Romans z motywem slow burn w świecie zawodowego hokeja!
Mason Crawford jest przekonany, że po ostatnim, ciężkim sezonie, w którym jego drużyna odpadła z walki o Puchar Stanleya, nic gorszego nie może się wydarzyć. Temu nieokiełznanemu dwudziestodziewięciolatkowi porażka nigdy nie przychodziła łatwo. Mason nie spodziewa się jednak, że wraz z innymi zawodnikami zostanie poinformowany o nagłej zmianie trenera. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że nowym trenerem drużyny zostaje mężczyzna, którego córkę Mason doskonale pamięta. W końcu nieczęsto zdarza mu się wylewać kawę na piękną dziewczynę unikającą jego wzroku.
Avery Swanson nigdy nie lubiła wyróżniać się z tłumu, ale nie jest to takie proste, jeśli za ojca ma się jednego z najlepszych trenerów hokeja w kraju. Avery woli spędzać czas w swoim pokoju, na uczelni lub w kawiarni, w której pracuje. Gdy pojawia się na arenie podczas spotkania ojca z drużyną, którą ten ma trenować, zauważa wśród zawodników pewnego mężczyznę. I nie może o nim zapomnieć, mimo że powinna.
Mason nie zamierza pozwolić Avery po raz kolejny tak łatwo uciec.
Hokeiści mają przecież walkę we krwi, prawda?
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Ostatnio dość często sięgam po książki z motywem hokeju. Obudziła się we mnie miłość to hokeistów, nie oceniajcie, ja sama nie wiem, kiedy się to wydarzyło hahahah
W każdym razie, podeszłam do tej powieści z ogromnymi oczekiwaniami, ale również z pozytywnym nastawieniem…i wyszło jak wyszło.
Początek historii zapowiadał dość spokojny, klasyczny romans z motywami samotnej matki, czy przyjaciół z młodzieńczych lat. Faktycznie tak było, jednak całość dosyć mnie wynudziła. Z każdym kolejnym rozdziałem traciłam swój entuzjam, który miałam, kiedy zaczynałam swoją przygodę z tą historią.
Przez większość powieści, nie czułam, że jej fabuła zmierza do czegokolwiek, przez co nie umiałam wkręcić się w jej akcje. Różne wydarzenia, które miały miejsce na przestrzeni tych 400 stron, do niczego nie prowadziły i ani trochę, nie posuwały fabuły do przodu.
Dużym plusem tej książki są bohaterowie, którzy zostali naprawdę dobrze wykreowani. Lubię w powieściach mężczyzn pokroju Masona. Jest on chodzącą zieloną flagą- opiekuńczy, wspierający i wyrozumiały. Avery z kolei, jest naprawdę silną kobietą, która musiała dorosnąć zbyt wcześnie, co również zostało dobrze ukazane w tej historii.
Dodatkowo uważam, że temat hokeju i samej pasji bohatera, do tego sportu, został naprawdę przemyślany. Widać, że nie był to tylko na siłę wepchnięty motyw, ale potrzebny aspekt dla zrozumienia całej historii.
Nic więcej, nie jestem w stanie powiedzieć, na temat tej książki. Może jest to kwestia tego, że ostatnio coraz rzadziej czuję satysfakcję, kiedy czytam romanse, a może spowodowane jest to samym stylem pisania autorki, ale ta historia w ogóle nie przypadła mi do gustu i na pewno nie zostanie w mojej pamięci na długo.
O czym tak właściwie była ta książka? Ja mam wrażenie że o niczym. Zapowiadało się super - lekki, sportowy romans z motywem hokeja w tle. Pierwsze 150 stron przeczytałam bardzo szybko, niemalże na jednym wdechu. Jednak potem wszystko się popsuło. W połowie książki dostaliśmy przeskok czasowy. (o ile się nie mylę 3 miesiące później) Wytłumaczę dokładniej: bohaterowie zaczęli się ze sobą ponowienie spotykać, chemia między nimi zaczęła być wyczuwalna i nagle… 3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ. Powiedzcie mi, jak ja mam się w ciągnąć w akcje, kiedy autorka pominęła najlepszy moment w książce? Ten w którym cała miłość bohaterów się pojawia i rozwija? Ostatnie 100 stron to była męczarnia. Męczyłam je przez pięć dni, odliczałam tylko strony do końca. Książki zdecydowanie nie polecam, ale dostała ode mnie drugą gwiazdkę za to, że na początku była jako tako ciekawa.
𝐭𝐲𝐭𝐮ł: Coffee on Ice 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫: Lori Rave 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐤𝐚: ♾️/5 ⭐️
| współpraca reklamowa |
Z całego serca chciałabym podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji i Lori za możliwość poznania historii, która zawładnęła całym moim sercem 🥺💙.
,,Coffee on ice’’ miałam okazję czytać od początku publikowania na wattpadzie. Wiedziałam, że ta książka będzie dobra ale nie sądziłam, że aż tak mocno wyryje mi się w sercu i nie będę potrafiła o niej zapomnieć. Ta historia dużo mi pokazała i wiele się z niej nauczyłam.
A teraz chcę wam przedstawić pewną Łyżwiareczkę i jej hokeistę. Avery Swanson to dziewczyna, która w swoim życiu przeszła dużo. Ogromnie ją podziwiam, bo po tym co ją spotkało odnalazła siłę aby zawalczyć. Avery jest cudowną mamą i robi wszystko aby zapewnić swojemu synkowi godne życie. Lecz w tym wszystkim nie jest sama, bo zawsze może liczyć na pomoc swojej rodziny, przyjaciół i od pewnego czasu na pewnego hokeistę. Mason Crawford to jest dosłownie definicja ideału mężczyzny. Totalny green flag, takiego mężczyznę naprawdę chciałabym spotkać w prawdziwym życiu. Mason też niestety w życiu łatwo nie miał. W dzieciństwie musiał zmierzyć się z potworem ale on też nigdy nie był sam i zawsze mógł liczyć na pomoc rodziny, która go bezwarunkowo kochała. Hokej zawsze był u niego na pierwszym miejscu ale gdy na jego drodze pojawi się pewna blondynka z cudownym chłopcem jego serce zabije dla nich mocniej i od tamtej chwili będzie w stanie zrobić dla nich wszystko.
A cała ta historia zaczęła się od niespodziewanego spotkania i rozlanej kawy.
Nie potrafię wyrazić słowami mojej miłości do tej dwójki. Ja mogłabym godzinami rozmawiać o tej książce i nigdy nie miałabym dość. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ja płakałam ze szczęścia gdy dowiedziałam się, że ,,Coffee on ice” zostanie wydane. Dalej nie potrafię uwierzyć, że trzymam w swoich rękach historię, która stała się dla mnie bezpieczną przystanią, do której mogę wracać gdy poczuje się źle.
Avery i Mason to bohaterowie, którzy znali się już wcześniej lecz pewne wydarzenie spowodowało, że ich kontakt się urwał. Ale gdy teraz oboje są już dorośli los ponownie stawia ich na swojej drodze. Lecz niestety jedno z nich nie jest same. Avery ma małego synka, którego za wszelką cenę będzie chronić i nie pozwoli aby ktoś go skrzywdził. A Masonowi to wcale nie przeszkadza i będzie się starał zapracować na zaufanie Avery.
Patrick jest moim totalnym ulubieńcem. Kocham tego dzieciaka. On samym swoim pojawieniem się potrafi wywołać uśmiech na twarzy. Ten chłopczyk zasługuje na wszystko co najlepsze i cieszę się, że ma tak cudowną rodzinę, która wskoczyłaby za nim w ogień. A jego pasja do hokeja to coś cudownego. Moje serce puchło z miłości, gdy czytałam sceny z nim i Masonem. Ten chłopczyk bezapelacyjnie skradł serce naszemu hokeiście.
Muszę wam jeszcze wspomnieć o dwóch cudownych relacjach. Avery i Cassie ich przyjaźń to coś pięknego. Te dziewczyny bez siebie by nie istniały. Każda jedną motywuje do działania i zawsze jest gdy któraś kogoś potrzebuje. Cieszę się, że Avery w życiu miała taką Cassie, która zawsze gdy było trzeba dawała jej kopa do działania.
Mason i Wayne, ta dwójka hokeistów to dla mnie za dużo. Znają się od małego i razem dzielą miłość do hokeja. Tam gdzie jeden tam i drugi. I powiem wam, że tej dwójce w głowie zawróciły pewne dziewczyny z którymi to łatwo mieć nie będą. A szczególnie współczuję Wayne’owi, bo Cassie to nie raz da mu popalić.
Kochani tutaj się z wami już pożegnam. I powiem wam, że myślałam, że łatwo będzie mi szło napisanie tej recenzji lecz niestety tak nie było. Ja po prostu nie potrafiłam znaleźć słów aby móc wyrazić miłość jaką darzę te książkę. Ale mam nadzieję, że finalnie mi wyszło i zachęcę kogoś po sięgnięcie po tą historię, bo naprawdę warto 💙.
I jeszcze na koniec kilka słów do ciebie Lori. Ty wiesz, że ja jestem z ciebie przeogromnie dumna i ogromnie się cieszę, że mogę trzymać w łapkach twoją cudowną historię. Sięgaj gwiazd kochana i proszę nigdy się nie poddawaj 🥹❤️🩹. 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
Cześć #HelloBookstagram! Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną recenzją.
Q&A: Czy Waszym zdaniem jeśli się czegoś pragnie, w odpowiednim czasie, można to osiągnąć?
