Każda ścieżka, którą obieramy, prowadzi nas tam, gdzie powinniśmy być, nawet jeśli nie od razu wszystko rozumiemy.
Ludziom się wydaje, że po każdej burzy wychodzi słońce i kiedy ucichną grzmoty, wszystko będzie dobrze. Nic bardziej mylnego. Wichura, pioruny i deszcze przynoszą przecież szkody, które można ocenić dopiero wtedy, kiedy żywioł się uspokoi. Wówczas widać, co przetrwało, a czego nie da się już uratować.
W przypadku Haydena straty są ogromne. Gdy kolejny członek rodziny oddaje mu część siebie, chłopak wpada w ciemną dziurę bez dna. Przepełniony poczuciem winy i złością, dopuszcza się słów, które wystawiają na próbę jego relacje z przyjaciółmi, przede wszystkim z Jane. Dziewczyna w milczeniu znosi bezwzględność Haydena w trudnym dla niego czasie, obdarza go miłością, kawałek po kawałku, zapominając o swoich potrzebach. I zamiast rozkwitać u jego boku – więdnie.
Henderson wie, że Jane z niego nie zrezygnuje, jeśli on tego nie przerwie. Dręczony wyrzutami sumienia, robi rzecz, która w tamtym momencie wydaje mu się jedynym słusznym rozwiązaniem. I nikt nawet nie próbuje go powstrzymać.
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
Monika Rutka - z wykształcenia logistyk, pracuje w wytwórni muzycznej, a po godzinach spełnia się w aktorstwie i pisarstwie. Przygodę z pisaniem zaczęła w 2010 roku na ostatnich kartkach zeszytu do matematyki, jednak dopiero w 2021 roku zdecydowała się podejść do tego na poważnie i opublikować swoją twórczość na Wattpadzie. W sieci zaistniała pod pseudonimem „poskladana” dzięki krótkim, pouczającym filmom w aplikacji TikTok. Spark jest jej debiutancką powieścią, zainspirowaną tym, co widziała, usłyszała i przeżyła
kocham książki rutki i kocham poprzednie dwa tomu całym sercem, ale ten niestety nie był tak dobry jak poprzednie. nawet nie chodzi o zmianę narracji (bo tu praktycznie całość książki jest z perspektywy haydena), ale o to, że ten tom był mi całkowicie obojętny i dla mnie mogłoby go po prostu nie być :/
nie sądziłam, że aż tak będę za nimi tęsknić. jest to jedna z najważniejszych i najpiękniejszych serii (w tym przypadku trylogii) książek jaką kiedykolwiek czytałam. dalej nie dowierzam, że to już koniec, że nigdy nie powrócę do Formby i nie przeczytam tej historii po raz pierwszy. kocham Haydena i Jane całym swoim sercem!! ten tom był jednym wielkim rollercoaster’em emocjonalnym.
3.5/5. chyba wolałam perspektywę Jane jakoś lepiej złapała mnie o serce. ta również była dobra, kocham te książki i ich historie. oczywiście było trochę smutku, ale nie tak żebym dała tej książce więcej niż 4-5 gwiazdek.
albo po prostu zbyt dużo oczekiwałam od tego tomu, byłam bardzo podjarana. trochę długo na mnie czekała żebym w końcu się za nią zabrała no i bum niestety nie nastała się moim ulubieńcem, a szkoda bo naprawdę byłam wręcz przekonana, że 3 tom również wpadnie w topke..
to trylogia, której zawdzięczam przede wszystkim naukę o sztuce jaką jest życie. z tej lektury wyniosłam zdecydowanie więcej niż z jakiejkolwiek innej i przekonałam się, że wiele rzeczy, za którymi ślepo podążam, w nadzieji, że kiedyś ich dosięgnę, jest na wyciągnięcie ręki, ale w codziennym maratonie ciężko je dostrzec przez ich oczywistość.
życie łamie wiele obietnic, a miejsca, w których dorastamy zszarpały nie jedną nadzieję, ale gdzieś na każdego czeka przystań z lepszym jutrem
wciąż 5, bo jest to jednak moja najbardziej komfortowa seria i kocham monikę rutkę, ale muszę przyznać, że książka haydena nie urzekła mnie do takiego stopnia jak książki jane. jane od początku podbiła moje serce, kochałam czytać jej myśli, a tutaj niestety było jej tak mało 😔 dlatego czuję się trochę nieusatysfakcjonowana, bo jednak liczyłam, że trochę bardziej zostanie rozwinięty wątek romantyczny. bardzo ciekawie było wejść w głowę haydena i przekonać się, co mu tam ciąży. wspaniale było wrócić do domu na plaży i poczuć jak bohaterowie znowu się jednoczą. mam wrażenie, że to była taka bardziej spokojna cześć, skupiająca się na odnalezieniu siebie. bardzo szybko mi się czytało i trochę nie jestem gotowa, aby się pożegnać 😭
„nie musisz od razu wiedzieć dokąd zmierzasz najważniejsze że idziesz naprzód” ❤️🩹 na zawsze będę wdzięczna rutce za stworzenie bohaterów w których odnalazłam siebie i za historię, która na nowo wzbudziła we mnie taką wrażliwość<3
„– To niezwykłe, nie sądzisz? – mówi nieco głośniej. – Mam na myśli fakt, że coś może się kończyć, gdy świat wygląda tak pięknie.”
