Malia – odnosząca sukcesy dyrektor kreatywna, co roku dba o udane święta swoich klientów. Problem w tym, że sama nienawidzi Bożego Narodzenia, a jej recepta na przetrwanie to zapas wina, mrożone dania z mikrofalówki i Pretty Woman.
Wszystko zmienia się, kiedy kilka dni przed Wigilią Malia poznaje nowego sąsiada. Cameron KOCHA święta. Podśpiewując Winter Wonderland, urządza w mieszkaniu wystawę dekoracji bożonarodzeniowych i próbuje w to wciągnąć Malię.
Stawia sobie cel – w ciągu pięciu dni zmieni nastawienie dziewczyny do świąt. Plan naprawczy obejmie: wspólne pieczenie ciast, naukę jazdy na łyżwach, oglądanie To właśnie miłość i kolację w jego rodzinnym domu.
Ale Cameron nie wie jeszcze, że przy wigilijnym stole dowie się, dlaczego to właśnie 25 grudnia Malia pragnie wymazać z każdego kalendarza. I ze swojej pamięci.
bardzo przyjemna i świąteczna, świetny klimat! ma fajnie ograny wątek przywrócenia wiary w święta, miłość, rodzinę i lepszy czas. miejcie jedynie na uwadze, że główna bohaterka zmaga się ze sporą traumą dotyczącą jej relacji z biologiczną matką i z tego powodu może to nie być książka dla każdego
Idealna do przeczytania na raz. Kilka rzeczy, aż krzyczało „to tylko książka!!!”, ale i tak nie odebrało mi to przyjemności z czytania, w końcu to grudniowy romans. Polecam 🎄
4,5⭐️ Jest to książka dzięki której naprawdę poczułam tę magię świąt. Przypomina mi te wszystkie miłe i ciepłe historie świąteczne, które możemy obejrzeć w tym czasie w tv. Bardzo fajne! Urocze, momentami śmieszne a także smutne, bo pod koniec oczywiście złapała za serducho. Nawet trochę utożsamiałam się z główną bohaterką przez jej podejście do świąt i ludzi. Bardzo ładna historia. Odejmuję te pół gwiazdki za może niekoniecznie dobrze dobrane synonimy bo już po którymś razie w momencie kiedy znamy bohatera i cały czas nazywamy go "mężczyzną" to robi się to trochę irytujące. Mimo wszystko polecam, szczególnie w tym świątecznym czasie.
nudna i przewidywalna. wiem jakie miala zadanie, ale jeśli ktoś ma takie problemy jak główna bohaterka to idzie na psychoterapię a ta książka mówi tylko o tym, że jeśli masz grubą traumę z dzieciństwa to musisz poznać odpowiedniego fagasa i Ci przejdzie….
Z książkami świątecznymi mam relację love-hate. Bardzo łatwo o nadmierne przesłodzenie, a ja jestem tym typem czytelnika, że w tej beczce bożonarodzeniowego kompotu potrzebuję odrobiny anyżowego posmaku. Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o powieści z choinką w tle, ale gdy już objęłam jakąś patronatem, znaczy że jest naprawdę dobra! "25 grudnia" K.K. Smiths to urocza, lekko infantylna powieść, która jednocześnie tak wzrusza, porusza, otula i aż prosi się, by czytać ją przy gorącym kakao z piankami, by osłodzić sobie gorycz życia, jakiego doznała Malia.
Początkowo odnosiłam wrażenie, że "25 grudnia" to klasyczna komedia romantyczna w świątecznym klimacie rodem z Hallmarka, ale szybko się przekonałam, że za podejściem Malii kryła się niesamowicie smutna historia. Kobieta jest zgorzkniała, a święta przypominają jej o najgorszym okresie, jaki przeżyła. I wiecie co? Ja ją doskonale rozumiem. Gdy życie kopie bezlitośnie, a ci, którzy powinni się nami opiekować, zawodzą, to mamy pełne prawo nienawidzić świąt. Jednak Cameron, przystojny sąsiad, nie odpuścił i postanowił pokazać dziewczynie prawdziwe bożonarodzeniowe cuda oraz nowe spojrzenie na świat. Czy Grinch i świąteczny freak w końcu się dogadają? - To pytanie rozbrzmiewało w mojej głowie przez całą lekturę!
