Trzecia część serii Kings of Darkness. Historia Eliasa Brindleya – przyjaciela Astona Richmonda, bohatera powieści Secrets of Darkness oraz Tears of Darkness.
Kiedy późnym wieczorem w uniwersyteckiej bibliotece Rosalie Amore spotyka Eliasa Brindleya, w pierwszej chwili bierze go za bezdomnego. Chłopak śpi przy jednym ze stołów i sprawia wrażenie osoby potrzebującej pomocy.
Dziewczyna jednak rozpoznaje w nim kogoś, kogo widziała na zdjęciach z mediów społecznościowych, a wkrótce dowiaduje się od niego, że studiują nie tylko na tej samej uczelni, ale również ten sam kierunek.
Tak naprawdę tę dwójkę łączy wiele. Elias czuje się zagubiony i nie radzi sobie zbyt dobrze na medycynie, natomiast Rosalie od zawsze walczy z nieśmiałością, która utrudnia jej poznawanie nowych znajomych.
Postanawiają pomóc sobie w walce z własnymi słabościami i nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Będą robić wszystko, żeby nie dopuścić do siebie myśli, że to coś więcej.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
2,75 ⭐️ Było nudno, irytująco i totalnie nie tego spodziewałam się po książce Eliasa. Jego problemy zostały potraktowane po macoszemu i brakowało mi pod koniec pare rozdziałów. Z drugiej strony mamy Rose, której nie potrafiłam polubić. Została wykreowana na postać Mary Sue i była tak niesamowicie irytująca i nie pasowała do Eliasa według mnie. Nie był to poziom poprzednich części, a szkoda.
odrobinę gorsza od poprzednich części, co nie znaczy że jej nie uwielbiam. wręcz przepłynęłam przez historię eliasa i rosalie ❤️🩹 fajnie było wrócić do tych bohaterów 🥹 pozostaje już tylko cassian!!!!
🩷„Ona chciała właśnie mnie. Nikogo innego. Chciała tego zagubionego chłopca z roztrzaskaną duszą.”🩷
5/5 ⭐️
𝑹𝒆𝒄𝒆𝒏𝒛𝒋𝒂: Jakie to było…piękne.
Ta historia mnie pochłonęła, roztrzaskała mi serce, skleiła je na nowo i wyryła się na nim.
Byłam pewna, że relacja Astona i Laurette jest czymś nie do przebicia, ale myliłam się. Przykro mi guys, ale Rosalie i Elias plasują się na podium moich ulubionych książkowych par. To są jedni z najsłodszych ludzi o jakich dane mi było czytać.
Choć nie przepadam za bohaterkami pokroju Rosalie - nieśmiałymi, spłoszonymi i niepewnymi we wszystkim, tak ją pokochałam całym sercem. Przez całą książkę miałam ochotę wejść do środka i ją po prostu przytulić. W tej całej swojej nieśmiałości wcale nie była nudna czy męcząca. Roztaczała wokół siebie taką aurę dobroci i czystego serca. Urocza, przekochana i po prostu cudowna.
Elias my baby boy. Nie potrafię opisać słowami jak bardzo go kocham. Wiecznie skryty za maską grupowego głuptasa, a w środku totalnie złamany, samotny i tak bardzo nieszczęśliwy. W poprzednich tomach nie dało się odczuć, że coś jest nie tak. Bolało mnie serce, gdy czytałam rozdziały o tym, jak bardzo źle się czuje, jak wręcz niemo woła o pomoc. Elias zasługuje na całe dobro świata.
On i Rosalie to połączenie idealne. Cała fabuła, która opierała się na dawaniu sobie wzajemnie korepetycji była dla mnie świetną rozrywką. Jak nie śmiałam się na głos, piszczałam i przebierałam nogami to płakałam jak bóbr. Wymienianie się zaadnotowanymi książkami? Boże to było tak przeurocze.
Zazwyczaj nie wybieram książek z motywem friends to lovers, bo nie ma w nich tyle emocji co w książkach, w których pojawia się jakaś nienawiść,ale tu? Jezu dawno tak dobrze nie bawiłam się na książce. Relacja głównych bohaterów jest poprowadzona w idealnym tempie i dosłownie nie mam się do czego przyczepić. To jak ich znajomość przekształca się w przyjaźń, a później w miłość. To jak oboje się otwierają i zmieniają dzięki tej relacji. To jak wydawałoby się dwie totalnie różne osobowości są jednak tak podobne i mają ze sobą tyle wspólnego. Coś cudownego. Przez całą książkę dosłownie się płynie i w ogóle nie czuć tych prawie 600 stron. To była czyta przyjemność.