„Dom złamanych obietnic” to książka, która nie tylko domyka trylogię, ale także otwiera w czytelnikach przestrzeń do refleksji nad tym, czego sama się boję – przyszłości. Monika Rutka znów zabrała mnie w podróż pełną emocji, w której każda strona była jak lustro odbijające moje własne myśli i zmartwienia.
Dla mnie, jako młodej osoby, ten tom miał zupełnie inny wymiar niż poprzednie. Z wcześniejszymi częściami utożsamiałam się mocniej, bo były bliższe moim obecnym doświadczeniom. Tutaj Monika odważyła się pokazać to, co czeka za rogiem – niepewną przyszłość. W świecie, w którym presja społeczeństwa przygniata coraz mocniej, a w naszych głowach wciąż panuje pustka, Rutka mówi coś, co chciałabym wszystkim powtarzać głośno: to nie jest nic złego. Normalizujmy zagubienie i brak odpowiedzi.
„Trylogia Nadziei” rozdrapała we mnie wiele ran, ale każda z nich została przykryta plasterkiem. Może nie zagoiły się do końca, może nadal bolą, ale dzięki Jane i Haydenowi uwierzyłam, że kiedyś naprawdę znikną. Ta historia nie była tylko książką – była terapią. Była moją głową przeniesioną na papier. I wyjaśniła jedną z najważniejszych rzeczy: Miłość to nie bajka pełna łatwych, szczęśliwych zakończeń. To droga, na której czasem bardziej boli niż koi, a mimo to daje siłę, by iść dalej. Jej piękno kryje się właśnie w próbach i ranach – bo bez nich byłaby tylko cieniem samej siebie.
„Dom złamanych obietnic” to opowieść o bólu, ale i o przemianie. O tym, że nawet z najbardziej popękanych miejsc może wyrosnąć coś dobrego. O tym, że nadzieja, choć krucha, potrafi przetrwać najcięższe burze. I nie można jej nigdy stracić.
I właśnie dlatego wiem jedno – moja era nadziei się nie kończy. Będzie trwać do końca i jeszcze dzień dłużej, bo Monika nie napisała zwykłych książek. Napisała słowa, które leczą, uczą i które zostają we mnie na zawsze. A jeśli chodzi o przyszłość – nie wiem, kim będę, jakie decyzje podejmę i dokąd zaprowadzi mnie życie. Wiem tylko, że chciałabym być tak mądrą i wspaniałą kobietą jak Monika Rutka.
Kurcze nie wiem. z jednej strony mi się podobało, a z drugiej mam wrażenie, że coś tam było nieskończone albo niepotrzebnie rozpoczynane (NA PRZYKŁAD TA KSIĄŻKA?)(MIASTO MOGLOBY BYC PO PROSTU BARDZIEJ ROZWINIETE?) No nie wiem mam tak strasznie mieszane uczucia😭😭
nadal nie dowierzam, że to koniec tej trylogii. na ostatni tom czekałam z ogromną niecierpliwością bo wiedziałam, że skradnie on moje serce tak samo mocno jak poprzednie. monika nigdy nie zawiodła mnie swoimi historiami, czuję do każdej przywiązanie, ale to chyba ta trylogia nauczyła mnie najwięcej. z historii jane i haydena wyciągnęłam niesamowicie dużo, nie wiem jak to się dzieje, ale każdą z tych części czytałam w takim czasie, że odnalazłam komfort i odpowiedni na pytania, które akurat mnie nurtowały. te książki były zdecydowanie czymś, co potrzebowałam przeczytać, słowa które potrzebowałam usłyszeć i poczuć się zrozumianą. styl pisania moniki w tej historii szczególnie jest kolejnym aspektem który kocham - delikatny i lekki idealnie pasujący do fabuły.
podczas czytania ostatniego tomu byłam wzruszona przez cały czas, zdecydowanie nie brakuje tutaj bólu, lecz uważam że to było potrzebne aby idealnie domknąć tę historię. jest ona dla mnie niczym lek dla duszy, niesamowicie potrzebna i wyjątkowa🌸🩷
Na serio to już koniec?! Już nigdy nie wrócę do Formby?! mam załamanie... Ja chce jeszcze raz... PŁACZE prawie wyje szkoda że nie da się wstawić zdj bo pokazałabym jak sie czuje po skończeniu tej cudownej trylogii. Nie sądziłam że jest ona dla mnie tak ważna...
od zawsze niesamowicie za serce chwyta mnie perspektywa mężczyzn, to jak wiele słow zostało niewypowiedzianych. uwielbiam te wrażliwość ukrytą pod płaszczem męskości.
jedna z najpieknienszych ksiazek jakie poznalam kiedykolwiek. nie umiem tego opisac slowami, ale piekni jakie wydobywa sie z tej serii moni jest wyjatkowe i kocham to calym sercem a progres moniki jest godny podziwu, kocham
Odkąd sięgnęłam po pierwszą część tej trylogii, czułam, że znalazłam w niej zrozumienie oraz spokój, którego bardzo potrzebowałam. Z każdą kolejną, przewracaną przeze mnie stroną, czułam jak moje serce staje się coraz lżejsze, a myśli nie krążą już uporczywie po głowie, nie pozwalając odetchnąć, nawet na krótką chwilę. Wyczekiwałam finału historii Jane i Haydena, a teraz… sama nie wierzę, że piszę jej recenzję.