Tytuł: Coffee on Ice Autor: Lori Rave Wydawnictwo: Editio Red Ocena: ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/5⭐️
[współpraca reklamowa z @editio.red]
Opis od wydawcy: Romans z motywem slow burn w świecie zawodowego hokeja!
Mason Crawford jest przekonany, że po ostatnim, ciężkim sezonie, w którym jego drużyna odpadła z walki o Puchar Stanleya, nic gorszego nie może się wydarzyć. Temu nieokiełznanemu dwudziestodziewięciolatkowi porażka nigdy nie przychodziła łatwo. Mason nie spodziewa się jednak, że wraz z innymi zawodnikami zostanie poinformowany o nagłej zmianie trenera. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że nowym trenerem drużyny zostaje mężczyzna, którego córkę Mason doskonale pamięta. W końcu nieczęsto zdarza mu się wylewać kawę na piękną dziewczynę unikającą jego wzroku.
Avery Swanson nigdy nie lubiła wyróżniać się z tłumu, ale nie jest to takie proste, jeśli za ojca ma się jednego z najlepszych trenerów hokeja w kraju. Avery woli spędzać czas w swoim pokoju, na uczelni lub w kawiarni, w której pracuje. Gdy pojawia się na arenie podczas spotkania ojca z drużyną, którą ten ma trenować, zauważa wśród zawodników pewnego mężczyznę. I nie może o nim zapomnieć, mimo że powinna.
Mason nie zamierza pozwolić Avery po raz kolejny tak łatwo uciec.
Hokeiści mają przecież walkę we krwi, prawda?
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Cytat: „— Ja jestem statkiem, a ty jesteś jego kapitanem — […] — Jestem twój”
Recenzja: ☕️ „Coffee on Ice” to moja pierwsza książka od Lori Rave do której piszę recenzję, a także pierwsza, którą czytam spod jej pióra. Historię miałam okazję poznać, gdy była jeszcze publikowana na Wattpadzie. To właśnie tam zakochałam się w niej już od pierwszych rozdziałów. Nie widziałam innej możliwości niż sięgnięcie po nią ponownie w papierze. W tej książce poznajemy mężczyznę, który jest przekonany, że po ostatnim, ciężkim sezonie, w którym jego drużyna odpadła z walki o puchar, nic gorszego nie może się wydarzyć. Sądzi tak, gdyż porażka nigdy nie przychodziła temu facetowi łatwo. Hokeista nie spodziewa się jednak, że zostanie poinformowany o pewnym znaczącym fakcie — o nagłej zmianie trenera. Sprawę komplikuje to, że nowym trenerem drużyny zostaje mężczyzna, którego córkę zawodnik doskonale pamięta. W końcu nieczęsto zdarza mu się wylewać kawę na piękną dziewczynę unikającą jego wzroku. Jednak ona nigdy nie lubiła wyróżniać się z tłumu. Ale nie jest to takie proste, jeśli za ojca ma się jednego z najlepszych trenerów hokeja w kraju. Kobieta woli spędzać czas w swoim pokoju, na uczelni czy w kawiarni, w której pracuje. Ale gdy pojawia się na arenie podczas spotkania ojca, zauważa wśród zawodników pewnego mężczyznę. I nie może o nim zapomnieć, mimo że powinna. Co z tego wyniknie? Czy to prawda, ze hokeiści walkę mają we krwi?
☕️ Mason Crawford — główny bohater — to dwudziestodziewięcioletni hokeista, który jest przekonany, że po ostatnim, ciężkim sezoniem, nic gorszego nie może się wydarzyć. Sądzi tak, ponieważ jego drużyna odpadła z walki o Puchar Stanleya. Temu nieokiełznanemu zawodnikowi porażka nigdy nie przychodził łatwo. Mason nie spodziewa się jednak, że wraz z innymi zawodnikami zostanie poinformowany o pewnym istotnym wydarzeniu. Mowa tutaj o nagłej zmienię trenera. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że nowym trenerem drużyny zostaje mężczyzna, którego córkę Mason doskonale pamięta. W końcu nieczęsto zdarza mu się wylewać kawę na piękną dziewczyn unikającą jego wzroku. Avery Swanson — bo to o niej mowa — nigdy nie lubiła wyróżniać się z tłumu. Ale nie jest to takie proste. Zwłaszcza jeśli za ojca ma się jednego z najlepszych trenerów hokeja w kraju. Mimo to, kobieta woli spędzać czas w swoim pokoju, na uczelni lub w kawiarni, w której pracuje. Jednak, gdy pojawia się na arenie podczas spotkania ojca z drużyna, którą ten ma trenować, zauważa wśród zawodników pewnego mężczyznę. I nie może o nim zapomnieć, mimo że powinna. Tym razem Mason nie zamierza pozwolić Avery po raz kolejny tak łatwo uciec. Bo przecież hokeiści mają przecież walkę we krwi, prawda? Zatem co wyniknie z tego spotkania? Czy mężczyźnie uda się zatrzymać kobietę? I czy nowy trener spełni marzenie drużyny o Pucharze Stanleya?
☕️ Książka jest pełna cudownych tekstów, deklaracji oraz wyznań. Znajdziemy tutaj również trochę humoru, bolesnych wspomnień, ale i wspaniałe przesłanie. Cała historia jest opisana w przyjemny sposób, mimo trudnych tematów, które pojawiają się w niej. Dlatego przed rozpoczęciem warto zajrzeć na stronę gdzie wszystko zostało wyjaśnione, aby zadbać o swój komfort podczas czytania. Wspaniali bohaterowie, wątek sportu i pewien mały słodziak — to wszystko sprawiło, że przez książkę się płynie i wręcz pochłania kolejne rozdziały. A to wszystko po to aby dowiedzieć się co wydarzy się dalej oraz na jaki kolejny genialny pomysł wpadnie Crawford. Pojawia się tutaj również wiele postaci, które bardzo polubiłam. Oczywiście z drobnymi wyjątkami! Jednak z całej ekipy, dwie z nich szczególnie podbiły moje serce — w dodatku obaj są hokeistami. Jednym z nich jest Mason, a drugi — pozostanie moją słodką tajemnicą. Ale myślę, że jak tylko go poznacie, to będziecie wiedzieć kogo mam na myśli. Mason Crawford kupił mnie swoim zachowaniem, drobnymi gestami i słowami, które kierował w stronę Avery. Uwielbiam go także, za to urocze przezwisko, które nadał dziewczynie. Również za to, jak ją traktował oraz za to, że pozwolił aby to ona nadała tempa ich relacji. Bardzo się cieszę, że Av ma takiego mężczyznę w swoim życiu.
☕️ Avery i Mason to dwie zranione przez życie osoby. Oboje w przeszłości zostali skrzywdzeni — teraz starają się żyć z dala od przykrych wspomnień i pragną zaznać szczęścia oraz zapomnieć o wszystkim co złe. Udaje im się to, gdy tylko się odnajdują. Dowodzą także, że po burzy zawsze wychodzi słońce — tylko czasami trzeba na nie dłużej poczekać. Świetnie się bawiłam podczas czytania, ponieważ uwielbiam romanse ze sportem w tle. A już w szczególności gdy on jest zawodowym hokeistą w jednej z drużyn NHL. Mason jest również cudownym człowiekiem, ponieważ zawsze dbał o Avery i chciał aby dobrze czuła się w jego towarzystwie. Uwielbiam też morał, który płynie z tej książki. Jaki on jest? Tego musicie dowiedzieć się sami.
☕️ Końcowe rozdziały to mieszanka różnych emocji. Trochę się tam działo — poznanie wszystkich sekretów, spełnienie marzeń i ostateczne zderzenie się z przeszłością. Czytając je, czułam dużo różnych emocji. Od tych pozytywnych, po te mniej przyjemne. Ogromnie cieszyłam się, że Avery w tych trudnych chwilach miała przy sobie swoich najbliższych. Były też te rozdziały, które trudno się czytało. Ale myślę, że były one potrzebne. Bo w końcu życie nie składa się tylko z tych dobrych wspomnień. Jednak czy ich zakończenie jest szczęśliwe? Aby się tego dowiedzieć, zachęcam Was do przeczytania „Coffee on Ice” od Lori Rave.
2,5/5⭐️ Ojejku, jak ja męczyłam się z tą książką… Miałam co do niej spore oczekiwania, a stała się dla mnie ogromnym zawodem. Chyba największym minusem jest styl pisania autorki, który totalnie mi nie przypadł do gustu. Podczas czytania odczuwałam równe 0 emocji. Jeśli chodzi o bohaterów Mason był fajnym bohaterem, a co do Avery mam bardzo mieszane odczucia, bo bardzo jej współczułam tego, co przeżyła, ale momentami okropnie mnie irytowała i była nijaka. Nie wiedziałam, że będzie tu wątek samotnej matki, którego nie lubię (chociaż to trochę moja wina, że się nie doinformowałam). Z plusów to polubiłam postać Waynea i Cassie. Doceniam też, że zostały poruszone trudne, ale ważne tematy oraz że faktycznie sporo było tutaj hokeja. Niestety ogromnie się zawiodłam i nie sięgnę po kolejne tomy.
Coffee to słodko-gorzki romans, z przewagą słodyczy. Niech jednak nie zwiedzie Was lekka atmosfera – książka może początkowo wydawać się skierowana do młodszych czytelników, opisy niektórych zdarzeń i sytuacji są zdecydowanie niekomfortowe. Przygotujcie się także na solidną dawkę wiedzy o hokeju – autorka zadbała o to, by nawet osoby kompletnie niezaznajomione z tym sportem mogły bez problemu zrozumieć opisy meczów i treningów.