Kolejna książka Angeliki i kolejna, którą mogę polecić z czystym sercem każdemu. Piękna, wzruszająca, przezabawna i zapadająca w pamięć.
ten tom skradł mi serce jeszcze bardziej a nie sądziłam że to możliwe to było idealne tak bardzo urzekła mnie ich relacja że drugi raz w życiu płakałam na ksiazce dlatego że pomiedzy bohaterami jest tyle emocji
Jakie to było piękne 😭🥹 kocham Eliasa i bardzo się cieszę, że w końcu znalazł kogoś takiego jak Rose, bo zasługiwał na to już od długiego czasu. Rose za to była pierwszą bohaterką, która byłaby dosłownie jak ja, bez żadnej różnicy. Osobą, która zawsze sama siedzi cały czas w domu, bo nie ma nikogo z kim może się spotkać, która nigdy nie miała swojej grupy znajomych, przez co codziennie widzi, że wszystko w życiu ją ominęło, że straciła te lata swojego życia, które powinna najlepiej wspominać i nie może się odnaleźć nigdzie, a jak wyjdzie chociażby do sklepu to stresuje się każdą interakcją z ludźmi. To może wydawać się głupie, ale dało mi trochę nadzieję, że skoro jej się udało to może mi też kiedyś się uda. Dlatego to nie była tylko fajna, słodka historia, ale taka, która wiele dla mnie znaczy. Teraz nie mogę się doczekać jeszcze książki o Cassiaie, bo już od jakiegoś czasu ciekawi mnie jego Mercy i to co on ma w głowie.
mimo ze szybko sie to czytalo to mysle ze ta czesc najmniej mi sie podobala do tej pory ale nie spodziewalam sie ze sie poplacze i ze stanie sie to co sie stalo
3,5 / 5 ✩ - nastawiłam się mega pozytywnie po tod i się zawiodłam. przede wszystkim było mega nudno, przez 600 stron nie działo się dużo w porównaniu do poprzednich części gdzie było dużo emocji w każdym rozdziale. tutaj czułam jakby na siłę były wciskane opisy, dialogi i takie sytuacje, które do niczego nie prowadziły. rozumiem zamysł, że niewinna pozytywna dziewczyna ratuje tego smutnego chłopca, ale mnie to za bardzo nie kupiło. rose mnie często wkurzała, bo niektóre jej zachowania wydawały mi się do przesady wyolbrzymione. i jako friends to lovers też to dla mnie niezbyt działało, nie było ekscytująco i jak przyszło co do czego to niezbyt się przejęłam
Pierwsza przeczytana w tym roku książka, a ja doskonale wiem, że trafi do ulubieńców 2025 roku🥹 Mój zachwyt do kod trwa już od wattpada i bardzo mocno wyczekiwałam premiery tej książki!! Wiedziałam, że się nie zawiodę. Kisses of Darkness jest wyjątkową dla mnie historią i znaczy dla mnie bardzo dużo. Czytanie jej przynosiło mi ukojenie i nadzieję, których potrzebowałam🩷 Elias i Rosalie to kolejni bohaterowie z serii Kings of Darkness, z którymi niesamowicie mocno się zżyłam. Mają oni cząstkę mnie🩷 Kod jest super komfortową i ciepłą książką, ale także smutną. To ile ja łez wylałam na niej… Nie jestem w stanie zliczyć😭 Jestem zachwycona i mam nadzieję, że wy także będziecie lub nawet już jesteście!! Elias i Rosalie zasługują na waszą miłość🥹🩷
Przychodzę dzisiaj do was z recenzją jednej z najważniejszych dla mnie książek. Ta historia zagnieździła się w moim sercu, wyryła na nim dziurę, by na koniec zakleić to wszystko plastrem 🥺❤️🩹.