Muszę jednak przyznać, że ta część podobała mi się najmniej ze wszystkich. Nadal była wartościową i wzruszającą przygodą, jednak tym razem… odrobinę bardziej nużącą. Chociaż doceniam fakt, że akcja tej powieści skupia się na emocjach oraz dojrzewaniu bohaterów, to trudno jest mi cokolwiek powiedzieć o samych wydarzeniach, które pchałyby fabułę do przodu.
Jeśli już wspomniałam o bohaterach… uważam, że świetnie została przedstawiona zmiana w ich postępowaniu, nie zabierając im tej specyficznej cząstki nich samych, za którą ich pokochałam. Pomimo upływu lat i wyzwaniom, którym musieli stawić czoła, nadal zostali tymi samymi dzieciakami, które probują nauczyć się czegoś o świecie i o sobie samych. Kocham to, że ta część, tak jak poprzednie, dały mi do zrozumienia, że to nic złego nie wiedzieć, kim się jest oraz dokąd się zmierza. Te książki niosą ze sobą pocieszenie i otuchę, podczas gdy cały świat pędzi do przodu, wywierając presję na młodych osobach - zagubionych i niepewnych. Uważam, że na rynku wydawniczym zdecydowanie potrzebujemy więcej książek „tego typu”. Swojego rodzaju przypomnienia, że na niektóre odpowiedzi, musimy poczekać i nie ma w tym żadnego powodu do wstydu. Że dorosłość może być nieco przerażająca, a to uczucie jest czymś normalnym.
Pomimo tego, że nie dzieje się tutaj za dużo, widać, że jest to dobre uzupełnienie i tym samym zakończenie tej opowieści. Może mnie nie zachwyciła, tak jak się tego spodziewałam, jednak cieszę się, że tym tomem mogliśmy domknąć pewien etap - ruszyć dalej.
ta historia wyciaga ze mnie mysli ktorych nie chciałam wyciagac na wierzch a z drugiej strony było to potrzebne. nawet nie wiem jak to skomentować ta trylogia jest jedyna w swoim rodzaju a przy zakonczeniu mialam mini zawał, potok łez, poszłam lamentować a potem no nie bede spoilerowac po prostu genialne rutka jak zwykle nie zawodzi
szczerze? spodziewalam sie czegos innego. lepszego. pozostale 2 czesci uwazam za naprawde fajne, ale kurde koncowka serii to juz moment zeby wszystko sie powoli w trakcie ksiazki ukladalo, a nie ze bohaterowie przez caly czas maja tak naprawde te same rozterki co w poprzednich. maglowane sa te same slowa, te same mysli, tylko doszla do tego kwestia stanfordu. koncowo nawet ze soba nic nie wyjasnili, bo ciagle bylo to odkladane na pozniej XDDDD plus blagam, epilog z przeskokiem 13 letnim? w ostatnim rozdziale nic sobie nie wyjasnili a tu takie cos xd BARDZO zawiodlam sie na koncowce. jedyne do czego nie moge sie przyczepic to styl pisania, bo o ile kiedys nie dawalam rady czytac ksiazek moniki tak teraz to bylo jak maselko
This entire review has been hidden because of spoilers.
4,25 cieszę się, że ten trzeci tom powstał, bo jednak drugi zostawił mnie z wielkim niedosytem. choć przystań niezmiennie pozostaje moja ulubiona częścią trylogii, tutaj też bardzo dobrze spędziłam czas podczas czytania. kocham to, że pomimo upływu czasu, dorosłości i procesu dojrzewania, w bohaterach nadal pozostają pewne cechy, których nie rozmyje tykający zegar, a które najmocniej kreują osobowość postaci. przez to, że przyzwyczaiłam się do barwnych przemyśleń i perspektywy jane, czytanie książki w większej mierze z punktu widzenia haydena było momentami lekko nurzące, ale też to ładnie pokazuje kontrast między nimi, więc bardzo nie narzekam. kocham to-jakkolwiek masochistycznie to zabrzmi-że ten tom w moim odbiorze był taki kruchy. nie umiem tego dobrze wytłumaczyć, ale nawet najzwyklejsze momenty potrafiły wywołać u mnie wzruszenie. bardzo mi się spodobał temat poszukiwania własnej życiowej ścieżki, który był równomiernie rozprowadzony na całą książkę, nawet na bohaterów epizodycznych, co składa się idealie w jedną całość.
no i kocham milesa to jest final boss całej trylogii, na prawie każdą wzmiankę o nim chciało mi się płakać pozdrawiam