Fabuła kręci się wokół tego, by Cameronowi udało się przekonać Malię, że święta mogą być piękne. I właśnie te wręcz filmowe aktywności, jak jazda na łyżwach, wybieranie choinki czy maraton "Love actually", mnie kupiły. Entuzjazm chłopaka był zaraźliwy i trzymałam kciuki, by udało mu się wyegzorcyzmować z dziewczyny Grincha. Te słodkie, rozczulające fragmenty są przeplatane migawkami z młodości dziewczyny, jej trudnymi doświadczeniami i największym zawodem, jakiego może doświadczyć dziecko. Pękało mi serce, przyrzekam. Nie wiem, czy nie jest to przesadzone, ale "25 grudnia" kojarzy mi się ze współczesną wersją "Dziewczynki z zapałkami". Nie chcę zdradzać szczegółow, ale bardzo mnie ciekawi, czy ktoś też to połączył. Poczułam ten smutek, porzucenie, tę wszechogarniającą rozpacz i gorzkie łzy, jakich może doświadczyć tylko dziecko w tym okrutnym świecie i nawiązanie do baśni Andersena zdawało mi się bardzo wymowne i wzruszające.
"25 grudnia" to powieść słodka, infantylna, ale nie naiwna. Choć ma ukazać magię świąt, to nie zabrakło tu smutku i rozpaczy. Wszystko zostało doskonale wyważone, a K.K. Smiths składa na ręce czytelników historię bliską jej sercu, którą i ja pokochałam. Z dumą objęłam ją patronatem, uwielbiam świąteczny klimat emanujący z kart tej powieści oraz bohaterów. Cameron i jego zaangażowanie mnie urzekło, a Malia... Malia jest naprawdę wyjątkowa. To idealna książka dla fanów świątecznych książek, które nie są jednoznacznie pozytywnie, miłośnicy słodko-gorzkich historii z pewnością będą zachwyceni. Zachęcam do przeczytania!
Jeśli szukacie świątecznego romansu to ta historia może Wam się sprawdzić! Dziewczyna, która nienawidzi Bożego Narodzenia przez traumatyczne wydarzenia z przeszłości oraz chłopak, który kocha święta.
Akcja jest bardzo wciągająca! Książka jest dość krótka, ma około 250 stron. Można z nią dobrze spędzić jeden zimowy wieczór.
Jednak uważam też, że przez krótką liczbę stron wydarzenia zostały odrobinę nałożone na siebie. W niektórych momentach dość trudno mi się czytało. Głównie przez bardzo długie i trochę nudne przemyślenia głównej bohaterki.
Niektóre sytuacje poprostu nie łączą mi się ze sobą. Malia nienawidzi świąt a jednak jej praca polega na tworzeniu świątecznych kampanii. Praca nie przeszkadza a zwykłe przejście przez jarmark bożonarodzeniowy z siostrą sprawia jej wielką trudność.
Chętnie dowiedziałabym się więcej o pobocznych bohaterach i przeczytała też ich perspektywę.
Mimo tego co napisałam powyżej naprawdę uważam, że jest to okej książka na święta i innym może się bardziej spodobać.
Po przeczytaniu opisu tej książki byłam bardzo ciekawa tego jak autorka rozwinie cały wątek. Postacie były ciekawe i nietuzinkowe, a główna bohaterka naprawdę wyróżnia się z tłumu. Cała akcja związana z tym jak Malia trafiła do domu dziecka i dlaczego nienawidzi 25 grudnia całkiem nieźle była prowadzona, ponieważ cały czas jednak zadawałam sobie pytanie co tam się wydarzyło jednak tą książkę czytało mi się tak strasznie ciężko. Nie była to nie wiadomo jak gruba książka, a ja czuję się jakbym właśnie skończyła czytać tysiąc stron jednym ciągiem i przez to mam bardzo zaburzoną ocenę co do tej książki, ponieważ naprawdę nie wiem co mam myśleć : z jednej strony naprawdę niecodzienna akcja książki z drugiej styl pisania który nie za bardzo przypadł mi do gustu.
