PŁOMIEŃ ODWIECZNEGO KONFLIKTU MIĘDZY ANIOŁAMI I DEMONAMI WZNIECA SIĘ NA NOWO. Aeron i jego wojownicy odpierają ataki anielskich legionów, które przybywają na Archipelag. W chaosie, który ogarnia jego królestwo, próbuje wytropić zdrajców, którzy do tego doprowadzili. To jednak jedne z wielu jego zmartwień. Podniebne wyspy zaczynają upadać. Sharleen budzi się w labiryncie z cierni. Nie pamięta, co ją spotkało ani jak wiele czasu tu spędziła. Gdy udaje jej się opuścić to tajemnicze, niepokojące miejsce, odkrywa, jak daleko archaniołowie zaszli w swoich intrygach. Decyduje się zrobić wszystko, aby ich powstrzymać. Mainard zamierza pomóc pół-aniołom podnieść bunt przeciwko władzy. Ułatwia mu to nagły atak potworów z pogranicza Otchłani, spotkanie z Królem Demonów oraz przejęcie stanowiska głowy rodu. Ma jednak wątpliwości, czy to słuszna droga. Cena wolności może być zbyt wysoka. WYPEŁNIA SIĘ KOLEJNY WERS PRZEPOWIEDNI. Wkrótce na niebo wzejdzie czarny księżyc, a wraz z nim na żer wyjdą bestie. Tylko przerwanie proroctwa może je zatrzymać.
Czy istnieje lepszy prezent na Mikołajki niż premiera książki, której każdy aspekt całkowicie skradł moje serce? Bo to właśnie stało się w przypadku "Klucza Czasu" - drugiego tomu sagi Niebios i Otchłani, który miałam ogromny zaszczyt objąć patronatem. Po "Krucjacie" byłam pewna, że poprzeczka postawiona jest już tak wysoko, że nie ma szans by "Klucz Czasu" postawił ją jeszcze wyżej, a tu proszę bardzo: mamy to.
Drugi tom sagi od początku trzyma czytelnika w napięciu i nie pozwala na chwilę oddechu. Sytuacja głównych bohaterów jest jeszcze bardziej skomplikowana, ich światy przecinają się ze sobą, niepokój rośnie a wraz z nim niebezpieczeństwo oraz prawdopodobieństwo wielkiej wojny. Dołóżmy do tego rosnący bunt, przepowiednię, która rzuca cień na relację Sharleen i Aerona oraz tajemnice, które mogą zmienić dosłownie wszystko i przepis na emocjonalny rollercoaster jest gotowy.
Dokładnie takie mam wrażenie: "Klucz Czasu" to przede wszystkim emocje. Nie tylko te, które są silnie odczuwane przez bohaterów, ale również te, które targają czytelnikiem w trakcie lektury. Jest tu dużo smutku, cierpienia, poczucia niesprawiedliwości i trudnych do podjęcia decyzji. Ale zdarzają się i dobre momenty oraz spora dawka humoru, który tak pokochałam w "Krucjacie".
Motyw found family daje ogromną nadzieję. Uwielbiam relacje między bohaterami, które wyjątkowo zacieśniły się w "Kluczu Czasu". Ten tom idealnie pokazuje kto w obliczu zagrożenia jest wrogiem, a kto przyjacielem, chociaż przyznam, że nie do końca ufam jeszcze pewnym osobom. Jedną z takich osób jest dość niespodziewany sojusznik głównych postaci - Zaredim. Jego obecność w książce wzbudza we mnie ogromną podejrzliwość, ale dziwnym trafem zdobył moją sympatię i uważam, że jest jednym z ciekawszych bohaterów tutaj.
Nie mogłabym również zapomnieć o relacji romantycznej Sharleen i Aerona... oraz Mainardzie cierpiącym w tle. Jeśli chodzi o Króla Demonów i pogromczynię, to w "Kluczu Czasu" pokochałam ich jeszcze bardziej i uwielbiam sposób w jaki budowane jest między nimi uczucie. Drugi tom przedstawia sposób w jaki wyznaczają swoje granice, uczą się siebie nawzajem, poznają z całkowicie nowej strony, a ich tajemnice powoli wychodzą na światło dzienne. Nie zabrakło również gorętszych fragmentów, ale nie były w żaden sposób przytłaczające, lecz napisane z wyczuciem i smakiem.
Natomiast w przypadku Mainarda moją niechęć do niego zastąpiło współczucie. W "Kluczu Czasu" czytelnik ma możliwość poznać go trochę lepiej i tym samym bardziej zrozumieć. Jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku pójdzie jego historia. A po tym, jak zakończył się ten tom wydaje mi się, że już niczego nie mogę być pewna.
Jeśli poszukujecie świetnej jakościowo polskiej fantastyki, pełnej brutalności, krwawych bitew, plot twistów, tajemnic i z wątkiem romantycznym, który chwyta za serce, to ogromnie polecam Wam zainteresować się sagą Niebios i Otchłani. Na naszym rynku wydawniczym to prawdziwa perełka!