Motyw samotnego rodzica nie należy do moich ulubionych, ale to już druga książka, w której się na nim nie zawiodłam. Patrick, syn Avery, jest zdecydowanie jednym z atutów tej historii.
Avery była łyżwiarką figurową – do czasu, aż jej życie nie wywróciło się o 180 stopni. Decyzja, którą wówczas podjęła, zakończyła jej karierę. Mason natomiast jest kapitanem drużyny hokejowej. Jego największym marzeniem jest zdobycie Pucharu Stanleya – pragnienie to jest tym bardziej istotne, że ma dla niego ogromne znaczenie sentymentalne.
Oboje znali się jeszcze jako nastolatkowie, jednak życiowe zawirowania Avery i złe decyzje Masona rozdzieliły ich na wiele lat. Aż do momentu, gdy wpadają na siebie w kawiarni, a Mason przypadkowo oblewa ją kawą! Spotkanie po latach pozwala im spojrzeć na siebie w zupełnie inny sposób niż dawniej, gdy łączyła ich jedynie platoniczna przyjaźń.
Każde z nich dźwiga na barkach bagaż trudnych doświadczeń z przeszłości, które mocno ich ukształtowały.
Mason to chodząca „zielona flaga” – jest wspaniałym i troskliwym mężczyzną. Bierze odpowiedzialność za swoje czyny, stawia czoła wyzwaniom, jest cierpliwy i szlachetny. Naprawdę, nie szukajcie w nim wad, bo ich po prostu nie znajdziecie!
Patrick to prawdziwa gwiazda tej książki. Ten dzieciak skradł moje serce!
Podsumowując, postacie zostały świetnie wykreowane, szczególnie jeśli chodzi o ich przemianę psychologiczną. Doceniłam to zwłaszcza po zakończeniu lektury i spojrzeniu wstecz na progres, jaki poczyniła główna bohaterka. W uniwersum Cup of Coffee mają pojawić się historie bohaterów wspomnianych w Coffee on Ice, więc możemy liczyć na lepsze poznanie tych postaci, które odgrywały role drugoplanowe.
Dla kogo jest ta książka? Dla każdego fana hokeju. Dla osób, które chcą oderwać się od romansów przepełnionych spicy scenami, a zamiast tego przeczytać slow burn i poznać bohaterów z krwi i kości – polanych lekkim lukrem. Bo choć historia ma swoją gorzką stronę, to jest cudownie słodka. Oczywiście, książka nie jest idealna - zawiera kilka głupotek, które mogą nie przypaść do gustu każdemu. Ale, jak to bywa z gustami, najlepiej przekonać się samemu. Dla mnie była to miła odmiana po smutnych książkach, jakie czytałam w grudniu. Dodam też, że jest to dopiero druga książka o hokeju, jaką przeczytałam, a muszę przyznać, że wypadła o wiele lepiej niż pierwsza, po którą sięgnęłam.
Pamiętacie, jak narzekałam na postać Blake’a z Red Shirt? Otóż Avery jest w podobnym wieku i komuś mogłoby się wydawać, że jej zachowanie bywa dziecinne. Ale pamiętajmy – to zupełnie inne historie i inne osobowości. Avery nigdy nie miała okazji randkować, nie znała uczucia motyli w brzuchu ani pierwszych pocałunków. Dlatego jej myśli i reakcje mogą wydawać się infantylne. Początkowo sama tak o niej pomyślałam, ale gdy spojrzymy na jej przeszłość, jej zachowanie staje się zrozumiałe. Dzięki temu jej kreacja jako postaci jest jeszcze bardziej wiarygodna i spójna.
Widziałam, że bardzo dużo osób cieszyło się na wydanie tej książki. Widząc ekscytację innych i fragmenty książki, które gdzieś tam przez social media się przewijały, sama nie mogłam się doczekać, aż poznam tę historię. Jestem dużą fanką hokejówek i chociaż nie miałam wobec tej książki wygórowanych oczekiwań, tak nie sądziłam, że ta książka nie przyniesie mi frajdy z czytania w choć minimalnym stopniu. Niestety jestem nią zawiedziona :(
Plusem na pewno są informacje o hokeju, które znajdują się jeszcze przed pierwszym rozdziałem. Są tam opisane podstawowe informacje o hokeju, jak wygląda struktura sezonu NHL i terminologia, którą możemy spotkać w tym sporcie. Dzięki temu osoba, która nie zna się na tej dyscyplinie, może łatwiej się odnaleźć w historii bohaterów. Na tym tak właściwie kończą się plusy książki…
Przede wszystkim katorgą jest czcionka w książce. Literki są małe, tekstu na jedną stronę jest sporo i nie ułatwia to czytania, ale pomijając to, styl pisania autorki również nie przypadł mi do gustu.
Co zauważyłam dość szybko, to częste powtarzanie jakichś informacji. Uważam, że wystarczy wspomnieć o czymś 2/3 razy, aby czytelnik to zapamiętał, zamiast nagminnie co kilka stron o czymś przypominać. Tak samo wiele opisów było zwyczajnie niepotrzebnych, co tylko potęgowało moją niechęć do kontynuowania tej książki, bo uwierzcie mi, jak kocham długie opisy, tak tu były one uciążliwe.
Kolejny problem polega na tym, że dość długo musimy czekać na pierwszą pożądną rozmowę bohaterów, a zaś kiedy Mason i Avery odzyskują kontakt, to ich relacja bardzo szybko zbacza na romantyczną ścieżkę, chociaż nie mieli ze sobą kontaktu od 6 lat, a w przeszłości ich znajomość opierała się wyłącznie na relacji przyjacielskiej. Nie wiem, nie kupuję tego jakoś.
Nie potrafiłam złapać żadnej nici porozumienia z jakimkolwiek bohaterem. Postacią, która od czasu do czasu wywoływała uśmiech na mojej twarzy, był Wayne - najlepszy przyjaciel głównego bohatera - ale to tyle tak właściwie. Nikt w tej książce jakoś szczególnie mnie nie urzekł ani nie zainteresował.
Ta książka w mojej opinii jest po prostu nudna. Zmuszałam się do jej czytania i chociaż nie mam w zwyczaju robienia DNFów, bo zawsze wolę mimo wszystko przeczytać daną książkę do końca, tak tu po prostu postanowiłam odpuścić.
Zatrzymałam się w momencie, w którym nagle w książce pojawił się trzymiesięczny przeskok czasowy (257 strona). Generalnie nie byłoby to nic złego, taki zabieg ma miejsce w wielu powieściach, aczkolwiek nie w sytuacji, w której bohaterowie byli dopiero na dwóch randkach i ich relacja dopiero tak naprawdę zaczynała się tworzyć, jak miało to miejsce w Coffee on ice.
Dialogi bohaterów również tu nie powalają. W mojej opinii są płytkie, pozbawione jakichkolwiek emocji i sztywne. Nie czytało się tego dobrze, a sama historia jest dość przewidywalna, więc nie było tu żadnego elementu zaskoczenia.
Nie będę o tej książce myśleć z uśmiechem na ustach i osobiście jej nie polecam, jednak pamiętajcie, że gusta czytelnicze są różne i może wam akurat ta książka się spodoba.
⋆˙⟡ — „Opłakiwałam tę starą Avery, chcącą się odrodzić Bo nie tylko feniks odradza się z popiołów. Człowiek, który stał się cieniem, też pragnie odżyć nawet jeśli wcześniej tylko wegetował..”
𝐀𝐯𝐞𝐫𝐲 to dwudziestoletnia studentka, a także samotna mama czteroletniego Patricka. Przed zajściem w ciąże była łyżwiarką figurową. Wydarzenia, który ją spotkały były okrutne..
𝐌𝐚𝐬𝐨𝐧 to dwudziestodziewięcioletni mężczyzna, będący kapitanem drużyny hokejowej.
Bohaterowie znają się z przeszłości, byli dla siebie bardzo bliscy ponieważ dzielącego ich wieku. Byli jak prawdziwi przyjaciele, a nawet rodzeństwo. Niestety przez jeden błąd stracili swoją relację.
W drużynie hokeistów nagle zachodzi wielka zmiana, ponieważ zmienia im się trener, a nim jest ojciec Avery. Mason ponownie ma nadzieję na wygranie Pucharu Stanleya, a w dodatku mężczyzna pamięta co obiecał mu przed laty.
Bohaterowie niespodziewanie się spotykają, gdy Mason oblewa ją kawą, lecz nie zdaje sobie sprawy z tego, że to właśnie ona, w końcu minęło wiele lat. Drugie ich przypadkowe spotkanie odbywa się po meczu, gdy kobieta ma zamiar odebrać swojego synka z meczu ( Patrick jest największym fanem hokeja, swojego dziadka, a także Masona!!! ). Wtedy mężczyzna nie tylko odkrywa, że to córka jego trenera, ale także, że Patrick to jej syn, a nie jej siostry..
Cóż.. myślałam, że to znowu będzie książka taka jak wszystkie. Powtarzająca się fabuła, motywy, ale CoI to coś kompletnie innego! Mason jest totalną green flag! A do tego to z jakim podejściem podchodzi do synka Avery.. to coś pięknego! 💓
Mężczyźni w tej książce pokazują jak powinno traktować się kobiety oraz, z jakim szacunkiem je traktują. Nawet nie wiecie jakie to urocze! Aww.. ♡︎ Czytając Coffee on Ice myślałam, że się rozpłynę, przysięgam, że każda z nas chciałaby mieć u boku takiego Masona lub Wayne’a!
