Ten komiks do mnie nie trafił. Przekonuję się, że zupełnie nie jestem odbiorczynią erotyków, których głównym tematem jest prężące się kobiece ciało. Chociaż stworzony przez dwie autorki i w założeniu teoretycznie wpisujący się w feministyczną narrację, wygląda jak rysowany dla mężczyzn. Nie jestem też fanką horrorów, ale jeśli już mam czytać ten gatunek, to chciałabym się bać. Tutaj raczej czułam jakiś krindż, nie niepokój.
„Somna” to dziejąca się w małej angielskiej wiosce w XVII wieku opowieść o Ingrid, żonie miejscowego łowcy czarownic i baliwa, którą w snach zaczyna nawiedzać demon przyprawiający kobietę o grzeszne myśli i cielesne rozkosze bez udziału jej świadomości. W miejscu, gdzie plotki wystarczają do tego by zostać spalonym na stosie, jest to sytuacja dość ryzykowna, szczególnie jeśli najsurowszy sędzia jest twoim najbliższym towarzyszem.
Czuję się oszukana przez samą historię. Opis mówi o kobiecie walczącej z purytańskimi okowami - ja tego nie widzę. Dla mnie to historia o samotnej młodej dziewczynie, niezauważanej przez męża skupionego na walce z diabłem, bojącego się pokus, a przede wszystkim nieczułego i niezainteresowanego bliskością z drugim człowiekiem. Tu nie ma buntu, tylko instynkty i pragnienie, któremu zresztą bohaterka nie chce się poddać. Wątek polowań na czarownice też jest dla mnie niewykorzystany, ani historycznie, ani feministycznie. Jeśli chcemy zgodnie z prawdą historyczną, że palenie kobiet na stosach wynikało z jakichś lęków i uprzedzeń społeczności, a przede wszystkim z męskiej dominacji, a portretujemy główną bohaterkę jako opętaną przez mężczyznę, któremu podlega i seksualne fantazje, które wyrażają się na zewnątrz w sposób dość niepokojący, to ja za bardzo nie rozumiem jaki zamysł za tym stoi. Podobnie jak stawianiem w centrum kobiecej zdrady. Chciałabym żeby to była opowieść o siostrzeństwie. Widzę tu wiele stereotypów, przez które książka nie dowozi tego, co obiecuje tylna strona okładki.
Bardzo duży problem miałam też z warstwą graficzną. Artystki rysowały ten komiks wspólnie, każda z nich po kilka stron w zupełnie różnym stylu - jedna bardzo oldschoolową komiksową kreską, druga w stylu digital painting. Te dwie formy nie współgrały ze sobą, ich częste zmiany wybijały mnie z rytmu, o ile kreska rysunkowa mi się podobała, obrazy komputerowe zupełnie nie trafiały w moją estetykę. Rozczarowanko.