[Współpraca patronacka z wydawnictwem Papierowy Smok]
Książka zaczyna się z przytupem - praktycznie w tym samym miejscu, w którym skończył się pierwszy tom. Reakcje bohaterów na to, co zaszło, podniosły moje ciśnienie wyżej niż większość książek, jakie przyszło mi czytać. Prawdę powiedziawszy, "Klucz Czasu" to jeden wielki emocjonalny rollercoaster! 🤯 Od śmiechu, przez łzy, po strach i zdenerwowanie - nie ma chwili wytchnienia! To znaczy, są, autorka daje nam zaczerpnąć oddechu, ale nawet wtedy nie chcemy przerywać czytania. Nieprzespana nocka na lekturze tego tomu to pewnik! Akcja płynnie leci do przodu, liczne zwroty akcji wbijają w fotel, świat przedstawiony zachwyca, a bohaterowie stają przed niemożliwymi decyzjami. I ci bohaterowie... OJ CI BOHATEROWIE!
Jeśli chwilę mnie obserwujecie i czytacie czasem moje recenzje to dobrze wiecie, że bohaterowie są dla mnie zawsze najważniejszym elementem każdej książki. Pamiętacie może, jak zachwycałam się postaciami "Krucjaty"? No cóż... nie sądziłam, że może być lepiej, ale Agata po raz kolejny udowodniła mi, że może! Ci już świetnie skonstruowani bohaterowie w drugim tomie odkrywają przed nami kolejne swoje tajemnice, ukazują jeszcze lepiej swoją wielowymiarowość, a do tego nie stoją w miejscu tylko cały czas się rozwijają i zmieniają pod wpływem wydarzeń. I to oczywiście nie tylko głównie bohaterowie, ale także ci drugo i trzecioplanowi! Backstory jednego z nich... ❤️🩹 Autorka stara się, by żadna postać nie była papierowa, nakreśla je nam, by wydawały się jeszcze bardziej rzeczywiste i... cholera, są. Są bardzo ludzkie, bardzo prawdziwe. Nie miałam najmniejszego problemu uwierzyć w tych bohaterów, ich motywacje i wybory. Jest to jeden z moich ulubionych elementów "Sagi Niebios i Otchłani".
No a jak już o bohaterach mowa... Wspomnieć też muszę o ich relacjach. Pięknie się rozwijających relacjach! Z Sharleen i Aeronem na czele - uwielbiam to, jak ich związek powoli kwitnie. Świetnie zrobiony slow burn, to jak tych dwoje się poznaje, uczy siebie nawzajem, dostrzega te wszystkie szczególiki, które tylko zakochani w sobie dostrzegają... no coś cudownego! A na dodatek, oni ze sobą ROZMAWIAJĄ! Co ostatnimi czasy w książkach mam wrażenie jest rzadkością. Mój znienawidzony miscommunication trope nie ma tutaj miejsca, ci bohaterowie wiedzą jak rozwiązywać konflikty! 🙏🏻 Oczywiście książka nie tylko Sharleen i Aeronem stoi, ale nie chcę wam zdradzać paru nowych ciekawych relacji, dajcie się zaskoczyć. 🤭
Jest w tym tomie jeszcze parę rzeczy, które zaskakują, nowych wątków, które kompletnie zmieniły bieg tej historii, natomiast uważam to za elementy warte odkrycia na własną rękę, nie chcąc wam więc nic spoilerować szepnę tylko: dobrze przyglądajcie się liszom 🤫 To jest jeden z bardziej intrygujących, powoli rozwijających się wątków, który myślę wiele nam namiesza...
Ja tu pitu pitu, a może wy byście zamiast recenzji chcieli już przeczytać książkę? W takim razie w skrócie: "Klucz Czasu" podnosi poprzeczkę i stawki, nie tracąc przy tym swojego humoru i klimatu, ba!, jeszcze je rozwija! Obiecuję, że nie będziecie się nudzić, jest to wyśmienita kontynuacja! Czytajcie, polecam całym sercem, kocham tę książkę i jestem dumna mogąc jej patronować! 🥹
PS. Nie byłabym też sobą, gdybym nie wspomniała o dwóch najgorętszych typach tego tomu: Beliaril i Erial... jak ja ich uwielbiam 😏
Było lepiej niż w pierwszym tomie, wszystkie rozdziały dało się czytać, nie było nudno. Nawet pov legolanda, dynastine i tej drugiej laski.
Książka dobrze napisana jak na selfpub, było mało błędów, kilka razy (na całą książkę) brakło spacji czy jakiejś literki. Ale autorka powinna popracować nad dialogami, nie zawsze były one dobre, a te w retrospekcji były tak sztuczne i nienaturalne jak jedzenie w Stanach. Było trochę humoru, więc na jego brak nie mogę narzekać.
