Odważna, przejmująca i piękna opowieść o wyzwoleniu z przemocy
Jest dzieckiem, dziewczyną, kobietą. Córką twórcy, którego nazwisko zna w kraju każdy. O dorastaniu w cieniu przemocowego, uzależnionego od alkoholu ojca i trudnych rodzinnych doświadczeniach mówić nie może.
Jest Niewygodna
Patrycja Volny w autobiograficznej prozie przełamuje tabu nie tylko jako kobieta wychodząca z roli „córki Jacka Kaczmarskiego”. Jej historia to opowieść o poczuciu braku bezpieczeństwa, którego fundamentem powinna być rodzina. O mechanizmach, które powodują, że ukrywamy prawdę o tym, o czym należy mówić głośno. O relacjach z mężczyznami, które nierzadko przynosiły powtórzenie patriarchalnego wzorca znanego z dzieciństwa. O popełnianiu błędów i ich naprawianiu. O próbie bycia sobą w kontekście artystycznej kariery i budowaniu siebie od nowa.
Książka zupełnie inna niż próbują ją przestawiać ultrasi Kaczmarskiego. Nie ma tu sensacyjnych tonów ani przedstawiania ojca jako najgorszą bestię. Obraz jaki kreuje autorka jest złożony a paralele między jej osobistymi relacjami a ojcem nie są ani nachalne ani sztuczne.
Terapia, a nie literatura. Ciekawe fragmenty o Kaczmarskim, wiadomo. Córka zrzuciła ojca z pomnika barda Solidarności, pokazała, że był dobrym artystą, ale człowiekiem marnym, a ojcem beznadziejnym. To jednak może jedna trzecia książki. Reszta to życie autorki, smutne i niezbyt interesujące. Rozumiem, że zaburzenia odżywiania i zaburzenia relacji wzięły się z rodzinnego domu, ale naprawdę zabrakło talentu, żeby mnie tym poruszyć.
Napisana za wcześnie w jej procesie zdrowienia Opowiadała o faktach, brakło mi refleksji, które ich dotyczyły I pomimo, że literacko nie jest za dobrze, absolutnie wierzę w jej historię i rozumiem że potrzebowała to z siebie wyrzucić
Najchętniej dalabym jej takie 3.5. Zgadzam się z czyjaś tutaj sugestią, ze ta ksiazka wydaje sie za wczesnie napisana. Widac, ze przed autorka jeszcze dluga droga do siebie, czego szczerze jej zycze, po tym co przezyla.
„Córka osoby powszechnie kochanej liczyła na to, że i ją pokochają – ot, cała historia”.
Patrycja Volny w swojej autobiografii opowiada o otaczającym ją chaosie zewnętrznym, który doprowadził do tego drugiego chaosu, który znacznie trudniej opanować, bo sieje większe spustoszenie – chaosu wewnętrznego. Autorka nie miała godnych pozazdroszczenia relacji rodzinnych, które stanowiłyby fundamenty jej siły. Od najmłodszych lat doświadczała lęku i samotności. Niesamowicie pogubiona, zapętlona w skomplikowane i niszczące relacje, traumy, alko i dragi. Nabawiła się zaburzeń odżywiania, snu i odruchów autodestrukcyjnych. Bez swojego miejsca, nigdy w pełni u siebie i na swoich zasadach. Ani Australijka, ani Francuzka, ani Niemka, ani Polka. Za to z wszędzie i wiecznie towarzyszącym poczuciem, że jest produktem swojej przeszłości i swoich błędów. Ciężko się to czyta. I znowu najbardziej żal dziecka. Kiedy kilka razy szczerze opowiedziała o swoim życiu, stała się Niewygodna. Złamała tabu mówiąc o tym, jak wyglądał jej świat z perspektywy dziecka, nastolatki i kobiety, która w oczach ojca – wielkiego barda „Solidarności” i wieszcza narodu – była „tłusta, gruba, interesowna”. Wyzwalając się z przemocy i opowiadając o swoich doświadczeniach odzyskuje wolność i stara się budować siebie na nowo. Nie wiem, czy to książka, którą warto polecić, ale myślę, że zawsze warto lepiej poznać osoby, którym stawiamy pomniki.
Niesamowicie poruszająca i pełna trudnych emocji pozycja. Podziwiam autorkę za opowiedzenie swojej historii. Uważam, że poznanie jej może pomóc wielu osobom uwierzyć w swoją przyszłość i zobaczyć, że dane problemy nie są wcale nie do pokonania, pomimo upadków. Poleciłabym ją osobom po przemocowych relacjach, ryzykownym używaniu substancji psychoaktywnych, zaburzeniach odżywiania i wszystkim tym, których spotkała krzywda ze strony rodzica.
Nie spodziewałam się, że książka została wydana w formie zapisków z dzienników. Dzięki temu jeszcze lepiej można wczuć się w przeżycia Patrycji Volny. Ciężko było mi zakończyć czytanie i przeczytałam całość z jedynie dwoma przerwami. Na pewno wrócę do tej lektury w przyszłości.
