Długo wyczekiwana biografia jednego z najwybitniejszych twórców teatru XX wieku.
Człowiek mit. Nadwrażliwiec i outsider. Wizjoner cierpiący na chroniczny brak zrozumienia. Geniusz teatru. Ubóstwiany i nienawidzony. Do jakiego stopnia potrafił wyreżyserować własny los?
Beata Guczalska zderza wciąż żywą legendę Konrada Swinarskiego (1929 –1975) z rzeczywistością. Wykopuje nieznane fakty, rozmawia ze świadkami jego życia. Nie boi się drażliwych tematów, zrzuca swojego bohatera z cokołu. Zadaje pytania o jego „niemieckość”, volklistę i Hitlerjugend. Bada powiązania z komunistyczną władzą. Jej śledztwo rzuca także nowe światło na tragiczną śmierć reżysera. Nie buduje pomnika. Unika sensacji. Ocenę zostawia czytającym.
Jestem tak pełna podziwu za ilość informacji, które autorka musiała przyswoić i obrobić, żeby później przedstawić jakąś spójną i sensowną narrację. Szacuneczek Pani Beato, która nigdy tego nie przeczyta. Chyba zaliczę sobie to za 2 albo 3 książki, bo te 700 stron to aż nie godzi się, liczyć jako jedną
Ostatnim aktem biografii Guczalskiej jest opowieść o legendarnej inscenizacji „Dziadów” Mickiewicza z 1973 roku w Starym Teatrze w Krakowie, która, ze względu na swój przełomowy i nowatorski charakter, ale też tragiczną śmierć Swinarskiego w 1975 roku, stała się jego opus vitae. Zaczynam więc od śmierci, bo i czas w roku sprzyja rozważaniom nad sprawami ostatecznymi, a przywołany dramat także do tego inspiruje. Choć biografia Swinarskiego to rzecz bardzo uporządkowana i chronologiczna — i bardzo dobrze. Bo to, co autorce udało się wydłubać z postaci ukrytej i ukrywającej się (pochodzenie, volkslista, orientacja seksualna, choroba), zasługuje na każdą nagrodę. Zresztą Guczalska niedawno odebrała Górnośląską Nagrodę Literacką „Juliusz”. Konrad Swinarski żyje w czasach podłych i podle go życie piętnuje. Wojna, komunizm, niejasne pochodzenie, śmierć najbliższych - doświadcza wiele, jak wielu innych, bo historia XX wieku to nie spacerek po wiosennej łące, przynajmniej nie w Europie Środkowo-Wschodniej. Ale on znajduje sposób na szarość i nudę PRL-u. Kapuściński mawiał przecież, że „przetrwa ten, kto stworzył swój świat”, więc Swinarski tworzy. I to dosłownie. Scenografia to jego konik, ale w reżyserii jest mistrzem. Nie krzyczy na aktorów i aktorki (co wówczas było wyjątkiem, nie regułą), dobiera repertuar według własnych zainteresowań, temu poświęca najwięcej uwagi. Jako dziecko wiecznego niedoboru także chałturzy. Bo jakże można odmówić zarobku?! Wystawia w świecie, w Europie, w Polsce. Jest królem sceny, choć zdarza mu się zbierać cięgi od krytyków i widzów. Żyje pełnią życia, choć hoduje w sobie liczne demony: chorobę psychiczną, nałóg, ukrytą orientację, pracoholizm. Piszą o nim legendy, po śmierci stawiają pomniki.I tu pojawia się Guczalska, która z mozołem ściera patynę i dłutem dokopuje się do wnętrza. „Konrad Swinarski. Biografia ukryta” to jedna z najlepszych biografii, jakie przeczytałam (obok „Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku” Agnieszki Gajewskiej). Jest mistrzowsko rozpisana - z szacunkiem dla bohatera, bez patetyzowania, za to analitycznie, drobniusieńko dziergana, misternie skonstruowana (co za tytaniczna praca archiwalna!), a przy tym wpisana w kontekst czasu i epoki. I choć jej lektura stawiała mi opór, bo przecież to także opowieść o obrazie, scenografii, teatrze - pochłonęłam. Polecam. #BookNerd
tytaniczna praca autorki i jakaś wyjątkowa inteigencja emocjonalna w opisywaniu tak złożonych i kontrowersyjnych nieraz wątków i okoliczności z niezwykłą lekkością i racjonalnością, z żelazną dyscypliną nie pozwala sobie na dywagacje, gdybanie. szczegółowa, pasjonująca i inspirująca biografia