Z minusów, które mi teraz przychodzą do głowy, to spicy sceny - były 3 i moim zdaniem żadna z nich nie była potrzebna. Ta książka i tak jest dobra sama w sobie, ale nieeeeee, teraz wszędzie klaskają rubika, więc autorka stwierdziła, że nie może być gorsza. Te sceny były okropne. Albo się pisze konkretną scenę ze słownictwem 18+, albo się pisze w bardziej poetycki sposób, jak to było w TSOA. A nie takie nie wiadomo co. Najchętniej bym je pominął, ale patrząc na sposób w jaki zostały napisane, równie dobrze mogłoby się w nich pojawić coś ważnego, więc musiałem cierpieć 😭 Z innych kwestii, zakończenie było tak bardzo typowe. Zero kreatywności. Bez spoilerów niestety tylko tyle mogę napisać.
Tyle, nie mam nic więcej do powiedzenia.
Z minusów ebooka, przypisy powinny być odnośnikami, a nie, czytam i się zastanawiam co znaczy jakieś słowo, bo jak otworzę spis przypisów to mnie z książki wywali. Nieprzemyślane
“– Myślałem, że będę musiał iść za tobą do Otchłani. – A przyniosłeś tu Otchłań ze sobą.”
Na początek chciałam podziękować Wydawnictwu Papierowy Smok i Agacie Konefał za zaufanie, że mogę patronować po raz drugi wspaniałą książkę z fantastycznej sagi. Dziękuję!
Cóż to była za przygoda! Jeśli myślicie, że pierwszy tom, czyli “Krucjata” była mocna to lepiej przygotujcie się na “Klucz czasu”! Chociaż przyznam się Wam, że ja nie byłam gotowa na losy, które autorka zgotowała bohaterom, to tym bardziej i Wy. Wiem, pocieszające! Nie chcę dużo zdradzać co się dzieje, bo pragnę byście sami przeżyli to, bo jest warto. Dlatego powiem Wam, jakie emocje mi towarzyszyły.
Książka zaczyna się z przytupem, porywa czytelnika w swoje ramiona i prowadzi przez wydarzenia. Zdarzają się upadki, chwile zwątpienia, a także cierpienie, nie tylko związane z buntem podniesionym przez półaniołów i nefilich. Jednak wśród tego bólu można znaleźć momenty radości. Autorka idealnie zadbała o emocjonalny rollercoaster. Myślałam, że dam radę przewidzieć co mnie czeka w świecie Edu Tiar, ale kolejne tajemnice były odkrywane, a ja aż krzyczałam z niedowierzania, a najbardziej to na zakończeniu. Nie wiem czy można wybaczyć Agacie za to, w jakim momencie zakończyła historię.
Anioły i demony o dziwo łączą razem siły, ale nie myślcie, że wszystkie anioły są takie super… Wciąż są tacy, co próbują zdusić bunt pomimo tego, że nasi bohaterowie chcieli na spokojnie przedstawić swoje żądania. Pewnie się domyślacie, że nie było spokojnie. Bardzo mi było szkoda wtedy jednego z bohaterów, liczyłam na to, że jednak będzie trwał dalej i wspierał sprawę półaniołów. Autorka nie oszczędza bohaterów, niestety. Ale nie martwcie się! Jak już mówiłam, są momenty radości, a nawet miłości, więc zdecydowanie
Wątek miłosny między Aeronem a Sharleen jest tak uroczy dla mnie, że ja wręcz się rozpływam. Dlatego ja przeżywałam to jak mieli chwile słabości w związku, szczególnie na początku jak aniołowie zmanipulowali demona. Szkoda mi było Aerona, gdzie widać było jak szczerze kochał główną bohaterkę. Też szkoda mi było Mainarda, który utknął we friendzone, ale wierzę, że spotka kogoś innego!
Oprócz naszych zakochanych gołąbeczków pojawiają się inne postacie wyciągając pomocną dłoń do naszych głównych bohaterów. Szczególnie nieoczekiwany sojusz dla mnie był Zaredim – liszy, który stwierdził, że chce pomóc demonom. Mam nadzieję, że go polubicie tak jak ja. No dobra, przyznam się, że przekupił mnie swoją osobą i niekiedy śmiesznymi tekstami w danych sytuacjach.
Krwawe bitwy, poświęcenia, nieoczekiwane sojusze, emocjonalny rollercoaster, intrygi, wypełniająca się powoli przepowiednia, a wśród tego chaosu miłość – to wszystko znajdziecie w drugim tomie Sagi Niebios i Otchłani, czyli “Klucz Czasu” ⚡
Czytajcie to, pls. Nie często przeżywam i kocham tak bardzo historie, szczególnie z polskiego podwórka😭
Wszystko co Sharleen dotychczas wiedziała i znała stanęło na głowie. Nie wiadomo już komu można ufać, a kto okaże się wrogiem i wbije nóż w plecy gdy tylko znajdzie ku temu okazję. Niepewność zaczaiła się głęboko w sercu gromowładnej, a chwilowy spokój, który odnalazła został zburzony. Czy ma jeszcze do czego wracać ? Czy nie zostanie uznana za zdrajczynię i postawiona w sytuacji, kiedy będzie musiała walczyć przeciwko swoim bliskim? Jedno jest pewne. Nie podda się bez walki i doprowadzi do końca to, co już zostało wprawione w ruch.
