Czarne owce są wśród nas. Buntują się, łamią stereotypy, znoszą oceniające spojrzenia. Wszystko po to, by być w zgodzie ze sobą. Znasz jakąś? A może ta historia jest właśnie o tobie?
Dziewiętnastowieczna Warszawa. Emilia nie może się doczekać, kiedy zostanie żoną. Jednak rzeczywistość weryfikuje jej wyobrażenia o idealnym małżeństwie. Czy odważy się na rozwód w czasach, gdy taki krok niesie ze sobą olbrzymie piętno?
Połowa lat siedemdziesiątych. Iwona ucieka sprzed ołtarza. Wie, że nie będzie umiała żyć w małżeństwie, bo jej serce należy do kogoś innego. Cena miłości do drugiej kobiety w czasach PRL będzie jednak bardzo wysoka.
Czasy współczesne. Sandra również musi zmierzyć się z oczekiwaniami rodziny. Bliskim trudno zrozumieć, że nie planuje zostać matką. Czy znajdzie w sobie wystarczająco dużo siły, by pokierować własnym życiem?
Trzy kobiety, trzy historie, trzy rozczarowania i jedno pragnienie: wziąć los w swoje ręce. Spotykamy je każdego dnia, przyjaźnimy się z nimi, razem pracujemy i często tak samo jak one nie chcemy podporządkowywać się innym.
Natasza Socha po wielu rozmowach dołącza też autentyczne wyznania kobiet idących pod prąd.
Historie czarnych owiec pokazują, ile może dać nam zburzenie skostniałych zasad. Choć miejscami zaboli, zapewni jedno – prawdę.
W listopadowej akcji czytaj pl postanowiłam sięgnąć po powieść autorstwa Nataszy Sochy pod tytułem "Czarne owce. Opowieść o kobietach wiernych sobie." Od dłuższego czasu miałam na nią chrapkę i nie mogłam przegapić nadarzającej się okazji. To był doskonały wybór, ponieważ powieść, a właściwe trzy minipowieści w jednej, idealnie trafiły w moje gusta i oczekiwania. Spodziewałam się historii o nietuzinkowych kobietach, które wymykają się konwenansom, normom i stereotypom podążając za swoimi przekonaniami wbrew wszystkiemu i wszystkim. To historia o kobietach pragnących żyć w zgodzie ze sobą, a nie z tym, co narzuca im społeczeństwo i rodzina. Otrzymałam dokładnie to, czego oczekiwałam - trzy interesujące portrety kobiet.
Emilia, Iwona i Sandra - dzieli je czas i pokolenia, ale każda z nich postrzegana jest, lub postrzega siebie, jako czarną owcę w rodzinie. Jednak czarne owce, takie jak one sprawiają, że świat się kręci, zmienia się, staje się otwarty na odmienność, uczy akceptacji i innego spojrzenia na pewne aspekty życia
„Staropanieństwo to przekleństwo. Ale i tak lepiej być starą panną niż rozwódką. Małżeństwo to najważniejszy przystanek w ziemskiej podróży. To coś, do czego jesteśmy przygotowywane od urodzenia." Emilia zmaga się z oczekiwaniami otoczenia,które wymaga od niej, by była przykładną żoną. Jednak, małżeństwo nie spełnia jej oczekiwań - to dla niej łzy, niezrozumienie, obojętność i przemoc. Kobieta postanawia odejść od męża i wnieść pozew o rozwód, ale żyje u schyłku XIX wieku, kiedy to rola kobiety była ściśle określona.
"Jestem czarną owcą w mojej rodzinie. Odrzuciłam wszystko, co moi bliscy szanują i uważają za wartościowe. Stanęłam w poprzek i dostałam za to po głowie, bo ich zdaniem zbrukałam świętość." Iwona, odważyła się kochać "inaczej", co stało się źródłem wstydu dla rodziny i niezrozumieniem otoczenia. Ile trzeba przejść, by uszanowano prawo do miłości, która wykracza poza schematy, narzucone przez społeczne normy?
„Od dzieciństwa wiedziałam, że nie chcę mieć dzieci. Odrzucałam lalki i nie lubiłam prawdziwych bobasów. Rodzina próbowała zachęcić mnie do zmiany przekonań, a kiedy weszłam w dorosłość, robili wszystko, żebym w końcu została matką." Sandra wychodzi za mąż za swojego przyjaciela i miłość swojego życia. Oczekuje się od niej, że teraz nadszedł czas na powiększenie rodziny, ale Sandra nigdy nie planowała zostać matką.
