Róża z przejęciem wyciągnęła coś z kieszeni swetra mamy. „Miedziany kluczyk?” – zadała w duchu pytanie dziewczyna. Nie spodziewa się nawet, że w chwili, w której otworzy nim drzwiczki do zamkniętej w sekretarzyku przeszłości zmarłej matki, jej życie po raz kolejny zacznie się rozsypywać...
Co Róża zrobi z prawdą odkrytą w pachnących różami dziennikach ukochanej mamy? Jak jej kruche serce zniesie wiadomość o nowym związku Huberta? Czy odkryje w sobie siłę, by zmierzyć się z przeszłością i na nowo odnaleźć radość życia?
Poznaj Roskę i zajrzyj do jej kwiaciarni, w której pachnie nie tylko kwiatami, ale też karmelową latte i starymi powieściami Jane Austen. Rozsiądź się wygodnie, bo to dopiero początek Trylogii Różanej...
Pochodzi z Luszowic, ale od lat mieszka w Krakowie ze swoim mężem Karolem i dziećmi: Matyldą i Mikołajem. Z wykształcenia finansistka, z zamiłowania od 2012 roku prowadzi blog znany w sieci pod nazwą Jagoopeppermint. Autorka książki Boski Bullet Book. Poczuj miętę do Słowa, właścicielka sklepu z produktami do Bible Journalingu. W wolnym czasie czyta przy kubku aromatycznej kawy z cynamonem, pisze piórem wiecznym lub biega po krakowskich Błoniach.
Bardzo często zrzędzę, że we współczesnej literaturze obyczajowej religia nie istnieje. Raz bardzo miło się zaskoczyłam czytając "Necroveta" Joanny Gajzler, a gdy jakiś czas później zobaczyłam obyczajówkę religijną, to iuż w ogóle przepadłam z ekscytacji.
Pierwszy tom trylogii różanej Jagody Kwiecień bardzo cenię za to, że dużo się z niego dowiedziałam o kulcie świętej Rity. Ostatnio miałam nawet iść na nabożeństwo do Augustianów, ale wypadło mi to z głowy, pójdę w maju. Na tym niestety moje zachwyty się kończą, bo historia okazała się być pisanym pod tezę katolickim romansidłem.
"Z różą w dłoni" jest powieścią debiutancką i nad wieloma rzeczami trzeba by było w niej popracować. Mnie się najbardziej rzuciła w oczy jałowość demograficzna i przyrodnicza. We Wrzosowie nie ma na przykład żadnych dzieci, poza kilkoma przyjezdnymi zakwaterowanymi w pensjonacie. Nikt nie ma młodszego rodzeństwa, nikt nie ma znajomych, czy dalszej rodziny z dziećmi, a bohaterowie tej książki mają już po 26 lat i więcej. Przez całe 500 stron pojawiło się tylko jedno zwierzę - rudzik (i tylko dlatego, że jedna z bohaterek czytała "Tajemniczy ogród". Z roślinności poznamy tylko kwiaty sprzedawane w Zakątku - kwiaciarni Róży.
Bohaterowie są napisani na jedno kopyto i niczym się między sobą nie różnią. Każdy jest miły, pomocny, uczynny, pracowity nie złości się, rozwija swoje pasje i potem się z nich utrzymuje. Jedyną wyłamującą się z tego schetamu jest drugoplanowa Marta Krajewska, ale ona powinna siedzieć w więzieniu, bynajmniej nie dlatego, że nie podobały mi się jej książki o Wilczej Dolinie. Z głównym lovelasem Hubertem jest dokładnie tak samo. Niby jest jakaś narracja, że w trakcie studiów pił za dużo alkoholu, brał narkotyki i ogólnie szalał za bardzo, to jednak w jego zachowaniu tego nie widać. On cały czas jest po prostu idealny, bo zerwał ze swoim starym życiem.
To co mnie najbardziej kłuło podczas czytania, to całkowity brak refleksji na temat pieniędzy. Wrzosowo w tej powieści jest bardzo zamożne, chociaż z zawodów wykonywanych przez jej mieszkańców wcale tak nie wynika. Nikomu tam niczego nie brakuje, nikt się nie zastanawia, czy ma dzisiaj pieniądze na wyjście do kawiarni, a prywatne wizyty medyczne to nic takiego. Trochę takie sielskie Avonlea w XXI wieku.
Wspomnianej na początku religii jest dużo. Za dużo. Wszyscy bohaterowie są bardzo uduchowieni i wzdychają do Pana Boga na każdej stronie. Nie ma ani jednej osoby, która by tych uduchowieńców ściągała na ziemię. Dużo tutaj też takiej nowomowy oazowej. Ja na przykład nie jestem w stanie uwierzyć w to, że jak komuś mama umrze, to on poza jakimiś grupami formacyjnymi używa określenia, że mama narodziła się dla nieba. W historię o nawróceniu dziadka alkoholika też z resztą nie wierzę i nie sądzę, żeby uwierzył w nią ktokolwiek, kto mieszkał lub mieszka z alkoholikiem.
"Z różą w dłoni" jest o tym, że świat zewnętrzny jest zły, a nasza mała wewnętrzna wspólnota wrzosowska jest dobra. Całe zamieszanie między bohaterami wynika z zachłyśnięcia się innym światem lub wpuszczeniu do swojego kręgu osób poznanych w tym innym świecie. Tutaj właśnie tym epicentrum zła wystawiającym naszych bohaterów na próbę są studia w innym mieście. I to jest naprawdę fantastyczny motyw, tylko szkoda, że nie został jakoś bardziej rozwinięty. Mam wrażenie, że on właściwie wyszedł przypadkiem i był niezamierzony. Tam nawet jak w drugiej części książki pojawia się pisarz z Warszawy i zakochuje się w jednej z bohaterek, to on tego kręgu nie psuje, ale nie psuje go dlatego, że sam najpierw zachłysnął się tym wewnętrznym Wrzosowem. Marta Krajewska to zupełnie co innego, niezła rozrabiara z tej poznanej na studiach koleżanki. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie wsadzili jej do więzienia.
Tytuł: Z różą w dłoni. Autor: Jagoda Kwiecień Wydawnictwo Esprit Data premiery: 31.10.2024r #współpracabarterowa #współpracarecenzencka #współpracareklamowa
" Siedzieli na ławce, tuż pod tą jabłonią, która była początkiem wszystkiego. Wtedy myślała jeszcze naiwnie, że życie jest prostą, beztroską drogą. Scenariusz, który właśnie się wydarzał, dowodził jednak, że życie jest kręgiem powracających historii, od których nie da się uciec. I oni też kończą w miejscu, z którego wyszli. Co za ironia."
Piękna historia, która wciąga czytelnika w uroki Wrzosowa, które swoją drogą koniecznie muszę odwiedzić. Debiut autorski, który jest tak dojrzały, dopracowany, że nie ma się do czego przyczepić, uwierzcie, począwszy od pięknego wydania z barwionymi brzegami, przez świetną fabułę, po dobrze wykreowanych bohaterów. Ciekawską w tej histori są fakty z życia św. Rity, która odgrywa bardzo ważną rolę w całej fabule. Emocjonująca i czuła powieść o tęsknocie za ukochaną mamą, która otula ciepłem i troską, a także tajemnicą ukrytą w dziennikach. Gorąco polecam. Dziękuję wydawnictwu za zaufanie i egzemplarz recenzencki. #książkoweimpresje #polskiebookstagramy #bookstagrampl