Przepowiednia zaczęła się wypełniać. Czy uda się jeszcze powstrzymać nieuniknione? ___ Opis bardzo enigmatyczny. Wiem o tym, ale tylko w ten sposób mogę Was zachęcić do sięgnięcia po sagę nie ujawniając przy tym informacji, które warto odkrywać na własną rękę.
W tym tomie dzieje się naprawdę dużo. Pojawia się motyw drogi, który na ogół potrafi mnie zmęczyć, ale problemy, bitwy i odkrycia, których bohaterowie dokonują w trakcie wędrówki sprawiają, że czytałam tą historię ze stałym zainteresowaniem.
Światotwórstwo i konsekwencja w tworzeniu rzeczywistości jest niewątpliwym atutem tej książki. Autorka potrafi świetnie zobrazować otaczający bohaterów świat i sprawić, że wyobraźnia szaleje. Jest mnóstwo różnych potworów, elementów historii, natury i postaci, które wzbogacają wydarzenia opisywane w książce i pozwalają odczuć, że zostało temu poświęcone dużo czasu oraz serca.
Moim ulubionym elementem sagi są zdecydowanie BITWY. Widać, że w tym autorka czuje się naprawdę dobrze. Walki są opisane z dokładnością i brutalnością, a przy tym różnią się od siebie i pomimo tego, że jest ich dużo nie miałam odczucia, że czytam ciągle o tym samym. Moja wojownicza część duszy została w całości zaspokojona.
To, co nie do końca jeszcze „czuję” to relacja głównych bohaterów. Myślę, że duży udział ma w tym narracja trzecioosobowa, która świetnie się sprawdza przy bitwach, kiedy wolę śledzić poczynania bohaterów niejako z „trybun” ale jeśli chodzi o relacje romantyczne, to ciężko oddać je w pełni przy tej formie narracji. Emocje się spłaszczają i nawet jeśli do samych bohaterów czuję ogromną sympatię, to ich związek nie wzbudza w moim brzuchu motylków.
Lubię ich razem, natomiast nie jest to element, który gra dla mnie w tej historii pierwsze skrzypce. Dlatego też ten brak przywiązania do ich relacji mnie mocno nie boli, chociaż może się tu jeszcze dużo zmienić na przestrzeni kolejnych tomów. Na ten moment wolę obserwować przyjaźnie, które zręcznie omijają wszystkie przeszkody, są dojrzałe i stoją na solidnych fundamentach.
Bardzo się polubiłam z postaciami pobocznymi. Wszystkie gromowładne, demony i anioły, które postanowiły połączyć swoje siły mają w sobie coś, co do nich przyciąga i sprawia, że chcę poznawać ich perspektywę i towarzyszyć im w tej podróży.
Jesteśmy w takim momencie tej historii, że nie mam pojęcia co autorka jeszcze wymyśliła, kogo postanowi zaszlachtować (z maniakalnym rechotem złoczyńcy😈) i komu w ogóle można zaufać.
Saga niebios i otchłani już po pierwszym tomie trafiła do mojej topki polskiego fantasy. Totalnie utonęłam w tym świecie i bawię się naprawdę świetnie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy
Historia zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się “Krucjata”. Nie ma żadnych długich wstępów, przypomnień co działo się wcześniej, od razu zaczynamy z grubej rury. Książka napakowana jest zdarzeniami, na ponad 700 stronach mamy przedstawioną historię aniołów, pół-aniołów, demonów i innych stworzeń magicznych i ich walki o przetrwanie. Tu zaczyna się moje marudzenie- brakowało mi tutaj chwili na odpoczynek, ciągle coś się działo. Rozumiem zamysł autorki, bo tak naprawdę wygląda wojna, nie ma przerw, bo ktoś się zmęczył, jednak podczas czytania byłam już po prostu znużona ilością szczegółów dostarczanych do mojego mózgu. Dochodzę do wniosku, że lepiej odnajduję się w książkach o mniejszej ilości stron, niż w takich “tomiszczach”.
Kolejnym minusem jest zakończenie, które trochę mnie rozczarowało. Spodziewałam się jakiejś bomby emocjonalnej, czegoś co wciśnie mnie w fotel i będę siedzieć i zastanawiać się, co tu się właśnie wydarzyło. “Krucjata” tak właśnie się skończyła i miałam ochotę od razu sięgnąć po następny tom i z niecierpliwością czekałam aż “Klucz Czasu” się ukaże. W tym przypadku nie odczuwam takich emocji, nadal jestem ciekawa jak potoczy się ta historia, ale już bez tak skrajnie silnych uczuć.
Książka nadal jest bardzo dobra, jednak pierwsza część bardziej przypadła mi do gustu. Na pochwałę zasługuje samo wykonanie i pomysł na fabułę. Nie ma tu żadnych dziur fabularnych, jakiś niezgodności, wszystko jest dopracowane i widać w tym ogrom włożonej pracy i zaangażowania. Podczas czytania często zastanawiałam się, jak autorka wpadła na pomysł tak okropnych kreatur i umiała je opisać w taki sposób, że budziły w czytelniku grozę i obrzydzenie.