Wszystkie historie łączy jeden piękny, ale niedoskonały welon. Każda z bohaterek trzymała go w swoich rękach, każda stanęła przed decyzją, która wymagała odwagi, by móc żyć w zgodzie ze sobą, nawet jeśli świat nie chciał współpracować i rzucał kłody pod nogi.
To był dobry czas spędzony z lekturą, uczący otwartości na drugiego człowieka, dający chwilę na refleksję i własne przemyślenia. W świetle własnych przekonań i własnego światopoglądu, zawsze powinno znaleźć się miejsce na szacunek i empatię wobec drugiego człowieka.
I love women and I love feminism but... no cóż, książka z pięknym zamiarem i celem, ale napisana dla ucznia, który pierwszy raz spotyka się z niesprawiedliwością wobec kobiet. Postacie mają jedną cechę - jedna ma chujowego męża, druga kocha kobietę a trzecia nie chce dzieci. I okej każdy załapał, jednak autorka powtarza to w każdym rozdziale, za każdym razem. Pierwsza historia jeszcze była okej, przyjemna, nawet trochę wzrosło ciśnienie - kolejne dwie to już nuda. Druga historia kończy się takim nieprawdopodobnym plot twistem, że szczerze zastanawiałam się skąd on się wziął, bo sensu to on nie miał... Partnerka głównej bohaterki dosłownie nie ma charakteru, jest tylko po to żeby było dla historii. Trzecie opowiadanie to już w ogóle, nic się nie lepiło - bohaterka non stop mówiła, że chce żyć dla siebie, a nie dla dziecka, jednak całe jej życie obracało się wokół mówienia "nie chce mieć dziecka". Może ja żyje w jakiejś bańce, jednak jak moja siostra czy przyjaciółka mówią, że nie chcą mieć dzieci, to kobiety w parku tego nie komentują (taaa była taka scena) XDD I na koniec - przewidziałam zakończenia na początku każdej historii. 2 gwiazdki dla opowiadania z Emilią.
Myślałam już w trakcie trzeciej historii, że chyba będę zbyt krytyczna, alee33eeee ta końcówka to dla mnie już za duzo xdd
Pierwsza historia mi się podobała, może była przewidywalna i zbyt naiwna, że wszystko potoczyło się dobrze, ale naprawdę płynęło się przez to przyjemnie. Więc jakby tu się skończyła historia to byłoby spoko xd
Druga tu juz jakość spadła, nie przekonala mnie ta historia po prostu, no ale nadal jeszcze w porządku było w miare. Nie byłam w stanie uwierzyć w tych bohaterów, w ich motywacje, w to że mogą robić rzeczy które robią, w wyjątkowy splot wydarzeń i jakże pozytywne zakończenie. Ale ich tam jeszcze lubiłam, więc no jakoś jeszcze się trzymało.
Trzecia o chryste xd To dopiero za festiwal absurdów xd Przewidywalna od pierwszej chwili, ciągle o tym samym. Nie w stanie sobie wyobrazić takich ludzi jak rodzina i przyjaciółka bohaterki, w sensie w takie zachowanie rodziny po smierci partnera. W ogóle to w prawie nic nie byłam w stanie uwierzyć, w całość.
Może trzeba by było zamienić wątek drugi z trzecim, nie wiem czy ostatnia bohaterka w 2022 ze swoją postawą jest jakaś czarną owcą, myślę, że nie w tym stopniu co bohaterki pierwszej i drugiej historii. Jeszcze te opinie jakiś randomowych lasek, dobra ja rozumiem opinie autorki i że chce mnie zmoralizować, ale co to wgl było xddd
Offtop totalny, ale 1. Serio chłop na prezenty ślubne zamiast jakieś pierdoly magnesu czy miodku wolał zaproponować wszystkim gościom weselnym tatuaże? Nawet jakby jedna osoba chciala tatuaż to chyba byłby w plecy, jaki artysta tak nisko ceni swoją pracę xdd 2. Jak to możliwe, że przyjaciółka Sandry, chyba kasia miała na imię, starając się o dziecko tyle, będąc pod opieką ginekolozki nie wiem ile tam było, że się starają, ale dlugo to co ponad rok chyba jak nie dwa, tbh nie pamiętam.. ALE JAK ONA PRZYPADKOWO PO CZASIE TAKIM SIE DOWIADUJE ZE MA ZA WYSOKI TESTOSTERON XD Jak to możliwe, że osoba, która tak świadomie próbuje zajść w ciążę nie ogarnia, że nie ma owulacji. I dopiero wtedy ginekolozka jej mowi że ma podejrzenie PCOS halo proszę wystawić tej ginekolozce 1 gwiazdkę na znanym lekarzu xdd jeszcze ta mowi no a na to muszę koniecznie brać anty więc nici z ciąży na jakiś czas XDDDDDFFFFFDD wtf
(Offtopy nie wpłynęły na ocenę, to mój osobisty rant na absurdy xdd)
This entire review has been hidden because of spoilers.
