Mam spory problem z tą książką. W zestawieniu z innymi jej recenzjami czuję się jak dziecko, które krzyczy, że król jest nagi: jestem zdumiony tak dobrym odbiorem, bo książka po prostu wieje amatorszczyzną.
Żeby było jasne: przygoda jest całkiem ciekawa i nieźle poprowadzona, jak najbardziej mam ochotę się dowiedzieć, jakie były dalsze losy bohaterów.
Ale tzw. wartości produkcyjne? Są po prostu *koszmarnie* słabe.
Od pierwszych stron mniej więcej do połowy książki uderza groteskowa dysproporcja pomiędzy dramatyzmem opisywanych wydarzeń, a uwagą im poświęconą. Autor szufluje czytelnikowi doniosłymi faktami z życia bohaterów w ilościach hurtowych, by za chwilę rozpisać się na kilka stron o zupełnych dyrdymałach. Żeby nie być gołosłownym: dwie czy trzy strony trwa deliberowanie o tym, w której kawiarni bohaterowie lubią spędzać czas w zależności od różnych czynników, a pożegnanie dzieci z rodzicami pozostającymi w broniącej się Warszawie zamyka się w dwóch zdaniach. Tego typu błędy podważają wiarygodność motywacji bohaterów, zupełnie niepotrzebnie. I skoro już przy tym jesteśmy, to na niektóre dialogi naprawdę trudno się nie skrzywić. Czasem się zastanawiam, czy autorzy próbują w ogóle "odgrywać" rozmowy swoich bohaterów w głowie, bo z tego drewna to aż drzazgi lecą.
Nad nieścisłościami historycznymi i wojskowo-technicznymi znęcał się nie będę. Takie prawa powieści przygodowej i z licentia poetica nie ma co walczyć. Bolą mnie za to anachronizmy – współczesny język w ustach postaci z końca lat 30. mi zgrzyta. Autor tłumaczy się z tego w posłowiu, ale zupełnie nie przekonuje mnie ta linia argumentacji. Język, którym posługują się postacie jest bardzo ważnym elementem budowania świata, takie "modernizacje" podważają po prostu jego wiarygodność.
Wreszcie korekta! Ona po prostu leży i kwiczy. O ile błędów ortograficznych nie uświadczyłem, to błędów stylistycznych jest od groma: powtarzanie słów w bliskim sąsiedztwie, dziwaczny szyk zdania, błędy gramatyczne, czy wreszcie zdania zwyczajnie nielogiczne. I nie są to okazjonalne przypadki, poziom nasycenia nimi tekstu jest dramatyczny.
Zabieram się za drugi tom, zobaczymy, czy Mróz się z czasem wyrabia, czy nie. I czy w końcu zwolnił (czy tam wydawnictwo zwolniło) osobę odpowiedzialną za korektę. Obawiam się, że nie, bo już karta tytułowa ebookowego wydania zawiera błąd rzeczowy w wyjaśnieniu motta.