Muszę też wspomnieć o bohaterach, którzy zostali świetnie wykreowani i można zbudować z nimi więź i dzięki temuwczuć się w tę historię jeszcze lepiej. Uwielbiam Aerona i Azzy, a także Sharleen, chociaż poboczne postacie też są warte uwagi i nie są płaskie czy kartonowe.
Podsumowując, mimo że książka odrobinę mi się dłużyła jest nadal bardzo dobrą kontynuacją “Krucjaty” i mogę wam ją polecić, jeśli lubicie takie historie- pełne akcji, potworów, politycznych intryg, niebezpieczeństwa i pewnej dozy okrucieństwa. Między tym wszystkim znajdzie się też czas na przyjaźń, a nawet miłość.
Fabuła tej książki leci mniej wiecej tak: _/\__/\__/\__/\____/ i jest to bardzo irytujące.
Bo fragmenty akcji, czyli / są naprawdę ciekawe i aż chce je się czytać, pochłaniać. Za to fragmenty spokoju są naprawdę nudne. Z czego sporo z nich jest niepotrzebnie długa - przez sprawdzanie, czy z Azzy wszystko w porządku, przez docinki, żarty, a w tym żarty o kupie...
Fabuła jest olbrzymia i naprawdę ciekawa, tylko te skoki akcji i stany stagnacji dobijają.
No i przepowiednia, czyli coś ważnego tutaj... Nie wiem, czy to przez to, że poprzedni tom czytałam dość dawno i nie pamiętam, ale jej nie rozumiem. A wszelkie rozmowy czy rozważania na jej temat dla mnie są jak fizyka kwantowa - nic nie jest jasne.
"Nie ma życia bez śmierci i śmierci bez życia. Macie w sobie dobro i zło. To dzięki pojęciu tych dwóch sił wykształciła się w was wolna wola"
Aeron walczy z aniołami. Sharleen zniknęła i nie wie gdzie się znajduje. Mainard coraz bardziej jest niezadowolony z obecnej sytuacji i do tego otrzymuje nowe stanowisko.
Jak dalej potoczy się ich los? Co się stanie z przepowiednią? Co czeka na bohaterów w walce z wrogiem?
"Sharleen nie była pewna, czy mieli do tego prawo ani czy to była odpowiednia pora na miłość"
Aeron wraz ze swoimi demonami po niespodziewanym ataku ze strony anielskich legionów stara się odpierać atak. Demon pokazuje w dosadny sposób na co go stać i że zdecydowanie nie będzie łatwym przeciwnikiem. Niestety okazuje się, że te starcie to dopiero początek kłopotów. Areon zaczyna się obawiać o wszystkich mieszkańców Archipelagu i zdecydowanie jest czego bać. Do tego dochodzi tajemnicze zniknięcie Sharleen, które wzbudza wiele wątpliwości i podejrzliwości w jego otoczeniu.
"Brakowało mu tego. Do tej pory nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Tęsknił za Sharleen każdego dnia, ale starał się o niej nie myśleć bo wtedy mniej bolało"
Kiedy Areon zmaga się ze swoim wrogiem to Sharleen odkrywa, że znajduje się w całkiem nieznanym miejscu. Nie wie jak się tam dostała, ale zrobi wszystko żeby się wydostać. Odkrywa również coś zaskakującego. Coś, co jest bezpośrednio z nią związane.
Czy bohaterom będzie jeszcze dane się spotkać? I co się wydarzy jak się spotkają?
Przyjaciele Sharleen mają swoje własne kłopoty. Mainard musi poradzić sobie nie tylko ze swoimi uczuciami, ale też ze swoimi nowymi obowiązkami. Jego nowa rola wiąże się z dużą odpowiedzialnością, ale jest to też możliwość na pewne zmiany. Erial dalej jest taki mądry, dobry i nie stara się zmienić swojego losu. Dlaczego? Pozostałe gromowładne mają swoje własne misje. Pełne niebezpieczeństw, a nawet zdrady.
Rada zaskakująco zmienia swoje postępowanie. Ale dlaczego? Co się za tym kryje? Na jaw wychodzi coraz więcej ukrywanych przez nich faktów. Tylko czy to okaże się wystarczające, aby ich powstrzymać? Żeby wszystkim otworzyć oczy?
A co z przepowiednią?
Sharleen, Areon, Mairand i reszta przyjaciół decydują się wyruszyć na pewną misję. Misje, która ma wszystko zmienić. Mają konkretny cel, tylko czy uda im się go zrealizować?
Bohaterzy coraz więcej odkrywają na temat przepowiedni. Coraz więcej staje się jasne. Wiedzą co robić, ale czy to im się uda? Podczas wyprawy nie brakuje niebezpieczeństwa, potworów i jeszcze więcej potworów oraz straty. Przeszkody znajdują się na każdym kroku. Nie brakuje również poświęceń i trudnych decyzji. Wiele się tu dzieje, a akcja ani na chwilę nie zwalnia. Z czasem okazuje się, że aniołowie to nie jedyne ich zagrożenie. Ktoś ma pewien cel. Jaki on jest? Im dalej tym coraz więcej się dzieje, a oczekiwanie do tego co będzie dalej powoduje, że od książki wręcz nie da się oderwać.
