"Czarnoksiężnik z Archipelagu był dla mnie cudownym przeżyciem. Jest to tak krystalicznie czysta, przejrzysta opowieść, że poczułem coś na kształt zazdrości. Są na tym świecie dobrzy pisarze, są też zacni ludzie, ale osoba, która, taka jak Pani, jest jednym i drugim – to wyjątkowa rzadkość."
Stanisław Lem
"Proszę nie porzucać SF... Pozostało nas jeszcze troje, może czworo. Nie może Pan tak zwyczajnie odpalić silników i zostawić nas na pastwę losu. Twórz, proszę, kolejne opowieści i nie przejmuj się ciemniakami. Wiesz przecież, że ich wszystkich przeżyjesz."
Ursula K. Le Guin
Le Guin i Lema dzieliły żelazna kurtyna i tysiące kilometrów, mimo to stali się sobie bliscy. Połączyły ich dyskusje o przyszłości science fiction i świata, lęk przed życiem pod okiem Wielkiego Brata oraz awersja do bezmyślności i hipokryzji. Darzyli się wzajemnym podziwem, choć w korespondencyjnej przyjaźni zdarzały się ostre spory i stanowcze deklaracje. Czytając ich listy, jak to ujęła Le Guin, czujemy się, jakbyśmy wyszli z dusznego pokoju wprost w objęcia chłodnego, wietrznego dnia i powiedzieli sobie: "Trochę człowiekiem targa, ale wreszcie można oddychać!". Targa choćby dlatego, że wiele stawianych przez nich diagnoz nic nie straciło ze swej aktualności.
Stanisław Lem (staˈɲiswaf lɛm) was a Polish science fiction, philosophical and satirical writer of Jewish descent. His books have been translated into 41 languages and have sold over 27 million copies. He is perhaps best known as the author of Solaris, which has twice been made into a feature film. In 1976, Theodore Sturgeon claimed that Lem was the most widely read science-fiction writer in the world.
His works explore philosophical themes; speculation on technology, the nature of intelligence, the impossibility of mutual communication and understanding, despair about human limitations and humankind's place in the universe. They are sometimes presented as fiction, but others are in the form of essays or philosophical books. Translations of his works are difficult and multiple translated versions of his works exist.
Lem became truly productive after 1956, when the de-Stalinization period led to the "Polish October", when Poland experienced an increase in freedom of speech. Between 1956 and 1968, Lem authored 17 books. His works were widely translated abroad (although mostly in the Eastern Bloc countries). In 1957 he published his first non-fiction, philosophical book, Dialogi (Dialogues), one of his two most famous philosophical texts along with Summa Technologiae (1964). The Summa is notable for being a unique analysis of prospective social, cybernetic, and biological advances. In this work, Lem discusses philosophical implications of technologies that were completely in the realm of science fiction then, but are gaining importance today—like, for instance, virtual reality and nanotechnology. Over the next few decades, he published many books, both science fiction and philosophical/futurological, although from the 1980s onwards he tended to concentrate on philosophical texts and essays.
He gained international fame for The Cyberiad, a series of humorous short stories from a mechanical universe ruled by robots, first published in English in 1974. His best-known novels include Solaris (1961), His Master's Voice (Głos pana, 1968), and the late Fiasco (Fiasko, 1987), expressing most strongly his major theme of the futility of mankind's attempts to comprehend the truly alien. Solaris was made into a film in 1972 by Russian director Andrei Tarkovsky and won a Special Jury Prize at the Cannes Film Festival in 1972; in 2002, Steven Soderbergh directed a Hollywood remake starring George Clooney.
Strasznie mało tych listow i głównie o tym, ze oboje są zniesmaczeni fantastycznonaukowym światkiem amerykańskich pisarzy i problemami z wydawaniem książek w państwach oddzielonych żelazną kurtyną. Niedosyt. Najlepsze momenty, gdy piszą nawzajem o swoich utworach.