shit nie wiem jak ocenic jestem pomiedzi 4 a 5 powiem tak hitnelo imo udealna ksiazka dla mnie terax moja ulubiona historia jest chyba historia iwony ale jednak sandry jest mi rownie bliska bo ja naprawede nie chce dzieci moze mu sie to kuedys zmieni a moze nie ale wydahe mi sie ze dobrze ze teraz uslyszalam to wszystko ciekawi mnie czy te wypowiedzi w czesci o sandrze byly prawdziwe czy wymyslone przez autorke z historii emili mam taki cytat ktory tak wpasowal wie w moja ajtualna sytuacje i bedize chyba jednym z tych ktorych migdy nie zapomne jedyny moj zarzut jest taki ze dlaczego przyczyna tych wszystkich zmian musial byc mezczyzna? wydaje mi sie se kobieta moze chciec wziasc zycie w swoje rece bez jakiegos przykrego zdarzenia z mezczyzna w pewnym sensie historia sandry skresla teb zarzut a troche nie ale powiem tak kocham tez to jak te wszystkie historie sa polaczone 😭 cute ale chyba nie moglabym jej przeczytac w lepszym momencie ale tak sie ciesze ze chociaz w historii sandry nie byli demonizowani mezczyzni bo to nie tak oni nie musza byc elementem badzego nieszczescia sa dobrzy (podobno XD) ktorzy nie traktuja kobiet tak jak ci tu przedstawieni ale no decyduje sie na 5 bo dlugo o niej nie zapomne i no naprawde idealny timing dziekuje karolina za ksiazke uwu
4,5/5!!! dobrze czasem posłuchać o kobietach, które są odważne, silne i stawiają siebie na pierwszym miejscu, nawet gdy brakuje im wsparcia najbliższych!!!!! +podobało mi się to, że są historie 3 różnych kobiet z zupełnie innych czasów
Wspaniała opowieść o kobietach. Odpala female rage, kiedy słucha się o tym, jak kobiety muszą się tłumaczyć ze swoich życiowych decyzji, bo są przeciwko konwencjom społeczeństwa, woli mężczyzn, czy innych ludzi. Wierne swoim przekonaniom i broniące ich, pomimo wszystko. Uwielbiam opowieści o silnych babkach, ta książka właśnie tym była.
To było naprawdę trudne doświadczenie czytelnicze. Główne postaci płaskie, jednowymiarowe i do tego po prostu głupie, duża część fabuły dwóch opowiadań wisiała na tym, że bohaterki nie domyślały się, z jakiego powodu wynikają problemy, które napotykają. Żeby dopełnić obrazka, z dwoma wyjątkami bohaterzy męscy to kłamcy, manipulanci i brutale. Researchu chyba w ogóle nie było, bo realia opowiesci "z przeszłości" były niedopracowane, język i sformułowania używane przez bohaterów niepasujące do epoki. Fabuła opowiadań banalna i przewidywalna, kwadratowe dialogi, kiepsko zbudowane postaci i świat przedstawiony. I jeszcze ten refren o czarnych owcach, który ma spajać opowiadania i wiązać z tytułem, jakby go pisał specjalista od SEO, bo przecież czytelnik się nie domyśli, dlaczego bohaterki są czarnymi owcami... Skończyłam tę książkę troche z sentymentu do Nataszy Sochy, która pisała kiedyś zabawne, słodko-gorzkie satyry na rzeczywistość, mocno polegając na absurdzie. W odslonie "Czarnych owiec" brakuje mi wszystkiego za co kiedyś lubiłam jej pisanie. Byłoby 1, ale dodaję gwiazdkę za mały plot twist w drugim opowiadaniu, który okazał się miłym (i jedynym) zaskoczeniem w całej książce oraz generalnie za edukacyjną, prokobiecą tematykę. Chociaż nie jestem przekonana czy ta forma bardziej nie szkodzi zamiast pomagać.
Trzy historie trzech kobiet, które łączy wspólny welon.
Zabierałam się za nią mając na uwadze skrajnie różne opinie o niej. Mnie bliżej do tych pozytywnych, bo uzupełnia lukę w literaturze kobiecej, która kończy się inaczej niż „żyli długo i szczęśliwie”.