Malia jest młodszym dyrektorem w firmie zajmującej się umilaniem klientom okresu świat Bożego Narodzenia. Jednak ona sama przez koszmarne wydarzenia z dzieciństwa nienawidzi całego grudnia, a święta kojarzą jej się z najgorszymi wspomnieniami z przeszłości. W tym czasie dwudziestoczteroletnia kobieta ucieka od swoich bliskich, całej otoczki świąt i chowa się w swojej skorupie.
Cameron jest właścicielem restauracji, uwielbia gotować, właśnie oficjalnie zamyka historię swojego małżeństwa i w przeciwieństwie do Malii kocha święta i cały bajkowy klimat świąt. Choć główni bohaterowie mieszkają obok siebie od lat przez cały ten czas nigdy na siebie nie wpadli. Teraz los krzyżuje ich drogi kilkukrotnie. Wpadają na siebie ku niezadowoleniu Malii, radosny Cameron i ona wściekła i zła, bo właśnie rozpoczął się najgorszy czas w roku.
Sąsiad postanawia pomóc Malii w niespodziewanych problemach, a jednocześnie choć trochę przekonać ją do uroku świat. Małymi krokami Malia przekonuje się do spędzenia czasu w rodzinnym gronie, świątecznych ozdób, wyjścia na lodowisko czy słuchania niektórych utworów, które kojarzą jej się z tym czasem. Przy okazji poznaje bliżej Camerona, ale też zdradza mu cześć swojej trudnej historii.
Dość niespodziewanie główni bohaterowie okazują się wcale nie być tak różni jak mogło by się początkowo wydawać. Zaczyna dziać się pomiędzy nimi coś na kształt głębszych uczuć i emocji, a Malia powoli otwiera na kiełkującą się w niej radość z okazji nadchodzących świąt. Nie spodziewa się jednak, że 25 grudnia jak zawsze powrócą do niej trudne wydarzenia z przeszłości i Cameron również będzie miał w tym swój udział.
Historia Malii i Camerona jest bardzo urocza i poruszająca serce. Malia to bohaterka, razem z którą musimy przepracować i powrócić do przeszłości i dawnych świąt Bożego Narodzenia. Aby teraz mogła ruszyć do przodu i powoli mogła zrozumieć, że nie zawsze będzie skazana na porzucenie i samotność, a święta mogą kojarzyć jej się z ciepłem i rodziną. Cameron okazuję się lekarstwem i wyciąga pomocną dłoń do kobiety, o której nigdy nie zapomniał.
Jest to historia, której każdy kolejny rozdział wciąga nas w losy bohaterów. Choć książka jest dość krótka w pełni spełnia oczekiwania czytelnika i będzie cudowną lekturą na ten grudniowy i świąteczny czas 🎄 Polecam 🔥💚
★★★★½ Biorąc pod uwagę, że nie jestem ogromną miłośniczką świątecznych historii i zazwyczaj ograniczam ich lekturę do jednego-dwóch tytułów w skali roku, mam wrażenie, że i tak przeczytałam ich już stosunkowo dużo i coraz trudniej jest mi natrafić na coś, co by mnie zaintrygowało. K. K. Smiths się to jednak udało, kiedy w jednym z TikToków wspomniała o tym, że jej powieść stanowi swego rodzaju retelling „Dziewczynki z zapałkami”. A choć to nawiązanie nie jest może tak dosłowne jak się spodziewałam i tak uważam, że to jedna z najbardziej poruszających historii świątecznych jakie czytałam. „25 grudnia” to taka pozycja, która skrywa w sobie mnóstwo uroku i jakiegoś takiego ciepła. Owszem, jest tutaj trochę takich klisz fabularnych, a poruszana tematyka sprzyja temu by dotknąć w czytelniku jakąś czułą strunę, ale w niczym nie umniejsza to tej historii. Zdecydowanie jest to powieść utrzymana w świątecznym klimacie - sporo tu scen, które oddają takiego ducha Bożego Narodzenia; okresu gorączkowych przygotowań, jarmarcznego rozgardiaszu i rodzinnego ciepła - ale ma też wymiar bardziej uniwersalny. Bo K. K. Smiths tworzy opowieść, w której główna bohaterka nie tylko uczy się jak odkryć magię świąt, ale też zaufania do drugiej osoby oraz poczucia przynależności i bliskości. Nie chciałabym zdradzać za dużo, bo i autorka bardzo stopniowo odkrywa elementy dotyczące przeszłości bohaterów, ale świetnie udało się tutaj oddać strach przed porzuceniem i pewne wycofanie, a równocześnie taką potrzebę ciepła i wrażenia bycia kochaną. I choć przewija się tutaj sporo takich niełatwych kwestii, K. K. Smiths podchodzi do tematu z ogromną delikatnością i empatią. Dodatkowo, „25. grudnia” to taki przykład romansu, który wywołuje szybsze bicie serducha i motyle w brzuchu - autorce udaje się uchwycić jakieś takie wzajemne przyciąganie i drobne gesty zaufania, które pojawiają się w momencie gdy główna bohaterka pozwala sobie na zburzenie murów wokół siebie. Czy polecam? Zdecydowanie tak. To historia, która doskonale wprowadza czytelnika w świąteczny klimat i zostawia go z takim uczuciem ciepła w serduchu.