Doznałem niemałej uciechy, uczestnicząc w tej lekcji narzekania: na świat, rynek, sytuację wydawniczą i sztukę. Co istotne, owo narzekanie nie popada w gderliwość czy tetryczenie. Korespondencja Lema i Le Guin zawiera zdrową dawkę krytycyzmu, gdzie oboje unikają zacietrzewienia, nie mówiąc już o tym, że na niwie artystycznej, postawy czy dokonania przez nich kontestowane, można od razu zderzyć z ich własnymi osiągnięciami. Dzięki temu widać, jak wiele wymagają od samych siebie i jak bardzo są w stanie docenić prawdziwe literackie osiągnięcia. Obojgu bardziej zależy na uznaniu wąskiej grupy im podobnych umysłów, niż poklasku publiki.
Nie są to listy tak kunsztowne i językowo ekwilibrystyczne, jak chociażby te Lema i Mrożka. Ale wciąż warte lektury, chociażby dla kilku krytycznych refleksji i dwóch tekstów dodatkowych: recenzji “Czarnoksiężnika z Archipelagu” pióra Lema, oraz tekstu o “Solaris”, autorstwa Le Guin.
Cóż tu można napisać? To przyjemność czytać dwie osoby tak elokwentnie i z zaangażowaniem dyskutujące o literaturze... i do tego fantastycznej, i do tego czasem się nie zgadzając. Jak każdy podobny zbiór korespondencji, jest to też swoisty zapis pewnych czasów i okoliczności. Polecam.
To krótka, ale ciekawa korespondencja. Nawet nie pod względem tematyki (tematy są trzy i ciągle powracają), co raczej pod względem, powiedzmy, psychologii postaci. Nieprzystępność Lema pobrzmiewa gorzko, widać tu rozgoryczonego człowieka, który mimo wszystko idzie wbrew uciskającego go światu - ale nie ma z tym łatwo. Podziw wzbudza empatia i delikatność Le Guin, która wchodzi w dialog z tym dość nieprzystępnym partnerem, szuka wspólnego zachwytu i koniec końców otwiera go. Świadectwo dziwnej to przyjaźni, aż szkoda, że niespodziewanie urwane. Ale tak to już z korespondencjami bywa.
Pisarstwo Lema nigdy mnie nie interesowało, czytałem jedynie "Kongres futurologiczny", po którym doszedłem do wniosku, że Lem jest dla mnie pisarzem zbyt archaicznym. Może przeczytam coś jeszcze i zmienię zdanie? Zupełnie inaczej odbieram twórczość Le Guin, której kolejne dzieła pochłaniałem z zachwytem lub wzruszeniem. Lem z listów wyłania się jako niezbyt sympatyczny egocentryk – chwilami zastanawiałem się, skąd Le Guin miała dla niego tyle cierpliwości i podziwu. Ale w jakiś sposób może pomaga to zrozumieć, dlaczego tak różnie odbieram ich twórczość.
Książkę otrzymałem na gwiazdkę 2024, i, jak widać już w pierwszy dzień świąt ją skończyłem.
Jak pisze przywoływana we wstępie badaczka Małgorzata Czerwińska, blok listów między osobami możno odczytywać jako powieść epistolarną - pokazuje fragmentaryczne relacje między nimi, każąc domyślać się reszty. Odczytana w ten sposób książka I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze to powieść niezwykłej przyjaźni dwóch wybitnych autorów, których dzieli wszystko - od płci, przez kontynent, jak i wychowanie, język i kultura. Mimo to odczuwają niezwykłą dla siebie fascynację i podziw, głównie intelektualny i duchowy.
Listy opowiadają też historie - historię prób wydania książek Le Guin w Polsce (za czym optował bardzo Lem, choć miał amerykańską science fiction za chłam), historię borykania się Lema z polską biurokracją i partyjniactwem, a potem i ze zdrowiem. Le Guin wyraźnie potrafiła też grać w kapitalistyczną grę - wykładając na uczelniach, umiejąc dogadać się z wydawnictwami i czasami Lemowi doradzając w tym, gdy wydawał swoje książki na Zachodzie. Z kolei chyba nad głową Ursuli trochę przelatywała socjalistyczna rzeczywistość, w której do momentu przeprowadzi do Berlina a następnie do Wiednia, przebywał Lem.