Jest to pierwsza książka, w której postać głównej bohaterki podoba mi się bardziej od głównego bohatera. Po prostu się w niej zakochałam! Bardzo podobał mi się temat terapii u psychologa pokazany w historii, to jak Avery się jej nie wstydziła i dzielnie na nią chodziła. Bohaterka cały czas w sobie odnajdywała coraz to większą siłę, ona tak samo jak Mason pomimo tego, że została skrzywdzona - dalej była dobra, nie przeszła na drugą stronę torów, nie poddała się.
Relacja bohaterów toczy się w wolnym tempie, a dzięki temu bardzo przyjemnie się czyta każdy rozdział i nie ma szansy na pogubienie się! Występuje tutaj wiele fragmentów hokejowych i z Masonem i z Patrickiem przez co w książce nie ma nudy! A ich duo..? Musicie je koniecznie poznać, im więcej do kochania tym lepiej! W fragmentach z hokejem nie liczcie na jedynie te pozytywne fragmenty bo zapewniam, że się zawiedziecie, są pokazane w tym tytule również te negatywne fragmenty, które autorka bardzo dobrze przedstawiła.
Pomimo tego, że age gap, czy motyw samotnego rodzica nie należą do tych, za którymi przepadam to w tym tytule dla nich przepadłam! Zostały tak pięknie przedstawione, sam syn Avery - Patrick to największy słodziak o jakim mogłam czytać!
Jeśli lubicie hokeja, jesteście wielkimi romansiarami to zapraszam do przeczytania „Coffee on Ice” ja przepadłam dla tej historii i mam nadzieję, że wy także przepadniecie! 🩵⛸️
„Coffee on Ice” autorstwa Lori Rave to romans z motywem slow burn osadzony w świecie zawodowego hokeja. Głównymi bohaterami są Mason Crawford, 29-letni hokeista, oraz Avery Swanson, córka nowego trenera jego drużyny. Ich przypadkowe spotkanie, podczas którego Mason wylewa kawę na Avery, staje się początkiem skomplikowanej relacji. Avery, unikająca uwagi i skupiająca się na pracy w kawiarni oraz studiach, nie może zapomnieć o Masonie, mimo że powinna. Z kolei Mason, po trudnym sezonie zakończonym porażką w walce o Puchar Stanleya, nie zamierza pozwolić Avery zniknąć z jego życia po raz kolejny. Historia skupia się na ich wzajemnych relacjach, osobistych zmaganiach oraz wyzwaniach związanych z życiem w świecie sportu.
Czyli jeśli szukacie wciągającego romansu ze sportem w tle, którego historia wciągnie Was od pierwszych stron, sięgajcie po tę lekturę!
Książka nie była jakaś zła, fabuła również nie, ale sposób pisania autorki, trochę mi się nie podobał. Wątpię, że te kwestia tłumaczenia, ale momentami czułam się jak na wattpadzie. No i te częste przerywniki w rozdziałach z powrotami do przeszłości też momentami mi już przeszkadzały.
Na plus jednak, że bohaterowie wiedzieli czego chcą i nie bawili się w kotka i myszkę
Hokej, samotny rodzic i age gap, czyli jedne z moich ulubionych motywów złączonych w jedną historię. Już sam ten fakt zapowiadał tą książkę bardzo dobrze, jednak czy faktycznie taka ona była?
Zdecydowanie tak! Przyznam szczerze, że totalnie zszokowało mnie to, że wciągnęłam się w tą historię niemal od razu. Zdarza mi się to naprawdę rzadko, bo nawet jeśli książka jest ciekawa to zazwyczaj pierwsze 50-100 stron (w zależności od długości książki) jest dla mnie ciężkie do przejścia. Jednak tutaj już od pierwszych stron byłam zaintrygowana dalszym rozwojem akcji.
Kreacja bohaterów była naprawdę świetna, Mason skradł moje serce już na początku. Cały jego charakter to marzenie każdej kobiety. I to jest właśnie to co w książkach uwielbiam - kiedy bohater jest po prostu dobry, traktuje swoją wybrankę dobrze i okazuje jej to jakim uczuciem ją darzy. Jeśli chodzi o Avery to również jest bohaterka warta zatrzymania na niej swoich myśli. To jak wiele przeszła i jak bardzo dobrze sobie z tym poradziła zdecydowanie może pokazać wielu osobą, że warto walczyć.
Avery jest samotną matką, jej syn również skradł moje serce. Praktycznie za każdym razem kiedy tylko coś mówił roztapiał moje serce. Jego relacja z mama była cudowna widać było, że Avery jest dla niego bohaterką. Natomiast jego relacja z Masonem pokazała mi, że mogę się popłakać z powodu słów kilkulatka.
Styl pisania autorki był dla mnie bardzo przyjemny i wciągający. Bardzo dobrze rozplanowywała ona fabułę, zero momentów nudy, wszystko bardzo dobrze przemyślane oraz wpływające na emocje, których było we mnie bardzo dużo podczas czytania.
Ogromny plus za dobre przedstawienie hokeja, bardzo sobie to cenie, a tutaj ewidentnie widać dobry research. Wszelkie opisy meczy miały w sobie tak wiele energii, emocji i tej pasji, która wręcz emanowała od zawodników.
Uważam, że jest to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam ostatnio i zdecydowanie kiedyś jeszcze do niej wrócę, a na pewno z niecierpliwością czekam na kolejny tom, ponieważ epilog mocno mnie do niego zachęcił.
Mam dosyć słabych książek rodem z Wattpada. I nie zrozumcie mnie źle, bo książka może się komuś podobać, ale mam dosyć infantylnych bohaterów. Czasami miałam wrażenie, że czytam o co najwyżej studentach a nie o zawodnikach NHL.
Przykład: Dziewczyna wyszła do pracy i zostawia małego chłopca samego w domu… nie wiemy co się z nim dzieje, kto się nim opiekuje, bo ona wychodzi a on wraca co łóżka. Czy ktoś to wcześniej czytał przed wydaniem? To pierwszy przykład, który sobie zanotowałam.
Spoiler! Jej dziecko jest wynikiem gwałtu przez jej przyrodniego brata. Była przez niego maltretowana i wykorzystywana latami i nikt nie podejrzewał znaczenia siniaków itp.!
Ta historia byłaby dobra, gdyby ją dopracować, bo w jednym akapicie jest, że lubi wstawać wcześnie a w drugim zaspała. Czytając całość i co chwilę wpadając na takie smaczki, czuję irytację.
Jak dla mnie ta książka promowana jest na słodki romans, ale niestety nim nie jest.
Pewnie będzie długo, pewnie i tak nie powiem wszystkiego, co mam na myśli, więc jeśli nie chce się Wam czytać, to wiedzcie jedynie, że uwielbiam tę historię i mam do niej przeogromny sentyment.🥹
"- Myślę, że to wszystko miało nas doprowadzić do tego miejsca. - A jakie to mniejdce? - serce wybijało coraz mocniejszy rytm w mojej piersi. - Takie, w którym oboje znaleźliśmy się po to, aby złożyć nasze pogruchotane kawałki w całość."
Być może spotkaliście się już z opisem, z zapowiedziami słodkiego, lekkiego romansu z hokejem w tle, ale dla mnie to coś o wiele więcej. Choć historia Avery i Masona rzeczywiście jest urocza, ich powoli (i na nowo) rozwijająca się relacja jest wzruszająca, pozytywna i miła, to na innych polach ta dwójka nie ma zbyt łatwo. I myślę, że jednym z największych plusów tej książki jest właśnie stworzenie przez Lori takiego balansu pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe. Cieszę się, że choć w jednej kwestii Avery i Mason nie mieli pod górkę, bo są to postacie, którym chciałabym uchylić nieba.🥹 Choć książka dedykowana jest czytelnikom 18+, nie spodziewajcie się tu zbytnio erotyki - to zalecenie wiąże się z trudnymi tematami pojawiającymi się w środku i chciałabym, abyście byli tego świadomi. Autorka zabiera nas w mroczne miejsca, wraca do trudnych przeżyć, łamiących serca nie tylko bohaterom, ale i czytelnikom. Ta druga warstwa zdecydowanie dodaje głębi całości i sprawia, że te miłe rzeczy, które się dzieją teraz, wydają się jak najbardziej pożądane. Z resztą, ja to bym im jeszcze więcej słodyczy dodała, zasłużyli!😁
Kocham chyba wszystkich głównych bohaterów, a to nie do końca tylko dwójka, bo, być może już wiecie, ważną rolę odgrywa tu Patrick, pewien rezolutny czterolatek. Tak się składa, że "Coffee" powstawała niejako na moich oczach i pamiętam, że nie mogłam się doczekać kolejnych rozdziałów z tym małym słodziakiem, jestem więc pewna, że i Wasze serduszka skradnie.😊 Nie zabraknie tu również humoru, zwłaszcza w wykonaniu kolejnego przystojniaka, tym razem nieco starszego.😉 O Wayne'ie można powiedzieć wiele, ale chyba wolę, abyście go poznali samodzielnie, bo to cudownie specyficzna postać, podobnie zresztą jak jego wybranka serca.😁
Jeślibym miała jakoś całościowo opisać bohaterów, powiedziałabym, że są pozytywnie i uroczo staroświeccy, a przynajmniej ich podejście do pewnych kwestii. Nie znajdziecie tu toksycznych bad boyów, kolejnych naśladowców Casanovy czy niedostępnych emocjonalnie nałogowych randkowiczów. Dostaniecie za to dorosłych facetów, którzy po prostu się zakochają.😁 Tylko tyle i aż tyle.😍 Którzy będą chcieli się związać, będą chcieli poważnych relacji i zobowiązań. Będą lubili rodzinne obiadki i biały płotek przed domem. Będą szarmanccy i wyrozumiali, mimo swojej pozycji. Uważam to za miłą odmianę i kolejną zaletę sprawiającą, że książka ta wyróżnia się na tle innych o podobnej tematyce.
