"Wielka klęska może być początkiem wielkiego sukcesu. Wielki sukces może poprowadzić wprost do wielkiej klęski."
Rafał A. Ziemkiewicz otwiera nowy rozdział swojej twórczości, do którego dojrzewał w trakcie ostatniej dekady. To już nie jest zwyczajna publicystyka, to błyskotliwa analiza powodów, dla których na przestrzeni dziejów nasze bohaterstwo obracało się przeciw nam.
Świetnie zaobserwowane i znajdujące potwierdzenie w dokumentach źródłowych analogie i procesy nieuchronnie prowadzące do niepotrzebnego rozlewu polskiej krwi na frontach całego świata.
Siedemdziesiąt lat od zakończenia II Wojny Światowej można już bez kompleksów obalać mity i bajki, którymi karmiono nas z pokolenia na pokolenie.
W swojej najnowszej książce Rafał Ziemkiewicz zastanawia się, dlaczego Polacy są największymi frajerami na świecie i co z tego wynika. Teza ta nie wydaje mi się szczególnie śmiała, jednak jej podniesienie i historyczne uzasadnienie, czego podejmuje się autor, uważam za słuszne i chwalebne.
Dwie cechy publicystyki Ziemkiewicza stanowią jednocześnie o jej słabości. Posiada on bowiem niespotykaną lekkość narracji, która pozwala mu pisać zdania płynnie opowiadające to, co autor ma do opowiedzenia. Podejrzewam, że Ziemkiewicz pisze bez skreśleń. Ta lekkość sprawia jednak, że tekst może okazać się dla czytelnika przegadany, pełen powtórzeń, dygresji i nieuporządkowania. Ziemkiewicz po prostu pisze swoją opowieść tak, jak mu się ona układa w głowie. Dla wielu autorów byłby to szkic, dla Ziemkiewicza jest to efekt finalny.
Drugą zaletą i jednocześnie słabością publicystyki Rafała Ziemkiewicza jest odwaga w stawianiu niepopularnych poglądów. Choć myśl przwodnia książki “Jakie piękne samobójstwo” nie jest już zbyt odkrywcza, bo stawia ją ostatnio śmiało Piotr Zychowicz, a wcześniej przez lata próbował się z nią przebić prof. Paweł Wieczorkiewicz. Ci trzej, a za nimi szereg innych mówią, że polityka zagraniczna sanacji z Beckiem na czele była pozbawiona wszelkich racji i doprowadziła Polskę do katastrofy.
Klasę polityczną II RP uważa Ziemkiewicz za bandę nieudaczników, mitomanów i amatorów, kierujących się w sprawach strategicznych dla Polski interesem własnym lub – w najlepszym przypadku – swojej frakcji politycznej. Interes narodowy, w rzekome imię którego sanacja doprowadziła w Polsce do systemu autorytarnego, był w istocie pustym frazesem, który jeszcze bardziej opustoszał po śmierci Piłsudskiego. W ten sposób Polska – jak uzasadnia Ziemkiewicz – odrzuciła przyjazne gesty Niemiec dążące do konfrontacji z Sowietami, prowokując – na własne życzenie – pakt ponad naszymi głowami i rozbiór państwa we wrześniu 1939 roku. Równie fatalna i pełna błędów polityka Rydza-Śmigłego, Andersa, Chruściela i Sikorskiego doprowadziła do największych spośród państw Europy strat ludzkich, jakie poniosła Polska w trakcie II wojny światowej, a następnie do utraty niepodległości na kolejne 45 lat.
Trudno nie czytać książki Ziemkiewicza przez pryzmat współczesności, do czego autor mocno zachęca. Romantyzm w polityce, mierzenie siły wielkością poświęcenia i ofiar, bezkrytyczna i naiwna ufność w puste obietnice “sojuszników” – wszystko to jest spuścizną, która ciągnie się za Polakami od czasów rozbiorowych. Wtedy była to może jedyna polityka, dająca jakiekolwiek szanse na wolność. Przegonienie Sowietów w 1920 roku dało nam złudne wrażenie potęgi, które zostało rozwiane niecałe 20 lat później. Nasze elity nie wyciągnęły żadnych wniosków z klęski poniesionej w II wojnie światowej i w tkwią w tym amoku po dzisiaj.
W dyskusji na temat zasadności “kapitału krwi” i tego, czy w polityce liczy się siła, czy poświęcenie, opowiadam się po stronie Ziemkiewicza i Zychowicza. Dlatego uważam tę książkę za ważną i potrzebną, choć nie za bardzo wierzę, że nauczyciele w liceum będą o niej mówić uczniom. Mit szlachetnych, kierujących się sercem i wiarą w słuszność nawet przegranej sprawy Polaków jest wśród owych Polaków zakorzeniony na tyle mocno, że nie będę zdziwiony atakami na Ziemkiewicza ze strony tych, dla których jest to wyłącznie bicie piany, gdybologia, szukanie sensacji i podważanie mitów fundujących wspólnotę.
Mimo tego, że sam autor jest kontrowersyjny to obnaża on bardzo dobrze politykę lat międzywojnia. Ciężko się czyta prawdę o naszych narodowych błędach tym bardziej polecam.