Czytając wiele razy uśmiechnąłem się („pisał do mnie Dick, ale chyba biedaczyna słabuje na umyśle, sądząc po tym co do mnie wypisuje”), wzruszyłem, ale i dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o drogich mi autorach.
Jako bonus w książce znajdziemy przedmowę Lema do książki Le Guin, oraz posłowie Le Guin do Solaris, gdzie znajduje się ciekawe, feministyczne, odczytanie tej książki (dlaczego w tej książce nie ma kobiet, a jak jest, to jest fantomem, który notorycznie popełnia samobójstwa?).
Fascynujący podgląd na to, o czym rozmawia dwójka pisarzy z różnych stron świata - podoba mi się jak oboje utyskiwali na świat wydawniczy, ale jednocześnie można w tych listach znaleźć wiele ciekawych informacji (co lubią czytać, co ich interesuje).
This was a really insightful read! As a disclaimer, this is probably the first book I read which is basically a letter correspondence. Here, we are able to get a little bit into the heads of two of the titans of XX century (science) fiction authors (the parenthesis is intentional, as it is not really what they considered their work to be). It's genuinely eye opening to dive into their thoughts on the sci-fi scene, each other's works, trends in literature and some politics. Somehow mind-blowing to me was the fact, that Lem did not speak English and only learnt to write and read in it. Especially considering the quality of English in his letters. However, I think this book is mostly interesting to people who know the works of both of the authors. Otherwise, it can be difficult to relate to what are they talking about.
Wspaniale czyta się te listy, do tego jeszcze te różnice, gdy Lem pisze z Krakowa i z Berlina lub Wiednia. Szkoda, że nigdzie nie ma wzmianki, dlaczego przestali pisać - o ile przestali, bo o tym też nie ma ani słowa. Z powodu choroby Lema? Z naturalnej entropii ich relacji? Z nawału innych obowiązków? Zgubienia wzajemnie swoich adresów?Przejścia na rozmowy telefoniczne? Po relacji którą oboje nazywają przyjaźnią spodziewałabym się,nawet jesli brakowalo czasu na dłuższe listy, przynajmniej okazjonalnych pocztówek, które przecież słali do siebie w podczas tej dwunastoletniej (z przerwą na Stan Wojenny) wymiany korespondencji. Czuję niedosyt
Za rzadko wspominam, jak bardzo lubię Le Guin, która była nie tylko świetną pisarką, ale też fajnym człowiekiem. Bardzo ciekawy zbiór listów, tylko za dużo tu przypisów. Nie mówię o źródłach cytatów czy mniej oczywistych odniesień, ale np. o krótkich notach biograficznych różnych autorów. Można założyć, że czytając listy Lema i Le Guin czytelnik trochę tematem się interesuje. Zbędne jest tłumaczenie kto to Tolkien, Frank Herbert, H. G. Wells... Pachnie to sztucznym nabijaniem stron tej krótkiej książce. A może redagujący stwierdzili: albo umieszczamy przypisy do wszystkich wspomnianych osób, albo do nikogo? W listach omawiane są w większości tematy literackie i wydawnicze, więc poza krótkimi wzmiankami nie wchodzimy zanadto w sferę prywatną pisarzy, co też mi się podoba.
These letters read like an exciting epistolary novel. They were originally written in English, so it's a pity that the likelihood of an English-language edition is so tiny.
Polowałam na tę korespondencję odkąd tylko dowiedziałam się, że została wydana. Stanisław Lem i Ursula le Guin są autorami, których szalenie cenię. Razem? Strzał w samo serducho :). Jest też drugi aspekt. Coraz bardziej i bardziej, czuję się zmęczona czytaniem anglojęzycznych powieści, obserwuję też u siebie mocniejszy skręt w kierunku non-fiction... Tak jakby angielski język zaczął mnie nieco odpychać.
