Przeszłość upomni się o ciebie w momencie, gdy zaczniesz o niej zapominać.
Lena doskonale wie, jak powinna wyglądać jej przyszłość. Na Uniwersytecie w Bazylei ukończyła psychologię i zamierza zostać profilerem kryminalnym. Jednak jej ambitne plany w jednej chwili stają pod znakiem zapytania – a to za sprawą nowego wykładowcy, detektywa Martina Wankego. Mężczyzna okazuje się widmem przeszłości, od której Lena stara za wszelką cenę uciec. Dziewczyna wpada w panikę. Tajemnica, którą od lat ukrywała, teraz może ujrzeć światło dzienne, a wszystko zależy od tego, czy Wanke ją rozpozna. Misterna sieć kłamstw zaczyna się rwać. Tymczasem Lena zauważa, że pomimo niebezpieczeństwa i groźby demaskacji coś ją przyciąga do detektywa. A on postanawia zrobić wszystko, by dowiedzieć się, kim naprawdę jest ta intrygująca dziewczyna…
Co okaże się prawdą, a co niebezpieczną grą pozorów?
Twórczość Anne Marie znam nie od dziś. Szczególnie bliska mojemu sercu jest jej seria sportowa "Sokoły", na której kontynuację bardzo liczę! Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że premierę będzie miała jej kolejna książka, chociaż niezwiązana ze wspominanym przeze mnie cyklem, stwierdziłam, że będzie to doskonała okazja, żeby przekonać się, czy ta publikacja również przypadnie mi do gustu. Czy tak się stało? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Na samym początku muszę zaznaczyć, że uwielbiam historie, które zawierają w sobie elementy tajemnic, nierozwiązanych śledztw, czy inne wątki związane z szeroko pojętym prawem, dlatego zwracam bardzo dużą uwagę na to, czy dany autor dokonał należytego researchu odnośnie kwestii, które porusza. I muszę przyznać, że Anne Marie kupiła mnie tym, jak swobodnie porusza się wśród skomplikowanej terminologii związanej z kryminalistyką.
Już od samego początku byłam zaintrygowana postacią Martina Wanke. Chociaż nie znam realiów pracy śledczych w Szwajcarii i moja wiedza na ten konkretny temat jest zaczerpnięta jedynie z Internetu, wykreowany przez autorkę bohater wydał mi się bardzo realny. Bardzo podobało mi się jego zaangażowanie w prowadzenie zajęć ze studentami. Pomimo iż został oddelegowany do tej pracy za karę, już na pierwszy rzut oka było widać, że jego praca to pasja, którą chce zarazić również swoich podopiecznych. Moim ulubionym fragmentem z jego zajęć jest scena, w której przydziela każdemu ze studentów jedną z nierozwiązanych spraw i aż szkoda, że jako czytelnik nie miałam okazji zapoznać się z więcej niż jednym z tych przypadków.
Jeżeli chodzi natomiast o postać Leny Lange — mam do niej kilka zastrzeżeń. W niektórych momentach jej zachowanie totalnie mi nie pasowało. Myślę, że kobieta, która przez tyle lat pozostawała w ukryciu, powinna mieć wypracowany model zachowań, który w obliczu zagrożenia powinna wcielać w życie, natomiast w przypadku Leny miałam niestety wrażenie, że głównie wyznaje ona zasadę — co ma być, to będzie.
Odczuwam też lekki niedosyt odnośnie samej fabuły. Liczyłam, że autorka rozwinie nieco wątek sprawy sprzed lat, dotyczącej rodziny Leny. Myślałam, że poznamy więcej szczegółów dotyczących zbrodniarzy i będziemy towarzyszyć Martinowi podczas ich zatrzymania, szczególnie w końcówce, ale niestety musiałam obejść się smakiem, co wpłynęło na moją ogólną ocenę tej publikacji.
Niemniej jednak uważam, że pierwszy tom dylogii "Ex Delicto" jest godny uwagi i z pewnością spodoba się gronu odbiorców, którzy lubią motywy śledztwa, czy zakazanych relacji. Myślę, że wielbiciele gorących scen między bohaterami również znajdą w tej publikacji coś dla siebie. Ja natomiast będę z niecierpliwością wyczekiwać premiery kolejnego tomu, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy drugoplanowych bohaterów "Modus Operandi" Mii Weber i Eliasa Richtera.
Wciągająca lektura, idealna na jeden czy dwa wieczory. Postaci, których nie da się nie polubić i fabuła, od której ciężko się oderwać, stanowią świetny przepis na udaną powieść. Zagadki z przeszłości intrygują, rodzące się między bohaterami uczucie śledzi się z zapartym tchem, a sceny zbliżeń przyprawiają o rumieńce, choć są napisane naprawde oszczędnie, bez wiwisekcji uczuciowej czy pozycji z Kama*sutry. Świetny romans z bardzo, ale to bardzo dobrym i spójnym z resztą książki zakończeniem. Nawet ktoś taki, jak ja, kto romansów unika, bawił się przy tej książce wyśmienicie!