Donlon jest pełen magii, mgły i cieni, a Ava Carey włada tymi ostatnimi.
Nawet magia cieni może jednak nie wystarczyć, gdy w magicznym mieście coraz częściej pojawiają się anomalie. W Avallen, donlońskiej szkole, ginie jeden z uczniów, a nauczycielka i zarazem przyjaciółka Avy przepada bez śladu. Donlon skrywa wiele tajemnic i największą z nich są źródła tutejszej magii, związane z ośmioma donlońskimi budynkami. Jeden z tych sekretów skrywa się w Avallen, a zaginięcie Malory, koszmary uczniów i ich dziwne zachowania mogą być z nim związane. Carey, zatrudniona w donlońskim Scotland Yardzie, ma za zadanie odkryć, co dzieje się w szkole – czego nie ułatwiają ani zła reputacja dyrektora, ani młody geniusz, William Doe, zdecydowany dotrzeć do prawdy na własną rękę.
Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka książek fantastycznych i kryminałów. Należy do Hardej Hordy, grupy zrzeszającej kilkanaście pisarek fantastyki. W 2021 roku nominowana do Nagrody Zajdla za opowiadanie „Sen nocy miejskiej” („Harde Baśnie”), którego akcja dzieje się w uniwersum „Kołysanki dla czarownicy”.
Ostatecznie całkiem dobrze się bawiłam, ale jest tu kilka rzeczy, do których niestety będę musiała się przyczepić.
———————————————
[ współpraca reklamowa @sqn_imaginatio ]
“Cienie z Donlonu” to pierwszy tom nowego cyklu Magdaleny Kubasiewicz. Całość dzieje się po wydarzeniach z ostatniego tomu “Wilczej Jagody” i zawiera dosyć duże spoilery do poprzedniczki, więc jeśli ktoś chciałby czytać je obie polecam zacząć od “Kołysanki dla czarownicy”.
Historia zawarta w “Cieniach z Donlonu” opisuje śledztwo jakie przeprowadza Ava Carey w magicznej szkole, do której niegdyś uczęszczała. Po śmierci jednego z uczniów i zaginięciu nauczycielki próbuje dojść do prawdy o tym, co ich spotkało.
Bardzo lubię tego typu powieści - urban fantasy z małą zagadką kryminalną i dużą porcją magii. A tej ostatniej tu nie brakowało. Podobało mi się to jaką magią dysponowała główna bohaterka i ostatecznie nawet dobrze się bawiłam podczas czytania, jednak to “Wilcza Jagoda” bez dwóch zdań pozostaje moim ulubieńcem.
Niestety nie wszystko mi w tej powieści zagrało. Pierwszą taką rzeczą było streszczenie zakończenia poprzedniej serii, które miało nakreślić ogólny kontekst wydarzeń. Wydaje mi się, że można by to opisać bezspoilerowo, umożliwiając czytelnikom sięgnięcie po obie serie w dowolnej kolejności. Byłoby to również mrugnięcie okiem w kierunku tych, co już poznali Jagodę i zauważyliby takie nawiązania.
Sam początek powieści, czyli moment, w którym główna bohaterka udaje się do szkoły, by prowadzić śledztwo, niestety był dla mnie mocno naciągany. Ja na miejscu dyrektora takiej placówki raczej bym się na coś takiego nie zgodziła.
Myślę też, że książka ta była po prostu trochę za krótka. Brakowało mi nieco większego rozwinięcia postaci, aby móc w jakikolwiek sposób się do nich przywiązać. Mam jednak nadzieję, że kolejne tomy pozwolą mi bardziej polubić bohaterów, tak jak to było w “Wilczej Jagodzie”.
