestrzeni pierwszej.polowy ubiegłego stulecia opasa dwudziestolecie międzywojenne i przybliża postaci Żwirko i Wigury - dwóch wybitnych postaci związanych z polskim lotnictwem. Tak naprawdę losy bohaterów są pretekstem do snucia niezwykle intuicyjnej i bogatej w ... Treści historii ludzi tamtych czasów. Autor prowadzi nas przez historię, trochę po omacku po ty by na końcu zamknąć losy naszych bohaterów w logicznej przyczynowo-skutkowej klamrze.
Rzuca się w oczy przedwojenna Polska, wielonarodowa i jeszcze nie tak podzielona. Można zauważyć jak losy bohaterów tworzą mozaikę narodowości, wyznań ale przede wszystkim wielostronnego zrozumienia dla wartości prezentowanych przez różne nacje. Jest w niej również pewnego rodzaju nostalgia i tęsknota za światem utraconym, nie prostszym, można powiedzieć, że nawet bardziej skomplikowanym, ale ciekawym w obfitości kolorów i barw sobą prezentującym. Jest też człowiek jako jednostka, część grupy, rodziny na tle wydarzeń.
Jest to Karpowicz w bardzo dobrej formie, w powieści, którą czyta się przyjemnie, z uśmiechem, żelem i całą paletą uczuć, które powinna budzić literatura.
Ludzie z nieba to powieść, która podobała mi się ze względu na język i styl– charakterystyczne dla Karpowicza. Tu rzeczywistość miesza się z metafizyką. Fabuła zaczyna się wśród ludu Saamów i tajemniczej przepowiedni, a następnie przenosimy się w tłum bieżeńcow, ludzi uciekających przed wojną. W tym tłumie pojawia się żołnierz, który stracił pamięć– spotyka postaci o imionach Eudokia czy Fiauronia(imiona jak w bajkach Kołakowskiego), co sprawiło że zastanawiałam się czy to nie jakieś wizje.potem masz żołnierz znajduje się w Moskwie, a następnie skaczemy do jego przeszłości. W pewnym momencie wszystko wydaje się pomieszane, ale ostatecznie wątki łączą się, ja się nawet trochę wzruszyłam. Mimo tych zalet, nie uważam, że jest to wybitna powieść. Wciskanie tam na siłę pewnych postaci historycznych nie było potrzebne.
Przeczytałam bo była nominowana do Nike, ale dobrze że nie wygrała.
Całkowicie szalona, zaskakująca niemal każdym zdaniem, zamotana, urocza i zabawna fantazja zawierająca bardzo luźne inspiracje postacią pilota Franciszka Żwirki. Jest tu pierwsza wojna światowa, Kresy, nieco Moskwy i samolotów. Współczuję gorąco osobom, które sięgną po to na podstawie oficjalnego opisu, nic w nim nie jest prawdą. Dobrze, trochę jest: w tej książce istotnie występuje Kora, która ma sześć sióstr.
Zaskakująca magicznym realizmem, splataniem się historycznych postaci z wymyślonym przebiegiem zdarzeń i oniryczną bohaterką - duchem/zjawą. Poza formą, językiem, ciekawym snuciem opowieści nie znalazłam tu jednak nic dla siebie. Autor jest jedną z niewielu osób, które piszę prawdziwą, wysokiej jakości literaturę, natomiast temat wojny, pilotów, ich drogi mało mnie poruszył (choć zwykle lubię czytać takie historie). Książka po prostu nie do końca dla mnie, ale bardzo dobrze napisana.
Przekombinowana, napompowana opowieść zaczyna z czasem nabierać ludzkiego wymiaru, nadaje sens wielu słowom i staje się historią rodzinną, o urazach, o związkach.
Nadal jednak Karpowicz balansuje na granicy lekkiej grafomanii czasem. Styl faluje, niestabilnie się to czyta.
Im dalej tym lepiej, choć prolog wyborny, pół książki mnie mocno wymęczyło.
jejku ale cudowny początek 2025! ta książka jest naprawdę wyjątkowa, sięgnęłam po nią przez przypadek a teraz chcę przeczytać wszystkie książki Karpowicza. pięknie napisana, dziwna, polifoniczna. mniam
Powieść napisana ładną frazą, przyjemna w lekturze, ciekawe wątki queerowe, ale pomysł dwójki bliźniąt nieco niekonsekwentny i z zaburzoną proporcją między bohaterami. Nie do końca rozumiem też pewne zabiegi fabularne. Sam kontekst Żwirki i Wigury, zupełnie niepotrzebny dla pisanej historii, którą spokojnie możnaby w pełni sfikcjonalizować (zwłaszcza, że sam Wigura to tutaj właściwie tło). Saamowie? Fajne intro, z którego nic nie zostaje dalej. Może ta książka musi we mnie podojrzewać.