Jakże często osoby, które wyrastały w alkoholowej, dysfunkcyjnej rodzinie obiecują sobie, że ich dom będzie zupełnie inny. Mają w sobie olbrzymie pragnienie, by nie powtarzać błędu rodziców. „Przecież nie jestem moją matką, nie jestem moim ojcem”. Obiecują sobie, że to dzieci a nie alkohol będą w centrum ich uwagi, że zamiast kłótni pojawi się rozmowa, a frustrację zastąpi otwartość i bliskość. I… zwykle nie wychodzi.
* Jaki ciężar niesie na swoich barkach DDA? * Czy można go zrzucić i zacząć żyć po swojemu? * Dlaczego wbrew naszej woli stajemy się odbiciem rodziców? * Czy wystarczy samemu nie pić, by zatrzymać przekaz alkoholowej traumy? * Czy wyprowadzka z domu pozwala uwolnić się od toksycznej przeszłości?
Nikt nie przeżyje życia za ciebie. Nikt prócz ciebie nie zmierzy się z twoją przeszłością i nikt poza tobą nie zbuduje twojej przyszłości. Jeśli chcesz troszczyć się o innych, wpierw zaopiekuj się sobą. Zobaczysz, jak wiele to zmieni.
Praca nad sobą może przypominać łapanie oddechu, bo to, co nagromadzone w środku, zwyczajnie dusi. Zacznij oddychać pełną piersią. To jest możliwe.
Moja matka wciąż za coś przepraszała, i ja zaczęłam robić to samo. Wpadałam w rolę ofiary przy każdej okazji. Nie potrafiłam niczego doprowadzić do końca. Z tego wszystkiego mój syn stał się moim agresorem. Taka wiecznie nieszczęśliwa matka naprawdę potrafi wykończyć.
Niestety dla osób z rodzin alkoholowych lektura absolutnie obowiązkowa i konieczna, bo po pierwsze bagatelizowanie wydarzeń z przeszłości to tylko niosące za sobą niebezpieczne konsekwencje kontynuowanie schematu zamiatania problemów pod dywan, po drugie ogólnodostępnych książek o tematyce DDA jest na rynku może z dziesięć, a po trzecie z tych dziesięciu ta wydaje się być najbardziej osobista i poruszająca. Nie jestem nawet w stanie opisać słowami jak bardzo utożsamiam się z historiami tutaj przedstawionymi, momentami czułam się jakbym czytała własną biografię. Niekiedy jedynie przeszkadzał mi język, który był według mnie zbyt mocno oceniający w stosunku do rodziców - według mnie warto byłoby mocniej podkreślić, że oni sami nie umieli inaczej bo nie uporali się z własnymi traumami. Niestety świadomość tego mechanizmu jest niezbędna, aby iść dalej. Książka daje trochę nadziei, ale jednak jest generalnie przepełniona bólem i momentami pesymistyczna.