Wiktor Rostowski planuje otworzyć ekskluzywną restaurację na Mazurach. Jego dwaj przyjaciele stawiają przed nim niebanalne zadanie. Bezczelny biznesmen z przerośniętym ego przyjmuje zakład, w którym musi uwieść heteroseksualnego mężczyznę. Na ich celowniku pojawia się Serafin. Nieświadomy niczego chłopak wpada w siatkę intryg i manipulacji. Jak daleko posunie się Wiktor, by dopiąć swego? I co się stanie, gdy między nimi pojawi się niechciane pożądanie?
Przeczytałam to już prawie miesiąc temu i wreszcie mogę ocenić. Bohaterowie z kartonu, nikt NIKT nie mówi tak jak w tych dialogach, a do tego bohaterowie absurdalnie szybko się w sobie zakochują (plus ich związek trwa może koło miesiąca, a patrząc na końcówkę można by pomyśleć, że co najmniej kilka lat). I ten koniec, który miał dla mnie jeszcze mniej sensu niż wszystko wcześniej.
WRESZCIE MOGĘ TO ODZNACZYĆ A CO JESZCZE LEPSZE - BYĆ JEDNĄ Z PIERWSZYCH OSÓB, KTÓRE DAŁY 1 GWIAZDKĘ (dokładnie drugą). To było tak złe, nie wiem jak to możliwe, że zostało wydane. Brak jakiegokolwiek warsztatu pisarskiego, temat z zakładem niczym fanfiki w 2015. Relacje międzyludzkie i ich rozmowy - realistyczne w zerowym stopniu. Dosłownie nie było tu niczego dobrego.
W tej książce są takie głupotki, które dałoby się wyciągnąć dodatkowymi stoma stronami – czyli wzbogacić tekst o problemy przeskoku z kobiet na facetów, bo – spoiler z życia – facet hetero nie marzy o penisie drugiego faceta mijanego na ulicy. Chyba że był krypto gejem od lat, ale tego nam autorki nie zafundowały w żadnym z dwóch panów. Porównywanie bohaterów do jakichś superbohaterów, elfów – myślałam, że z tego "wyrośliśmy" na przestrzeni lat. Za to stanę w obronie motywu, czyli bycia czyimś zakładem. Nie uważam, że ten motyw jest przeżytkiem roku 2015, bo jeśli zostaje dobrze poprowadzony w 2025, to nadal może zachwycić. Niestety, tu nie został. I nie zrozumcie mnie źle – brutalność jednego z panów względem "zdobędę go, bo tylko to się liczy – wygrany zakład" jest jak najbardziej na plus w tym tytule. Szkoda tylko, że po raz kolejny poszliśmy w wymuszone zakochanie się, zamiast w totalną bezwzględność. Byłoby to ukazaniem tematu z należytej strony, niezdrowej strony. I pewnie dlatego ludzie tak nie lubią tego motywu. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie doceniła za prolog, który ma swoje dokończenie w epilogu. Tutaj ogromne oklaski, bo było to czymś, co mnie zaskoczyło i sprawiło, że z 1/5, jesteśmy na naciąganej dwójce. Widać, że autorki chciały bardziej dać upust fantazji erotycznej u mężczyzn, niż skupić się na rozpisaniu charakterów czy żyć bohaterów. Szkoda.
„Nie do wygrania” to historia o wielu warstwach i wymiarach. Ukazuje zarówno dobre, może nawet najlepsze cechy w ludziach ale i te najgorsze.
Wiktor utożsamiał niemal samo zło - zepsuty, chamski, apodyktyczny, wzbudzający niechęć. Kreacja dupkowatego (choć to dość delikatne określenie), wszechwładnego szefa wyszła całkiem fajnie. Tej postacji początkowo nie sposób polubić, troche podobnie jak bliźniaków w moim odczuciu - nie przejmowali się niczym i nadal jednak bawili w głupiutke zawody. Mam wrażenie, że mimo wspólnych lat razem ta relacja też była dość powierzchowna i zbyt mocno nacechowana używkami i imprezami.
