Głównym powodem, przez który chciałam sięgnąć po ten tytuł, był wątek relacji psychologa z jego pacjentką. Byłam również ciekawa, czy polubię się ze stylem pisania autorki, z której twórczością wcześniej nie miałam styczności.
Po przeczytaniu tej historii uważam, że pióro Angeliki jest w porządku, całkiem przyjemne dla oka, aczkolwiek moim zdaniem w książce występuje sporo szczegółowych opisów, które w moim odczuciu są mocno zbędne. Momentami po prostu mnie one nudziły. Odradzałabym również sięgnięcia po tę pozycję osobom, które lubią szybką akcję w książkach, biorąc pod uwagę fakt, że Tristan i Ruby pierwszy raz widzą się na blisko 160 stronie. Wyczekiwanie, aż w końcu dojdzie do jakiejkolwiek interakcji pomiędzy nimi, było odrobinkę męczące, przyznam szczerze.
Generalnie fabuła książki opowiada historię Ruby, dziewczyny, która jest gnębiona w szkole i która ma strasznie zaburzoną psychikę przez swoją matkę, i Tristana, do którego Ruby przyszła na terapię. Ruby nie widzi w sobie nic pozytywnego, ciężko jest jej patrzeć w lustro, boryka się z zaburzeniami odżywiania, w szkole jest gnębiona i zastraszana. Jej problemy z akceptacją siebie zapoczątkowała matka i to już w dzieciństwie. Kobieta nie tylko stosowała na niej przemoc psychiczną, ale również fizyczną, aż w końcu postanowiła zostawić Ruby i jej ojca. Chociaż matka dziewczyny zniknęła, jej głos w głowie Ruby wciąż odzywa się głośno i wyraźnie. Ojciec Ruby w końcu postanawia zapisać córkę do psychologa, który okazuje się tylko 9 lat starszy od niej samej. Tristan jest szanowanym psychologiem, a w swoim fachu jest naprawdę dobry. Pomiędzy nimi jednak rodzi się pewnego rodzaju więź, a Tristan nie potrafi zapomnieć o swojej pacjentce tak łatwo, co może być również skutkiem tego, że Ruby przypomina mu jego siostrę, która również zmagała się z gnębieniem w szkole.
Tak szczerze, nie jestem do końca przekonana co do ich relacji. I nie chodzi mi w tym momencie o to, że Tristan jest psychologiem Ruby. O ile wcześniej długo musiałam czekać na jakąkolwiek interakcję między nimi tak, kiedy już do niej doszło, mam wrażenie, że wszystko pomiędzy nimi zaczęło się dziać zbyt szybko. Tristan widział ją drugi raz w życiu, a już wspominał o jakimś zakochaniu się, zresztą u Ruby wyglądało to podobnie. W moich oczach wyszło to sztucznie i mało „płynnie”. Zastanawiam się również, czy ze strony Ruby faktycznie jest to prawdziwe uczucie, czy może zostało to wywołane konsekwencją tego, że dziewczyna nigdy nie zaznała od nikogo prawdziwego zainteresowania jej osobą i miłości.
Nie jestem też przekonana do tego, a jaki sposób Tristan odnosił się do zaburzeń odżywiania Ruby. Uważam, że był lekko nachalny w tej kwestii. Zrozumiała jest dla mnie jego troska, ale uważam, że metoda małych kroczków dla osoby, która panicznie boi się przytycia, byłaby idealna, a nie grożenie, że jeśli dziewczyna nie zamówi w restauracji czegoś innego niż sałatka, to on sam zadecyduje za nią, co zje. Tak samo zamawianie pełnego kateringu dla dziewczyny, który bez jej wiedzy został dostarczony do jej domu, w moich oczach nie było właściwym posunięciem, ale to tylko moja opinia.
Książka nie była zła, nie bawiłam się przy niej źle. Raczej przeczytam kontynuację, bo jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy tej dwójki. Z postaci pobocznych, bardzo polubiłam Astrid, która, mimo że była w szkole nowa, nie zawahała się stanąć w obronie Ruby. Poza tym zaintrygował mnie wątek jej i jej brata oraz ich prywatnych spraw rodzinnych. Zdarzyło mi się śmiać na głos w trakcie czytania, zwłaszcza na scenach z udziałem wyżej wspomnianego rodzeństwa.
Podsumowując: „Reflection” to książka, która nie zapadnie mi w pamięci na dłużej, ale nie jest to książka z kategorii tych, które mnie mocno rozczarowały, być może dlatego, że nie miałam też nie wiadomo jak wielkich oczekiwań wobec niej.