A moja ulubiona postać? Może Was zaskoczę, ale tym razem to nie będzie żaden książkowy mąż, choć Masonowi nie mam nic do zarzucenia, ale żona! Kocham Avery! Ta słodka dziewczyna, która tyle przeszła, tak bardzo mi zaimponowała. Swoją postawą, swoją przemianą i swoją siłą, którą powoli w sobie odkrywa. Do tego jest tak uroczo nieśmiała, kochana i po prostu dobra, doszczętnie dobra.🥰
Spodziewajcie się tu raczej powolnego tempa, przynajmniej jeśli chodzi o relację głównych bohaterów, bo czasem po prostu, jak w tym przypadku, nie można się spieszyć.😉 Jednak nie bójcie się nudy - autorka zabawi Was ciekawymi fragmentami hokejowymi, w których również pojawią się dobre i złe strony tego sportu, pobocznymi wątkami i relacjami, tymi przyjacielskimi i rodzinnymi, a także takimi codziennymi problemami, z którymi muszą się mierzyć zwykli i niezwykli ludzie, od studentów, rodziców czy pracowników, aż po słynnych sportowców.😉
No to o czym w końcu jest ta książka? Moim zdaniem o celach, ambicjach i marzeniach, o przyjaźni i miłości, o ciągłej walce z przeciwnościami, z przeszłością i z sobą samym, o nadziei i wierze, że każdy, nawet po największej burzy, zasługuje na słońce.🩵
Podsumowując, "Coffee on ice" ma moje serce i myśli, jestem pewna, że na długo ze mną zostanie i chciałabym, abyście widzieli ją moimi oczami i docenili tak, jak ja ją doceniam.😁 Dziękuję L za to, że chciała podzielić się ze mną tą historią już na samym początku, mam nadzieję, że Twoje dzieci znajdą dla siebie trochę miesca również w sercach innych czytelników.😊
"Coffee on ice" ~ Lori Rave (recenzja we współpracy z wydawnictwem )
Q: Dajcie znać jak żyjecie po weekendzie? 😈 Ja osobiście jestem tak zmęczona, że śpię na stojąco.
🔥 Hokej 🔥 Samotna matka 🔥 Spotkanie po latach
[...] — Ja jestem statkiem, a ty jesteś jego kapitanem — […] — Jestem twój.
📚 Recenzja 📚
"Coffee on ice" skusiło mnie do siebie dzięki tematyce. Nie da się ukryć, że hokej jest ostatnio bardzo rozchwytywany wśród książek, dlatego tym bardziej byłam ciekawa tej historii.
Autorka stworzyła książkę, która jest dosyć obszerna, głównie za sprawą opisów i myśli bohaterów. W całość zostało wplątane, w mojej opinii, całkiem sporo czynności dnia codziennego, które nie do końca wnosiły coś do tej historii. Z jednej strony bardzo mi się to podobało, że mogłam czytać w dosyć szczegółowy sposób o bohaterach, z drugiej strony akcja książki była przez to mocno spowolniona. Nie mogę nie wspomnieć również o czcionce. Zdecydowanie za mała. Ja nie jestem nastolatką, mój wzrok nie jest jak igła. Jednakże wad też nie mam, a czcionka okazała się bardzo męcząca podczas dłuższego czytania.
Początek książki zapowiadał się obiecująco. Avery to bardzo dzielna i sympatyczna postać, która mimo młodego wieku jest niesamowicie dojrzałą osobą. Jej syn Patrick skradł moje serce! To co mi się jeszcze podobało to tajemniczość odnośnie przeszłości Avery. Autorka zarzuciła przynętę i wodziła mnie za nos. W głowie układałam najróżniejsze teorie. Myślę, że wartością dodaną był słownik od którego rozpoczęła autorka. Bardzo dobrze wprowadziło mnie to w nastrój książki i środowisko bohaterów.
Autorka w swojej książce poruszyła bardzo wiele ciężkich tematów. Samotna, bardzo młoda matka - to na prawdę nie małe wyzwanie. Przemoc, molestowanie... Autorka, w mojej opinii, trochę zbyt dużo chciała przekazać na raz przez co wiele interesujących mnie wątków było przedstawione przelotem. Książka oznaczona jako cute - zdecydowanie do takich należy. Mason to gwiazda hokeja, która nie ma nic wspólnego z niewłaściwymi zachowaniami. Powiedziałabym, że jest to wręcz mężczyzna wymarzony. Jego relacja z dzieckiem była wspaniała i godna podziwu. Sam romans jest lekki, choć okrojenie czytelnika z ich pierwszych emocji po ponownym spotkaniu trochę bolało, szczególnie. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam, że autorka po 2/3 książki przeskakuje w swojej historii do przodu o kilkanaście tygodni.
Jeśli miałabym podsumować moje odczucia po przeczytaniu tej historii to... niestety, ale nie do końca jestem zadowolona. Książka wykonana na prawdę pięknie, jednak te długie wstawki spowalniające rozwój wydarzeń mocno mnie rozpraszały. Bardzo chciałam się skupić na relacji bohaterów, ale miałam wrażenie, że to nie ona była głównym wątkiem książki, a historia Avery i jej tajemnica sprzed kilku lat. Myślę, że ta pozycja jest zdecydowanie dla osób, które lubią spokojniejsze romanse, szersze opisy i słodką relacje.
Na sam koniec dodam, że bardzo się cieszę z tego, że Lori na ostatnich stronach książki umieściła telefony pomocy. Myślę, że ta książka pod tym kątem jest bardzo wartościowa, ma przesłanie i liczę, że być może ktoś po jej przeczytaniu odważy się prosić o pomoc.
Kurcze no nie wiem co o tym sądzić. Teoretycznie mi się podobało, ale z drugiej strony gdyby tak było, to skończyłabym ją już dawno temu, a nie przez tydzień się z tym męczyła. Na plus napewno jest to, że skupiamy się tutaj na aspekcie emocjonalnym a nie czysto fizycznym, ale to chyba dla mnie za mało, potrzebuje czegoś jeszcze. Był taki moment, kiedy naprawdę zaczęło się robić ciekawie aż tu nagle przychodzi kolejny rozdział z wielkim napisem „3 miesiące później”. No może lepiej nie, skoro ta relacja dopiero się tworzy, tak się raczej nie robi. Ogólnie ta druga połowa od kiedy coś zaczęło się tworzyć strasznie szybko zaczęła lecieć, jakby autorka miała limit stron jaki może użyć. Fajnie, że był poruszony temat tego jak ona po latach stara się radzić sobie z tym, co stało się kilka lat wcześniej, ale z drugiej strony chyba niekoniecznie to rozumiem, bo to trochę dziwne jak ona mówiła, że te siniaki to przez łyżwy to nagle każdy był taki, że „a dobra, to spoko nie było tematu”. Dosyć zastanawiające, szczególnie, że ta przemoc fizyczna trwała kilka lat, stąd moje pytanie czemu nikomu nie wydało się to dziwne? Tyle siniaków, gdzie praktycznie codziennie pojawiały się nowe. Zakończenie było urocze, no ale to nie zmienia faktu, że jak ostatnie hokejowe romanse, które czytałam miały fajnie opisany ten sport, tak tutaj już było słabiej. Mniej hokeja, a jak już był jakiś mecz, to trochę było napisane co tam się dzieje, ale przechodząc do następnej linijki już było po meczu jak siedzą w szatni. Tak szczerze, to cała książka jest specyficznie napisana, bo akcja potrafi się toczyć a nagle od nowej linijki przenosimy się w zupełnie inne miejsce do nowego wątku, całkowicie porzucając poprzedni, który dopiero co był akapit wyżej, a przechodząc z jednego do drugiego nie było żadnego przerywnika jak chociażby „***”, który oznacza, że poprzednia scena się kończy, a idziemy do nowej.
♡ “Coffee on ice” to historia Avery Swanson, młodej, samotnej mamy, która godzi nie tylko samotne wychowanie synka, ale także pracę i naukę, i Masona Crawforda, zawodowego hokeistę, którego marzeniem jest zdobyć puchar Stanleya jeszcze przed trzydziestką. O jego wielkim marzeniu wie pewien mężczyzną, który obiecał mu pomoc ze spełnieniem go, a teraz ten sam mężczyzna staje się jego nowym trenerem. Nowy trener drużyny hokejowej jest również ojcem Avery, którą Mason będzie małymi kroczkami wprowadzać w swój świat, z którego nie będzie chciał jej uwolnić.
♡ “Coffee on ice” to pierwszy tom z cyklu “Cup of coffee” autorstwa Lori Rave. Pamiętam jak dziś jak to się stało, że zaczęłam czytać tę historię (jeszcze na wattpadzie) i w jak krótkim czasie przepadłam dla historii o samotnej mamie czteroletniego fana hokeja i pana hokeisty. Kiedy tylko zobaczyłam pierwszego tik toka związanego z tą pozycją wiedziałam, że będę musiała po nią sięgnąć i bardzo cieszę się, że trafiłam na tę książkę.
