Norweski Tydzień 2025
Uważam, że nacisk na romans pomiędzy nauczycielką, a uczniem w reklamowaniu tej książki jest zbyt duży. To nie jest książka o niedozwolonym romansie i nie ma on aż tak dużego znaczenia. Warto to wiedzieć i niekoniecznie na to się nastawiać. Nie wiem czemu na tym się głównie skupiono, ale pewnie więcej osób poczuje się zachęconych. Świetny jest też sposób w jaki została napisana, bokmål, czyli książkowy norweski użyto w rozdziałach Mathilde, kobiety z miasta, a nynorsk, czyli „nowy norweski” użyto w rozdziałach braci. To ma sens, ale szkoda, że polskie tłumaczenie tego nie oddało.
Najistotniejszy jest tytuł powieści - „Pogłos” i konsekwencja wszystkich wydarzeń w obu ścieżkach którymi podążamy, to sens tej książki. Mathilde zostaje zwolniona z pracy jako nauczycielka w liceum w Oslo po wspomnianym romansie i wynajmuje dom na norweskiej wsi w Telemarku. Z drugiej perspektywy poznajemy dwóch braci, właścicieli farmy, Johsa i Andresa, wiodących spokojne życie. Otoczenie nie pozwala im zapomnieć o dziadku Johannesie, który nawet po śmierci ma ogromny wpływ na ich życie. Stary dom wypełniony wspomnieniami, instrument na którym grał, miejscowe legendy, które opowiadał i obraz, do którego wnukowie nie potrafią doskoczyć.
I kobieta i bracia mają w swoim życiorysie historie, które nie dokońca pozwalają im żyć jak chcą. W życiu braci jest to smierc Johannesa, w zyciu kobiety skandal, ale i śmierć rodziców. Bohaterka nigdy się z tym nie pogodziła, za to cały czas słyszy, że jej matka była dokładnie taka sama jak ona. Różnie też bohaterowie do tego podchodzą, Mathilde, którą cieżko jest polubić zdaje się nie rozumieć co się wydarzyło i jakie będzie to miało konsekwencje. Bracia chcą ruszyć dalej, ale słyszą echo opresyjnych historii o kobietach, które przekazywał im dziadek.
Zdecydowanie najciekawsze i najbliższe mi były opisy życia na wsi, przepełnione lokalnymi legendami i opowieściami. Jest tam miejsce na tradycyjne skrzypce na których gra Johs, starodawną kuchnię i ułożone relacje w małej wsi, mimo że współczesne, bo podczas pandemii. Helga świetnie konfrtontuje nas ze swoimi wyobrażeniami o małej chatce na skraju swiata. To nie tylko idealistyczne fragmenty wypełnione spacerami, ale też ciężka praca, stare bezpieczniki i duże odleglosci do miasta.
Helga nie odpuszcza także w kwestii relacji. Mimo dużych różnic pomiedzy bohaterami, relacje rodzinne wygladaja dosyć podobnie. To jak autorka je opisuje jest dużą zaletą książki. Czy da w całkowicie uciec od przeszłości? Czy wirus, z którym boryka się ludność przyjdzie w takiej formie, w jakiej się tego spodziewamy?
Norwegia to mały kraj ze specyficznymi relacjami i specyficznymi ludźmi, co Helga opisała świetnie. Ufni ludzie, którzy nie potrafią się konfrontować, muszą poradzić sobie ze skandalem, a wirus jeszcze bardziej ich zacieśnia , co naznacza też życie małej społeczności.
Zastanawiam się, na ile hermetyczna jest norweska literatura, przepelniona opisem ulic i dzielnic miast, które niosą ze sobą pewną symbolikę. Czy takie coś bez kontekstu moze byc interesujące? Powiedzcie mi!