Lemowo-leguinowską korespondencję czytało mi się świetnie. Zakulisowe intrygi w wydawnictwach, rywalizacja w środowisku pisarzy, urażone dumy. Trochę pod koniec mniej, ale można to zwalić na karb problemów zdrowotnych Lema i sytuacji geopolitycznej kraju.
Listy ciekawie pokazują też osobowości autorów: Le Guin - bardziej liryczna, zwięzła w słowach, Lem - język techniczny, ewidentnie erudyta, większość jego wypowiedzi jest dłuuga. Planuje upolować korespondencję Lema z jego amerykańskim tłumaczem Kandlem.
Czy powinno się oceniać cudze myśli? To pytanie pojawia mi się w głowie za każdym razem, kiedy sięgam po teksty, które są jakąkolwiek formą dziennika, pamiętnika czy korespondencji – form docelowo takich, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego, będących wyrazem intymnych myśli piszącego. Oczywiście bywają przypadki, w których dane teksty pisane są niemalże pod kątem literackim, ale z zasady staram się ich nie oceniać, gdyż kimże ja jestem, by w gwiazdkach zawrzeć ocenę na temat wycinku czyjegoś życia czy myśli.
Nie mogę się jednak trochę nie zachwycić, gdy przychodzi mi wejrzeć w relację dwóch tak niezwykłych umysłów jak tych należących do Stanisława Lema i Ursuli K. Le Guin. Setki i tysiące dzielących ich kilometrów, bariera językowa i kulturowa, a jednak wciąż znaleźli pole do nawiązania dialogu i trwającej przez lata znajomości, jakim była literatura (czy to swoją drogą nie piękne? choć literatura jest tak mocno związana ze słowem i językiem, wciąż stanowi pomost łączący ludzi tak mocno, że nawet posługiwanie się różnymi językami przestaje mieć znaczenie). Możecie to o mnie wiedzieć, lub nie, ale Ursula K. Le Guin przez ostatnie lata stała się jedną z najbardziej cenionych przeze mnie pisarek i pisarzy, z jakimi się kiedykolwiek w życiu zetknęłam. I choć może za twórczością Stanisława Lema nie przepadam nawet w połowie tak bardzo, jak za tą Le Guin (przemilczmy to, że Lema przeczytałam dosłownie jedną książkę), doprawdy niezwykłym doświadczeniem było przebicie się przez warstwę ich jako autorów, pisarzy będących bardziej figurami niż ludźmi, do tej właśnie ludzkiej warstwy. Ursula K. Le Guin okazała się być niezwykle błyskotliwą, zabawną, nieco cyniczną i przekorną osobą, która potrafi ubierać myśli w słowa w wyjątkowo lotny i lekki, niepozbawiony jednocześnie smaku sposób. Lem z kolei, bardziej powściągliwy, zdecydowanie bardziej cyniczny, zdaje się być tym grumpy w dynamice grumpy/sunshine, nie szczędząc sobie przy okazji wyjątkowo trafnych uwag co do pisarstwa i rynku wydawniczego, polegających głównie na wbijaniu tu i ówdzie szpil. Oferują dwa różne, lecz jednocześnie tak do siebie podobne spojrzenia na te same kwestie, te same tematy, o których, wydawać by się mogło, nie da się rozmawiać bez końca, a ich wymiana listów trwa jednak mimo tego ponad dekadę.
I choć ich rozmowa rozpoczyna się wokół tematu, o którym nie miałam pojęcia do momentu, aż nie zaczęłam niniejszej korespondencji poznawać, czyta się to niezwykle przyjemnie, wręcz niemal jakby czytało się powieść epistolarną napisaną przez jakiegoś geniusza. I choć z fikcją literacką wspólnego to ma tyle, że wewnątrz sporo się o niej mówi, to jest to po prostu nic innego, jak zetknięcie się dwóch genialnych umysłów, dwóch absolutnych mistrzów słowa, którzy ponad wszelkimi możliwymi podziałami i barierami najzwyczajniej w świecie mają sobie coś nawzajem do opowiedzenia. A to, co później, to już tylko historia.