Ciekawe urban fantasy. W związku z licznymi nawiązaniami do wcześniejszego cyklu, lepiej jest czytać książki po kolei i nie robić zbyt dużych przerw (łatwiej skojarzyć bohaterów). Lubię pióro autorki i stworzony przez nią świat. Jedyna wada jaką znajduję, to że trzeba czekać na kolejne tomy 😉
Nie jestem zachwycona tak jak w przypadku Wilczej Jagody, ale również książka bardzo mi się podobała, czuję że to będzie kolejna świetna seria <3 Tym razem zabrakło mi bardziej wyrazistych bohaterów i dynamicznej akcji
Już na samym początku czytania oczekiwałam takiego przebiegu wydarzeń. Nie zawiodłam się. Sam koniec to coś na co bardzo czekałam i straciłam już nadzieję, że to dostanę. Już nie mogę się doczekać kolejnej części.
⭐️✨ Magdalena Kubasiewicz w Cieniach z Donlonu zabiera nas w świat mrocznych sekretów, intryg i magii, w którym każde słowo zdaje się mieć swoją wagę. To książka, która przyciąga nie tylko klimatycznym światem, ale przede wszystkim bohaterami, których losy wciągają od pierwszych stron. Kochasz świat Jagody Wilczek ale pragniesz odkryć jego nowy rozdział? Ręczę za to że z ogromną chęcią to przeczytasz!
⭐️✨ Akcja przenosi nas do Donlonu – miasta owianego tajemnicami, gdzie magia i polityka tworzą niebezpieczną mieszankę. W centrum opowieści znajduje się Ava – bohaterka, której trudno nie polubić. Policjantka pracująca dla Scotland Yardu i władająca magią cieni? To zdecydowanie postać, która ma wszystko, by przyciągnąć uwagę czytelników. Kiedy jej najbliższa przyjaciółka znika w niewyjaśnionych okolicznościach, Ava postanawia działać. Trop prowadzi ją do szkoły, w której pracowała zaginiona, a bohaterka, przyjmując rolę nauczycielki na zastępstwo, zaczyna odkrywać kolejne sekrety tego miejsca. A tych zdecydowanie nie brakuje! Magia wymyka się spod kontroli, uczniowie walczą z mrocznymi koszmarami, a wśród nich znajduje się jeszcze jedna zaginiona osoba. Jak widać, na kartach tej niepozornej książki kryje się mnóstwo tajemnic do rozwikłania, a fabuła obfituje w napięcie i nieoczekiwane zwroty akcji.
⭐️✨ Kubasiewicz doskonale prowadzi narrację, stopniowo odsłaniając kolejne warstwy zarówno świata przedstawionego, jak i motywacji bohaterów. Donlon jawi się jako miasto pełne kontrastów – piękno starych budowli i uliczek miesza się z niepokojącą atmosferą, w której nie sposób poczuć się bezpiecznie. Autorka ma wyjątkowy talent do tworzenia miejsc, które są niemal namacalne – od chłodnych zaułków, przez eleganckie sale, aż po pełne magii przestrzenie, które wydają się żyć własnym życiem.
⭐️✨ Jednym z największych atutów powieści jest dla mnie sposób, w jaki autorka łączy wątki magiczne z kryminalnymi. Intryga rozwija się stopniowo, odsłaniając kolejne elementy układanki, a napięcie utrzymuje się aż do ostatnich stron. To historia, która zadaje pytania o lojalność, przyjaźń i granice, jakie jesteśmy w stanie przekroczyć w walce o swoje cele. ㅤ ⭐️✨ Cienie z Donlonu to książka, która przyciąga nastrojem, zachwyca złożonością świata i angażuje świetnie skonstruowaną fabułą. Magdalena Kubasiewicz udowadnia, że potrafi tworzyć historię pełną emocji, tajemnic i napięcia, która pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Polecam każdemu, kto szuka opowieści, w której magia miesza się z mrokiem, a bohaterowie zaskakują na każdym kroku.
Ta książka łączy niesamowicie ciekawy świat z pełnymi charakteru postaciami i wartką akcją.
Chociaż mam już swoją ukochaną serię Kubasiewicz (Wilcza Jagoda), to nowa seria, zapoczątkowana tym tomem, osadzona w tym samym uniwersum zapowiada się równie dobrze i czekam na kolejne tomy.