Jak skończy się ich walka? Czy zrealizują swoją misję?
Kolejny raz jestem pod głębokim wrażeniem. Pod wrażeniem całej tej historii. To w jaki sposób autorka przedstawiła ten cały świat. Jest tu bardzo dużo bohaterów, bardzo dużo się dzieje, ale jest to w taki sposób napisane, że czytelnik się nie gubi. A jakby ktoś miał problem odnośnie pewnych pojęć, to na końcu znajduje się słowniczek, który wszystko objaśnia. Naprawdę podziwiam, że autorka była w stanie wymyślić taki świat. Potwory, które są naprawdę różne i jest ich naprawdę wiele, a każdy gatunek jest inny. Tyle zwrotów akcji, tyle planów, celów a wszystko pięknie się ze sobą łączy. Nie jest to chaotyczne. Widać, że to jest bardzo dobrze przemyślane i wszystko idealnie się ze sobą łączy.
Jest to naprawdę wspaniała historia, a wydaje mi się, że dosyć ciężko dzisiaj stworzyć taką inną, wyjątkową książkę w świecie fantastyki. Coś nowego, coś co się nie powtarza i przede wszystkim tej grubości. Tak, książka to dosyć grubasek, ale wręcz to jest nieodczuwalne. Na żadnym etapie nie odczułam, żeby historia była pisana na siłę jak to niekiedy jest. Każda strona jest potrzebna, co chwilę coś nowego pojawia się w historii.
Nie można zapomnieć o naszej uroczej parze jaką jest Sharleen i Areon. Przepowiednia przepowiednią, ale oni muszą być! Aeron, Areon. Już pierwsze strony uświadomiły mi jak bardzo tęskniłam za tym demonem. Za tą jego pewnością siebie, a zwłaszcza za jego tekstami. One rządzą! Moje znaczniki w książce to głównie są z jego wypowiedziami 😂 Sharleen przeżywa ciężki okres. Czuje się winna, a wsparcie mężczyzny ma bardzo duże dla niej znaczenie. Ich relacja jest urocza, ale nie dominuje całej historii. Mężczyzna jest opiekuńczy, kochany a ona mu nie ustępuje. Jest to silna, bardzo silna kobieta, która doskonale radzi sobie sama. Są ze sobą coraz bliżej, ale jednak wizja tego co jest w przepowiedni budzi ich niepokój. Ich pierwsze spotkanie po rozstaniu? Pełne ognia, dosłownie.
"Zrobiła krok w jego stronę i uniosła rękę, chcąc dotknąć jego twarzy, a wtedy pożar wokół jakby delikatnie przygasł. Mężczyzna nie poruszył się ani odrobinę, kiedy opuszki jej palców musnęły jego policzek"
"Klucz czasu" jest równie doskonała, jak jej poprzedniczka. Jak zawsze polubiłam wszystkich bohaterów. Oczywiście, mam na myśli tylko tych pozytywnych. Niektórych z chęcią bym się pozbyła. Kocham Azzy, choć tym razem nie było jej tu dużo. Uwielbiam jaką przyjaźnią się darzą Sharleen, Dynastine, Melianna oraz Mainard i Erial. Bardzo polubiłam Ardena.
Czytając książkę momentami było mi smutno. Nie tylko kiedy ktoś umierał, ale przede wszystkim ze względu na ten cały stosunek do gromowładnych. Dalej uważane za niewolników. Smutne. Brak prawa do własnego życia, brak prawa do założenia rodziny czy nawet kupna ziemi. Mają tylko walczyć, do czego są brutalnie od początku przygotowane. Uważane przez anioły za robactwo, narzędzie, które nie zasługuje na nic i powinny być jeszcze wdzięczne za to, że żyją. Śmieszne, prawda? W końcu to oni są powodem dla, którego one powstały, nie?
"Klucz czasu" to książka, po która zdecydowanie musicie sięgnąć. Jest to wciągająca historia, od której nie da się oderwać. Ciekawość nie ustępuje ani na chwilę i szybko chce się poznać więcej. Autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, a wszędzie obecny humor powoduje, że książkę czyta się z jeszcze większą przyjemnością. Moi drodzy jest to naprawdę bardzo dobra książka. Pochłonęłam ją w 2 dni! A to o czym świadczy przy takiej grubości.
Nie zastanawiające się! Kupujcie! A jak nie czytaliście 1 tomu to kupujcie od razu 1 i 2 tom! Zdecydowanie warto!
Właśnie skończyłam czytać tę książkę i beczę jak dziecko. Boże jakie to było cudowne!!!!!
