Zmarnowany potencjał. To pierwsze, co przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tej książki. Jak zobaczyłam opis, byłam zachwycona i mocno zaintrygowana. Ale ta historia nie jest taka, jak ją sobie wyobrażałam.
Lea już jako dziecko podkochiwała się w Erisie Evansie. Trzy lata starszy od niej, choć cieszył się reputacją bad boya, który zaliczył już wszystko, co się rusza, Lea nie mogła przestać o nim mysleć, miała wręcz na jego punkcie obsesję.
Teraz ma 23 lata, jest fizjoterapeutką i zostaje poproszona o pomoc w rehabilitacji chłopaka poruszającego się na wózku inwalidzkim po wypadku na motocyklu. I tym chłopakiem okazuje się Eris.
Prawda, że jest potencjał?
Nie jestem fanką slow burnów, ale tutaj to się wydarzyło za szybko. Tam od razu było blisko i gorąco. I trochę też obrzydliwie. Jakby nagle zapomnieli o przeszłości. A przeszłość ma tu duże znaczenie.
Bo… Lea pochodzi z ubogiej rodziny, nie była nigdy uważna za atrakcyjną, chowała się za obszernymi ubraniami, była wyśmiewana, a jej jedynym przyjacielem był Brad.
Czy wy też tak macie, że widzicie jakieś imię w książce i już wiecie co to za typ?
Ja mam tak z Bradem. Wiedziałam, że coś z tym typem jest nie tak. Tak jak na przykład każda Kaśka, na czele ze mną, jest wredna. No przepraszam jeśli którąś Katarzynę obraziłam, nie bierzcie tego do siebie.
Ale tak, Lea była w szkole wyrzutkiem. Nie była lubiana. A do tego Eris myślał, że jest chłopcem. (WTF 🤦🏻♀️)
Ich relacja, pomoc Lei, oczywiście z dobrego serca, bo ona jest aniołem, a on to w życiu tyle rzeczy żałuje i jak w końcu ma przy sobie kogoś takiego jak Lea to chce być lepszym człowiekiem…to wszystko jest bardzo płytkie. Nie ma głębi, a uczucia jakby wzięły się z powietrza. Znowu to samo.
Liczyłam, że przemiana Erisa to będzie proces, że on stopniowo będzie się zmieniał. Wiecie, kiedyś był dupkiem, zdarzył się wypadek, jest w depresji, zgorzkniały, przygnębiony tym, że wszystko w życiu stracił. No i teraz przychodzi do niego fizjoterapeutka, z którą spędza dużo czasu. Zobaczcie jak to można by było ładnie poprowadzić. Ja już sobie wyobrażam takie ukradkowe spojrzenia w jej kierunku, gdy ona go tam masuje, jakieś dyskretne gesty w jej stronę. A to jest tak, że on widzi Leę jako swojego anioła i nagle jest lepszym człowiekiem. Zaraz już między nimi wybucha ogień. Facet ma w nocy atak, ona przyjeżdża, opiekuje się nim, a przy okazji on się o nią ociera i…już w porządku mój żołądku, już nic mnie nie boli.
Myślałam też, że bardziej od strony medycznej ta książka będzie rozwinięta. Jest tam przy końcu kilka pojęć związanych z fizjoterapią i pomaganiem w stawaniu na nogi. Ale wiecie na co liczyłam? Skoro jest to taka niby spicy książka, to chciałabym bardziej poznać odczucia faceta, który ma niedowład dolnej części ciała. Ja nigdy z taką osobą nie miałam jakiejś bliższej styczności, żeby dowiedzieć się, jak to tam działa, czy działa i w ogóle. Mam kuzyna poruszającego się na wózku, ale jakoś tak głupio zapytać, no nie? Facet tutaj stawał na wysokości zadania. Konar tutaj płonął, gdy tylko ona stawała w progu jego pokoju. Ale no nie wiem, zabrakło mi szczegółów, jakichś odczuć. Samego porównania czy ten facet odczuwa przyjemność w ten sam sposób co przed wypadkiem.
To podobno debiut tej autorki, więc nie powinnam się tak mocno czepiać, ale to nie jest dobrze napisana książka. Wypowiedzi w dialogach były nieraz tak długie, że nie rozumiałam o czym dana osoba mówi. Przemyślenia bohaterów, ich działania…wyczuwałam tam ogromny chaos i w sumie miałam wrażenie, że ciągle odgrywa się ta sama scena - Lea i Eris razem w jego pokoju.
To mogła być naprawdę dobra książka. Gdyby ją nieco inaczej poprowadzić, wydłużyć przede wszystkim, bardziej rozwinąć relację Lei i Erisa pod względem emocjonalnym, pokazać skąd wzięła się ta miłość. Szkoda. Strasznie mi jest szkoda. Niby na nic się nie nastawiałam, ale liczyłam, że to będzie coś głębszego. Może trochę coś w stylu “Zanim się pojawiłeś”, ale bez tego smutnego końca. Motyw niepełnosprawności fajnie był podjęty w książce “Nareszcie moja” Lucy Score, tam facet na misji stracił nogę i to było tak emocjonalne, jak on się próbował podnieść z tego dołka i wrócić do życia. A tutaj jest wspomniane, że Eris miał stany depresyjne, że siedział w czterech ścianach i z nikim się nie spotykał. Ale to było tylko wspomniane. No cóż. Szkoda. Przede wszystkim szkoda, że dziewczyna, która debiutuje w świecie wydawniczym nie dostała wsparcia dobrego redaktora, który by ją naprowadził na dobre tory. Ale…co ja tam wiem o wydawaniu książek.