Mimo że porusza wazne tematy, to robi to w dosc powierzchowny sposób. Kilka razy mnie wzruszyła, bo poruszała moje trigger pointy.
Przeczytana w ramach akcji CzytajPL. To nie jest zła książka, ale chyba nie jestem jej docelowym odbiorcą. Jak dla mnie niestety zbyt banalna/stereotypowa. Na każdy problem od razu znajduje się rozwiązanie, a każda emancypantka i kobieta nowoczesna ubiera się w szerokie marynarki i spodnie. Za mało było w tej książce nieprzewidywalności, zagadek.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Temat ważny ale treść bardzo naiwna i banalna. Nie uwierzyłam w ani jedną historię, żadna z bohaterek nie była bohaterką z krwi i kości, a wszelkie opisy świata przedstawionego były bardzo nachalne, żebyśmy nie zapomnieli w jakiej epoce dzieje sie akcja albo w jakim mieście. Zapamietałam po pierwszym razie. Pierwszych dwóch historii jeszcze słuchałam w miarę uważnie, ale trzecia pod koniec już leciała tylko w tle. Gdyby to była moja pierwsza książka o takiej tematyce albo gdybym była młodsza to może by coś we mnie poruszyła ale obecnie głównie pobudziła moje mięśnie twarzy do przewracania oczami. To wszystko już było ale lepiej.
Pierwsza historia bardzo mi się podobała, ciekawy wątek, w tle stara Warszawa, przyjemnie się czytało, choć za szybko autorka rzuciła podpowiedzi do rozwiązania intrygi i w rezultacie już po pierwszym rozdziale czytałam tylko dla opisów starych dziejów. Druga historia kolejnej 'czarnej owcy' też jeszcze trzymała moją uwagę, ale trzeciej nie dałam rady skończyć - zbyt moralistyczna i narzucająca jedyny słuszny, wg autorki, wybór.
Jak szybko sięgnęłam po książkę z zaciekawieniem, tak szybko się znudziłam i rozczarowałam. Liczyłam na uważność tematu i ukazanie szerokiej perspektywy osób borykających się z wykluczeniem, niezrozumieniem społecznym, niestety, jedyne z czym się zetknęłam to historie pisane na kolanie, byle tylko zamanifestować „gorące tematy”.
Pierwsza historia napisana jeszcze z jakimś ogólnym zamysłem, ciekawie osadzona w epoce, bohaterka wzbudzająca zainteresowanie i ciekawość jak dalej potoczą się jej losy, jednak zakończenie mocno ucięte. Miałam wrażenie, że po co pisać dalej, skoro najważniejsze kwestie już zostały poruszone, typu homoseksualizm, rozwód i koniec. Zero nawiązania do dalszych losów. Kolejne historie to już totalna porażka, płytkie postacie bez wyrazu i charakteru.
Odniosłam wrażenie ukazanie przez autorkę problemu tylko z jednej strojny, bez możliwości podjęcia polemiki. Silne racje akcentowane co piąte słowo, sprawiają że książka jest nacechowana wręcz negatywnie, trochę taki wydźwięk: „a niech tylko ktoś spróbuje się ze mną nie zgodzić!„.
Zapowiadał się dobry temat, niestety wyszła płytka powieść. Byle tylko napisać książkę, bo temat na topie i na pewno będą czytać. No i tu się udało, ja się złapałam…
Tw: przemoc, homofobia 3,75 ⭐ Dałabym wyższą ocenę, gdyby: 1. Była to książka z jedną historią, nie trzema. Lub 2. Była dużo dłuższa, tak z min. 100 stron więcej.
W "Czarnych owcach" poznajemy trzy historie o trzech kobietach, które zdecydowały się przeciwstawić społecznym i rodzinnym normom. Które wybrały życie dla siebie, nie dla innych.
Na początku jest Emilia. Kobieta, która wyszła za mąż, ale jej małżeństwo od początku nie było udane. W końcu zdecydowała się na rozwód. Jednak jest to bardzo trudne, ponieważ żyje w latach 80. XIX wieku. Żony, kobiety, mają mało praw. Są zależne od mężczyzn. Celem ich życia jest małżeństwo w młodym wieku i urodzenie dzieci, więc komu w głowie rozwód? Przecież to hańba dla całej rodziny. Emilia jest czarną owcą.
"Każdy kolejny dzień utwierdzał ją wszakże w przekonaniu, że małżeństwo jest klatką, do której klucz gdzieś się zagubił."
"Kwiecień, rok 1883 Podobno kobieta jest zerem i dopiero mężczyzna zamienia ją w inną liczbę. Nie czuję się zerem. Czuję, że mogłabym wiele zrobić, gdyby tylko ktoś mi na to pozwolił."