A teraz z wielkim uśmiechem na twarzy chcę wam opowiedzieć o moich dwóch kochanych słoneczkach. Rosalie Amore to dziewczyna, którą odrazu pokochałam całą sobą. Jest ambitna, miła, poukładana i dąży do spełnienia swoich celów. Ta dziewczyna zawsze potrafi znaleźć coś dobrego w każdej sytuacji. Rose dąży do tego aby w przyszłości zostać dobrym lekarzem, więc całe dnie poświęca na nauce lecz uświadamia sobie, że nigdy nie zaznała smaku towarzyskiego życia. Dlatego na jej drodze stanie pewien chłopak, który pokaże jej swój świat. Elias Brindley czyli moje słoneczko, któremu gdybym mogła podarowałabym gwiazdkę z nieba. Ten bohater skradł już całe moje serce w dwóch poprzednich tomach. Tam poznaliśmy go od strony bardzo dobrego przyjaciela, który za przyjaciół był gotów wskoczyć w ogień. I oczywiście w swojej książce też jest dobrym przyjacielem ale poznajemy jego myśli i uczucia, które sprawiły, że moje serce pękała. Elias jest uważany za zawsze radosnego chłopaka, który swoim uśmiechem jest w stanie rozświetlić cały świat ale tak naprawdę jest tylko zagubionym chłopcem, którego pochłania ciemność. Lecz pewnego dnia na jego drodze stanie dziewczyna, która swoim światłem będzie przepędzać jego ciemność.
Czy z przyjaźni może wyniknąć coś więcej? Co stanie się, gdy uczucia dojdą do głosu?
Wy nie zdajecie sobie sprawy jak ja czekałam na historię Rosalie i Eliasa. Odliczałam dni aż dostanę w swoje ręce swój egzemplarz. A gdy go już dostałam to zostałam po raz kolejny pochłonięta przez Królów Ciemności.
Ta dwójka to było dla mnie po prostu za dużo. Ich pierwsze spotkanie to jedna z moich ulubionych scen. Ta dwójka nie sądziła, że aż tak dobrze poczują się w swoim towarzystwie. Ich znajomość rozwijała się w spokojnym tempie. Pewnego dnia Rose proponuje Eliasowi, że pomoże mu w nauce i udzieli mu korepetycji. I od tamtego momentu ta dwójka spędza ze sobą każdą wolną chwilę.
Nie mogłabym wam nie wspomnieć o mamie Rosaline. Ta kobieta to anioł w ciele człowieka. Jej relacja z córką jest czymś pięknym. Rose mogła jej powiedzieć o wszystkim i ona nigdy by jej za nic nie potępiła. A to jak miło przyjęła Eliasa i traktowała jak członka rodziny. Ta kobieta nie spodziewała się, że zwykłymi miłymi słowami zaklei rany na serce Eliasa.
Chyba nie sądziliśmy, że zapomnę o pewnej cudownej parze od której moja miłość do tej serii się zaczęła. Laurette i Aston tak cudownie było móc czytać o tym, jak ta dwójka jest ze sobą szczęśliwa. Jestem przeogromnie dumna z Ettie, że robi to co sprawia jej radość i że w końcu odnalazła rodzinę, której nigdy nie miała.
Historia Rose i Eliasa to było coś czego potrzebowałam. Ta dwójka wiele mi uświadomiła i dzięki nim chyba w końcu wiem, co powinnam zrobić. Moje serce zawsze zabije mocnej na myśl o pewnej dziewczynie, która swoim światłem odgoniła ciemność z serca pewnego chłopaka 🥺❤️🩹 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
Postać Rosalie Amore nie da się nie kochać. Przynajmniej ja nie potrafię odczuwać wobec niej negatywnych emocji. Jeżeli uczucie komfortu i bezpieczeństwa miałoby być postacią, wskazałabym właśnie Rose. Jej osobowość sprawia, że serce oblewa ciepło i czuje się wewnętrzny spokój. Ma w sobie tak wiele dobra i empatii, co sprawia, że serce puchnie. Jej dusza wydaje się nieskalana niczym - wręcz niewinna. Rose jest promyczkiem słońca rozświetlającym nawet największą ciemność. Oczywiście to, że jest tak pozytywną i ciepłą postacią nie oznacza, że nie spotykają ją trudności i przeciwności losu. Pomimo swojej aury, przez którą może wydawać się, że jest ona bardzo towarzyska, jest zupełnie odwrotnie. Rzeczywistość jest taka, że Rosalie tak naprawdę ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, czuję presję wpasowania się do towarzystwa. Gdy odkrywałam powoli to, z czym się zmaga, chyba nigdy nie poczułam się bardziej zrozumiana. Często podczas czytania tego co Rose ma w głowie, miałam wrażenie jakby ktoś zajrzał do mojej własnej i przelał myśli na papier. To tylko spotęgowało moją więź z tą bohaterką, która jest jak ciepły kocyk, otulający swoim ciepłem w te najchłodniejsze dni.