Całą książkę czekałam na tego jednego bohatera i się doczekałam ❤️ Dzięki tej książce czułam się jakbym wróciła na stare śmieci, z niecierpliwością czekam na kolejne części.
Myliłam się, Percival nie przypomina Caleba, nie w ten sposób (chociaż czekam na kolejne tomy i może to się zmieni??).
"Masz ochotę się zabić Avy?"
Książki Magdaleny Kubasiewicz budzą we mnie tą samą małą dziewczynke, ktora w pewien sposób wierzyła, że w wieku 11 lat dostanie list z Hogwartu (tak na marginesie, naukę w szkole magii skończyłabym w tamtym roku). Czy to enklawa w Warszawie, Donlon czy wydział Collegium Magicae na uniwersytecie Jagiellońskim, za każdym razem moja wyobraźnia nie pozwala mi tak po prostu opuścić tej magicznej strony świata bez wyobrażania sobie jak by to było gdybym w niej żyła - a mimo dość sporej ilości książek fantastycznych czytanych przeze mnie, ostatni raz coś takiego miało miejsce gdy miałam 13 lat i poznawałam się z książkami Ricka Riordana i Brandona Mulla. Nie jestem pewna także czy o jakichkolwiek książkach (oprócz tych których autorów wymieniłam wyżej) mówiłam ludziom otaczającym mnie równie dużo co o książkach Kubasiewicz.
Całkiem przyjemne rozpoczęcie serii, choć nie pobiło 'Kołysanki dla czarownicy'. Czekam na kontynuację, ponieważ epilog daje nadzieję na epizodyczne pojawienie się Jagody 🫶🏻
Magdalena Kubasiewicz najwyraźniej popełniła kolejne arcydzieło z gatunku urban fantasy. Jakkolwiek nie było mi smutno, gdy seria o Wilczej Jagodzie dobiegła końca, okazało się na szczęście, że seria o Avie Carey jest godną następczynią i gdyby nie życie, nie mogłąbym się oderwać od tej wciągającej lektury.
Tak jak w przypadku Jagody, Avę Carey polubiłam od pierwszych stron, a jej cierpki humor wzbogacał narrację. Wszyscy nowi bohaterowie byli doskonale zarysowani, a ich charaktery były barwne i zróżnicowane bez względu na to, czy były to osoby przyjemne czy też mniej sympatyczne.
Uwielbiam wręcz nowy kawałek przedstawionego świata, którego przedsmak czytelnik miał okazję poznać w Zaklęciu dla czarownika, a londyńska enklawa okazała się jeszcze bardziej fascynująca ze swoimi sekretnymi lokacjami niż ta warszawska. Alternatywny świat stworzony przez Kubasiewicz ma większy potencjał niż się spodziewałam i nie obraziłabym się, gdybyśmy znowu przenieśli się w nową lokację, gdy przygody Avy w Donlonie dobiegną końca (oby nie za szybko). Podobała mi się również nowa wariacja na temat magicznej szkoły, tym razem ze strony kadry pedagogicznej, a przy okazji również dobroduszne przytyki do tematu młodego i utalentowanego wybrańca, który nie ufa dorosłym.
Dzięki żywemu językowi historia płynęła wartko, kryminalna zagadka rozpalała moją ciekawość do czerwoności, a nowe rodzaje magii dawały pożywkę dla wyobraźni. Czego tu nie lubić?
„Cienie z Donlonu” to pierwsza książka Magdaleny Kubasiewicz, jaką przeczytałam. Bawiłam się na niej świetnie. Bohaterowie super wykreowani, super fabuła. Uwielbiam wątki kryminalne, a ten był bardzo dobrze poprowadzony. Aktorka wpadła na cudowny pomysł, żeby jako miejsce akcji zrobić Londyn, magiczny Londyn. Gdy czytałam książkę miałam wrażenie, jakbym sama tam była, w centrum fabuły. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego. Biję pokłony, w stronę Pani Magdaleny Kubasiewicz, bo żeby mnie zadowolić fabułą, trzeba się postarać.