♡ Lori ma swój styl pisania, który wcale nie jest zły, jest lekki, wyważony, co sprawia, że książkę się przepływa. Czytałam już wiele romansów hokejowych, w których oczekiwałam choć delikatnego wprowadzenia do tego jak wygląda rzeczywiście hokej i jedyne co dostawałam to wspominki o tym sporcie, jednak w tej historii autorka postawiła na naprawdę dobry research i podołała zadaniu, opisując ten sport. Wiem, że jest wielu przeciwników dzieci w książkach, bo są momentami irytujące,jednak obiecuję wam, że w przypadku Patricka tak nie będzie, ten mały, słodki chłopczyk skradnie serce każdego. Avery to jedna z silniejszych damskich bohaterek jakie miałam szansę poznać, to ile ta dziewczyna się nacierpiała w życiu, upadała i w dalszym ciągu wstawała i szła dalej przez życie, choć momentami było ciężko. Natomiast Mason to totalny słodziak i green flag, był pełen wyrozumienia dla Avery, stworzył listę, by zdobyć nie tylko serce Av, ale także jej synka - Patricka.
♡ Poza dobrą zabawą, chwilami pełnych miłości, zdarzały się też takie, które skręcały mi wnętrzności, wywoływały we mnie dreszcze i odrazę. “Coffee on ice” to nie zwykła, słodka hokejówka, a książka, która niesie za sobą bardzo ważny przekaz: jak mogą wpłynąć na człowieka traumatyczne przeżycia oraz to jak ważne jest wsparcie przez bliskie nam osoby. Zanim ktokolwiek zacznie czytać tę historię powinien zapoznać się z ostrzeżeniem zamieszczonym na początku książki.
♡ Jeśli jesteście fanami takich motywów jak: samotna mama, zawodowy hokeista, różnica wieku, trudna przeszłość, walka o marzenia, to zdecydowanie ta pozycja jest idealna dla was.
Historia opowiada o Avery, dwudziestoletniej studentce i Masonie, dwudziestodziewięcioletni kapitan drużyny hokejowej. Największym marzeniem Masona Crawforda było zdobycie Pucharu Stanleya. Niestety, po trudnym sezonie jego drużyna odpadła z rozgrywek, tracąc tym samym szansę na zwycięstwo. Wkrótce okazuje się, że drużynę przejmuje nowy trener- ojciec dziewczyny, z którą Mason przyjaźnił się lata temu. Od momentu ich pierwszego spotkania chłopak nie może przestać o niej myśleć i pragnie się z nią zobaczyć. Avery jednak nie jest zainteresowana odnawianiem znajomości, ponieważ skrywa pewien sekret- samotnie wychowuje czteroletniego synka. Sytuację komplikuje również fakt, że Mason miał konflikt z ojcem Avery wiele lat temu. Czy ta dwójka, mimo przeciwności losu, znajdzie do siebie drogę? Przekonajcie się sami lub przeczytajcie do końca. Nie wiem, co mogę powiedzieć o tej książce. Miałam ogromne oczekiwania, ale z bólem serca muszę przyznać, że się zawiodłam. Ciężko było mi wciągnąć się w fabułę. O ile pierwsze 100 stron czytało mi się lekko i przyjemnie, tak od momentu rozwoju relacji, kiedy nastąpił przeskok TRZY MIESIĄCE, już nie bardzo. Nie zrozumiałam mnogości problemów, które się pojawiły. Miałam wrażenie, że autorka nie mogła zdecydować się na jeden konkretny wątek, przez co bardzo poważny problem został zbagatelizowany i potraktowany po macoszemu. Książka porusza trudne tematy, o czym jesteśmy ostrzegani, ale miałam wrażenie, że te problemy wyparowały na końcu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, co spowodowało, że bohaterka straciła na wiarygodności. Brakowało mi chemii między bohaterami, co często ratuje książki, które czytam. Dialogi wydawały mi się mocno niedopracowane, co przyczyniło się do braku emocji. Na plus- zdecydowanie muszę wspomnieć o męskich postaciach i o tym, z jakim szacunkiem traktowały kobiety. Głównego bohatera nie da się nie lubić- Mason to chodząca zielona flaga. Na plus również przedstawienie Patrica jako synka i relacji, którą zbudował z Masonem. Często w książkach postacie dziecięce mnie irytują, a tutaj Patric uratował połowę tej książki, co zasługuje na uznanie. Wydaje mi się, że młodsi czytelnicy będą lepszymi odbiorcami. Liczyłam na coś więcej. Niemniej doszły mnie słuchy, że druga część jest zdecydowanie lepsza i na pewno się z nią zapoznam. Wiem, że to debiut i że autorka poświęca dużo czasu i wysiłku na promocję. Mam nadzieję, że odrobiła lekcję i teraz będzie już tylko lepiej. Trzymam za to mocno kciuki, bo jest to przemiła osoba. Oczywiście zachęcam was do zapoznania się z tą książką i wyrażenia swojej opinii.
Ta historia wciąga, otula jak ciepły koc i przenosi do świata bohaterów.
Opowiada o dwudziestoletniej Avery, studentce, która samotnie wychowuje czteroletniego syna Patricka, oraz o Masonie, dwudziestodziewięcioletnim hokeiście. Dowiadujemy się, że bohaterowie znali się w przeszłości, lecz stracili kontakt, który niespodziewanie odnowili po przypadkowym spotkaniu.
Avery podziwiam za jej siłę i determinację. Mimo trudnych doświadczeń z przeszłości, nie poddała się i każdego dnia walczyła o siebie oraz swojego syna. Nie każdy zdobyłby się na to, co ona. Bardzo podobało mi się ukazanie, że chodzenie do psychologa nie jest powodem do wstydu, lecz wręcz przeciwnie – dowodem na świadomość własnych potrzeb i odwagę w proszeniu o pomoc. Za każdym razem byłam poruszona, czytając o relacji Avery i Patricka.
Mason to chodząca green flag w tej książce. Jego podejście do Avery i Patricka było urzekające – nie spieszył się, wykazywał się wyrozumiałością i zawsze mogli na niego liczyć. Gdy na czymś mu zależało, nie poddawał się i walczył o to. Tak było w przypadku Avery, o którą zabiegał, wspierany przez przyjaciół. Jeden z pomysłów jego przyjaciela był po prostu genialny – nie mogłam się nie uśmiechnąć, czytając o tym.
Najbardziej urzekła mnie relacja Masona i Patricka. Ich interakcje były opisane w uroczy sposób i wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy.
Książka pięknie ukazuje, jak zdrowa relacja może przerodzić się w coś niezwykłego i niepowtarzalnego. Główni bohaterowie budują swoją więź na zaufaniu, przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu. Mason bardzo się starał, by Avery zaczęła postrzegać siebie jako piękną i odważną kobietę.
Patrick to zdecydowanie najsłodsza postać tej książki. Niejednokrotnie miałam łzy w oczach, kiedy mówił coś, co kompletnie mnie rozbrajało – zarówno w smutnym, jak i zabawnym sensie. Jego uwielbienie względem hokeja oraz pewnego pana hokeisty było niezwykle rozczulające.
Podobała mi się również kreacja bohaterów drugoplanowych – przyjaciół Avery i Masona. Każdy z nich był inny, ale wszystkich od razu polubiłam.
Ta historia przypomina, by się nie poddawać, nawet gdy wydaje nam się, że spadamy na dno i nie mamy nikogo obok. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskich w trudnych chwilach oraz jak można odbudować życie po bolesnych doświadczeniach.
Styl pisania autorki jest przyjemny i sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie. Z niecierpliwością czekam na kolejne jej powieści!
[𝐖𝐬𝐩𝐨́𝐥𝐩𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐳 @𝐰𝐲𝐝𝐚𝐰𝐧𝐢𝐜𝐭𝐰𝐨.𝐛𝐞𝐲𝐚] 𝐓𝐲𝐭𝐮𝐥: Coffee on Ice 𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫: Lori Rave 𝐎𝐜𝐞𝐧𝐚: ⭐⭐⭐☆☆
Nie będę ukrywać ta książka, wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Może to kwestia tempa akcji, może braku rozwinięcia niektórych wątków, a może po prostu tego, że motyw ciąży i samotnego macierzyństwa nie szczególnie mnie przekonał.
Historia skupia się na Avery Swanson byłej łyżwiarce, która samotnie wychowuje swojego czteroletniego syna Patricka. Porzuciła marzenia o łyżwiarstwie figurowym, by skupić się na dziecku, a teraz stara się pogodzić studia, pracę i wychowanie syna. Nagle na jej drodze ponownie pojawia się Mason Crawford, 29-letni hokeista, który był jej pierwszą miłością już w liceum, jednak ich drogi się rozeszły. Spotykają się ponownie gdy Mason niespodziewanie wpada na Avery w kawiarni, w której pracuje dziewczyna i nagle wszystkie uczucia sprzed lat zaczynają powoli wracać.
Avery jako samotna matka zmaga się z wieloma trudnościami, co jest zrozumiałe, ale miałam wrażenie, że momentami autorka przesadzała z podkreślaniem tego aspektu. Każda decyzja bohaterki była podporządkowana jej dziecku, co oczywiście jest logiczne jednak w pewnym momencie zaczęło to spowalniać całą historię i sprawiać, że relacja między nią a Masonem była jeszcze bardziej skomplikowana.
Jednym z największych problemów, jakie miałam z tą książką, była relacja głównych bohaterów. Ich ponowna znajomość zaczyna się od troche niezręcznego ponownego spotkania, przed kawiarnią, a później coś mi tu po prostu nie grało. Najprawdopodobniej zostało to spowodowane przeskokiem czasowym, gdy między bohaterami zaczęło się coś dziać. I było tak za każdym razem gdy ich relacja wchodziła na wyższy poziom, co było okropnie męczące. Dłużyły mi się także pierwsze rozdziały. Autorka poświęciła sporo miejsca na codzienne życie Avery i jej obowiązki, co momentami wydawało mi się zbędne.