Elias Elias Elias… Jego postać miałam okazję poznać w dwóch poprzednich tomach serii i już od początku go polubiłam, pomimo tego, że nie znałam go dokładnie. W historii Laurette i Astona widzimy Eliasa jako tego towarzyskiego, zabawnego, mającego uśmiech zawsze przyklejony do twarzy chłopaka który lubi imprezować. Oczywiście okazało się że ten chłopak to o wiele bardziej złożona postać, skrywająca w sobie wiele mroku i niepewności. Elias jest typem bohatera cierpiącego cicho, za zamkniętymi drzwiami, który za wszelką cenę nie chce dać po sobie poznać, jak wiele bólu sprawia mu każdy kolejny dzień. Takie postacie za każdym razem łapią mnie za serce odrobinę mocniej pd reszty. Elias jest niepewny i zagubiony odnośnie chociażby swojej przyszłości. W męskich bohaterach rzadko odnajduje coś, z czym mogłabym się w jakiś sposób utożsamiać, lecz w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Chłopak błądzi w ciemności, mając wrażenie, że nie ma z niej żadnej ucieczki, dopóki wśród mroku zauważa jakby przebijające się światło.
Ta dwójka razem… Przysięgam, że uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas wszystkich momentów. Motyw friends to lovers nie był mi za dobrze znany zanim nie sięgnęłam po tę historię. Angelika poprowadziła go w taki dobry sposób, że nie mogłam przestać się uśmiechać gdy pomiędzy relacje czysto przyjacielską bohaterów, zaczęły wplatać się uczucia. Uczucia które z dnia na dzień stawały się coraz bardziej intensywne i wyraźne. Elias i Rose to zupełne przeciwieństwa, które uczą się od siebie nawzajem wielu cennych rzeczy, uzupełniają się idealnie i są dla siebie czymś co mogą nazwać ,,powrotem do domu”. Ich relacja jest zdecydowanie bardziej delikatna niż ta Ettie i Astona, co uważam pasuje do nich perfekcyjnie. Wszystkie małe gesty, subtelny dotyk, ukradkowe uśmiechy i spędzenie czasu na rzeczach, które oboje uwielbiali robić sprawiało, że moja dusza romantyczki była niesamowicie usatysfakcjonowana.
Seria ,,Kings of Darkness” już od pierwszego tomu sprawiła, że nie mogę przestać o niej myśleć. Odkryta zupełnie przypadkiem stała się ważnym elementem, pod dużym względem czymś osobistym. Laurette i Aston złapali mnie za serce swoimi losami, z kolei Rosalie i Elias wkradli się trochę głębie bo w duszę. W obojgu z nich mogłam odnaleźć zrozumienie i to sprawiło, że ich historia stała się w pewien sposób terapią. Pióro Angeliki zachwyca mnie za każdym razem bardziej, jest niesamowicie przyjemne i sprawia że przez te książki się dosłownie płynie. Jak już wspominałam wcześniej motyw friends to lovers, który nie był mi wcześniej za dobrze znany, tutaj tak spodobał mi się sposób w jaki autorka go poprowadziła, że napewno sięgnę po więcej pozycji z tym wątkiem. Nie był on przesadzony, relacja rozwijała się w odpowiednim tempie, uczucia bohaterów można odczuć na własnej skórze podczas czytania. Obecny tutaj również motyw studiowania jest przyjemną odmianą od większości książek, gdzie alcja rozgrywa się w liceum. Historia Rosalie i Eliasa ma w sobie zdecydowanie mniej mroku co świetnie dopasowuje się do charakteru ich relacji. Ta książka przynosi za sobą ogrom ważnych wartości. Jest bezpiecznym mie dla tych, którzy postrzegani są za najbardziej pozytywne osoby jakie znamy, a tak naprawdę cierpią w środku i toną w ciemności. Ważne jest to aby się rozejrzeć i dostrzec czy ktoś wokół potrzebuje aby z tej ciemności go wyciągnąć.