Teraz o fabule, aby Was troszkę zaciekawić. W Donlonie giną dwie osoby, aby wyjaśnić sprawę Ava przyjmuje posadę nauczyciela w Avallen - w uniwersytecie, w którym uczyła się 7 lat temu. Jedną z osób jest nauczycielka, z którą się Ava przyjaźniła. Ava musi znaleźć winnego śmierci ucznia i odnaleźć nauczycielkę.
Książka jest strasznie krótka i myślałam, że jest nawet zbyt krótka, aby było wszystko dobrze napisane i poprowadzone, ale autorka świetnie z tego wybrnęła. Jedyny minus jest taki, że przez długość książki nie poznałam za bardzo bohaterów, nie zdążyłam się z nimi zżyć.
Główna bohaterka, Ava, była super wykreowana. Przez to, że nie jest kreowana na osobę najlepsza i idealną, jest strasznie ludzka i bardzo ją polubiłam.
Jeśli lubicie książki fantasy z motywem kryminalnym - ta książka jest idealna dla Was.
Dzisiaj o książce, która nie musiała długo czekać na wpadnięcie w moje łapki. Jednak nim przejdziemy do konkretów, zdradźcie, jak Wam mija piątek 13? 👀
Jeszcze jeden ważny komunikat, głównie do osób, które nie czytały cyklu o Jagodzie Wilczek, a chciałyby przeczytać też „Cienie z Donlonu”. NAJPIERW CYKL O JAGODZIE ‼️ Dlaczego? Bo w „Cieniach…” będziecie mieć turbo spoiler, którego NIE MOŻECIE znać, wchodząc w uniwersum Jagody.
Powrót do Donlonu uważam za bardzo udany. Choć nie brakowało mu bogatego wachlarza emocji, ponieważ wkraczamy do niego po wydarzeniach, które rozegrały się w „Zaklęciu dla czarownika” (kto czytał, ten wie i rozumie, a kto nie czytał, idzie nadrobić cykl o Wilczek). Kreacja Avallen, a dokładnie wszystko, co wiązało się z jej magią i tajemniczymi anomaliami, dla mnie było poprowadzone w punkt. W dodatku nostalgiczne, krótkie wzmianki o tym, jak Ava była niegdyś uczennicą, były miłym dodatkiem.
Jeśli chodzi o bohaterów, to muszę przyznać, że polubiłam się z Avą i nie mogę się doczekać kolejnych przygód u jej boku. Zapowiada się ostra jazda bez trzymanki, więc możecie wyobrazić sobie moją ekscytację i niecierpliwość w wyczekiwaniu kolejnego tomu. Bardzo interesuje mnie postać Arthura Layamonta, do którego moje serce pod koniec książki zabiło ciut mocniej. Jestem ciekawa, jak autorka zamierza poprowadzić relację tej dwójki w przyszłości.
Fabuła jest wciągająca i z przyjemnością śledziłam rozgrywające się wydarzenia, starając się wcielić w detektywa. Cieszę się, że autorka w zmyślny sposób budowała napięcie, skacząc między podejrzanymi, a sposób, w jaki poprowadziła kluczowy plot twist, mnie zachwycił. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zwłaszcza w stosunku do dwóch postaci. Jestem ciekawa, w jakim kierunku rozwiną się poszczególne wątki z ich udziałem.
Starałam się bezspoilerowo oddać w Wasze ręce moją krótką opinię. Gorąco Wam polecam sięgnąć po ten tytuł, jak i po wcześniejsze książki autorki.