Pomimo towarzyszącego mi teraz smutku, złości, współczucia i wielu innych emocji czuję, że jest to autobiografia dająca nadzieję. Autorka pokazuje, że rodzice nas nie definiują, jednak często musimy radzić sobie z konsekwencjami ich działań. Nie oznacza to jednak, że byli złymi opiekunami, ale że próbowali sobie radzić i nie potrafili inaczej. Podkreśla, że możemy jednocześnie kochać swoich rodziców i czuć wobec nich inne emocje - obrzydzenie, złość, pretensję, zażenowanie. I że śmierć matki czy ojca nie kończy naszych zmagań w relacji z nimi.
Znałam postać Jacka Kaczmarskiego od tej gorszej strony. Oglądałam Rozmowy w toku z udziałem jego córki. Pomimo to, ujęła mnie ta książka swoją szczerością i nie owijaniem w bawełnę. Patrycja Volny nie tylko szczerze opowiada o swoim ojcu, ale też o sobie. Przyznaje się do błędów, nie próbuję ich usprawiedliwiać Polecam
Nie rozumiem w jaki sposób można oceniać te książkę. W jaki sposób można ocenić autobiografię - próbę pokazania światu swojej perspektywy, doświadczeń, wnętrza; za pomocą kategorii, według których ocenia się fikcję. Moje 5 gwiazdek oznacza: podziękowanie za podzielenie się swoją historią i podziw za odwagę. Zrobiła to w taki sposób, jaki potrafiła i chciała. Życzę autorce bardzo dużo siły.
Dużo było hałasu wokół tej książki, a chyba nie jest aż tak szokująca. Czytało się płynnie, kto wierzy w mit barda raczej nie będzie po tej książce do niego zniechęcony. Sama książka jako przedmiot sztucznie napompowana, zmiana czcionki, marginesy, 230 stron które można by zmieścić na 150(?).
Ekspatka, nie emigrantka. Chyba dlatego, że artystka z artystycznej rodziny. Podróże, piękne kraje, ciekawi ludzie. W tym samym czasie ona zadręcza się, uwięziona we własnym ciele i wizerunku, w porównywaniu się do innych. Pierwszą połowę przeczytałam podekscytowana, chcąc poznać historię relacji z ojcem. I cieszę się, że ten głos usłyszałam i że niosę tą wiedzę. Druga część mnie znużyła. Opis depresji, reprodukowania przemocy i bezradności, zmieściłby się na kilku stronach, abyśmy wszystkie wiedziały o co chodzi. Mimo wszystko dopełnia to obraz krzywdy i pokazuje jej konsekwencje. Dla mnie to nie było odkrywcze, ale dla kogoś z pewnością może być.
Wątek o Kaczmarskim dosyć ciekawy, już wcześniej niektóre rzeczy obiły mi się o uszy, więc wiedziałam czego mniej więcej się spodziewać. Kolejna część książki wydaje się bardziej potrzebna samej autorce, nie czytelnikowi. Irytujące jest to, że historie dotyczą jedynie osób, które skrzywdziły bohaterkę. Skrzywdzona przez ojca, swoich partnerów, wyliczanie kto co jej złego zrobił. Są tak nacechowane, że z góry narzucają postrzeganie bohaterki jako ofiary. No i brak jakichś autorefleksji na temat własnych świadomych, ale nieodpowiedzialnych decyzji.
Bardzo podoba mi się prosta, szczera forma. O niektórych rzeczach właśnie tak należy mówić — prosto i szczerze, bez owijania tego w metafory. Po za tym, że Patrycja mówi o ojcu, mówi też dużo o sobie. O swoich błędach, których nie ukrywa i nie usprawiedliwia, daje czytelny obraz tego, jak traumy pokoleniowe i rodzina wpływa na dziecko, jak to się ciągnie przez kolejne lata. Mocna, ale przede wszystkim potrzebna książka.
3.5/4 Nie wiem jak to ocenić, bo czuję się jakbym oceniała jej życie, wspomnienia, traumę. Współczuję jej tego co przeszła. Widziałam komentarze, że zamiast książki powinna pójść na terapię, skąd pomysł, że nie poszła? Dlaczego ktoś uważa, że wie co ktoś inny "powinien"? Może to część jej terapii? Jestem za młoda albo mnie to ominęło, by pamiętać wielkość jej ojca, więc dla mnie nie zrzuciła go z piedestału, tylko pokazała w jakim domu się wychowywała i jaki miała start w dorosłość. Dla mnie to książka o dziecku ze świata intelektualnych elit, gdzie dzieci się przytrafiały i przeszkadzały w karierze. O ojcu, który był alkoholikiem i pedofilem, a równocześnie wielbionym przez tłumy artystą. O dziewczynie, która próbuje nauczyć się żyć bez odtwarzania schematów z dzieciństwa. Nie wiem skąd tyle awantur o tę książkę. Patrycja rozliczyła się z Kaczmarskim jakiego ona znała i dobrze, że to zrobiła.