Malia odnosi sukcesy jako dyrektorka kreatywna i co roku dba o udane święta swoich klientów. Jednak sama nienawidzi Bożego Narodzenia, a jej receptą na przetrwanie tego czasu jest zapas wina, dania odgrzewane w mikrofali i „Pretty Woman”. Wszystko zmienia się, gdy kilka dni przed świętami Malia poznaje nowego sąsiada. Cameron, miłośnik świąt, podśpiewuje „Winter Wonderland”, urządza w swoim mieszkaniu wioskę świętego Mikołaja i próbuje wciągnąć Malię w świąteczny klimat. Stawia sobie za cel – w przeciągu pięciu dni odmienić jej podejście do Bożego Narodzenia. Jednak właśnie przy świątecznym stole wyjdzie na jaw, dlaczego dziewczyna tak bardzo pragnie wymazać ten dzień z każdego kalendarza.
Moja świąteczno-zimowa era trwa, a każda kolejna książka pozwala mi wczuć się w świąteczny klimat. Muszę przyznać, że w książkach okołoświątecznych uwielbiam motyw Grincha i osoby, która kocha ten szczególny czas. Wręcz ubóstwiam, gdy jeden bohater próbuje odmienić nastawienie drugiego do Bożego Narodzenia. W tej książce właśnie tego doświadczamy, choć przyczyny niechęci Malii do świąt nas nie dziwią. Mimo drastycznych wspomnień bohaterka próbuje zmienić swój stosunek do tego wyjątkowego czasu.
Muszę przyznać, że książka ogromnie mi się podobała. Oprócz świątecznej historii otrzymałam również duży ładunek emocjonalny, który poruszył moje serce. Nie jest to łatwa i przyjemna opowieść. Mimo swojej skromnej długości bardzo mnie zaangażowała, przełamując moją dotychczasową „klątwę” krótkich książek. Fabuła jest niezwykle wciągająca i wyróżnia się spośród innych świątecznych historii – nie jest schematyczna. Ta pozycja wspaniale ukazuje zderzenie dwóch światów: jednego, pełnego dziecięcej radości na myśl o zbliżających się świętach, oraz drugiego, które stara się przetrwać w izolacji, próbując zapomnieć o przeszłości.
Bohaterowie są świetnie wykreowani, nie są płascy ani jednowymiarowi. Szczególnie spodobała mi się postać Camerona – jego determinacja w zarażaniu miłością do świąt była naprawdę ujmująca. Wątek romantyczny rozwijał się powoli, jak na długość książki, co bardzo mi odpowiadało. Napięcie rosło z każdą kolejną stroną, prowadząc do cudownej kulminacji. Plot twist w książce bardzo mnie zaskoczył – kompletnie się go nie spodziewałam.
Jeśli szukacie ciepłej książki, która porusza trudne tematy, a jednocześnie jest nieszablonowa i wyjątkowa, to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Idealnie wprawi Was w świąteczny nastrój i roztopi nawet najbardziej zamarznięte serca. Gorąco polecam!