Drugi tom sagi jest równie pokaźną cegiełką jak pierwszy. I nie wiem jak Aga to robi, ale ewidentnie ma jakieś moce, bo tu nie ma zbędnych pierdół, nużących opisów, monotonnych dialogów. Wszystko jest idealnie okrojone i ważne dla fabuły.
Aga bawi się nami, oj, przewybornie się nami bawi zmieniając perspektywy bohaterów, ale to buduje tak intensywne napięcie, że czuć te wibracje w całym ciele, przysięgam. Nie znoszę tego i jednocześnie kocham. To jedna z wielu cech, która wyróżnia tą sagę i sprawia, że nie da się od niej oderwać.
Podkreślę że niesamowicie podziwiam kunszt twórczy Agaty. Ta książka to nie jest byle opowieść o aniołach i demonach. Mamy tu rozbudowane Imperium poprowadzone przez hierarchię. Mamy Archipelag z niezależnymi zasadami. To wszystko jest zbudowane od podstaw w niesamowicie fascynujący sposób. Mamy tu masę niezależnych postaci i gwarantuje, że żadna nie jest taka sama. Mamy tu świetnie odwzorowane charaktery i każda postać dostaje swoje 5 minut. Mamy tu przepowiednie splatającą losy bohaterów. Tajemnice gonią tajemnice. Odpowiedzi rodzą pytania. To niekończąca się pogoń.
Sekrety, które zostają tu ujawnione… Matko Boska… wbijające w ziemię…
Przedstawienie aniołów jako tych fałszywie czystych i niewinnych… genialne…
Uwielbiam wątek miłosny Aerona i Sharleen. Ich miłość jest tak niewinna, tak piękna… każde zdanie jakie do siebie kierują sprawiało, że zapierało mi dech. Przysięgam nigdy nie czytałam o tak pięknej i czystej miłości. Ich sceny czytałam po trzy razy bo nie mogłam się od tego oderwać.
Przez całą drogę do ostatnich rozdziałów czujemy to elektryzujące napięcie, ale ostatnie rozdziały to po prostu emocjonalna bomba. Mnie rozłożyły, pokochałam je i znienawidziłam… autorko jak mogłaś to zrobić?
Agata prowadzi tę sagę bezbłędnie. Bawi się czytelnikiem. Kiedy myślimy że już wiemy co się kryje za rogiem spotykamy niespodziankę. Agata sprawia, że jestem pochłonięta tą historią i pragnę więcej. Choć to zakończenie, tak urwane, tak łamiące serce, jeszcze bardziej sprawiło, że potrzebuje kolejnego tomu. Jest pierwszą w nocy gdy skończyłam czytać i jak mam iść spać nie wiedząc co dalej?
Ta książka to obowiązkowa lektura dla fanów fantastyki z pięknym wątkiem miłosnym, z aniołami i demonami i gwarantuje że nigdy nie czytaliście nic podobnego. Ta saga zasługuje na rozgłos bo to co Aga tu wyprawia to wykracza poza wszelkie pojęcie.
Gwarantuje wam niesamowite wrażenia, zapierające dech w piersiach sytuację, niekończącą się akcje i prawdziwy wodospad emocji. Do tego w pakiecie kilka zawałów i nerwic, ale to wszystko razem daje niezapomnianą do przeżycia historię.
Obok tego tytułu nie można przejść obojętnie, ja was zachęcam, szczerze, na prawdę szczerze zachęcam. Nie pożałujecie ani jednej chwili poświęconej na czytanie.
Wy nadrabiajcie kochani, a ja odliczam do trzeciego tomu. Kardiolog w pogotowiu także jestem w pełni gotowa na kolejne starcie z kolejnym wersem przepowiedni.
I wielkie chapeau bas dla autorki! Pomysł, motyw, kreacja, to wszystko jest fenomenalne. Agata ma talent, prawdziwy pisarski talent i zasługuje by usłyszał o niej świat.
Autorce oraz wydawnictwu dziękuję za możliwość poznania powieści przedpremierowo.
Powieść jest ścisłą kontynuacją "Krucjaty" i tylko po poznaniu części historii tam zawartej należy sięgnąć po ten tom!
"Klucz Czasu" niesie ze sobą jeszcze więcej emocji, które są nieodłącznym elementem śledzenia losów bohaterów. Emocjonujące walki, które często kończą się śmiercią towarzyszy i pełne potworów starcia to największa z zalet tej powieści - jednak w tej części przeciw sobie staną również anioły i demony... Autorka po mistrzowsku opisuje wszystkie starcia. Zaleca się podczas lektury picie melisy i posiadanie awaryjnego opakowania chusteczek.
Kolejnym atutem powieści jest śledzenie rozwoju romansu między parą głównych bohaterów, który zasługuje na miano prawdziwej miłości. Śledzenie jak rozwijają się relacje i powolne, zdobywanie sympatii pomiędzy różnymi postaciami jest moim zdaniem genialną sprawą, a dodatkowo sami mamy okazję zżyć się z bohaterami czy to głównymi czy nie, by potem rozpaczać w momencie ich odejścia.