Z drugiej strony dostajemy Serafina i ludzi, których poznał w tymczasowej pracy- akceptujący, życzliwi i bardzo pomocni, którzy na każdym etapie byli ogromnym wsparciem dla Serafina. Jego samego nie potrafie jednoznacznie określić - momentami wydawał się zagubiony, kiedy indziej jakby był bardzo pewny tego czego chce. Przyznaje jednak że najbardziej zaimponował mi swoją postawą na koniec! Finalnie to on z tej dwójki okazał się tym dojrzalszym i mądrzejszym. Mam wrażenie, że Wiktor dużo, dużo później dojrzał… Dzięki tak naprawdę kilku przypadkom główny bohater miał szanse poznać samego siebie i odkryć coś co być może wyszłoby na jaw dopiero po wielu latach podczas których czułby się nieszczęśliwy i ten aspekt historii bardzo do mnie przemówił. Sam motyw zakładu choć okrutny, traktuje z nutą zrozumienia bo finalnie miał dobry skutek.
Niestety ale przez postać Rostowskiego mam delikatny problem z oceną tej historii - rozumiem dlaczego został napisany w taki sposób jednak tej postaci po prostu nie dało się polubić. Momentami był zbyt napastliwy, władczy i zmuszał wręcz do pewnych rzeczy co nie do końca mi odpowiadała bo naruszał jednak czyjeś granice. Podobał mi się rozwój relacji między obydwoma panami i to czego obaj się o sobie dowiadywali. Finalnie nie każdy okazał się prawdziwym mężczyzną że tak to ujme ale to już musicie sprawdzić sami😉.
Czułam się jakbym czytała niszowego fanfika 13 latki, która dopiero odkryła coś takiego jak wattpad i obejrzała jakieś anime czy coś innego.
Boże, zero warsztatu. Zero! Nie dość, że Wiktor myśli kutasem bardziej niż mózgiem, to na dodatek kobiety w jego oczach są uprzedmiotowane i czułam wręcz obrzydzenie jak czytałam jego pov. Kobiety dla niego to nic innego niż szybki seks i nic więcej, zero szacunku ani nic takiego, szczególnie kiedy przywołuje "chwile uniesienia" w głowie. Myślałam że rzucę czytnikiem.
W dialogach nie było nic, jakby bohaterowie ze sobą w ogóle nie rozmawiali, tylko rzucali dwuznacznymi tekstami i nic więcej nie wrzucali do "fabuły". Dosłownie jak gryzienie kartonu.
Nie spodziewałam się aż takiego badziewia, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Bohaterowie płascy jak kartka papieru, w ogóle nie dało się wyczuć w wydarzenia, nic, a nic. Zaczęłam jednego dnia i uznałam "boże szumiący, nie mam siły" i się poddałam, a miałam ochotę na lekki romans w klimatach jakie lubię, ale no, przeliczyłam się xd.
Jedyna śmieszna rzecz do jakiej dostałam to Edyta Górniak i foliowa czapeczka. Nic więcej.
Wiktor jest aroganckim, pewnym siebie, odnoszącym sukcesy w branży restauracyjnej mężczyzną. Właśnie ma otwierać kolejną z nich. W tym celu przyjeżdża na Mazury, by osobiście nadzorować prace remontowe.
W tym samym czasie pracę w hotelu zaczyna Serafin. Zastępuje kolegę, a przy okazji chce dorobić do spełnienia swojego marzenia. Jednak na miejscu okazuje się, że nie będzie zajmował się zadaniami hotelowymi, a zostanie asystentem Wiktora.
Cała historia oparta jest na zakładzie, który Wiktor przyjął od swoich przyjaciół. Mężczyzna ma poderwać heteroseksualnego faceta. Jego celem staje się Serafin.
To pierwszy romans z motywem mlm, po który sięgnęłam. I jakie było moje zdziwienie, jak okazało się, że właśnie przeczytałam ostatnie zdanie. Przez całą historię się płynie, a wciąga od pierwszej strony. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie moje wzruszenie. Bo jak? W takim romansie?