Dawno nie czytałam tak dobrej, świątecznej książki, przysięgam!🥹 Niczego od niej nie oczekiwałam, a tak wiele mi dała❤️ Było w niej wszystko, czego potrzebowałam: ciekawa fabuła, wspaniali bohaterowie, prosty i dopasowany język do charakteru historii, a przede wszystkim świetny klimat! Głównych bohaterów nie dało się nie lubić. Nie byli idealni, ale właśnie to bardzo mnie urzekło. Niezdecydowanie Malii, które początkowo mnie irytowało było potrzebne. Pokazało mi jej autentyczność, bo w końcu czy ludzie nie popełniają błędów? Czy nie działają pod wpływem emocji? Czy nie podejmują złych decyzji? Właśnie dlatego jej to wybaczyłam. W tę opowieść wciągnęłam się tak bardzo, że długie rozdziały nie przeszkadzały mi, co zazwyczaj ma miejsce. A te zwroty akcji… wow. Zarwałam dla tej pozycji noc. Płakałam. Tak dawno nie płakałam podczas czytania jakiejś historii… Była… cudowna. Magiczna. Wspaniała. Kocham tę książkę całym swoim sercem. Jeśli macie przeczytać tylko jedną świąteczną opowieść to niech to będzie ta🥹❤️
Sięgając po książkę z zakochaną parą ludzi na okładce i świąteczną oprawą, miałam w głowie myśl ,,To będzie jak kiepska komedia w kinie..” No cóż, książki po okładce się nie ocenia. Zamiast historii pokroju „Listy do M”, dostałam powieść, która owszem, momentami była pełna humoru, ale przypominała wciągający, dobrze skonstruowany serial. Szybko przywiązałam się do Mali, kobiety, która całą sobą nienawidziła świąt i przez całe życie uciekała przed mrokiem, jaki nosiła w sercu po pewnej grudniowej nocy.. Okazało się, że wspomnienia mogą stawać się mniej bolesne, zmieniać kształt jak płatki śniegu, a emocje choć twarde jak lód - topnieją, poddają się.. wystarczy niewielki płomień. Ta książka wyrwała mnie z zastoju i nakłoniła do tego, by na nowy rok spróbować dać więcej szans takiemu gatunkowi - tak jak bohaterka dała szansę sobie, 25 grudnia.
4,5/5⭐️ To było cudowne!! Jeśli ktoś szuka książki idealnej do przeczytania w na raz w zimowy wieczór oto ona. Świetnie się bawiłam i bardzo się zaangażowałam w tą historię. Uwielbiam tych bohaterów❤️ Cameron no kocham go od pierwszych stron, ideał!! Malia jest świetna, a jej przeszłość złamała mi serce… Czytanie tej książki i słuchanie świątecznych piosenek w tle>>>
Nie było idealnie, powielała trochę schematów, a zakończenie było przewidywalne (i napisane, jakby autorka chciała już najszybciej skończyć książkę),ale mimo to była przyjemną lekturą + fajną odmianą był wesoły, kochający święta główny bohater. Dodatkowy duży plus za pokazanie problemów, z którymi zmagała się główna bohaterka i tego, jak wspólnie sobie z nimi radzili. 3.8 ⭐️
Piękna historia🥹 nie za długa, naprawdę czuć świąteczny klimat i historia nie jest cukierkowa, jak to bywa w tego rodzaju książkach. Podobało mi się zapętlenie niektórych wydarzeń, polubiłam główną bohaterkę✨️
Dlaczego o tej książce nie jest głośno? Mamy tu dużo smutku, zranień, traum, trudną przeszłość i niebanalny pomysł jak zdobyć wiarę w magię świąt. PS. Nad książka świąteczna zachwyca się osoba, która nie lubi świąt 😅 to coś znaczy
Przez większość książki bawiłam się świetnie i myślałam, że dam najwyższą ocenę i dopiszę ją do topek. Końcówka jednak wszystko zepsuła – była zbyt dramatyczna i nieco odklejona. Bardziej przypominała meksykańską telenowelę niż świąteczny romans i zepsuło mi to odbiór książki. Patrząc jednak na to, że był to debiut, to jest pod dużym wrażeniem. Autorka na lekkie pióro, ciekawe pomysły i dar do przekazywania emocji, a te liczne nawiązania do popkultury i wstawki ze świątecznych piosenek dodały książce uroku.