Autorka wprowadziła także kilka interesujących pobocznych wątków, które mogłyby dodać głębi tej historii, ale mam wrażenie, że nie zostały wystarczająco rozwinięte. Zamiast tego skupiła się głównie na codziennym życiu Avery i jej relacji z Patrickiem, przez co niektóre z chwilowo poruszanych tematów po prostu się rozmyły. A szkoda, bo gdyby Mason dostał więcej miejsca na rozwinięcie swojej historii, książka mogłaby być ciekawsza.
Nie chcę, żeby ta recenzja brzmiała, jakby Coffee on Ice było totalnym rozczarowaniem, bo nie było. Po prostu nie była dla mnie. Wolne tempo akcji, brak rozwinięcia niektórych wątków i chemia, która jakoś nie do końca działała, sprawiły, że trudno było mi się w nią wciągnąć.
„— Nie chcę ci zabierać więcej czasu, wiem, że jesteś zajęty — Bycie zajętym to pojęcie względne, Av — […] — Dla ważnych rzeczy zawsze znajdę czas.”
Współpraca reklamowa @lori_rave_autor @editio.red
Avery już od kilku lat musiała wydorośleć, zapomnieć o swoich marzeniach i zająć się nie tylko sobą, ale także swoim czteroletnim synkiem. Wsparcie rodziny w życiu codziennym bardzo ułatwia jej funkcjonowanie. Lecz Avery nie pragnie niczego więcej jak życia w spokoju, z dala od rozgłosu, czego nie doświadczy z ojcem, będącym jednocześnie trenerem nieokiełznanych hokeistów. Jej zamiłowanie do spokojnego życia zostaje wystawione na próbę, gdy nieoczekiwanie spotyka Masona.
Dla każdego hokeisty wygranie Pucharu Stanleya jest największym wyróżnieniem i skrytym marzeniem. Mason i jego drużyna stracili już nadzieje. Lecz pojawienie się nowego trenera daje im kolejną szansę na dostanie się do rywalizacji. Sprawa nieco się skomplikowała, gdy na jaw wyszło, że jego nowy trener jest też ojcem pięknej kobiety, która przypadkowo została przez niego oblana kawą.
„Bo może nie wszystkie marzenia się spełniają, ale te najważniejsze potrafią przekuć się w prawdę wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.”
Jeszcze nie tak dawno przeczytałam wiadomość, że już na zawsze będę się kojarzyła z hokejówkami, więc nikogo nie zdziwi, że dzisiaj wracam jak bumerang z historią, która spowodowała, że na chwilę zapomniałam o szarej rzeczywistości. Z historią, która zmusiła mnie bym usiadła i na spokojnie wszystko przemyślała zanim zaczęłam pisać tą recenzję.
„Opłakiwałam tę dawną Avery, chcącą się odrodzić. Bo nie tylko feniks odradza się z popiołów. Człowiek, który stał się cieniem, też pragnie odżyć. Nawet jeśli wcześniej tylko wegentował.”
Czasami mamy ochotę na bezmyślny romans, który poprawi nam humor. Czasem jednak wymagamy od lektury czegoś więcej. Przesłania, które zmusi nas do refleksji. Ale też sprawi, że z rozmarzeniem i zazdrością będziemy śledzić relacje bohaterów. I to wszystko, a nawet więcej dostaniecie czytając „Coffee on ice”.
„-Nie pocałuję cię dziś, Av. – musnął kącik moich ust. – Nawet nie wiesz, jak bym chciał to zrobić, ale obiecałem ci, że będziemy działać powoli, i nie złamię tej obietnicy.”
Autorka ma lekki i niezwykle angażujący styl pisania, który porywa czytelnika od pierwszych stron, dodatkowo bohaterowie czarują i tworzą magię.
Cudowna książka o pasji, sile ducha, pokonywaniu własnych słabości i lęków, pełna uczuć i miłości. 𝗖𝗢𝗙𝗙𝗘𝗘 𝗢𝗡 𝗜𝗖𝗘 to nie jest zwykła hokejówka i przekonałam się o tym czytając tę historię po raz pierwszy na wattpadzie, a później zakochując się w niej przy każdym kolejnym czytaniu troszeczkę bardziej 🩵
Lori naprawdę świetnie zaplanowała tę historię. Nie ma tu żadnej przypadkowości, a wszystko dąży w konkretnym celu i ku rozwiązaniu wszystkich zagadek postawionych przez autorkę. Dlaczego Avery tak szybko zaszła w ciąże? Co się stało mamie Masona? Na te i wiele innych pytań poznajemy odpowiedzi w trakcie lektury. Nie skłamię, jeśli powiem, że wiele z nich wywołało u mnie płacz.
Oczywiście jednak nie tylko te smutne emocje tu były! Niejednokrotnie byłam rozczulona, jak przy scenach z Patrickiem i Masonem w roli głównej lub śmiałam się w głos, kiedy do głosu dochodzili Wayne i Cassie! Ta dwójka to mój ulubiony duet tej książki.
Avery ma tylko 20 lat, a w swoim życiu przeżyła więcej, niż niejeden bardzo dojrzały człowiek. Z każdą stroną, z każdym rozdziałem dowiadywałam się o niej coraz więcej i wprost proporcjonalnie bardziej uwielbiałam. Siła ducha bije od niej na kilometr, a to przecież tylko tusz na papierze. Jestem dumna, że z niepewnej siebie bohaterki stała się dumną kobietą, która nie boi się kochać.
Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że Mason to materiał na męża (tak, wiem że muszę i ogromnie chcę!). Jeśli szukasz książki z bohaterem, który jest chodzącą zieloną flagą - to właśnie 𝗖𝗢𝗙𝗙𝗘𝗘 𝗢𝗡 𝗜𝗖𝗘. Wyrozumiały, cierpliwy i kochający. Wszystko co miał, oddałby zarówno Av, jak i jej synkowi. Lori pokazała, że nie warto dla nikogo obniżać swoich standardów, a prawdziwa miłość w końcu odnajdzie drogę, nawet jeśli ta przez upływ czasu jest trochę zakurzona.
𝗖𝗢𝗙𝗙𝗘𝗘 𝗢𝗡 𝗜𝗖𝗘 to również zagłębie hokeja. Jestem naprawdę usatysfakcjonowana jego ilością w tej książce. Czułam, że jest on ważną częścią życia nie tylko głównego bohatera - kapitana drużyny, ale również Avery, która jest córką trenera i mamą największego fana hokeja w Chicago, i młodego zawodnika c:
Czas spędzony zarówno na czytaniu jak i promocji 𝗖𝗢𝗙𝗙𝗘𝗘 𝗢𝗡 𝗜𝗖𝗘 jest pełny samych dobrych wspomnień. Cieszę się i dziękuję @ za zaufanie, i przekazanie mi dzieciaków pod moje skrzydła. Historia Masona, Avery i Patricka na zawsze zostanie w moim sercu. xx
⋆˙⟡ — „Opłakiwałam tę starą Avery, chcącą się odrodzić Bo nie tylko feniks odradza się z popiołów. Człowiek, który stał się cieniem, też pragnie odżyć nawet jeśli wcześniej tylko wegetował..”
— Ja jestem statkiem, a ty jesteś jego kapitanem — […] — Jestem twój.
„Bo teraz do zdobycia masz dwa serca, a nie jedno.”
Mason i Avery byli niegdyś dobrymi przyjaciółmi, lecz z powodu jednego popełnionego w przeszłości błędu ich więź została przerwana. Teraz każde z nich ma swoje życie. On za wszelką cenę chce spełnić swoje marzenie i zdobyć puchar Stanleya zanim skończy trzydzieści lat, ona godzi naukę i pracę z byciem mamą naprawdę uroczego czteroletniego chłopczyka- Patricka. Przypadkowe spotkanie tej dwójki ma miejsce gdy on zupełnie niechcący oblewa ją kawą z tym,że niestety w pierwszym momencie nie poznaje swojej najlepszej przyjaciółki. Chłopak nie spodziewa się ,że ich drogi ponownie się skrzyżują, gdy młoda kobieta będzie odbierać swoją pociechę z meczu hokejowego , a jakby tego było mało ojciec Avery zostaje nowym trenerem drużyny Crawforda , któremu przed laty złożył ważną obietnicę. Jakie tajemnice skrywa samotna mama i czy uda jej się przezwyciężyć traumy, których doświadczyła?
Po serii Off Campus od Elle Kennedy, która niesamowicie mnie wciągnęła i wysoko postawiła poprzeczkę kolejnym sportowym romansom sięgnęłam po pierwszą część cyklu Lori Rave i kompletnie przepadłam. To czym ta powieść mnie ujęła są więzi łączące bohaterów i ogromne wsparcie jakie sobie wzajemnie okazują. Piękny pełen emocji styl Lori pozwala po prostu oderwać się od codziennych zdjęć i zapomnieć o wszystkim. Kolejnym ważnym elementem całości był klimat stworzony przez autorkę, która z pasją opisywała zasady rządzące grą na lodowisku jak również świat zawodników przez co niemal mogłam dzielić z chłopcami atmosferę panującą na tafli. Moje serce skradły też inne postaci - przede wszystkim Patrick oraz Cassie i Wayne. Nie zabrakło dobrego humoru wspólnych żartów (tu przede wszystkim mam na myśli listę jak zdobyć Avery 😁 jak i momentów trudnych i bardzo ciężkich. Wszystko jednak zostało idealnie wyważone. Poza tym nie ukrywam ,że jestem wielbicielką motywu samotnego rodzicielstwa , który został naprawdę pięknie napisany. Cieszę się, że jest to pierwsza część serii i z radością przeczytam resztę 💙⛸️🏒
Czasem trafia się na książkę, która zapowiada się świetnie – ciekawi bohaterowie, obiecująca fabuła, a jednak… coś nie gra. I tak właśnie było tym razem. Z każdą stroną coraz bardziej się męczyłam, a po skończeniu nie miałam siły sięgnąć po nic nowego.