„NDW” to opowieść o dwóch mężczyznach, którzy niby są dorośli i z doświadczeniem, a jednak teraz mają okazję odkryć siebie samych i swoją seksualność na nowo. Wystarczył im bodziec, którym było pojawienie się tego drugiego, by przekonali się czego tak naprawdę pragnął. Okazuje się, że siebie nawzajem. I mimo, że jest to dla nich całkowicie niezbadany teren to pozwalają sobie na coraz odważniejsze kroki i zażyłość.
Ogromnie zaskoczyło mnie to, jak Wiktor dbał o komfort i samopoczucie Serafina. Martwił się też jego uczuciami i nim samym. A przecież miał być tylko wygranym zakładem. Czy na pewno?
Autorki zrobiły świetną robotę. Napisały wzruszającą, bardzo emocjonującą historię. To lekkie pióro, szczypta humoru i wzbudzenie ciekawości sprawiają, że nie da się odłożyć książki przed zakończeniem. Ponadto poruszyły tu ważne i trudne tematy, które zmuszają do refleksji. Docenić należy także fakt świetnie wykreowanych bohaterów. I to nie tylko tych głównych. Przyjaciele Wiktora i Serafina zasługują na uwagę. Za to, jak wspierają obu mężczyzn i są obok, gdy są potrzebni należy się szacunek.
Stanowczo jest to książka dla dorosłych czytelników. Ale wierzcie sceny zbliżeń choć obrazowe i działają na wyobraźnię, nie są niesmaczne. Także jeśli jesteście sceptykami, co do romansów mlm i bronicie się przed nimi, jak ja do tej pory, to „NDW” jest idealną propozycją na to by przekonać się, że jesteście w błędzie. I, że takie historie mogą wnieść dużo więcej do życia niż tylko spędzenie czasu przy książce.
Na koniec powiem, że książka miło mnie zaskoczyła, a zakończenie złamało serce. Mimo to czekam na kolejny tom.
“Nie do wygrania” jest kwintesencją wszelkiego rodzaju zakładów, jakie potrafią nas zaskoczyć w życiu codziennym. Do nietypowego wyzwania dochodzi w debiucie Katarzyny Dołgań i Darii Głowackiej.😮
Wiktor to restaurator, który otwiera ekskluzywny lokal na Mazurach. Dla podsycenia atmosfery, dwóch jego najbliższych przyjaciół stawia przed nim dość oryginalne zadanie - w konkretnym czasie ma on uwieść wyznaczonego przez chłopaków mężczyznę. Wybór pada na Serafina, który niczego nieświadomy wplątany zostaje w zaplanowaną manipulację. Gdy Wiktor decyduje się na radykalne kroki, aby dopiąć swego, między mężczyznami zaczyna pojawiać się coś więcej, niż można było się spodziewać.🤭
Historia opisana w książce na pewno nie należy do standardowych. Całość kręci się wokół przyjętego zakładu, mamy tutaj jedność miejsca akcji oraz jasny ciąg wydarzeń. Początkowo oschłe i wyniosłe podejście Wiktora zmienia się na przestrzeni kolejnych stron, kiedy to bliżej poznaje swój obiekt wyzwania. Będący stuprocentowym heter0s3ksualnym macho, zaczyna odczuwać coś więcej do młodego chłopaka, co z początku trudno jest mu zaakceptować.🤐
Choć książka jest poprawna i może znaleźć swoich odbiorców (my chyba nie jesteśmy targetem), to nam nie do końca podobał się motyw transformacji orientacji sek$ualnej Wiktora (czy też jej płynności). Kilka tygodni wymuszonych zbliżeń z drugim mężczyzną sprawiły, że dla niego zaczął liczyć się wyłącznie Serafin, który zresztą przedstawiony został bardzo stereotypowo (delikatny, z długimi włosami, o ruchach powszechnie określanych jako kobiece). Ciężko nam uwierzyć w tak nagłą zmianę, chyba że nasz główny bohater ukrywał to przed światem i samym sobą przez całe życie, ale niestety nie poznajemy tej części historii. 😉 Pozytywnym akcentem jest natomiast postać przyjaciela Serafina, który pokazuje, jak bardzo wspierać można osoby queerowe, niezależnie od własnej sytuacji życiowej.