"Nigdy nie stanę na własnych nogach. Nigdy nie zdołam się sama utrzymać. Bez mężczyzny jestem nikim."
"Nie zrobiła niczego złego. Po prostu wyszła na spacer, a jej jedynym przewinieniem było to, że nie poinformowała o tym swojego męża."
Później jest Iwona. Są lata 70. XX wieku. Zrywa zaręczyny z narzeczonym w dniu ich ślubu, o 5 rano. Wie, że go nie kocha. Kocha Martę i to z nią chce dzielić życie. Jak można się domyślić, związek dwóch kobiet, 50 lat temu i do tego w Polsce, nie jest akceptowany. Jednak tutaj muszę zwrócić uwagę na to, że Marta była określana przez AUTORKĘ jako "przyjaciółka" Iwony. I wiem, partnerka jest jednocześnie przyjaciółką, ale czy wyobrażacie sobie, że ktoś mówi "idę do restauracji z przyjacielem" kiedy ma na myśli swojego chłopaka? W rzeczywistości nie używa się tych określeń zamiennie. A tym bardziej mnie to denerwowało, bo spłycało ich relację. One nie były tylko przyjaciółkami.
"Wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że ludzie nas oceniają, chociaż nikt głośno nie mówi o tym, co tak naprawdę ocenia. Czasem odnoszę wrażenie, że miłość dwóch kobiet nie istnieje, bo przecież nie może, skoro jesteśmy niewidzialne. Skoro nas nie ma."
"Dlaczego ludzie tak bardzo chcą, żeby wszyscy byli do nich podobni? Żeby robili to samo? Żeby myśleli tak samo?"
"Żyły ze sobą i dla sie- bie, nikomu nie robiąc krzywdy. Dlaczego w takim razie same były krzywdzone?"
"Pomyślała też, że świat byłby o wiele prostszy i bardziej przyjazny, gdyby ludzie tak bardzo nie ulegali własnym lękom przed czymś, czego nie znali."
"Pieprzyć ich wszystkich."
Trzecia i ostatnia, jest Sandra. Rok 2022. Sandra nie chce dzieci, ani teraz, ani nigdy. Jednak boi się do tego przyznać nawet najbliższej przyjaciółce, bo wie, że będzie osądzana za ten wybór. Jej rodzina nalega na dzieci, w szczególności babcia. Sandra okłamuje ich, mówiąc, że jeszcze nie jest gotowa. Jedyną osobą, która w pełni ją rozumie, jest Krzysiek. Na swój ślub dostają od babci kalendarzyk planowania rodziny. Jest XXI wiek, a wiele osób nadal nie potrafi zrozumieć, że ludzie mają różne potrzeby. Bałam się, że ta historia skończy się tym, że Sandra jednak zmieni zdanie i wychowa dziecko. W czasie czytania wpadłam na pomysł, że dobre byłoby oddanie go jej przyjaciółce, która przecież marzy o dziecku. I bardzo, bardzo się cieszę, że tak to się skończyło.
"Rodzina próbowała zachęcić mnie do zmiany przekonań, a kiedy weszłam w dorosłość, robili wszystko, żebym w końcu została matką."
"To nie jest tak, że każda kobieta ma wszczepiony w mózg moduł odpowiadający za potrzebę zostania matką. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?"
"Ale przecież nie można powołać dziecka na świat tylko z lęku przed opinią innych czy też po to, by zadowolić najbliższych, spełnić ich oczekiwania, bo niby wszyscy tak robią."
"Rodzicielstwo nie powinno być przedmiotem rodzinnej debaty. Nie ma jednego właściwego wyboru, a najważniejsze jest to, że ostateczna decyzja nie należy do świata, rodziny ani babci Klary. Tylko do Sandry. Nikogo więcej."
This entire review has been hidden because of spoilers.