Zastanawiam się z czego to wynika, że są autorzy, którzy piszą w taki sposób, że już w pierwszym zdaniu wpada się całkowicie w ten świat i nie da się z niego wyjść. Chcę się jednocześnie czytać szybko, aby poznać odpowiedzi i wydłużać jak najbardziej ten moment delektując się tą fantastyczną przygodą. Jestem gotowa stwierdzić, że nikt tak pięknie nie pisze o magii jak Kubasiewicz. Jak cudownie snuje tę niesamowite historie pokazując nam magię w inny sposób. Jestem absolutnie wielką fanką tego stylu. Główne miejsce w moim serduszku i tak ma już Wilcza Jagoda, ale panna Carey próbuje dotrzymać jej kroku i nawet dobrze jej idzie. Wszystko w tej książce się zgadza. Wszystko jest na miejscu. A napięcie na koniec jest mistrzowskie. Czekam z niecierpliwością na kolejną część.
3,5 ✨ Tak jak uwielbiam Wilczą Jagodę, tak historia o Avie nie chwyciła mnie za serce. Nie powiem, że bawiłam się źle, bo bym okrutnie skłamała. Było to po prostu dobre, ale bez fajerwerków. Uwielbiam pióro autorki i w jaki sposób przedstawia magię w swoich książkach. Jak operuje na naszych emocjach. Zawsze wracam do jej opowieści i wychodzę z nich z myślą, że chce więcej. I tak też było tym razem.
4.25/5 Dalej tęsknię za Wilczą Jagodą, więc widząc informacje o nowej książce dziejącej się w tym uniwersum naprawdę nie mogłam się doczekać, aby wreszcie do tego świata wrócić. Książkę bardzo przyjemnie się czytało, jednak miała parę drobnych wad. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów!
Może nie pokochałam jeszcze tej historii tak jak tej o Wilczej Jagodzie, czegoś mi tutaj zabrakło, ale to wciąż jest dobra książka (zresztą, będę się zachwycać wszystkim, co napisze autorka!)
„Cienie z Donlonu” Magdaleny Kubasiewicz, którą w teorii można czytać bez znajomości innych książek autorki, jednak w praktyce można natknąć się na fragmenty, których lepiej nie czytać, jeśli ma się w planie serię o Wilczej Jagodzie.
Ale do brzegu.
W Donlonie giną dwie osoby, a Ava prowadzi dochodzenie w tej sprawie — w tym celu przyjmuje posadę nauczycielki na uniwersytecie, aby schwytać sprawcę. Więcej Wam nie powiem, bo książką ma zaledwie 350 stron, ale to, co może Was zaciekawić, to umiejętność głównej bohaterki — włada cieniami. Zazwyczaj taką moc dzierży w książkach przystojny, wysoki i mroczny love interest, więc powiedziałabym, że to miła odmiana. 😉
Jeśli jednak chodzi o dobre strony tej książki, to na tym właściwie mogę zakończyć. Jest ona tak krótka i nierozwinięta, a o bohaterach (nawet Avie!) dowiadujemy się tak niewiele, że wszyscy byli mi całkowicie obojętni. Nikomu nie kibicowałam, nikt mnie nie ciekawił (no, może Percival wykrzesał iskrę zainteresowania), a strony przewracałam w większości z przyzwyczajenia.
I fakt, który irytował najbardziej: bohaterowie mało sobą reprezentują. To nie oni dochodzą do rozwiązań, bardziej są im one podane przez innych lub dosłownie się o nie potykają.
Jest mi przykro, bo czekałam na tę książkę — bardzo polubiłam się z ekipą Lady i Dobromira z „Czarodziejki”. Prawdopodobnie będę kontynuować, mając nadzieję, że będzie lepiej — najpierw jednak przeczytam serię o Jagodzie, żeby nie wkradły się żadne spoilery.
Książka była dobra, jednak musiałam obniżyć ocenę za brak wiedzy autorki. Przykro mi, ale jeżeli nie znasz definicji danego słowa, to po prostu nie używasz go. "Dla mojego pisarskiego sabatu". Chodziło Ci o słowo "kowen". Powinnaś napisać "pisarskiego kowenu". Bo raczej nie miałaś na myśli "pisarskiego święta", a tym właśnie jest sabat - świętem.