to książka bardziej potrzebna autorce, która bez owijania w bawełnę rozlicza się ze swojego życia i z tego, co ją spotkało, niż czytelnikom. apologeci Kaczmarskiego i tak nie uwierzą (co widać aktualnie w mediach), a ludzie, którzy nigdy nie stawiali mu pomników, utwierdzą się w przekonaniu, że mieli rację i była to postać przegrana, okrutna, obrzydliwa i narcystyczna. Volny nie szuka usprawiedliwień, nie ukrywa własnych wad i błędów, jej życie od dzieciństwa było pełne zawirowań, przewrotów i przykrych doświadczeń. książkę przesłuchałam w audiobooku i polecam tę formę, bo pozwala ukryć pewne dłużyzny, redakcyjne braki i niepotrzebne wątki.
Trzy gwiazdki jako moje wsparcie dla mówienia własnym głosem i opowiadania swojej historii. Książkę jednak zdecydowanie bym skróciła lub nawet ograniczyła do pogłębionego wywiadu – nie czułam się docelową czytelniczką szczegółów z życia Patrycji, takich jak łzy męża wirtualnej partnerki ówczesnego rosyjskiego chłopaka autorki (tak, wiem, „To który, k***a, jest synem kogo?”). W czasie lektury nierzadko czułam, że czytam po prostu o nieznajomych i obojętnych mi ludziach, a doświadczenie przemocy, anoreksji, rodzicielstwa lub twórczych poszukiwań samej Patrycji Volny (które były dla mnie interesujące) schodziły na plan dalszy.
Styl dość infantylny, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo miałam wrażenie, że autorką jest de facto Wewnętrzne Dziecko Patrycji Volny. Pierwszy rozdział jest przykry, ale ta dziecięca naiwność z którą został napisany w dziwny sposób jednocześnie ułatwia i utrudnia jego czytanie. Dalsze rozdziały są okropnie bolesne, być może dlatego, że wcale nie opowiadają o samej krzywdzie wyrządzonej córce przez Kaczmarskiego, a raczej o skutkach tej krzywdy, która powinna była skończyć się wraz z jego śmiercią.
Czy ja wiem? Mam chyba po uszy w nosie emocjonalnego ekshibicjonizmu, a tu do tego jest to średnio opowiedziane. I sporo nieciekawych dygresji. Powiedziała swoją prawdę, traumatyczne dzieciństwo, anoreksja i walka o siebie, ale czy aż trzeba aż pisać książkę? Jej ojciec, choćby nie wiem jakim był artystą to dla mnie dno - kopać kota i krzywdzić dzieci? Jednakże poza tym nie poruszyła mnie jakoś specjalnie.
Hmm, książka głośna głównie z powodu obalania pomnika Marka Kaczmarskiego i opisania, jak wyglądało jego prawdziwe życie prywatne. Jak zwykle okazuje się, że sława i uznanie społeczeństwa nie oznacza, że ktoś jest przyzwoitym człowiekiem. Aczkolwiek ten wątek poruszany jest może przez połowę książki. Reszta to zwierzenia autorki o jej własnych błędach, przygodach z narkotykami i seksem- czy to potrzebne? Według mnie nie.
Indeed, hard to give a rating to someone’s personal history. The book is quite „easy” to read and quick, which is not my preferred form. In my opinion, the writing lacked long term reflection about the psychological aspect of what the author experienced. I would have been more interested to read further into the thoughts and feelings of the later part of her story. And perhaps that would have been more interesting than an oversharing of events. As many have underlined, it was a book too soon.
Nie jestem fanką Jacka Kaczmarskiego, więc może nie jest to książka dla mnie, ale nie mogę uciec od wrażenia, że jest to książka terapeutyczna dla autorki i nie wnosi sobą nic co na dłużej zostanie mi w głowie. Ojcowie i matki czasem na to miano nie starają się zasłużyć. Tyle. Jakoś nie widzę powodu do polecania Wam tej książki, choć nie ujmuję doświadczeniom autorki
Szczery, przejmujący i tragiczny pamiętnik. Autorka opowiada o trudnym dzieciństwie, które na zawsze ukształtowało jej życie i nadało ton dalszym wydarzeniom – pełnym bólu i zagubienia. Niestety, narracja jest dość chaotyczna, często przeskakuje między różnymi tematami, z których niektóre wydają się mało istotne.
Po prostu poczułam, że muszę to wreszcie przeczytać i w porządku, choć mniej więcej wiedziałam, co tu będzie i jak. Próbuję nie oceniać (dorosłych wyborów autorki) i rozumieć. Jest tu pewna wrażliwość, która do mnie przemawia, a co cenniejsze też doza autorefleksji, nie tylko meandrowanie wokół traumy.