Tak! To jest to, co lubię najbardziej. LISTY pisarzy... listy pisarza do pisarki z wzajemnością. Jestem absolutnie oczarowana tą książką, wymianą myśli między LEMEM a Le GUIN! Zarówno cenię Ursulę i widzę jej ogromny wkład w literaturę SF / fantasy, jak i jestem wielką fanką STANISŁAWA LEMA, którego twórczość podziwiam, widzę jej złożoność, metaforyczność i po prostu genialność. Móc przeczytać te LISY, to była ogromna przyjemność. Jest to nie tylko zapis historii, pewnego okresu w dziejach, rozmowy człowieka z "szarej" Polski z autorką zza "wielkiej wody", ale także fenomenalne świadectwo mechanizmów pisarskich, wielkich umysłów, które się ze sobą ścierają... aż dziw, że ta dwójka nigdy się nie spotkała NA ŻYWO! Przyznaję, że o wiele bardziej podobają mi się listy pisane przez LEMA. Uważam, że są zawsze bogatsze w treść, w przemyślenia. Ursula K. Le Guin maluje mi się jako ciekawa słuchaczka, która chce wyciągnąć z kolegi po fachu jak najwięcej cennych zdań. To naprawdę wspaniała rozmowa. Prawda jest taka, że I MÓW, ŻE MOJA CHWAŁA Z PRZYJACIÓŁ SIĘ BIERZE, to książka, którą czyta się świetnie, niemal jak powieść, ale jednak czytelnik wie, że są to LISTY - coś niezwykle osobistego, do czego można zaglądnąć... bezkarnie i podglądnąć poglądy na różne sprawy tej dwójki pisarzy. Ja bardzo lubię (chyba nie ma dla mnie większej czytelniczej przyjemności) poznawać życie, proces twórczy, opinie wielkich pisarzy. Zawsze mnie interesował warsztat pisarski a ta pozycja dała mi właśnie taką możliwość. Bardzo polecam! Książka jest świetnie wydana. Wydawnictwo Literackie odznacza się dużą konsekwencją a książki poruszające określone tematy do siebie estetycznie pasują. Jeśli macie fana LEMA lub Le GUIN, lub kogoś, kogo interesuje pisarskie zaplecze, lub historia... to oto książka idealna np. na prezent.
Le Guin napisała a Lem jej odpisał Wydawnictwo Literackie egzemplarz recenzencki
Same listy, oczywiście, spokojnie zasługiwałyby na cztery gwiazdki z hakiem, ale pech chciał, że otrzymujemy je w krakoskiej [TAK] oprawie edytorskiej, bo WL niczego się nie nauczyło po wydaniu korespondencji Lema z Mrożkiem i nadal uważa, że po te książki sięga dziatwa wczesnoszkolna, której trzeba wyjaśniać w przypisach, kim był Andropow. To zresztą jeszcze byłoby pół biedy, gorzej, kiedy przypisy ordynarnie wprowadzają w błąd (ten o Spinradzie i Nowej Fali, na przykład, albo zabicie żartu o "Larrym Pournelle'u" - nie, nie chodzi o samego Jerry'ego Pournelle'a, ale o niego i Larry'ego Nivena, jako duet autorski, polityczny i organizacyjny). Do tego bijące po oczach pompowanie objętości, wyrażające się w licznych reprodukcjach listów i zamieszczeniu tych niewysłanych, czyli - jak by nie patrzeć - korespondencji niestanowiących. Więc, mówię, merytorycznie gwiazdki cztery, etycznie góra dwie.
Lem: "To zdumiewające, bo nie pojmuję mechanizmu irytacji z powodu książki - jeśli nie trafia w mój gust, to jej nie czytam, ale nie żywię niechęci wobec autora". Również Lem, kilka(naście?) listów wcześniej: "(...) znalazłem nowelkę J. Farmera - to autor, którego pisarstwa nie znoszę i którego postrzegam jako przykład złośliwej narośli na kulturze (...)"
