Książka niniejsza, chociaż wpisuje się w szeroki nurt refleksji nad starością, pozostaje jednak na jego obrzeżu. Nie jest kolejnym przyczynkiem do rozległej historii starości i ludzi starych. Mówi o sztuce. O sztuce wobec starości, o ich wzajemnych relacjach. O sztuce, której w różnych okolicznościach starość niespodzianie staje na drodze. Wypierana lub przyjmowana z rezygnacją, starość może ponaglać albo obezwładniać, wywoływać panikę albo bunt, napawać przerażeniem albo spokojem. W żadnym razie nie pozwala o sobie zapomnieć. Odsłania niedoświadczane przedtem strony życia. Także niezauważane czy nieprzeczuwane strony sztuki.
Każda starość jest inna. Zebrane tu niespójne teksty nie są więc ani opowieścią o starości, ani rozpatrującymi wybrane przykłady "studiami przypadków". Są – idąc za sugestią Miłosza, że lepiej o starości nie pisać – zaledwie "dotknięciami i odbiciami" tej kondycji, która czeka i nieuchronnie nadchodzi.
1,5/5. Według opisu wydawniczego książka "mówi o sztuce. O sztuce wobec staroścu, o ich wzajemnych relacjach", paradoksalnie sztuki w tej książce jest niewiele. Choć eseje poświęcone malarstwu czy rzeźbie są ciekawe, to znacznie więcej jest tu miejsca dla literatury i jej bardzo pobieżnych interpretacji. Nieatrakcyjny był dla mnie także sam sposób pisania Poprzęckiej. Teksty w tym zbiorze przypominają często tak zwane "eseje akademickie"; często więcej w nich parafraz i cytatów niż przemyśleń samej autorki.