Czytuję od czasu do czasu, fanem nie jestem, często się nie zgadzam, ale mimo wszystko szanuję - między innymi za takie opracowania właśnie: śmiała teza, świetny (beletrystyczny) język, klarowny przekaz, w dodatku całkiem zręcznie poparty wiarygodnymi faktami. Temat jest akurat o tyle mi bliski, że swego czasu interesowałem się dokładnią tą samą tezą (oczywiście nie tak dogłębnie i konsekwentnie) i moje przemyślenia dryfowały w dokładnie tych samych kierunkach.
Co RAZi i przeszkadza w lekturze? Niewiele - autor daje radę utrzymać na wodzy swoje uwielbienie dla Endecji i Dmowskiego, przytyki do aktualnej sytuacji geo-politycznej też są ograniczone do minimum. Nie ma tu także spiskowych teorii dziejów i zbyt przesadzonych spekulacji (szczerze mówiąc, był fragment w którym autor usilnie przekonywał co _myślała_ jedna z postaci historycznych, co samo w sobie było dosyć zabawne, ale za diabła nie mogę sobie przypomnieć o kogo chodziło ...).
Reasumując - dobra lektura, znacznie lepsza niż ostatnie dokonania RAZa i faktycznie skłaniająca do pewnych przemyśleń. Mimo wszystko nie jest to opracowanie czysto historyczne, ale trudno w tym przypadku traktować to jako wadę. Polecam. Czemu zatem nie 5 gwiazdek? Bo zawsze może przecież być jeszcze lepiej ;)
Niezwykle ważna i pełna cennych wniosków książka. Aż dziw, że nie jest to lektura obowiązkowa na lekcjach historii w szkołach średnich. Ale jak to niszczyć martyrologiczne męczeństwo Polski uciśnionej?! Prawda bywa łatwa w sformułowaniu, ale trudna do przyjęcia, Polskę zgubili Polacy i o tym pisze Autor. Gorzko, ale celnie.
"Częścią prawdy jest to, że [wojna] przyniosła nam zagładę dlatego, że przystąpiliśmy do niej bez planu, bezmyślnie, śmiertelnie skłóceni, z przywódcami całkowicie skupionymi na wewnętrznych polskich przepychankach i z tej racji licytującymi się na użytek ulicznej tłuszczy, kto bardziej odważny i wyrywny. Najpierw zraziliśmy do siebie głupio Zachód, gdy na jego poparciu mogliśmy skorzystać, a przeszliśmy na jego stronę w chwili, gdy tylko ściągało to na nas pierwsze, mordercze uderzenie od zachodu i wschodu jednocześnie. W efekcie znaleźliśmy się po nieliczącej się z naszymi interesami stronie, a co gorsza, znaleźliśmy się w niej jako armia lwów dowodzonych przez barany, najpierw totalnie oderwanych od rzeczywistości Becka i Rydza, potem nieudolnego obstawionego agentami i bezwolnego wobec aliantów Sikorskiego, armia tym bardziej skazana na zagładę im bardziej bohatersko starała się wykonać niewykonalne zadania przez baranie przywództwo wyznaczane. Prawda jest taka, że równie dobrze moglibyśmy skapitulować od razu albo zawrzeć sojusz nie z cynicznymi kłamcami i tchórzami Chamberlainem i Daladierem, ale z Hitlerem. Ależ to sojusz z diabłem!- krzykną na to bajkopisarze. Tak, oczywiście. I co z tego? Poza jedną jedyną Polską jakoś nikt wtedy zawieraniem sojuszu z diabłem się nie brzydził. Tak, Hitler był diabłem, ale Stalin o wiele, wiele większym. I jakoś płaszczył się przed nim i prezydent pouczających wszystkich o demokracji Stanów Zjednoczonych, i premier Wielkiej Brytanii."
O tyle o ile początek był dobry i naprawdę obiektywny, tak im dalej w las, tym bardziej przebijały kontrowersyjne przekonania autora. Lubię czasami coś takiego przeczytać, ale tylko aby poznać zdanie odległe od moich opinii. Niemniej, uważam że książka jest bardzo krzywdząca. Dodatkowo, ogromnym dla mnie minusem, jest brak przypisów/bibliografii.
Trafna, dobrze udokumentowana analiza historyczna podana w strawnej formie - i słusznie, bo zasługuje na powszechne zainteresowanie.
Rzucił mi się w oczy dwukrotnie powtórzony błąd rzeczowy: teza, że zadaniem Polskiej Marynarki Wojennej było zablokowanie sowieckiej Floty Bałtyckiej jest oczywiście wiarygodna, ale dlaczego ta ostatnia miałaby być blokowana w Zatoce Ryskiej, kiedy jej główne bazy znajdowały się w Zatoce Fińskiej? Autor wielokrotnie zaleca czytelnikom spojrzenie na mapę Europy, niestety najwyraźniej sam tego zaniedbał. Nie jest to błąd na tyle istotny by wpłynąć na ocenę całej książki - dobrze zasłużone 5 gwiazdek.