„Tankista” to wspomnienia młodego oficera Armii Czerwonej, który przeszedł szlak bojowy od bitwy na Łuku Kurskim po Berlin. Z pozoru otrzymujemy książkę wpisującą się w nurt prostych, żołnierskich relacji: dużo dynamiki, opisy frontowego życia, taktyki walk pancernych, strachu i adrenaliny, żołnierskiego humoru oraz brutalnej codzienności. Wydawca podkreśla „autentyczność” – i faktycznie, Biessonow potrafi snuć barwną, wartką opowieść, która momentami wciąga jak dobrze napisany dziennik frontowy.
Jednocześnie trudno pozbyć się wrażenia, że ta autentyczność jest wybiórcza. Autor pomija fakty niewygodne, zniekształca obraz rzeczywistości i wyraźnie koloryzuje własną rolę. W wielu fragmentach opowieść staje się zbyt gładka, zbyt wygodna, by była w pełni szczera. Biessonow zapewnia, że w Armii Czerwonej nie gwałcono, nie grabiono, że żołnierze zachowywali się niemal nienagannie – co stoi w jawnej sprzeczności z ogromem dostępnych źródeł i pamiętników z epoki. Można to włożyć między bajki, choć autor przedstawia te tezy z pełną powagą. Pod tym względem książka zawodzi: zderzenie wspomnień osobistych z historycznymi faktami wypada boleśnie na niekorzyść Biessonowa.
Zauważalna jest także niechęć do podejmowania tematów drażliwych. Szczególnie rażący jest brak jakiejkolwiek wzmianki o polskim udziale w walkach o Lwów oraz o złożonych relacjach polsko-radzieckich na tych terenach. Polacy pojawiają się incydentalnie i raczej w negatywnym świetle, co nie tylko zniekształca obraz epoki, ale również zdradza jednostronność narracji. Biessonow chętnie opisuje heroizm i „wojskową rodzinę” właskiej jednostki, ale unika wszystkiego, co mogłoby podważyć dobre imię Armii Czerwonej.
A jednak „Tankista” nie jest książką bezwartościową. Wiele fragmentów – dotyczących strachu przed ogniem, zmęczenia, bezsensownych rozkazów, poczucia przypadkowości na polu bitwy – brzmi szczerze i daje czytelnikowi wgląd w psychikę radzieckiego żołnierza. Biessonow potrafi oddać chaos frontu, napięcie walk, emocje młodego oficera wrzuconego w wir wydarzeń, które go przerastają. To zapiski człowieka, który chce pamiętać, jak walczył – choć często pamięta tylko to, co wygodne.
„Tankista” jest więc książką nierówną: momentami sugestywną i interesującą, momentami irytująco propagandową. Dla osób zainteresowanych losami żołnierza broni pancernej – wartościowa jako dokument mentalności epoki. Dla czytelników oczekujących szczerego obrazu Armii Czerwonej i realiów wojny – rozczarowująca. Trzeba ją czytać krytycznie, świadomym okiem, oddzielając to, co przeżył Biessonow, od tego, co wolał przemilczeć.