Przyznam szczerze, że sięgnęłam po te książkę po tym jak dowiedziałam się o jej procesie wydawania. Bardzo chciałam wesprzeć autorkę i przy okazji poznać jej twórczość, ale niestety nie czytało mi się jej tak fajnie jak miałam nadzieję :((. Więcej będę chciała powiedzieć w mojej recenzji na booksie, ale tutaj po prostu powiem tak na szybko co mi leży. Ogólnie dosyć dłużyła mi się ta książka i trochę ciężko mi ona szła, i nie mówię tutaj o sposobie jej napisania, bo przyznam, że akurat to bardzo mi się podobało. Wydaje mi się, że po prostu to co pojawiło się na końcu książki jako plot twist mogłoby się pojawić na początku i wtedy to co czytałam miałoby dla mnie więcej sensu i przyjemniej by mi się przez nią płynęło. Myślę, że w tym wypadku danie tego na początek byłoby dobrym wyborem, ponieważ przez większość czasu zachowanie bohaterów było dla mnie iracjonalne. Często reagowałam na zasadzie: "człowiek tak nie robi", "oni w ogóle się nie znają", "to dziwne". Oczywiście po końcówce większość rzeczy ma dla mnie więcej sensu, ale przez całą książkę towarzyszyły mi dziwne odczucia, że wszystko dzieje się za szybko jak na to "że dopiero się poznali". Ogólnie łapałam też parę rzeczy, które nie zgrywały się ze sobą i nie bardzo miały dla mnie sens, ale jak mówiłam bardziej rozpisze sie na ig. Ale sam sposób pisania mi się bardzo podoba, rozdziały z perspektywy małej Mali są napisane w emocjonalny sposób (ściskało mi się serce) i nie mówię, że jeśli pojawi się następna książka autorki to po nią nie sięgnę, bo trzymam mocno kciuki i nie skreślam ❤️🩹✊️
Nie wiedzieć czemu, spodziewałam się, że ta opowieść bardziej mną pokiereszuje pod względem emocjonalnym. Do ostatnich rozdziałów oczekiwałam wyjaśnienia, skąd niechęć głównej bohaterki do Świąt Bożego Narodzenia i choć nie było złe, to jednak było tylko poprawne.
Jak dla mnie za dużo w tej historii przemyśleń Malii. Nie wspominając już o tym, że ma sporo myśli na raz i ostatecznie dostajemy taki misz-masz wszystkiego. Nie zrozumiałe było dla mnie również to, że dziewczyna nie widzi problemu w tym, że pracuje w firmie zajmującej się świątecznymi akcesoriami itp. Jest złotym pracownikiem. Cały czas ma nowe, kreatywne pomysły, a sprzedaż dzięki niej jest naprawdę na wysokim poziomie. Ale gdy doszło do tego, że miała przespacerować się z siostrą po jarmarku, to zaczęła świrować. Poważnie?
Powieść ta ma zdecydowanie świąteczny „vibe”. Jeżdżenie na łyżwach, wybieranie i strojenie choinki, pieczenie ciasteczek czy spacer pośród świątecznego jarmarku. Dodatkowego uroku tej historii dodaje Cameron, który jest „świątecznym freakiem”. I oczywiście ta prześliczna okładka!
Zakończenie miało być jednym, wielkim „plot twistem”, jednak w moim odczuciu za dużo tu było zbiegów okoliczności. Rozumiem, że Święta mają w sobie nieco magii, ale ten finał był przekombinowany.
Podsumowując, nie było to złe, ale czytałam dużo lepsze powieści świąteczne.
„25 grudnia” to idealna książka na świąteczny wieczór, która wciąga od pierwszych stron. Bohaterowie czyli Cameron i Malia, są bardzo sympatyczni, a ich relacja jest pełna słodkich momentów. Świąteczny klimat tworzy wyjątkową atmosferę, a zakończenie mocno zaskakuje i porusza. To wzruszająca, ciepła historia, która zdecydowanie zasługuje na miano świątecznego must have!