Co oznacza dla Was "życie w zgodzie z samą/mym sobą"? 📖 Natasza Socha w swojej najnowszej książce, "Czarne owce. Opowieść o kobietach wiernych sobie", maluje poruszający i zachwycający portret trzech niezwykłych kobiet, które zdecydowały się na odważne kroki w obliczu społecznych oczekiwań i norm. Emilia, Iwona i Sandra to bohaterki, które choć żyją w różnych epokach, łączy je jedno pragnienie – bycia wiernymi sobie. Emilia z XIX-wiecznej Warszawy marzy o idealnym małżeństwie, jednak rzeczywistość brutalnie weryfikuje jej wyobrażenia. W czasach, gdy rozwód był niemal nie do pomyślenia, Emilia staje przed trudnym wyborem, który może zaważyć na jej całym życiu. Iwona z lat siedemdziesiątych XX wieku, ucieka sprzed ołtarza, bo jej serce należy do kobiety. Miłość ta, w trudnych czasach PRL-u, niesie ze sobą wysoką cenę. Iwona musi stawić czoła nie tylko społecznym uprzedzeniom, ale i własnym lękom. Współczesna Sandra również zmaga się z oczekiwaniami rodziny, która nie może zrozumieć, że nie planuje zostać matką. W świecie, gdzie kobiecość często utożsamiana jest z macierzyństwem, Sandra walczy o prawo do decydowania o własnym życiu i szczęściu. Autorka, poprzez wnikliwe studium postaci, ukazuje siłę, determinację i odwagę kobiet, które idą pod prąd, burząc skostniałe zasady i stereotypy. Każda z historii, choć osadzona w innych realiach, jest niezmiernie aktualna i poruszająca. Autorka, wplatając autentyczne wyznania współczesnych kobiet, dodaje książce autentyczności i głębi. "Czarne owce" to nie tylko opowieść o walce z konwenansami, ale przede wszystkim hymn na cześć indywidualności i niezależności. Pani Natasza z tak dla jej pióra charakterystyczną delikatnością, ale i przenikliwością, pokazuje, jak wiele odwagi wymaga bycie sobą w świecie pełnym oczekiwań i ocen. Książka ta zmusza do refleksji, poruszy serca i zainspiruje do przemyślenia własnych wyborów. To lektura obowiązkowa dla absolutnie każdej kobiety, która pragnie zrozumieć swoją wartość i siłę. "Czarne owce" to piękna, prawdziwa i pełna emocji powieść, która zajmie trwałe miejsce w sercu 🩷
Audiobook nr 9 akcja czytaj.pl Książka ta opowiada o kobietach, które postanowiły podjąć trudne decyzje, pozwalające im na podążanie wymarzoną ścieżką, nie zawsze akceptowaną w pełni przez społeczeństwo. I tak w zależności od wieku, w którym dzieje się akcja, poznajmy historie dotyczące rozwodu, związku homoseksualnego i decyzji o nie posiadaniu dzieci. Za plus zdecydowanie uważam w ogóle podjęcie takich tematów. Pozwala nam to spojrzeć na sytuacje ludzi o niekiedy innych poglądach niż nasze własne - nie oznacza to jednak, że ich decyzje są permanentnie złe. Myślę że nadal trzeba promować ten rodzaj tolerancji wśród ludzi - jeśli ktoś podąża ścieżką, która nie jest „normalna”, ale nikogo tym nie krzywdzi, a jedynie dba o własne szczęście to dlaczego mamy mu na to nie pozwalać? Podobał mi się również motyw welonu, który podróżował od jednej bohaterki do kolejnej. Ciekawy zabieg podobnie jak prawdziwe wyznania kobiet na początkach rozdziałów (w trzeciej części książki). Minusów mam również kilka. Po pierwsze nie podoba mi się to, że każda z trzech przedstawionych nam historii urywa się w momencie podjęcia tej „przełomowej decyzji”. Bo zakończenie w takiej chwili nie jest happy endem; nie pokazuje, że te decyzje warto było podjąć. Okej, „kto nie ryzykuje nie pije szampana”, ale tutaj zdecydowanie wolałabym książkę poświęconą tylko jednej historii na przestrzeni wielu lat, ukazującą plusy i minusy danego wyboru, a nie jedynie tę chwilę euforii po jego wykonaniu. Szczególnie tyczy się to opowieści o Sandrze, gdyż była ona tak melodramatyczna i absurdalna na końcu (czego szczerze się obawiałam), że chciałabym zobaczyć, jak potoczy się dalej życie naszej bohaterki. Po drugie - była dość przewidywalna. Przewidziałam z grubsza większość fabuły każdej z historii, pojedyncze rzeczy mnie zaskoczyły. Czy polecam? Średnio. Można zerknąć, ale nie wybija się jakoś ani językowo, ani nie porusza dogłębnie człowieka. Chyba byłaby po prostu lepsza, gdyby były to prawdziwe historie o prawdziwych kobietach, a nie wymyślone jedynie na potrzebę stworzenia książki.