Warto również zaznaczyć, że w książce pojawia się sporo scen zbliżeń, dlatego jest to tytuł wyłącznie dla os��b pełnoletnich i głodnych ostrych opisów!🌶️
Są takie książki, które na papier nigdy trafić nie powinny. "Nie do wygrania" jest właśnie takim dziełem. Co moje nieszczęsne oczy zobaczyły, wasze niech nie oglądają.
Główny bohater Serafin, który miał być hetero, jest łatwiejszy do wyrwania niż chwasty w ogródku. W dodatku jego wygląd to typowy opis 90% postaci, występujących w porno opowiastkach pisanych na wattpadzie przez nastolatki. Jego obiekt zainteresowania Wiktor, to typ który jest jedną wielką red flagą. On i jego przyjaciele to alkoholicy, ćpuny i delikatnie mówiąc psy na baby, w tym najgorszym wydaniu.
Ta książka pod względem fabularnym nie przedstawia sobą niczego. Każda scena jest tu tylko po to aby być pretekstem do obmacywanek, lub coraz bardziej cringowych scen dialogowych. Które czytając jedyne co człowiek czuje, to zażenowanie. I to zakończenie, przysięgam wam że to chyba jedyny moment, gdzie nasz główny bohater wykazuje się rozumem.
Jest jednak jedna rzecz która mnie rozłożyła na łopatki, otóż autorki stwierdziły że to świetny pomysł aby do książki. Która jest niczym więcej jak pretekstowym porno na papierze, dorzucić bardziej poważny temat. I zaczęły ustami współlokatora Serafina, opowiadać nam o fundacji wspomagającej osoby LGBT. Litości. To poważny społeczny temat, któremu absolutnie nie wyjdzie na dobre wciskanie do tego typu książek. No aż trochę słów brak.
Komu polecam? nikomu. Jeżeli chcecie poczytać romans mlm to znam lepsze tytuły, a jeżeli czytacie takie książki tylko dla scenek +18. To równie dobrze możecie zainwestować w jakąś mangę BL.
Dialogi popsuły mi całą książkę. Je się tak źle czytało, że musiałam co jakiś czas książkę odkładać. Od samej książki nie oczekiwałam wiele, ale całość totalnie popsuły mi właśnie dialogi. I wiem, że się powtarzam, ale to naprawdę bardzo popsuło mi tą książkę, a szkoda bo końcówka (skutki pewnej rozmowy) była interesująca.
To była naprawdę szybka i przyjemna książka. Autorki mają dość luźny styl pisania i szybko wkręciłam się w lekturę. Aczkolwiek nie wszystko było idealne...
Zacznę od tego że mam wrażenie, że wszystko kręciło się wokół seksu. Nie umiem sobie przypomnieć rozdziału, który byłby bez mówienia o nim, wspominania itd. i po prostu w pewnym momencie było tego jak dla mnie za dużo.
Po drugie Wiktor. Jeden z głównych bohaterów. Boziu jak on mnie irytował. Nie mówię, że nie bo było z nim kilka naprawdę spoko momentów, ale chyba jednak przez większość czasu jego zachowanie i podejście do życia denerwowało🙈
Plusem natomiast zdecydowanie była dojrzałość i postawa Serafina oraz Romek, czyli jego znajomy który wprowadził do tej książki naprawdę fajny i ciekawy wątek.
Coś co jeszcze było na plus i zdecydowanie podniosło moją ocenę to zakończenie. Boże jak ja się cieszę że to się tak skończyło. Serio. Jak przeczytacie to pewnie stwierdzicie że to dziwne reakcja jak na takie zakończenie, ale ja chyba bym się wkurzyła jakby było inne...😅 Po tym jak potoczyła się relacja bohaterów nie wyobrażam sobie dla nich innej końcówki i jak dla mnie tak rozwiązana akcja jest jak najbardziej odpowiednia👀
Ogólnie książkę będę wspominać raczej pozytywnie, bo bawiłam się na niej dosyć dobrze, aczkolwiek nie trafi ona na pewno na mają listę ulubionych książek.
to było straszne... i może kiedyś bede gotowa rozwinąć swaja wypowiedź. Na chwilę obecną jestem dumna z siebie że nie zrobilam dnf'u choć miałam na to ochote tak co dwie strony