„Był chorobą i lekarstwem w jednym. Trucizną, na którą zdawała się uodpornić, jednak jak się uodpornić na coś, co już dawno ją z*biło?”
„Cassandra” to jedna z tych powieści, po której przeczytaniu, naprawdę trudno zebrać myśli. Ogrom zła i cierpienia, jakie autorka ujęła w swej opowieści, pozostawia po sobie pustkę. Jeśli miałabym opisać ją jednym słowem, byłoby to słowo „ból” – czysty, niezmącony nawet ułamkiem słodyczy, ból.
Powieść „Cassandra” to połączenie thrillera psychologicznego z dramatem. Stanowi obraz chorej i obsesyjnej „miłości”, okazującej się piekłem na ziemi dla niewinnej dziewczyny, która pewnego dnia zostaje porwana, a jej plany i marzenia legną w gruzach. Trafia w ręce kata i oprawcy, któremu przyjemność sprawia łamanie takich dziewcząt jak Cassandra. Potwora, który z lubością patrzy na to, jak powoli stają się bezwolną marionetką. Katarzyna Strawińska z prawdziwością i okrucieństwem ukazuje portret psychologiczny ofiary. Fenomenalnie przedstawia to, jak stopniowo dziewczyna się zatraca, jak staje się skorupą, która jest posłuszna Klausowi, która nie potrafi sama podjąć decyzji, bo jego manipulacje oraz odurzanie narkotykami ją wyniszczają. Obrazy te są naprawdę przerażające i łamiące serce. Podczas czytania zmuszona byłam robić przerwy, by odetchnąć i przemyśleć dotychczasowe wydarzenia. To nie jest lektura, którą po prostu się przeczyta i przejdzie obok niej obojętnie. Jest niezapomniana.
Powieść ta to nie tylko obraz ofiary i jej kata. Autorka zadbała również o przedstawienie rozpaczy rodziców oraz innych bliskich, którym tak nagle wydarto z życia promyk słońca, jakim była Cassie. Zakończenie zdecydowanie szokuje i wzbudza skrajne emocje. Do samego końca miałam nadzieję na inny finał, lecz po dłuższym przemyśleniu stwierdzam, że nie mógł być inny. Zbyt wiele się wydarzyło, a pewne szkody są nieodwracalne.
Nie miałam wcześniej styczności z piórem autorki, a nasze pierwsze spotkanie okazało się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Bije od niego dojrzałość, a lekkość, z jaką włada słowem, sprawia, że pomimo trudnego charakteru utworu, czyta się płynnie. Nawet narracja trzecioosobowa tutaj nie przeszkadza, co więcej odnoszę wrażenie, że ten zabieg o wiele lepiej oddaje uczucia i myśli wielu postaci, jednocześnie nie wprowadzając chaosu do fabuły. Nie miałam problemu z zaangażowaniem się, czy wczuciem w ich położenie. Z pewnością sięgnę po wcześniejsze powieści Katarzyny, bo czuję, że mogę się z nimi polubić.
„Cassandra” to powieść, która pokazuje, że zło nie jest czymś abstrakcyjnym, potrafi przybrać materialną postać i zgotować piekło na ziemi. To historia o tym, jak silna potrafi być władza i jak bardzo odziera z człowieczeństwa. Zaserwowała mi całe spektrum emocji, sprawiła, że ukazane w niej cierpienie odczuwałam całą sobą. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co stworzyła Katarzyna Strawińska, choć wiem, że to nie jest lektura dla wszystkich. Długo zastanawiałam się, czy swoją ocenę powieści ubierać w skalę punktową. Tematykę, jaką podejmuje w niej autorka, ciężko rozpatrywać w kategorii rozrywkowej. Postanowiłam jednak, że kunszt literacki, sposób przedstawienia tematu oraz dopracowanie zdecydowanie na to zasługują.
„Ale takiego jak on zło nie brało w swoje szeregi, bo koniec końców, nawet diabła bawiło to widowisko.”