Audiobook nr 9 akcja czytaj.pl Książka ta opowiada o kobietach, które postanowiły podjąć trudne decyzje, pozwalające im na podążanie wymarzoną ścieżką, nie zawsze akceptowaną w pełni przez społeczeństwo. I tak w zależności od wieku, w którym dzieje się akcja, poznajmy historie dotyczące rozwodu, związku homoseksualnego i decyzji o nie posiadaniu dzieci. Za plus zdecydowanie uważam w ogóle podjęcie takich tematów. Pozwala nam to spojrzeć na sytuacje ludzi o niekiedy innych poglądach niż nasze własne - nie oznacza to jednak, że ich decyzje są permanentnie złe. Myślę że nadal trzeba promować ten rodzaj tolerancji wśród ludzi - jeśli ktoś podąża ścieżką, która nie jest „normalna”, ale nikogo tym nie krzywdzi, a jedynie dba o własne szczęście to dlaczego mamy mu na to nie pozwalać? Podobał mi się również motyw welonu, który podróżował od jednej bohaterki do kolejnej. Ciekawy zabieg podobnie jak prawdziwe wyznania kobiet na początkach rozdziałów (w trzeciej części książki). Minusów mam również kilka. Po pierwsze nie podoba mi się to, że każda z trzech przedstawionych nam historii urywa się w momencie podjęcia tej „przełomowej decyzji”. Bo zakończenie w takiej chwili nie jest happy endem; nie pokazuje, że te decyzje warto było podjąć. Okej, „kto nie ryzykuje nie pije szampana”, ale tutaj zdecydowanie wolałabym książkę poświęconą tylko jednej historii na przestrzeni wielu lat, ukazującą plusy i minusy danego wyboru, a nie jedynie tę chwilę euforii po jego wykonaniu. Szczególnie tyczy się to opowieści o Sandrze, gdyż była ona tak melodramatyczna i absurdalna na końcu (czego szczerze się obawiałam), że chciałabym zobaczyć, jak potoczy się dalej życie naszej bohaterki. Po drugie - była dość przewidywalna. Przewidziałam z grubsza większość fabuły każdej z historii, pojedyncze rzeczy mnie zaskoczyły. Czy polecam? Średnio. Można zerknąć, ale nie wybija się jakoś ani językowo, ani nie porusza dogłębnie człowieka. Chyba byłaby po prostu lepsza, gdyby były to prawdziwe historie o prawdziwych kobietach, a nie wymyślone jedynie na potrzebę stworzenia książki.
„Czarne owce” to przepiękna opowieść o kobietach, dla kobiet, napisana przez kobietę. Mam wrażenie, że autorka przelała na karty tej powieści mnóstwo wrażliwości. To pozycja o tym, co dla nas kobiet jest najważniejsze, niektórzy uważają to za pewnik, spełnienie marzeń, inni za przekleństwo. Natasza Socha zwraca uwagę na to, że każda z nas jest inna i ma prawo myśleć inaczej, nie trzymać się schematów czy ram, mimo że są rzeczy które dla większości są naturalne, stają się ich codziennością, to dla innych mogą być czymś przeciwnym. Od dziecka każdej dziewczynce mówi się o macierzyństwie, małżeństwie, byciu „prawdziwą” kobietą. Ale przecież nie wszystkie jesteśmy do tego stworzone, nie wszystkie myślimy tak samo! To opowieść o sile kobiecości, o tym że często jesteśmy tarczą, o odwadze i wytrwałości, o przecieraniu nowych szlaków i wychodzeniu przed szereg. Ogromnie mi się ta powieść podobała. Przedstawienie kobiet na przestrzeni kilku wieków tylko wzbogaca te historie, i sprawia że czyta się ją z jeszcze większym zainteresowaniem. To fascynujące wiedzieć jak się zmieniałyśmy na przestrzeni lat i o co musiałyśmy walczyć. Pisarka przypomina czytelnikom, że każda jednostka ma prawo żyć tak jak uważa za stosowne, że każdy z nas jest inny i posiada inne pragnienia, że wszyscy mają prawo walczyć o to aby być szczęśliwymi, no i oczywiście że wszystko ma dwie strony medalu. To bardzo dojrzała pozycja, wartościowa i zachwycająca. Nie spodziewałam się takiej dobrej lektury.
Trzy kobiety. Trzy historie i trzy problemy. Zgodność w założeniu - wyrwać się utartym schematom, postawić na swoim, zawalczyć o siebie. Być SOBĄ!