Myślę, że nikogo to nie zdziwi, że kolejna książka Angeliki Kołodziej dostaje ode mnie pięć gwiazdek — i gdybym tylko mogła, dałabym jej jeszcze więcej. Historia Eliasa i Rosalie znacznie różni się od dwóch poprzednich części serii Kings of Darkness, ale wcale nie oznacza to, że jest gorsza. Bo nie jest. Angelika doskonale radzi sobie z oddawaniem prawdziwości emocji i uczuć. Każda jej historia zawiera coś, z czym można się utożsamić, a to sprawia, że czytelnik czuje się jak w domu, w swoim bezpiecznym miejscu.
Angelika, nie wiem, jak to robisz, ale do końca życia będę zachwycać się Twoją twórczością. Kocham historie, które tworzysz, bohaterów, których przedstawiasz, i światy, które kreujesz w swoich książkach. W każdej z nich znajduję coś, co sprawia, że jest mi po prostu lepiej. Kings of Darkness uświadomiło mi, że nie muszę być taka jak inni. Nie muszę dopasowywać się do towarzystwa — wystarczy, że będę sobą. Zrozumiałam też, że warto sięgać po pomoc, nawet jeśli bardzo się przed tym wzbraniam. Mówienie o swoich uczuciach jest ważne.
Dziękuję Ci za tę historię i za to, że poruszasz w swoich książkach tak istotne kwestie. 🖤
nie spodziewałam się ze ta książka może tak zawładnąć moim sercem - była inna niż wcześniejsze tomy i może nawet stała sie moim ulubionym tomem! Elias to tak wspaniała postac, pełna sprzeczności, ale totalnie skradł moje serce. Pokazuje, że pozorny uśmiech może ukrywać wiele emocji. Rosie pokochałam od początku, ponieważ tak bardzo ja rozumiałam, tak bardzo widziałam w niej siebie. I za to ja chyba tak bardzo polubiłam. Elias i Rosie stworzyli cos niepowtarzalnego, dwie zagubione dusze szukają róznych rzeczy, choć okazuje sie ze są one identyczne. Płakałam, śmiałam sie, co dawno nie zdarzyło mi sie przy ksiazkowej parze - tak bardzo zawładnęli moim sercem. Ich relacja ukazała siłę uczuć, komunikacji i zaufania. Łapałam się na tym, ze specjalnie odkładałam te książkę, zeby nie musieć sie z nia rozstawać, tak bardzo sie z nia zżyłam. Jestem pod duzym wrazeniem i mam zdecydowanego kaca po niej. Po niej musze sięgnąć po tom Cassiana
Kurczę to ostatnia książka przeczytana w tym roku i muszę przyznać, że zapowiadała się ona bardzo dobrze. Niestety im dalej w las tym gorzej. Podobał mi się zamysł tej historię i uważam, że jest to pozycja warta uwagi, ale nie nastawiałabym się na zbyt wiele. Z plusów: -podobała mi się kreacja bohaterów i pokazanie, ze nawet osoba na pozór radosna może mieć tą druga stronę- tą pełną bólu i wątpliwości w siebie -emocje były dobrze opisane przez podczas czytania można było odczuć stan jaki gnębi Eliasa Z minusów: -Na pewno długość, gdyby książka była krótsza,to myślę, że uderzyłaby mocniej. Na ten punkt kulminacyjny co by nie mówić trzeba było dość długo czekać przez co momentami się nudziłam, a szkoda bo autorka potrafi sprawić, że czytelnik czuje zagubienie bohatera. Więc brawa dla autorki.
Nie chce się za bardzo rozpisywać od siebie zostawiam 3,5/5⭐️
Zostałam złamana w najpiękniejszy możliwy sposób. Historia rose i elisa jest piękna. Nie wiem co można innego o niej powiedzieć, bo ma w sobie wszystko co piękne i bolesne. Pokazuję że ludzie doskonale umieją skrywać ból ale także jak szukać szczęścia
ten tom skradł mi całkowicie serce. zasługuje na zdecydowanie więcej niż tylko pięć gwiazdek. pokochałam historie tej dwójki niemal po pierwszych paru stronach, a po całości? ja przepadłam 🥹❤️🩹