Powieść przeznaczona jest dla pełnoletnich czytelników, nie tylko ze względu na brutalne sceny walki. Mimo pokaźnej objętości czyta się książkę bardzo szybko z zaciekawieniem co wydarzy się za chwilę.
Ogromnie podoba mi się sam motyw przepowiedni i to jak autorka go tutaj przedstawiła. Jednak motywów znajdziemy tu znacznie więcej, a każdy jest równie ciekawie poprowadzony. Na koniec pochwalę jeszcze świetny humor i wyważenie między scenami powagi czy walk, a rozluźnienia i odpoczynku. Autorce moim zdaniem udało się zachować harmonię dzięki czemu powieść nas nie przytłacza, a jej lektura jest świetną rozrywką. Porusza również ważne tematy.
Oczywiście bardzo polecam Wam tą książkę, jak i poprzedni tom jeśli jeszcze nie mieliście okazji go przeczytać.
Nadchodzi druga część przygód Sharleen, w której wypełnia się kolejny wers przepowiedni... W tym samym czasie dziewczyna dowiaduje się o intrygach archaniołów i za wszelką cenę chce ich powstrzymać. Zwłaszcza, że Aeron - Król Demonów i jej ukochany - odpiera ataki anielskich legionów i nie ma pojęcia, co się z nią stało.
"Klucz czasu" nie oferuje czytelnikowi spokojnego początku, za to od razu wciąga go w wir wydarzeń i szalonych emocji. Zwłaszcza, że obie te rzeczy nieprzerwanie towarzyszą nam podczas czytania i sprawiają, że historia demonów i aniołów może wciągnąć bez reszty. A to bardzo ważne, bo sama książka jest opasłym tomiszczem i fakt, że Agata stworzyła historię, która nawet przez chwilę nie nuży jest czymś wspaniałym! Szczególnie, że historia Gromowładnych mimo wszystko należy do skomplikowanych, więc każda zawiła sytuacja, decyzja bohaterów czy starcia są dokładnie przemyślane i mają swoje konsekwencje. Coś co uwielbiam, czyli historia od początku do końca trzymająca się całości i czerpiąca od poprzednika... A jednocześnie zostawiająca pole do popisu kontynuacji.
Dodatkowo opowieść stoi mocno na bohaterach. Są oni filarami całego świata i dzięki różnorodności perspektyw mamy spojrzenie na każdy element życia aniołów, gromowładnych i samych demonów. Dzięki temu widzimy jak różnie postrzegany jest konflikt w "Kluczu czasu" i jak każdy z osobna inaczej rozumuje szacunek, walkę czy poświęcenie. Dodatkowo każda z występujących postaci ma na celu pokazać czytelnikowi, że spór dziejący się na kartach powieści nie jest tak prosty do rozwiązania i jak może zmienić człowieka. Nie chcę wiele zdradzać, ale pewna postać w książce daje nam możliwość spojrzenia nieco w przeszłość... I naprawdę dobrze czytało mi się te fragmenty. Są kluczowe dla historii i jednocześnie dają nieco wglądu go charakteru bohaterów.
Jednocześnie co idzie za postaciami, to ich relacje. Mamy to zarys od wrogów, po przyjaciół, a nawet kochanków. Każda z nich jest ważna i ma swoje miejsce w historii, ale na szczególną uwagę zasługuje uczucie Sharleen i Aerona, którzy potrafią rozmawiać ze sobą. W literaturze fantasy często brakuje mi bohaterów, których relacja nie opiera się tylko na kłótniach i nieporozumieniach... A tutaj, nawet jeśli takie występują, to potrafią być przedyskutowane. Jednocześnie podziwiam przyjaźń między Gromowładną, a Mainard i Erialem. Ten pierwszy z pewnością nas jeszcze zaskoczy w kolejnych tomach - na co bardzo czekam, bo widzę, że tkwi w nim coś intrygującego. Wiem, że wielu mu współczuje lub za nim nie przepada, ale często takie niedocenione postacie potrafią bardzo zaskoczyć! I to nie tylko pozytywnie... Więc czekam i będę obserwować dokąd podąży Mainard.
Pamiętajcie, że mimo wszystko to krwawa i momentami brutalna opowieść, która skrywa w sobie jeszcze wiele tajemnic. Niektóre z pewnością jeszcze przez długi czas będą przed nami schowane, ale te, które wychodzą na światło dzienne w tym tomie już potrafią złapać za serce lub wzbudzić strach przed losami bohaterów. Bo choć można zgadywać, co skrywa się za słowami przepowiedni, to mimo wszystko plot twisty mogą zaserwować nam zaskoczenie życia - chociaż to bardzo lubię... I liczę, że kolejne tomy będą utrzymywały poziom swoich poprzedniczek.
Pozwólcie skusić się Sadze Niebios i Otchłani... Bo z pewnością pochłonie Was i zapomnicie o całym świecie, gdy jej rozbudowany świat, skomplikowani bohaterowie i mroczna fabuła pogrążą Wasze umysły podczas czytania. To kawał dobrej fantastyki z Naszego ojczystego podwórka, którą warto poznać!