W halloweenowy wieczór, do drzwi domu Mariusza Sandomierskiego dzwoni przebieraniec w stroju klowna. Choć dochodzi już dwudziesta druga, mężczyzna otwiera, jednak zamiast oczekiwanego „cukierek albo psikus" słyszy „cukierek albo śmierć". W następnej chwili przebieraniec sięga do trzymanej w ręku torby, wyjmuje pistolet, strzela i ucieka. Komisarz Oczko staje przed niezwykle trudnym zadaniem. Musi ustalić, dlaczego zginął Sandomierski, a przede wszystkim kim jest klown, którego zarejestrowały kamery monitoringu.
Piętnasty tom serii z komisarzem Oczką za mną i muszę docenić autora za oryginalność i pomysłowość, bo z takimi okolicznościami zbrodni w literaturze się nie spotkałam. Jak zawsze dobrze się czytało, ale znalazłam dwa błędy - bohater nazywa się Marek Sikora, a parę razy jego nazwisko było przedstawiane jako Sroka i drugi - wdowa została określona jako kobieta, która została sama z dwójką małych dzieci, a potem się okazało, że te dzieci są nastoletnie, więc nie są wcale takie małe albo mamy z autorem inną definicję małych dzieci. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy.
Nie ma zbrodni idealnej - można wszystko dokładnie zaplanować, uwzględniając nawet kilka wariantów różnych sytuacji. Co więcej, można nawet przećwiczyć planowane akcje, ale pewnych okoliczności, szczególnie tych, na które nie mamy wpływu, nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Każdy sprawca jest jednocześnie świadkiem zbrodni, którą popełnia.
Sprawcy należy szukać w pierwszym tomie akt sprawy.
Podczas przeszukania mieszkania warto sprawdzać lustra, obrazy, parapety i rynny.