Wymiana myśli „przez trzy oceany i dwa języki”, komunistyczne piekło na Wschodzie i piekiełko polowania na komunistów w USA, pomysły na fantastykę naprawdę naukową i zaginione dolary Philipa K. Dicka, czyli korespondencja Ursuli Le Guin i Stanisława Lema. https://youtu.be/ZGQnVRGRkDw
Złoto, szczególnie partie, w których le Guin i Lem piszą o swoich wymaganiach wobec science fiction I wyzłośliwiają się na krętactwa Wydawnictwa Literackiego wokół wydania Czarnoksiężnika z Archipelagu
Korespondencja pomiędzy dwójką bardzo inteligentnych ludzi. Z poruszanych tematów najlepiej czytało mi się rozważania nad naturą gatunku SF i twórczością innych autorów.
Przyjemna lektura odkrywająca zakamarki biznesu wydawniczego lat 1972-1984 w komunistycznej Polsce i USA (wcale nie tak drastycznie różne, jakby się mogło wydawać). Sztuka narzekania na literaturę SF 🤌 Jedyne, czego brakuje moim zdaniem, to listy w oryginale. Czuję, że polskie tłumaczenie mocno spłaszcza miejscami listy Le Guin (co można zauważyć na przykładzie *zdjęcia* listu z 12tego lutego 1972r.).
This entire review has been hidden because of spoilers.
Gdy przeczytacie, że ta publikacja to zbiór listów to nie robi zbyt wielkiego wrażenia i nie jest jakimś znaczącym wabikiem do sięgniecie po książkę, a co gdybym wam powiedziała, że to kronika niezwykłej znajomości, przerodzonej w przyjaźń pełną wzajemnej fascynacji, inspiracji i różnic międzyludzkich, które ją ubogaciły. Tak brzmi to zdecydowanie lepiej i tak wygląda w moich oczach.
Bardzo podobała mi się stylistyka i warstwa językowa, ponieważ nie było w tym zadęcia. Podczas czytania czuć pasję autorów i sporą dozę humoru co ułatwia odbiór. Nie lubię posługiwać się schematami, ale tutaj trochę ta korespondencja wpisuje się w schemat damsko-męski. Lem raczej zwięzły i nieco zdystansowany, chociaż niepozbawiony ironii i ciętego języka, natomiast Le Guin bardziej emocjonalna i otwarta na dzielenie się intymniejszymi refleksjami, prezentuje się jako ciepła i otwarta. Momentami czułam się trochę jakbym podsłuchiwała, naruszała czyjąś prywatność, a świadczy to o znakomitej formie „podania” czytelnikowi tych listów.
Mnie zaciekawił kontekst historyczny tej książki i to jak różne było spojrzenie na życie za Żelazną kurtyną z poziomu Lema, a jak inaczej patrzyła na to Le Guin. Te kontrastowej spostrzeżenia ukazywały, jak literatura może przekraczać granice, bo dla niej są one tylko umowne.
Mnie ta książka zainspirowała i zagrała na bardzo emocjonalnej strunie mojego „ja”. Lem i Le Guin rozmawiają nie tylko o swoich dziełach, ale o bardzo szerokim spektrum wpływu nauki i technologi na ludzkość. Ciesze się, że autorzy nie zawsze się ze sobą zgadzali, to ścierali się w bardzo konstruktywny sposób, co czyniło ten dialog jeszcze ciekawszym i wielowymiarowym.
We mnie ta publikacja obudziła trochę tęsknoty za klasyczną korespondencja, rozmowami bez hejtu i dialogu nie tylko o własnym otoczeniu, ale o świecie czy wszechświecie jako całości. Ta książka to spojrzenie na dialog dwóch wybitnych umysłów, który pozostaje aktualny i niezwykle poruszający w swoim humanizmie. Dla mnie było to bardzo inspirujące „spotkanie”.
Recenzja w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim