Jump to ratings and reviews
Rate this book

Białoruś. Kartoflana dyktatura

Rate this book
Doniesienia z Białorusi rzadko trafiają na pierwsze strony polskich gazet. Nie licząc absurdalnych memów, ukazujących Aleksandra Łukaszenkę jako zapalonego zbieracza ziemniaków czy viralowego filmu, w którym prezydent w spektakularny sposób uczy Stevena Seagala, jak jeść marchewkę.

Wszystkie media w Polsce omawiały jednak dwa wydarzenia: sfałszowane wybory prezydenckie w 2020 roku oraz kryzys na naszej wspólnej granicy, spowodowany tym, że białoruska dyktatura zaczęła przerzucać migrantów za polską granicę. To właśnie one unaoczniły nam wciąż trwającą, nieludzką dyktaturę panującą w tym kraju.

Marcin Strzyżewski zabiera nas w reporterską włóczęgę po Białorusi, którą trawi terror i reżim Łukaszenki. Pokazuje, co dzieje się tuż za naszą granicą, w cieniu imperialnej i złowieszczej Rosji.

Obowiązkowa lektura dla mieszkańców wszystkich krajów sąsiadujących z Białorusią, a w szczególności dla nas.

400 pages, Paperback

First published February 26, 2025

7 people are currently reading
78 people want to read

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
5 (6%)
4 stars
13 (17%)
3 stars
25 (34%)
2 stars
23 (31%)
1 star
7 (9%)
Displaying 1 - 21 of 21 reviews
Profile Image for Joanna.
262 reviews317 followers
March 3, 2025
Przez pierwsze rozdziały miałam bardzo mieszane uczucia, jednak im dalej tym mocniej przechylały się one w stronę negatywnych.
Zacznijmy od najmniej problematycznej kwestii. Jak w niektórych reportażach kontrolowany i zaplanowany groch z kapustą tj. totalne wymieszanie różnorodnych tematów sprawdza się świetnie tak książka Strzyżewskiego zdecydowanie nie jest takim przypadkiem. Tematyczny chaos w “Białorusi” - nawet jeśli pierwotnie celowy - wymknął się autorowi spod kontroli. Z będących najmocniejszym punktem (i jedynym takim pozytywnym) pozycji opowieści o niełatwym “zrusyfikowanym” życiu codziennym Białorusinów, nieprzyjaznej obywatelom administracji, wcale nie tak oczywistych jak mogłoby się wydawać relacjach Łukaszenki z Putinem czy (naprawdę!) bardzo ciekawych faktów o gospodarce i rolnictwie oraz fałszowaniu danych i statystyk co jakiś - zupełnie przypadkowy - czas przeskakujemy do wielce obszernych historii protestów i trochę mniej obszernych, ale praktycznie kompletnie niezwiązanych z głównym tematem książki - relacji z wojny w Ukrainie. Te niepotrzebnie aż tak szczegółowe przywołania niemal identycznie przebiegających zbiorowych sprzeciwów przeciwko reżimowi Łukaszenki są tak liczne, że przez sporą część książki odniosłam wrażenie, że że w Białorusi mało poza protestami się dzieje (ironizuję).

O ile jeszcze treść reportażu dzięki paru mocniejszym fragmentom momentami się broni - tak forma powinna być pokazywana przyszłym adeptom zawodu jako przykład antydziennikarstwa. Strzyżewski często i gęsto podpiera się źródłami. Ale chwila - jak to narzekasz na liczne przypisy? Na głowę upadłaś? Twoje konto przejęli reptilianie? - zapytacie. Ano, jak mądrość ludowa mówi nie zawsze ilość równa się jakość, a odnośniki do źródeł w “Białorusi” to w znacznej mierze wydmuszki, które na pierwszy rzut oka sprawiają, że reportaż wygląda na rzetelnie i porządnie opracowany jednak gdy wniknąć głębiej to wrażenie pryska doszczętnie. Wikipedia jako wiarygodne źródło? Myślałam, że czytam pracę profesjonalnego reportażysty, a nie ucznia podstawówki. Czekajcie! Mam nadzieję, że jeszcze nie wszystkie członki Wam opadły, bo w przypisach-gate jest jeszcze większe złoto! Strzyżewski na kartach książki systematycznie przypomina o tym jak to oficjalnie podawane przez białoruski rząd wszelkie dane statystyczne, analizy, raporty są nagminnie fałszowane. Co zatem autor robi? Tak, wiem, że nie zgadliście - tak bardzo jest to nie do pojęcia - sam z nich nagminnie korzysta, bez cienia refleksji umieszcza w źródłach. Trolling level hard?

Na koniec - istna wisieńka na torcie, crème de la crème antysztuki reporterskiej. Pisząc o osobach, którym się gardzi, do których pała się czystą nienawiścią trudno jest w głowie ucieć od osobistych, mocno nacechowanych emocjonalnie określeń. Jednak wszystkie prywatne animozje powinny zostać z autorem. Dobra, rzetelna literatura faktu opiera się na twardych danych i faktach, a nie widzimisię autora. Przeczytałam dziesiątki pozycji o dyktatorach, reżimach - autorstwa zarówno profesjonalnych historyków i dziennikarzy jak i pasjonatów tematu, ale z takim kuriozum jakie popełnił Strzyżewski w swoim reportażu spotkałam się po raz pierwszy w życiu. "Człowiek-ziemniak”, “warzywna bulwa w wojskowej czapce”, “łysa frytka z wąsem”, “humanoidalna bulwa”, “dyktator, który w młodości świetnie komponował się z koperkiem”, “lider, pachnący fryturą“, “Alaksandr Kartoflowicz Ziemniaczenko” - nie, to nie są określenia wyjęte z białoruskiego odpowiednika “Faktu”, a z książki Strzyżewskiego. Łapiecie? Takimi synonimami autor zastępuje nazwisko białoruskiego dyktatora.
Czy samo “Alaksandr Łukaszenka” padło w tej książce chociaż raz? Szczerze mówiąc, wysilam pamięć najmocniej jak potrafię i może ze dwa-trzy razy autor nazwał Łukaszenkę z imienia i nazwiska, które ma wpisane w dowodzie. Rozumiem, że Białorusini - jak i Polacy, Rosjanie, Amerykanie itd. - mają powszechnie używane prześmiewcze określenia na swoich polityków - jednak w ilu poważnych pozycjach z literatury faktu spotkaliście się z notoryczną zmianą nazwiska Kaczyńskiego na “Kaczora” czy Trumpa na “Pomarańczowego”. Ja w ani jednej. I jak mam brać na serio, wierzyć reportażowi, który co chwila atakuje mnie pojęciami rodem z gimbazowych memów? Jakim cudem redakcja to przepuściła?

Ufff, dziękuję za uwagę, jak dobrze, że to wszystko, bo więcej mankamentów nie miałabym siły dalej wymieniać - już wszystkie witki mi opadły.

instagram | facebook
Profile Image for Tylkotrocheczytam.
161 reviews29 followers
December 28, 2025
Możliwe, że tego o mnie nie wiecie, ale większość życia spędziłam w małym mieście, z którego od granicy z Białorusią dzieliło mnie 15 kilometrów. Mimo tej bliskości, nie istniała żadna integracja, a taki typowy – jeśli nie jedyny – kontakt, jaki miałam z mieszkańcami po drugiej stronie odbywał się w centrach handlowych w Białymstoku, gdzie podjeżdżały wielkie autokary, gotowe zabrać z powrotem ładunek w postaci nie tylko pasażerów, ale też mnóstwa towarów.

I wiecie, jakoś w dzieciństwie rodzice nie wyjaśniali tego bardziej niż określając, że u nas jest taniej. Wzruszało się wtedy ramionami, sądząc, że to to po prostu taki fakt i ciekawostka. Patrząc na to jednak z perspektywy czasu oraz śledząc zdarzenia, które rozgrywały się w kraju, to dziwię się jak bardzo przechodziło to obok.

Gdy więc usłyszałam zapowiedź reportażu o Białorusi, wiedziałam, że chcę ją koniecznie przeczytać. I tu, niestety, muszę przyznać, że moje odczucia na jej temat nie różnią się szczególnie od opinii, które sama czytam od jej premiery.

Denewujące, pejoratywne określenia Łukaszenki?
Potwierdzam, jest ich mnóstwo. Czasami strona w stronę znajdujemy różne wersje, więc nie można odmówić kreatywności pod względem repertuary, ale jednocześnie mnie wytrącały z rytmu książki, a momentami zastanawiałam się o kogo chodzi (𝘉𝘶𝘭𝘸𝘢 wydało mi się całkiem realnie brzmiącym nazwiskiem) czy w ogóle o co chodzi.

Przemieszanie wątków i nierówność rozdziałów?
Przez pierwsze kilkadziesiąt stron zastanawiałam się czy czytam przedłużony prolog i zaraz przeniesiemy się do bardziej ustrukturyzowanej formy; no, niekoniecznie. Może przedstawianie dialogów autora z rzeczywistymi osobami miało dodać naturalności, ale nie wiem czy to wsparło przekaz. Brakowało mi też może dokładniejszego wyjaśnienia czym jest Pułk Kastusia Kalinowskiego, bo były momenty, gdzie nie wiedziałam gdzie się znajdujemy i czy książka jest o Białorusi, czy o Ukrainie.

I oczywiście, zgadzam się, że trudno rozdzielić obecną historię od wszystkich zamieszanych wschodnich sąsiadów, ale czasami wprowadzało to więcej zamętu w mojej wiedzy niż porządku.

Mimo to, muszę przyznać, że wiele fragmentów było w moim odbiorze bardzo poruszających. Nie wiem, czy mogę je nazwać jakoś odkrywczymi czy poszerzającymi horyzonty, jednakże przedstawienie sytuacji z perspektywy jednostki zawsze wydaje się bardziej budzić emocje. Jeśli chodzi o samo pióro autora to zostawiłam sobie wiele fraz oraz cytatów, bo nierzadko padały naprawdę ładne zdania.

Ale publikacja powinna stanowić silną całość, powinna gdzieś dążyć i coś wprowadzać. Zamiast tego jest to po prostu… coś. Niekoniecznie bardzo złe. Niekoniecznie dobre. Chyba za dużo tu personalnego stosunku Strzyżewskiego, by określić to reportażem. Może to powinien być osobisty felieton i wtedy byłoby to bardziej zgodne.
Profile Image for Mewa.
1,241 reviews246 followers
March 16, 2025
U Strzyżewskiego lubiłam luźne podejście do formy reportażu w połączeniu z ogromem rzetelnych informacji, natomiast tym razem na obu polach się zawiodłam. Nie na tyle, by lektura była czasem straconym (wiele rozdziałów dało mi ogrom danych, z którymi zetknęłam się po raz pierwszy), ale wystarczająco, by kręcić na nią nosem. Nie była to dobra książka, choć wciąż interesująca i może szacunku do autora nie straciłam, ale oczekiwałam po nim więcej.
Profile Image for ola ✶ cosmicreads.
398 reviews110 followers
February 25, 2025
Zachęcona poprzednią książką autora chętnie sięgnęłam po tę nowość. Spodziewałam się, że również będzie gawędziarsko i z humorem, i że nawet mając wysoki próg wyjścia dowiem się czegoś bardziej „od środka”. Niestety, książka o Białorusi nie przypomina swojego poprzednika. Debiut Strzyżewskiego był przemyślany i równy, a mam wrażenie, że na tę książkę zabrakło już pomysłu i że została wydana przedwcześnie, jakby autor walczył z deadlinem. Jest dużo danych (głównie z baz państwowych, urzędów statystycznych, serwisów informacyjnych i wikipedii — więc źródeł internetowych), ale przekazanie ich nie zawsze było interesujące w ten sam sposób. Czasem czułam się zalana danymi. Oczywiście, dodając to, że białoruskim danym nie ma co ufać, pojawia się pytanie o zasadność tak skrupulatnego ich podawania. Podobnie jak w przypadku „Rosji” jest tu sporo historii z podróży autora, które, jeśli mnie pamięć nie myli, zawierały trochę mniej niepotrzebnych opisów. Mało istotne z punktu widzenia „reporterskiej włóczęgi po Białorusi” jest też opisanie działań pomocowych autora na Ukrainie i opisów Krakowa.

Choć okładka i tytuł książki wywołały we mnie uśmiech, to w trakcie lektury szybko zrzedła mi mina. Już na samym wstępie autor zaznacza swój osobisty stosunek do Łukaszenki i to, że będzie używać wymyślnych epitetów względem niego; nie sądziłam jednak, że ten żart zostanie powtórzony kilkanaście razy, aż będę przewracać oczami widząc kolejny. I to nie tak, że mam inne podejście, bo nie mam; nie pasuje mi to ze względu na format reportażowy, od którego spodziewałabym się mniej bezpośredniości, można w końcu przekazać niechęć w inny sposób.

Spodziewałam się czegoś więcej po tak ciekawym debiucie. Szkoda, że ta książka pojawiła się tak szybko, że nie można było jej napisać już po wyborach prezydenckich. Sytuacja geopolityczna naszych wschodnich sąsiadów, ale i całego świata zmienia się z każdym dniem i wiem, że trudno trafić w odpowiedni moment, ale przez to pozostaje pytanie: czy czytelnicy potrzebują niekompletnej książki, która za chwilę się zdezaktualizuje?

Zmęczyłam się tą lekturą i tak jak polecam wam przeczytanie „Rosji”, z której faktycznie wyciągnięcie dużo informacji, tak „Białoruś” odradzam, no chyba, że przez ostatnie 5 lat nie czytaliście żadnych wiadomości.
Profile Image for Magda (double.bookspresso).
157 reviews10 followers
February 22, 2025
Gdy politycy w wywiadach lub na wizji rzucają w siebie wyzwiskami - czuje niesmak. Ot inteligencji, wykształceni mężczyźni u władzy (sic!) uwalniają w sobie najbardziej pierwotne pokłady reakcji.
To samo odczucie towarzyszyło mi czytając któreś z rzędu pejoratywno-satyryczne określenie na Łukaszenkę. Ten reportaż autorem stoi i mimo że potępiamy te same rzeczy, mamy podobne refleksje, a literatura faktu zawsze będzie nosiła znamię subiektywizmu- mówię nie takiemu opisywaniu rzeczywistości.
Zawartość jest ciekawa, na pewno poszerza horyzont, bo o Białorusi w opinii publicznej mówi się tylko przy okazji Rosji lub Ukrainy. Ponadto przystępna dla czytelników, chociaż nieco chaotyczna.
19 reviews4 followers
February 21, 2025
Nie czuję, aby po lekturze tej książki moja wiedza na temat Białorusi jakkolwiek się poszerzyła, za to poznałam cały szereg wymyślnych określeń, jakimi autor określa Łukaszenkę. Raczej nie tego oczekuję po reportażach.
Profile Image for Monika || mons.reads.
92 reviews1 follower
February 20, 2025
Z jednej strony nie miałam większych oczekiwań względem tej książki, z drugiej zaś - chciałam przeczytać reportaż o Białorusi. Zgadzam się z autorem, który uważa, że poświęcamy mało uwagi naszemu sąsiadowi, ale czy on sam poświęcił 100% uwagi Białorusi? Ogólnie mam parę zastrzeżeń do tego reportażu, przez co wystawiam niską ocenę.

Po pierwsze, epitety "wąsata frytka", "ziemniaczany król" itd. może i są zabawne, ale gdy pojawiają się raz czy dwa. I to w rozmowie prywatnej. Nie umiem i nie mogę traktować poważnie reportażu, w którym takie słowa pojawiają się średnio na co drugiej stronie. To nie post na bloga, na którym robimy konkurs, kto bardziej komu nawtyka, serio. To jest po prostu żenujące i dobre dla gimnazjalisty. I nie, nie jestem fanką Łukaszenki.

Po drugie, książka jest po prostu chaotyczna, mam wrażenie, że bardziej przypomina luźny zbiór pomysłów na kanał na yt niż na książkę. Przeskakujemy z tematu na temat, aż w końcu zaczynamy gubić wątek. Autor przytacza bardzo dużo danych i z jednej strony dobrze, z drugiej łatwo poczuć się nimi przytłoczonym. Inna rzecz, że głównie są to źródła internetowe. Sam autor powtarza, że trudno ufać ich wiarygodności, więc czy była potrzeba przytaczania ich w takiej ilości? Sposób podania też nie zawsze jest przystępny, czasami czułam się, jakbym czytała jakieś statystyki czy roczniki.

Po trzecie, za dużo tu autora, wybaczcie. Dużo tu o jego marzeniach, planach czy minionych podróżach - co byłoby fajne, ale na blogu. Opis, że autor "zabiera nas w reporterską włóczęgę po Białorusi" jest przesadzony, bo potraktowałam "włóczęgę" dosłownie. Myślałam, że autor bywa tam regularnie, a nie był kiedyś. Wiele lat temu. Sama Białoruś zeszła dalszy plan, bo trudno było i autorowi, i redakcji zachować jakiś balans między prywatnymi wtrętami a opowiadaną historią.

Po czwarte, dlaczego nie mogliśmy się skupić na jednym kraju? Zupełnie nie rozumiem rozdziałów o Ukrainie, pomocy autora, jego wyjazdach, wspominkach z kijowskiego zoo... to nie ten temat? Winszuję i podziwiam, ale serio, chciałam przeczytać reportaż o Białorusi, nie wyprawach na Ukrainę. Wprowadzało to dodatkowy chaos i bałagan. Z jednej strony marudźmy, że Białoruś nikogo nie obchodzi, więc napiszmy reportaż, w którym co najmniej 1/4 jest poświęcona Ukrainie.

Uwagę zwracała również nie najlepsza redakcja (choć obecnie to nic nowego), można było tekst nieco bardziej dopracować. Cały czas gryzła mnie również jedna kwestia: mamy oczywiście zwrot "W Białorusi" czy "W Ukrainie", ale już "NA Litwie". Przyimek "na" we wszystkich przypadkach był do tej pory stosowany z tych samych względów, więc może warto zadbać o konsekwencję, bo podkreślanie odrębności/niezależności Białorusi (gdy jednocześnie piszemy, że jest zniewolona przez dyktatora i pragnie wolności) czy Ukrainy, a jednoczesne pisanie "na Litwie" (faktycznie niezależny kraj) jest nie do końca logiczne.

Podobały mi się rozmowy z Białorusinami, choć żałuję, że było ich stosunkowo mało. Niektóre rozdziały poświęcone stricte Białorusi były ciekawe, mimo że i tak zaraz musiał się pojawić epitet frytkowy czy bulwiasty.

W moim odczuciu zabrakło tutaj porządnego planu na książkę, zresztą, jedna z rozmówczyń zadaje pytanie: "jaki jest główny cel tej książki?" i szczerze, sama się nad tym zastanawiałam. "Białoruś" to raczej zbiór anegdot oraz danych okraszonych żenującym humorem niż pełnokrwisty reportaż o tym kraju. Mimo że sama nie mam dużej wiedzy o Białorusi, to nie dowiedziałam się niczego zaskakującego ani odkrywczego. Bardzo mi przykro, ale nie polecam.
Profile Image for Weronika.
456 reviews23 followers
Read
February 28, 2025
Ojoj, nie wiem, co myśleć. Dużo zarzutów, ale też nie było najgorzej.
Profile Image for I saved the book today .
328 reviews7 followers
February 26, 2025
„Często, kiedy się zastanawiamy, dlaczego Białorusini czy Rosjanie nie decydują się na bardziej zdecydowane formy protestu, zapominamy, że samo uderzenie pałką na placu to tylko przystawka w długim menu represji oferowanym przez kelnerów lokalnych wodzów. Oba te bardzo sobie bliskie w charakterze i metodach działania reżimy są nieludzko mściwe i konsekwentne w działaniach”.

Marcin Strzyżewski w reportażu „Białoruś. Kartoflana dyktatura” pokazał mi kraj, o którym do tej pory nie wiedziałam wiele więcej niż to, co pojawiało się czasem w przyciągających uwagę nagłówkach z pierwszych stron polskich gazet. Pokazał mi Białoruś udającą demokratyczne państwo, w którym oficjalne dane i państwowe statystyki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a jedynie odzwierciedlają aspiracje białoruskiego dyktatora ‘pieszczotliwie’ nazywanego ziemniakiem. Ale przede wszystkim opowiedział mi, w jak nieludzki sposób żądny władzy kartofel traktuje tych, którzy próbują przeciwstawić się jego rządom. Strzelanie do ludzi, bicie, zastraszanie, tortury, groźby czy brutalne aresztowania są na porządku dziennym i nawet jeśli nie wywołują strachu o siebie, to budzą ogromny niepokój o rodzinę i najbliższych. To tylko jeden z wielu tematów, które autor porusza w tej książce. Warto poznać pozostałe. I choć nie jest to ani łatwa, ani przyjemna lektura, to z całą pewnością jest godna uwagi. Ta książka „to po prostu historia kraju i ludzi, którzy chcieli przestać się bać” i zarazem apel „róbcie, co tylko zechcecie, tylko proszę, nie tymi ścieżkami, którymi szła Białoruś”. Przeczytajcie koniecznie, szczerze polecam!
Profile Image for Dominika S..
103 reviews1 follower
June 23, 2025
Sięgnęłam po tę książkę motywowana chęcią zdobycia jakiejkolwiek wiedzy o Białorusi wykraczającej poza stwierdzenie, że jest to kraj od ponad trzydziestu lat uciskany przez Alaksandra Łukaszenkę. W opisie wydawcy można przeczytać, że do polskich mediów przedostają się głównie informacje związane z kryzysem na granicy oraz udziałem Białorusi w atakach na Ukrainę. Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego miałam nadzieję, że reportaż Marcina Strzyżewskiego pozwoli zajrzeć za kulisy tych wojennych doniesień i zobaczyć jak żyją zwykli Białorusini. Sądzę, że udało się to połowicznie, ponieważ autor przemyca ciekawe informacje, dodaje nieco kontekstu historycznego i kulturowego, pozwalającego lepiej zrozumieć sytuację w tym kraju, jednak częściowo skupia się też na opisywaniu wydarzeń takich jak jego wyjazdy pomocowe na Ukrainę i kontakt z żołnierzami z pułku im. Konstantego Kalinowskiego. Sporo miejsca poświęca też na opis protestów z sierpnia 2020 roku, kiedy Białorusini na niespotykaną dotąd skalę wyszli na ulice miast, by sprzeciwić się kolejnym sfałszowanym przez Łukaszenkę wyborom.

Zacznę od pozytywów, czyli pochwalenia rozdziałów poświęconych najnowszej historii Białorusi, z których wynika jak tragicznie potoczyły się losy tego państwa. Gdyby po upadku Związku Radzieckiego, ktoś inny wygrał wybory i poprowadził kraj w kierunku demokracji, zapewne Białorusini żyliby dzisiaj spokojniej i bardziej dostatnio. Z książki dowiedziałam się kim byli kontrkandydaci Łukaszenki z 1994 roku, dlaczego przyszły dyktator był uważany za postępowego oraz prodemokratycznego kandydata, a także z jakiego powodu wcale nie było oczywiste, że to on obejmie urząd prezydencki. Bardzo interesujący jest również rozdział poświęcony językowi białoruskiemu. Przyznam, że nie miałam pojęcia, iż jest tak tępiony przez władze, a proces rusyfikacji zaszedł tak daleko, że Białorusini nie mogą w swoim języku uczyć się w szkole, porozumieć w urzędzie czy u lekarza, a nawet obejrzeć programu w telewizji. Próba rozmowy po białorusku w szpitalu lub innym miejscu publicznym może skończyć się zwróceniem na siebie uwagi służb, a to oznacza poważne kłopoty.

Za cenne uważam również fragmenty poświęcone protestom z 2020 roku. Pięć lat temu w sierpniu ludzie uciskani przez Łukaszenkę zmobilizowali się tak jak nigdy wcześniej. Setki tysięcy osób protestowało we wszystkich największy miastach kraju, co po raz pierwszy dało realną nadzieję na obalenie reżimu. Przez kilka miesięcy Białorusini wychodzili na ulicę, śpiewali patriotyczne pieśni, skandowali hasła nawołujące Łukaszenkę do ustąpienia, ścierali się z wojskiem i policją. Powodem powszechnego gniewu była nie tylko dyktatura, sfałszowanie kolejnych wyborów prezydenckich, ale też bagatelizowanie zagrożenia pandemią Covid-19. Oficjalne dane są prawdopodobnie mocno zaniżone, ale szacuje się, że brak jakichkolwiek środków zaradczych przyczynił się do śmierci bardzo wielu osób. Wszystko to zmotywowało ludzi do stawienia oporu, który niestety został brutalnie zgaszony. Z książki dowiemy się dlaczego tak się stało i jak rozmówcy autora zapatrują się na te wydarzenia.

Natomiast jeśli chodzi o zastrzeżenia w stosunku do książki to za najpoważniejsze uważam bardzo chaotyczny styl pisania autora. Reportaż zaczyna się od przytoczenia rozmowy Strzyżewskiego z małżeństwem Białorusinów, którzy zetknęli z brutalnym traktowaniem służb. Czytelnik zostaje od razu wrzucony na głęboką wodę, bo dialog pojawia się niemalże bez żadnego kontekstu, na dodatek całość jest chaotyczna i pełna dziwnego przekomarzania się rozmówców. Dowiadujemy się, że to żołnierze pułku im Konstantego (w książce uparcie nazywanego Kastusiem) Kalinowskiego, którzy obecnie przebywają na terenie Ukrainy. Niestety w książce nie znajdziemy informacji, że jest to jednostka złożona z ochotników z Białorusi, która została utworzona w marcu 2022 roku, by wspomóc przeciwstawienie się rosyjskiej napaści. Widocznie autor optymistycznie założył, że jest to powszechna wiedza i nie zaprzątał sobie głowy wyjaśnieniem, dlaczego reportaż o Białorusi zaczyna się od sytuacji w Ukrainie. Również później co jakiś czas pojawiają się niejasne, wprowadzające zamęt fragmenty jakby autor wahał się w jakim kierunku poprowadzić swój wywód.

Przez całą książkę przewijają się też wtrącenia na temat wkładu autora w pomoc Ukrainie. Przeczytamy o tym jak organizował zbiórkę w internecie oraz przewoził towary przez granicę i na jakie problemy natknął się na trasie. Teoretycznie rozumiem potrzebę pochwalenia się, ale moim zdaniem wyszło dość niezgrabnie, zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak ja, pierwszy raz widzi nazwisko autora na okładce i nie kojarzy, że jest on również youtuberem bezpośrednio zaangażowanym w pomoc. Inna sprawa, że Strzyżewski niczego nie ułatwia, pisząc w taki sposób jakby odbiorca był doskonale poinformowany i znał kulisy jego działalności. Przeszkadzał mi także sposób pisania o Łukaszence, który w tej książce jest nazywany ziemniakiem, kartoflem, wąsatą bulwą, człowiekiem pachnącym fryturą itd. Autor ostrzega w prologu, że obraża Łukaszenkę w wyrazie swojej pogardy do tego człowieka. Znów, niby rozumiem zamysł, ale przez te wtrącenia reportaż jest momentami tragikomiczny i wręcz żenujący. W ten sposób treść traci powagę, a moim zdaniem należy być maksymalnie rzetelnym i poważnym, kiedy opisuje się ludzkie cierpienie i tragiczne losy setek a może milionów Białorusinów, którzy stracili życie w wyniku represji Związku Radzieckiego, a później dyktatury Łukaszenki.

Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę, chociaż liczyłam na więcej konkretnych informacji oraz zarysu współczesnej białoruskiej codzienności. Uważam, że jej lektura może być pouczająca głównie dla osób, które niewiele wiedzą o Białorusi i dopiero zaczynają uzupełniać luki. Sama teraz chętnie sięgnęłabym po bardziej obszerną i pogłębioną analizę białoruskiej polityki, kultury oraz widoków na uwolnienie się od dyktatury.
Profile Image for Marcin Łopienski.
194 reviews5 followers
March 5, 2025
Marcin Strzyżewski to autor, którego książki o Rosji w Polsce zbierają znakomite opinie. Nie miałem okazji ich przeczytać, dlatego nie odniosę się do nich, ale wspominam je, ponieważ głównie to przekonało mnie do sięgnięcia po “Białoruś. Kartoflaną dyktaturę”. Liczyłem na ciekawy i rzetelny reportaż o kraju, którego niedaleką obecność czuję odkąd tylko pamiętam.

Najnowszą książkę Strzyżewskiego kurtuazyjnie nazwę nieporozumieniem. Autor w swojej opowieści postawił na przepotężny chaos, z którego głównie przebijają się relacje z wojny w Ukrainie, przydługie opisy protestów Białorusinów oraz bezsensowne rozdziały, które nic nie wnoszą do tematu. Podczas lektury odniosłem wrażenie, jakby Strzyżewski nie mógł oddzielić tego, co aktualnie dzieje się w jego życiu od rzetelnej reporterskiej roboty (ze znalezieniem wiarygodnych źródeł), na czele z wyzbyciem się jakichkolwiek emocji do Aleksandra Łukaszenki. Bo jedyne, w czym auror jest konsekwentny, to w nazywaniu dyktatora Białorusi wszelakimi inwektywami. Dla potrzeby tej recenzji policzyłem, ile razy reporter nazwał Łukaszenkę w odniesieniu do ziemniaka i wychodzi na to, że obraża go co 10 stronę książki. Ten czas na wymyślanie określeń można było poświęcić na przygotowanie porządnych źródeł (a nie podawanie takich, o których pisze się, że są niewiarygodne lub są Wikipedią).

Jakie inne tematy znajdziemy w tej książce? Chociażby o różnicach między Polską a Białorusią w kwestii przemysłu, eksportu, produkcji, wydobycia ziemniaków (a jakże!), o relacji Łukaszenki z Putinem oraz przyczynach, dlaczego ten pierwszy się tak uniezależnił, o pochodzeniu Białorusi i jej dogłębnej rusyfikacji obecnie, o samym dyktatorze i jego historii oraz dowodach na to, że nie jest lubiany przez rodaków. I w końcu: o tym, dlaczego na Białorusi nie mogła się dokonać transformacja ustrojowa rodem z Polski. Na pierwszy rzut oka brzmi ciekawie, chyba to przyznacie?

Przewrotne jest to, że autor na kartach tej książki stawia pytanie o główną myśl swojego reportażu (i potrzebie zapytywania wobec każdej opowieści) i o dziwo nawet podaje, jaki miała mieć cel, ale finalnie trudno odnieść wrażenie tego, że sam je sobie zadał (tak jak trudno odnieść wrażenie, że wyjaśniony został obszernie podtytuł książki). Bo nawet te ciekawe tematy, wymienione wcześniej, a przeorane relacjami z frontu, rozmowami z uciekinierami z Białorusi i prywatą, są opisane pobieżnie.
Profile Image for Aleksandra.
202 reviews5 followers
Read
February 23, 2025
Marcin Strzyżewski napisał dość osobliwy reportaż. Nie czytałam wcześniej innych tekstów tego autora, ale domyśliłam się, że tym razem podszedł do tematu w mniej formalny sposób. Osobiście bardzo lubię, gdy autorzy decydują się na luz i rezygnują z oficjalnej, sztywnej formy – wtedy całość nabiera wyjątkowego charakteru.

W swoim reportażu Strzyżewski pokrótce przybliża historię Białorusi oraz krajów, z którymi przez lata utrzymywała bliskie relacje. Poprzez przybliżenie wybranych sylwetek Białorusinów ukazuje ich wewnętrzne niepokoje, spostrzeżenia i przemyślenia. Szczególnie uderzyły mnie szokujące słowa Nadieżdy Gurmanczuk, lekarki sądowej. Przyznam szczerze, że szokujące historie wzmagają we mnie chęć poznania innych innych historii. Głosy ofiar terroru mają szczególne znaczenie, ponieważ dzięki nim osoby spoza systemu mogę dowiedzieć się, jak wyglądają realia zatrzymań i wymierzanych kar.

Uważam jednak, że w tej książce brakowało większego udziału innych postaci – to właśnie ich historie najbardziej poruszają i nadają przedstawionym zagrożeniom realność. Choć podoba mi się styl autora, a niektóre jego porównania wywołały u mnie uśmiech, wolałabym, aby mniej skupiał się na osobistych wtrąceniach dotyczących podróży. Wydaje mi się, że nie wniosło to wiele do całej treści i odnosiłam wrażenie, jakby autor za bardzo dał się ponieść emocjom.

Z drugiej strony, wiele rozdziałów było bardzo ciekawych – na przykład część reportażu dotycząca wypowiedzi i działań białoruskiego dyktatora w kontekście pandemii. Równie interesujące były porównania do Putina oraz kwestie zależności między Białorusią a Rosją, które ukazywały aspiracje Łukaszenki. Poza tym, dzięki temu, że autor zaprezentował białoruską perspektywę, można było dostrzec ciekawe aspekty, takie jak chociażby to, że język białoruski stał się tak marginalny, że posługiwanie się nim może przyciągać uwagę służb.

Tematyka poruszona przez Strzyżewskiego jest szalenie interesująca. Z pewnością liczyłam na o jeszcze większą porcję wiedzy, jednak uważam, że ostatecznie była to solidna lektura.
Profile Image for podrozdzial.
235 reviews59 followers
March 5, 2025
polityka białorusi jako państwa naznaczonego postradzieckim brzemieniem od lat stanowi mglisty konstrukt, nie tak łatwo dający się pojąć przez pryzmat europejskiej soczewki poznawczej. gdyby do tego dodać m.in. obłąkańczo dążącego do władzy absolutnej przywódcę oraz potężne gospodarcze kryzysy wyczerpujące społeczeństwo, rezultatem jest pełen absurdów system - bardzo niebezpieczny w swym paradoksie, o czym autor „białorusi. kartoflanej dyktatury” zdaje się zapominać.

punktem wyjścia do opowieści o naszym zachodnim sąsiedzie staje się historyczna przeszłość trzech państw: białorusi, rosji i ukrainy. ten kontekst, pozostający nie bez znaczenia dla geopolitycznego kierunku, w którym zmierza pierwsze z nich, wykrzywia proporcje narracji. szybko sprawia, że sedno książki, a więc analiza ekonomiczno-społeczna białorusi umyka, tonąc w osobistych wspomnieniach autora dotyczących aktualnej wojny w ukrainie czy drobiazgowo przytoczonych rozmowach z osobami niezwiązanymi z pierwotnym tematem. nie sposób przejść obojętnie również wobec otwarcie zdeklarowanej niechęci autora do białoruskiego prezydenta, która realizuje się tu niemal w kilkudziesięciu średniej klasy przezwiskach - jest to m.in. „kartoflany wódz”, „prażynka” czy „warzywna bulwa w wojskowej czapce”.

trudno nie odnieść wrażenia, że ten zabieg nie ośmiesza samego łukaszenki, a jedynie komunikuje nieprzemyślane lekceważenie wobec realizowanej przez niego dyktatury. być może miało to być efekciarskie, ale to niestety za tani efekt, jak na tę tragedię milionów białoruskich obywateli uwięzionych bezradnie w szponach struktur nieludzkiego systemu. tak otwarcie stronnicza narracja burzy nie tylko początkowe intencje związane z próbą przedstawienia i zrozumienia brutalnej transformacji politycznej białorusi, ale również zaufanie wobec rzetelności autora.
Profile Image for Czytelniczy zamęt.
182 reviews2 followers
February 27, 2025
Zdecydowałam się na lekturę „Białorusi. Kartoflanej dyktatury”, bo uświadomiłam siebie jak mało o tym kraju wiem. Konflikt na granicy i protesty z 2020 roku to dwa wydarzenia, które pewnie wszyscy mniej lub bardziej kojarzymy. Ale co dalej? Ta książka świetnie wszystko nam przybliża.

Jest to reportaż nie tylko traktujący o suchych faktach, ale też w dużej mierze uczestniczący. Autor przedstawia rozmowy z ludźmi, a w to wszystko wplata historię kraju. Kraju zarządzanego w sposób absolutny przez pana, który (powiedzmy sobie szczerze) może być postrzegany raczej jako wujek ze wsi, aniżeli poważny człowiek, który rządzi krajem. Rozmowy z Białorusinami przeplatane są porównaniem gospodarki tego kraju z naszym, sytuacją języka białoruskiego (który w większości zanika, bo wypycha go zewsząd rosyjski), przybliżaniem wyników sfałszowanych wyborów lub referendów. Poznajemy też historię Łukaszenki i jego wspinanie się po szczeblach władzy.

To wszystko pozwala zobaczyć nam pełny obraz tego, jak żyje się w Białorusi. Było wiele spraw, o których nie wiedziałam i było też wiele kwestii, które wyprowadziły mnie z błędu (np. sądziłam że Łukaszenka ma dobre stosunki z Putinem, a okazuje się że się w zasadzie nienawidzą). Muszę jeszcze wspomnieć o tym jak odnosi się autor do samego Łukaszenki. Pisze o nim np. wąsata frytka, wyrażając przy tym pogardę dla dyktatora, a ja to bardzo szanuję, gdyż zdarzyło mi się parsknąć.

Kolejny świetny reportaż z tej serii wydawniczej. Dostarczył mi wiele przydatnych informacji. Myślę, że jako sąsiedzi Białorusinów, wszyscy powinniśmy go przeczytać.
Profile Image for Czytoryjki.
53 reviews1 follower
March 5, 2025
Z ziemniakami kojarzy się jeden kraj - Białoruś. Temu państwu poświęcony jest najnowszy reportaż pana Marcina Strzyżewskiego “Białoruś. Kartoflana dyktatura”. O Rosji i Ukrainie słyszy się bardzo wiele, ale o Białorusi już nie. Jest to trochę taki kraj incognito. Wiemy, że jest, ale nie wiemy dokładnie co się tam dzieje. Z wielką chęcią więc sięgnęłam po niniejszy reportaż.

W tej książce poruszonych jest wiele tematów, chociażby wspomnianych już ziemniaków. Ale nie one są oczywiście najistotniejsze. Wspomniano w jakim położeniu jest język białoruski. Wyobrażacie sobie jak to jest żyć we własnym kraju i nie posługiwać się językiem ojczystym? Ba, być może nawet go dobrze nie znać? Kiedyś Mikołaj Rej odnośnie naszego języka powiedział: “Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Język daje nam poczucie pewnej przynależności.

Dużo miejsca poświęcono również samemu Aleksandrowi Łukaszence. Jak to się stało, że doszedł do władzy? I czemu rządzi już ponad 30 lat? Do czego doprowadziły jego rządy? Jak na to patrzą sami Białorusini? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w niniejszej książce.

Mam mieszane odczucia względem tej książki. Z jednej strony bardzo dobrze mi się czytało ten reportaż. Lubię styl autora. Z drugiej jednak strony książka była chaotyczna, pełna przydługich dygresji i emocji samego autora.

Bardzo dobrze czytało mi się książkę pana Marcina Strzyżewskiego “Rosja. Mocarstwo absurdu i nonsenu”. Ten reportaż polecam z czystym sercem. “Białoruś. Kartoflana dyktatura” nie jest idealny, ale może wzbudzić chęć poznania naszego sąsiada.

📌Współpraca barterowa z Wydawnictwem Szczeliny
Profile Image for po.czytane.
1,165 reviews85 followers
February 25, 2025
Poprzednią książek Strzyżewskiego oceniłam bardzo wysoko i liczyłam, że tym razem spotkam się z czym co najmniej tak samo dobrym. Zwłaszcza, że o Białorusi jako takiej wiem niewiele, jedynie tyle, co przecieknie przez największe polskie media. I choć trochę się dowiedziałam, to jest to pozycja słabsza od "Rosji. Mocarstwa absurdu i nonsensu".

Po pierwsze, coś co na początku dawało temu reportażowi świeżości, szybko obróciło się przeciwko tej książce. Wszystkie te zabawne i uszczypliwe określenia, które autor kierował w kierunku Łukaszenki, nagle stały się drażniące. W pewnym momencie czytelnik nie może się już powstrzymać od wywracania oczami.

Ale jeśli uda się przymknąć na to oko (trochę to trwało, ale się udało),to spod tej warstwy wyłania się bardzo dobry reportaż. Trochę opakowany w kolorowy papier, który odwraca uwagę od sensu, do którego tak bardzo chcemy dotrzeć.

Czy dowiedziałam się trochę o Białorusi? Owszem. A nawet mój głód wiedzy o tym kraju gwałtownie urósł. Strzyżewski ze swoją wnikliwością razem z czytelnikiem szuka przyczyn tego, że dyktatura w tym kraju dalej się utrzymuje i jest tak niezwykle głośnie jawna.

Jestem przeogromnie ciekawa, gdzie zabierze nas Strzyżewski w swojej następnej książce. Bo Polskich sąsiadów, o których wiemy niewiele jest sporo, więc potencjał na pisanie jest wielki. Ja z pewnością będę wyczekiwać jego następnego reportażu.
Profile Image for smak_slow.
305 reviews16 followers
February 26, 2025
Reportaż Marcina Strzyżewskiego to wnikliwa analiza jednego z najbardziej kontrowersyjnych przywódców Europy. Autor szczegółowo przedstawia historię rządów Łukaszenki, ukazując jego metody sprawowania władzy, relacje z obywatelami oraz sposób budowania pozycji politycznej. Nie brakuje również kontekstu historycznego i społecznego, który pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego Białoruś podążyła właśnie taką drogą.

Największą zaletą książki jest jej rzetelność. Autor bazuje na licznych źródłach, dzięki czemu nie jest to jedynie publicystyczna opinia, ale dobrze udokumentowany zapis funkcjonowania systemu władzy. Czytelnik może spojrzeć na Białoruś nie tylko przez pryzmat polityki, ale także codziennego życia mieszkańców.

Opowieść jest dynamiczna i pełna faktów, ale jednocześnie przystępna. Nie brakuje trudnych tematów, takich jak ograniczenia dla opozycji, kontrola mediów czy reakcje władz na protesty. Te fragmenty robią duże wrażenie, pokazując, jak wyglądają realia funkcjonowania państwa w takim modelu politycznym.

Jedynym minusem są określenia, jakich autor używa wobec Łukaszenki. Mimo to książka pozostaje świetnym źródłem wiedzy o Białorusi i mechanizmach rządzenia w tym kraju. To obowiązkowa lektura dla osób zainteresowanych polityką i historią współczesną.
Profile Image for mariuszowelektury.
496 reviews8 followers
February 18, 2025
„Białoruś. Kartoflana dyktatura” Marcina Strzyżewskiego to analiza sytuacji politycznej i społecznej Białorusi, dyktatury rządzącej tym krajem od 1994 roku, doprowadzając do sytuacji, w której pokolenie obywateli nie zna innej rzeczywistości. Autor skupia się na autorytarnych rządach i ich wpływie na społeczeństwo białoruskie. Strzyżewski opisuje zarówno wewnętrzne mechanizmy utrzymywania władzy, jak i relacje z Rosją i Zachodem.

Podtytuł: „kartoflana dyktatura” odnosi się do faktu, że Łukaszenka często był postrzegany jako lider silnie związany z rolnictwem i tradycyjnymi wartościami, co miało stanowić część jego politycznego wizerunku.

Strzyżewski podejmuje również tematykę społeczną, ekonomiczną i kulturalną Białorusi, wskazując na problemy wynikające z rządów Łukaszenki, takie jak represje polityczne, ograniczenie wolności mediów czy masowe protesty społeczne.
Książka jest swego rodzaju próbą zrozumienia, dlaczego Białoruś znajduje się w tym punkcie swojej historii. Marcin Strzyżewski umiejętnie łączy elementy reportażu, historii i analizy politycznej, co czyni tę pozycję cennym źródłem wiedzy o jednym z najbardziej odizolowanych krajów Europy.
Profile Image for KozackaCzytelnia.
171 reviews
March 7, 2025
Książka bardzo aktualna, szczególnie teraz. Nie sposób rozmawiać o Białorusi, nie wspominając o Ukrainie, czy Rosji, więc i tych tematów w książce nie brakuje.

Jest to wielowątkowy reportaż. Dotyka historii Białorusi, też tej współczesnej. Mnóstwo twardych danych liczbowych i statystycznych (co do niektórych trzeba wierzyć, że prawdziwych ;) ) które składają się na pełny, współczesny obraz tego kraju. Imponująca bibliografia.

Rozdziały - powiedziałabym - analityczne przeplatane są z tymi, które zostały poświęcone rozmówcom Strzyżewskiego. To białoruskie małżeństwo, które opuściło ojczyznę. Jak łatwo się domyślić, mają za sobą trudne, wręcz traumatyczne doświadczenia. Ich opowieści były dla mnie tymi najciekawszymi z całej książki.

Mimo wagi tematu, Strzyżewski zachował pewien rodzaj humoru w całej książce. Niemalże każdorazowo prześmiewczo wypowiada się o Łukaszence. Ma to swój… urok? Choć z początku trochę mi przeszkadzało.

Liczyłam, że ten reportaż uporządkuje moją wiedzę o Białorusi, jednak tak się nie stało. Po przeczytaniu całości uważam, że książka jest nieco chaotyczna.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Szczeliny w ramach współpracy barterowej.
36 reviews
April 19, 2025
Warto przeczytać dla ciekawych informacji o tym kraju. Jednak przez nadużywanie stwierdzeń typu „kartoflenko” książka traci powagę i zaczyna być żenująca.
Displaying 1 - 21 of 21 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.