Nie opowiadała synowi o kuli, która trafiła ją podczas ucieczki. Nie mówiła mu o głodzie, który czuła nieustannie. Ani o śmierci, którą widziała unoszącą się kłębami nad lasem.
Nie znajduje dziś w Ustrzykach Dolnych miejsc, które jego matka mogła kiedyś oglądać. Nie ma już domów ani bożnic, tylko rozrzucone po polach i lasach kości. Kiedyś mieszkali tu Żydzi, Polacy i Ukraińcy. Przyjaciele, sąsiedzi. Aż przyszła wojna. Salomea przeżyła okupację, getto i obóz śmierci w Sobiborze, z którego razem z trzystoma innymi osobami uciekła. Wojnę przeżyło kilkadziesiąt z nich, kobiet – tylko siedem.
Krzysztof Potaczała przez sześć lat prowadzi śledztwo dziennikarskie – chce poznać kobietę, która kiedyś mieszkała w jego miasteczku. Ta jednak całe życie zacierała ślady o swojej przeszłości. We Francji odnajduje jej syna, który pomaga mu zrozumieć, kim była Salomea – choć sam wie o matce niewiele. Do życia powraca świat bieszczadzkiego sztetla wraz z mieszkańcami, którzy zniknęli za murami gett i obozów. Ona uciekła – ale nigdy tak naprawdę tych murów nie opuściła.
Bieszczady powracają co jakiś czas kontekście kultury łemkowskiej, w historii relacji polsko - ukraińskich, ta książka jednak skupia się na społeczności żydowskiej. Autor z jednej strony opowiada o zagubionych wśród Bieszczadzkich lasów sztetlach, po których trudno szukać jakichkolwiek śladów, a z drugiej strony skupia się na losie swojej bohaterki - jednej z siedmiu kobiet ocalałych z obozu w Sobiborze.
Potaczała rozpoczyna swoja opowieść na przełomie XIX i XX wieku, prezentując wieloetniczną, tentniącą życiem, ale i niesnaskami, animozjami, uprzedzeniami społeczność, płynnie przechodząc od skrawków losów swojej bohaterki do pokazującej historyczno - społeczny kontekst przedwojennej Polski, czasów okupacji. Dzieli się również refleksjami na temat trudności w gromadzeniu materiałów (praca nad książką zajęła sześć lat), i pytaniami (na które nie znajdą się już odpowiedzi) dotyczącymi losów Ocalonej w okresie powojennym, gdy trauma doświadczeń skłoniła ją do zamieszkania we Francji i mimo odległości powstrzymywała przed opowiadaniem bliskim o swoich doświadczeniach przedwojennych.
Jedna z najlepszych książek z literatury faktu, jakie przeczytałem w ostatnich miesiącach. Napisana świetnym językiem, który pozwala odczuć atmosferę miasteczek, wsi, ulic, dostrzec detale, szczegóły. Jednocześnie pokazująca kontekst społeczno - historyczny, prezentująca pokłady zła i dobra jakie wyzwoliła w ludziach II wojna.
Warto przeczytać, by poznać historię Polski ostatnich stu lat.
Nie była to do końca taka książka, jakiej się spodziewałam, ale nie jest to zarzut. Salomea Hanel stanowi punkt odniesienia, ale nie jest centralną postacią tej historii. Może wynika to z tego, jak niewiele wiadomo o jej życiu - jedynym sposobem na jego odtworzenie jest włożenie go w szersze ramy i przedstawienie portretu całej społeczności żydowskiej na Podkarpaciu w latach przedwojennych i wojennych.
Ogromnie szanuję pracę autora włożoną w zebranie materiałów archiwalnych i opracowanie ich w spójną narrację. Wspomnienia więźniów obozów wywarły na mnie największe wrażenie i stanowią o sile tej książki. Najsłabiej moim zdaniem wypadły fragmenty, w których autor puszczał wodze fantazji na temat możliwych uczuć i zachowań Salomei - brzmiały one momentami dość sztucznie i ckliwie.
Lekturę mimo wszystko jak najbardziej polecam, choć jest ona trudna i przejmująca. Bardzo poruszyły mnie również wypowiedzi syna Salomei, który nie może sobie wybaczyć, że za życia mamy nie spróbował dowiedzieć się więcej o jej historii. Mam nadzieję, że powstanie tej książki da mu choć trochę pociechy.
No i na koniec - dlaczego okładka musiała zostać wygenerowana przez AI? :(
nie było to to czego się spodziewałam natomiast książka jest trudna, bo temat jest trudny, może przytłoczyć, porusza bolesne kwestie dotyczące okrucieństwa jakie człowiek może wyrządzić człowiekowi