Pierwsza część książki w sumie podobała mi się najbardziej chociaż jest trochę naciągana i lekko naiwna. Bo nie oszukujmy się ale rzadko bywa tak że ludzie w potrzebie tak łatwo znajdują pomoc. Chyba że może to jest zaleta dawnych lat bo kiedyś ludzie rzeczywiście byli bardziej pomocni i dobroczynni. Druga część wywoływała u mnie lekki niepokój. Bardzo nie podobała mi się Iwona - to jak się zachowywała, jak kombinowała i kłamała. Niby w imię większego dobra ale mimo to bardzo mnie to denerwowało. Przynajmniej tyle dobrego że zakończenie było naprawdę udane. Trzecia część i ostatnia to już w ogóle dla mnie masakra. Temat "bo każda kobieta musi zostać matką" jest dla mnie bardzo drażliwy i działa mi strasznie na nerwy. Nastawienie niektórych bohaterów powodowało u mnie zgrzyt zębów a wręcz nawet ochotę żeby przestać czytać tą książkę. To co dzieje się po pewnym tragicznym zdarzeniu to już wogóle ręce opadają. Zarówno zachowanie głównej bohaterki jak i osób ją otaczających powodowało u mnie skoki ciśnienia. A zakończenie to już w ogóle beznadziejna. Tak więc jeżeli miałabym oceniać każdą część osobno to pierwsza część dostaje ode mnie trzy gwiazdki a druga i trzecia ledwo po jednej. Myślałam że książka będzie naprawdę super ale kiedy zaczęłam czytać drugą część i później trzecią to naprawdę szczerze się zawiodłam.
Trzy historie. Każda poruszająca na swój własny sposób. Każda wyjątkowa, a łączy jest rozdarty welon. To była piękna przygoda. I choć historie rozgrywają się w różnych czasach to poruszają uniwersalne problemy. Niezależność finansowa, bezpieczeństwo i szacunek w związku. Możliwość realizowania takiej miłości jaką czujemy i niebycie karanym za własne uczucia. Przywilej decydowania o sobie, o swoim ciele, o sowim sposobie przeżywania straty. Relacje między matkami i córkami, babciami i wnuczkami. To wszystko i jeszcze wiele więcej znajdziecie w „Czarnych Owcach”. To może być ważna książka dla wielu młodych kobiet. Pokazuje, że bycie Czarną Owcą jest okay, jeśli tylko działasz w zgodzie ze sobą. W tym wszystkim to Ty jesteś najważniejsza/najważniejszy/najważniejsze. I nigdy nie daj sobie wmówić, że Twoje uczucia się nie liczą. E.A.W.
Hmm nie jestem pewna co do oceny ale ogółem bardzo przyjemna książka, słuchałam w audiobooku z Czytaj pl i bardzo szybko przez nią przebrnęłam
Myślę że książka obracająca się wokół interesujących historii kobiet będących tytułowymi czarnymi owcami połączonych poprzez jeden przedmiot wciąż powracający na plan było świetnym pomysłem na tę książkę i muszę przyznać że się wciągnęłam chociaż wcześniej nie słyszałam o tym tytule i nie podchodziłam też do niego z żadnymi oczekiwaniami Uważam też że autorka zrobiła dobry research i podoba mi się to jak oddała klimat wszystkich czasów w których żyją bohaterki wraz z panującymi w tych okresach obyczajami, miejscami, firmami i językiem
"Czerwiec, rok 1884 Rozwód sprawił, że stałam się czarną owcą w mojej rodzinie."
(...) W tej książce w każdym przypadku to rodzina stanowi dla bohaterek źródło opresji, a pomoc i zrozumienie otrzymują od osób obcych lub przyjaciół, co - czysto statystycznie - jest chyba trochę wypaczoną perspektywą? Zwornikiem tych trzech wątków jest porwany welon, który, mimo sprzedaży obcej osobie, wciąż - o dziwo - pozostaje w rodzinie. Książka - przez swą problematykę i sposób narracji - przeznaczona jest raczej "od kobiet dla kobiet", choć zapewne może być pouczająca i dla męskiego czytelnika.
Jest to moja ostatnia książka przeczytana ( w większości przesluchana) w ramach akcji Czytaj Pl. Podchodziłam do niej jak do większości pozycji jako pewnego rodzaju eksperymentu, ponieważ normalnie raczej bym po nią nie sięgnęła.
"Czarne owce" to opowieść o 3 kobietach z różnych stuleci, które łączy jedna cecha- poszukiwanie siebie i życia w zgodzie ze sobą. Jedna bierze rozwód z mężczyzna "idealnym", druga ucieka sprzed ołtarza a trzecia wbrew planom rodziny nie chce mieć dziecka. Dostajemy sztampowe, przewidywalne historyjki z wątkiem feministycznym. Nic nowego, nic wnoszącego cokolwiek do mojego życia. Książka, która może sobie lecieć w tle i za wiele was nie ominie.