Co by było, gdyby życzenia z listu do Świętego Mikołaja nagle zaczęły się spełniać?
Wkrótce przekona się o tym Pola, trzydziestolatka, która co prawda już dawno przestała wierzyć w bajki o uroczym staruszku z Bieguna Północnego, ale zmuszona przez przyjaciółkę do spisania swoich największych marzeń, nie potrafi jej odmówić. Kiedy jednak w bibliotece, w której pracuje, zjawia się pewien przystojny nieznajomy i chce podarować filii nowiutką, drogą książkę – akurat ten tytuł, który Pola ostatnio przypadkiem potraktowała kawą... Magia świąt zaczyna łomotać do drzwi.
W oprószonym śniegiem Rzeszowie błyszczą choinki, rozbrzmiewają kolędy i otwierają się serca. Ale czy świąteczny romans ma szansę stać się opowieścią na całe życie?
Jak dla mnie za dużo przekleństw. Gdyby faktycznie pasowały do sytuacji, nie miałabym z tym problemu, ale tutaj są wrzucone trochę na siłę, jakby tylko po to, żeby główna bohaterka wydawała się „inna” i wyluzowana. Poza tym było całkiem okej. Tego specyficznego klimatu magii świąt tutaj nie znajdziecie, ale romans w Boże Narodzenie jak najbardziej tak. Ode mnie 3/5.
Lekka świąteczna książka, zabawne teksty i sytuacje. Dobrze bawiłam się czytając te książkę Jednakże raziło mnie zbyt dużo przekleństw( mogło obyć się bez nich bądź w znacznie mniejszej ilości) 🙂
„Nie wierzę w Mikołaja” to zdecydowanie najlepsza powieść świąteczna jaką przeczytałam w tym roku. Oczywiście, to zrozumiałe gdy jest się fanką kociaków, przeciągnęła mnie okładka. Jest absolutnie przeurocza i rozczulająca. To było moje pierwsze spotkanie z panią Katarzyną Bester, zaliczam je do niezwykle udanych. Ja po prostu uwielbiam humor jakim żongluje autorka. Wielokrotnie się uśmiechnęłam, zdarzyło mi się nawet śmiać w głos, a pierwsze zdanie tej książki sprawiło, że poczułam, że to będzie świetna lektura. I tak też się stało. To ciepła i przyjemna historia, która sprawi, że już w listopadzie poczujecie klimat świąt Bożego Narodzenia. Miłość, przyjaźń, intryga i niespodzianka, tajemnice oraz rodzinne relacje- wszystko to i wiele więcej znajdziecie właśnie w tej krótkiej opowieści. No i motyw związany z książkami, czyli o książkach w książce, to co my książkary lubimy najbardziej. Mówię Wam, to absolutny must have dla każdego kto kocha powieści okołoświąteczne. Tę powieść ma się ochotę przytulić, wsadzić pod poduszkę, jest świetna na poprawę humoru, rozświetli Wasz dzień i wywoła refleksje. Bardzo polubiłam bohaterów i uwielbiam historię, nie jest banalna, samo poznanie się głównych bohaterów totalnie oryginalne. Cóż mogę więcej napisać, dajcie się jej ogrzać jak ciepłym kocykiem i nie zapomnijcie zrobić sobie herbaty, gdy będziecie do niej zasiadać, to na pewno będzie dłuższe posiedzenie. Trudno się od niej oderwać!
Pola nie wierzy w Świętego Mikołaja. To w sumie oczywiste, gdyż jest już po trzydziestce. Jednak gdy koleżanka namawia ją by napisała list do tego grubego jegomościa, a potem jakimś magicznym sposobem jej życzenia zaczynają się spełniać z pomocą bardzo przystojnego nieznajomego to Pola już niczego nie jest pewna. A magia świąt się dzieje w zaśnieżonym Rzeszowie…
Czy to kolejna łzawa świąteczna historia? Może trochę, ale przede wszystkim, jak to u autorki bywa, to powieść z jajem. I to takim soczystym i dużym. I ja to uwielbiam! Niewybredne, złośliwe komentarze Poli rozwalały mnie na łopatki. Nie ma przy tym żadnej sztuczności. Przez tę książkę się płynie zaśmiewając się do łez. Pojawienie się dwóch małych, uroczych i psotnych kotków plus relacja jaka łączy siostry nadały tej książce przytulny charakter. Jednak nie samymi ochami i achami człowiek żyje. Tym razem nie podobała mi się za bardzo kreacja Karola. Jak dla mnie był za miękką kluchą. No i ta drama z tą Klarą była troszkę przerysowana i wyolbrzymiona. Ostatnio jestem na to bardzo wyczulona. A wiadomo, że od ulubionej autorki wymaga się więcej. Nie mniej świetnie się przy tej książce bawiłam i polecam wam ją z całego serca.
Dawno tak szybko nie przeczytałam jakiejś książki, od dłuższego czasu męczył mnie zastój. Mam wrażenie, że ta książka szybciutko się go pozbyła. Sama historia była niezwykle klimatyczna a co ważne miała unikalny humor, który bardzo przypadł mi do gustu.
To miał być świąteczny romans...ok jest romans a w tle święta ale ilość przekleństw porażająca. Bohaterowie niby wykształceni na poziomie a mowa jak z rynsztoka .. przekleństwa nie adekwatne do sytuacji, dodane na siłę. Nie wiem co autorka chciała tym zyskać .
Dawno tak szybko nie skończyłam książki, od dłuższego czasu męczył mnie zastój. Odnoszę natomiast wrażenie, że właśnie ta książka szybciutko się go pozbyła. Sama historia była niezwykle klimatyczna, a co równie ważne, miała unikalny humor, który przypadł mi do gustu.