Największym problemem był dla mnie styl pisania autorki. Dialogi brzmiały nienaturalnie i dosłownie wszystko było tłumaczone w myślach bohaterów. Nie było żadnej subtelności ani przestrzeni na własną interpretację. Do tego doszły długie, rozwlekłe przemyślenia, przez które akcja momentami niemal stawała w miejscu.
Polubiłam głównych bohaterów. Widać było, że musieli przepracować trudną przeszłość, by stać się tym, kim są. Czyli silnymi osobami, pełnymi ciepła i chęci niesienia pomocy. Oboje mimo przeciwności losu dążyli do lepszego jutra i spełnienia marzeń. Było w nich coś prawdziwego, ale... niestety zabrakło między nimi chemii. Ich relacja opierała się głównie na fakcie, że kiedyś się znali, a to trochę za mało, by mnie przekonać.
Na plus zdecydowanie wypadł synek głównej bohaterki. Jego dziecięca szczerość i sposób bycia były napisane świetnie. Był bardzo naturalny zarówno w swoich małych foszkach i delikatnych wymuszeniach, jaki i w potrzebie bliskości z mamą. Widać było również, jak bardzo wszyscy się o niego troszczyli i jak jego obecność wpływała na innych. Bardzo cieszę się, że nie był tylko dodatkiem do historii, ale faktycznie odgrywał w niej bardzo ważną rolę.
Końcówka? Zbyt cukierkowa. Wszystkie problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przez większość książki bohaterowie mierzyli się z trudnymi emocjami, a potem wszystko magicznie się ułożyło, jakby żadnych przeszkód nigdy nie było. Jak dla mnie zabrakło napięcia czy choćby odrobiny niepewności.
Niestety widać, że to debiut. Styl autorki wymaga dopracowania i to szczególnie w kwestii dialogów. Jeśli ktoś nie ma nic przeciwko schematycznym, ale ciepłym historiom z przewidywalnym zakończeniem i nie przeszkadzają mu przydługie opisy, to być może znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli jednak szuka czegoś z większą głębią, naturalnymi dialogami i relacjami pełnymi chemii – raczej nie będzie to książka dla niego.
„Nie potrzebowałam niczego więcej oprócz miłości. Bo to ona potrafiła czynić cuda.”
🏒 „Coffee on ice” to książka, która skusiła mnie swoim opisem i motywami. Hokej i romans? Zawsze jestem kupiona, lecz tutaj coś nie wyszło. Męczyłam się podczas czytania oraz wielokrotnie miałam ochotę odłożyć i przestać czytać, ale również miała swoje dobre momenty. Styl pisania Lori Rave jest dość prosty, lekki i zrozumiały. Pomysł na fabułę był bardzo intrygujący, ale nic ponadto. Historia ciągnie się bardzo wolno i bez większych ekscytacji. Powtarzające się dni, które powodowały znudzenie. Ciężko było wczuć się w fabułę, przez co gaciłam chęci do czytania. Motyw hokeja był w porządku. Całkiem sporo ciekawostek. Nadawał barw tej historii. Avery jest młodą dziewczyną, która wiele przeszła. Podziwiam jej postawę i zachowanie. Jest zaradna, silna, troskliwa, opiekuńcza, kochana i zamknięta w sobie. Całkiem ją polubiłam, ale miała momenty, w których irytowała. Mason to facet ze snów niejednej kobiety. Ten mężczyzna skradnie nasze serce. Jest wyrozumiały, odważny, pewny siebie, opiekuńczy, czuły, kochany, troskliwy i pomocny. Jak się o coś stara to na całego. Relacja tej dwójki rozwija się bardzo wolno. Ich zachowanie względem siebie było imponujące i miło się to czytało. Niestety nie czułam od nich emocji. Było zbyt delikatnie, obchodzili się ze sobą jak z jajkiem. Zbyt duży przeskok w czasie wszystko zniszczył. Zabrakło tu etapu, w którym wszystko stało się piękne. Brak tych trzech miesięcy wywołał dezorientację. Duży plus za stworzenie synka bohaterki. Nadal tu sporo barw. Jego dziecięcą radość, szczerość, a nawet bunt były ujmujące. Ten chłopczyk skradnie wiele serc. Autorka porusza tu bardzo ważne i trudne tematy. Zapoznaj się proszę z ostrzeżeniem. Będą one tu dość często wspominane i warto wiedzieć co tu znajdziemy. "Coffe on ice” nie jest idealną książką. Jest schematyczna, ma dość długie opisy, brak wielkich emocji i doprowadza do znudzenia. Owszem ma swoje plusy, ale niestety nie są większością. Mi ta historia nie przypadła do gustu i Ci jej nie polecę. Zdecyduj sam/a. 🏒
Współpraca recenzencka z wydawnictwem Editio Red, bardzo dziękuję za książkę.( !W recenzji występują spoilery!)
Całą książkę "Coffee on Ice" miałam przyjemność przeczytać na platformie wattpad, gdzie tam od samego początku historia Avery i Masona urzekła moje serce. Wydanie papierowe było wisienką na torcie do tej recenzji. Naprawdę dawno nie czytałam tak dobrego romansu hokejowego. Uwielbiam motyw różnicy wieku i takiego vibu golden retriever boy(w tym przypadku man), więc totalnie skradła mnie ta książka. Cieszę się też, że chociaż mogliśmy poznać skrawek historii pobocznych bohaterów (z chęcią przeczytałabym całą historię o Wayne i Cassie). Jedynym mankamentami dla mnie jest to, że Patric-syn Avery ma 4 lata, a rozmawia jakby miał przynajmniej z 6 lat ( mam braci , którzy mają po 4 lata, więc może dlatego to tak rzuciło mi się w oczy),nie zrozumiały jest też dla mnie fragment w książce w, którym główna bohaterka mówi ,że "nogi stanowiły moją zmorę od wielu lat.", natomiast kilka linijek jest następujące zdanie "Naprawdę czułam się dobrze, z tym jak wyglądałam". Dla mnie trochę się to gryzie, aczkolwiek nie aż tak mocno, abym potępiała książkę. Z wyglądu książka mi się bardzo podoba, bardzo lubię jak tytuł książki nawiązuje do jej zawartości lub wydarzenia, które miało miejsce, jak w tym przypadku. Bardzo lubię styl pisania autorki, ale jak dla mnie litery w książce są za małe, mi osobiście czyta się lepiej książki z większymi literami, ponieważ mniejsze litery potrafią być męczące podczas dłuższego czytania. Nie zauważyłam też błędów językowych czy też ortograficznych (więc to jest na plus w tych czasach)
Książka jak już wyżej wspomniałam bardzo mi się podobała, liczę na jakiś spin-off np. historii Patrica. Cudowna opowieść o dwójce ludzi zmagającymi się ze swoimi demonami i małym hokeiście. Bardzo polecam!
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Bo teraz do zdobycia masz dwa serca, a nie jedno.”
🏒Avery stara się ze wszystkich sił być dobrą matką, pomimo trudnych początków, cały czas ma ogromne wsparcie rodziny. Jednocześnie cały czas walczy z demonami z przeszłości. 🏒Mason żałuje sytuacji, która sprawiła, że urwał kontakt zarówno z trenerem, jak i Avery. Uwielbiam to, w jaki sposób Mason traktuje Patricka. Widzi w nim małego siebie, zafascynowanego hokejem. Stara się zdobyć jego serce, ale wszystko, co robi, nie jest “na siłę”. Wszystkie momenty, w których pojawia się mały hokeista, są absolutnie rozczulające 😍. Bardzo doceniam też szacunek, jaki Mase okazuje Avery, i że z niczym jej nie pospiesza. Po tym, co przeszła ta biedna dziewczyna, ostatnie czego potrzebuje to jakiekolwiek przekraczanie granic. 🏒Duży plus za ilość hokeja-to jeden z powodów, dla których chwytam za książki z taką tematyką 😂. Ciekawe było przedstawienie relacji między zawodnikami z różnych drużyn, panowie potrafią się kumplować, mimo, że konkurują ze sobą na boisku. Cieszę się, że w coraz większej ilości książek uwzględniony jest temat terapii - nie jest to natarczywe, ale pokazuje, jak ważny jest to aspekt w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami. Autorka mimo poruszania trudnych tematów podchodzi do nich z należytą delikatnością, a proces radzenia sobie z traumami nie jest przerysowany, daje za to nadzieję, że po każdej burzy w końcu wyjdzie słońce ❤️ Relacja Wayna z Cassie oraz lista, jak zdobyć Avery wprowadziły do historii sporo humoru 🤣 🏒Żeby nie było za kolorowo 😅. Trochę przytłoczyła mnie ilość opisów codziennych czynności/przemyśleń, które co jakiś czas się powtarzały, nie wprowadzając do książki nic poza kolejnymi stronami. 🏒Jeżeli lubicie książki z motywem hokeja oraz samotnych rodziców to polecam 💙. Mnie zawsze jakoś dodatkowo rozczulają relacje pomiędzy małym człowieczkiem i kimś, kto chce go pokochać ❤️