To nie jest dobra książka.
Rozumiem, że "strumień świadomości", że przebodźcowanie, ale szukanie połączeń między poszczególnymi tematami jest bardzo na siłę. Przejście od dłoni czytelnika przed komputerem do dłoni dyktatora mordującego tymi dłońmi ludzi? Bardzo odległe i dla mnie sztuczne. Może lepiej byłoby przenieść doświadczenie Facebookowego scrolla na fedzie i pisać o totalnie niepołączonych ze sobą informacjach? Ale okej - taka konwencja. Może nie powinienem jej krytykować.
Książka z licznymi truizmami: "horoskopy są głupie", "internetowi coache to współcześni znachorzy". Wiemy to. Od lat. Dlatego wiele tutaj oczywistości - sztampowych, generycznych i mało ciekawych.
Te wszystkie liczby i dane były interesujące do dziesiątej strony. Później odbierałem to już jako usilne kopiuj-wklej z Wikipedii.
Nie używam tego słowa, ale tutaj moim zdaniem pasuje - niektóre wstawki typu "Hell yeah" wydawały mi się boomerskie, sztuczne i wtórne (to, że narrator jest "pierdolonym spokojem, jebanym kwiatem lotosu" widziałem już chociażby u Żulczyka w "Radiu Armageddon").
Nie wiem też, co ta książka miała wywołać w czytelniku. Poczucie beznadziei świata, niechęć do narratora, który jest narzekającym na wszystko młodym dziadersem, czy wyrzuty sumienia, że piszę tę opinię na klawiaturze, kiedy dzieci w Gwinei Subsaharyjsko-Wschodniej muszą pisać palcem na piasku. Nie wiem. Ale na pewno czuję wyrzuty związane z wydaniem całkiem sporej sumy pieniędzy na tę pozycję. Swoją drogą to akurat się udało - utwór był bardzo dobrze wypromowany.