Przemoc w polskim teatrze to nie pojedyncze incydenty, a system budowany przez dekady. Od szkół teatralnych, gdzie młodzi adepci poddawani są upokarzającym praktykom, przez teatry, w których reżyserzy przekraczają granice w imię sztuki, aż po najwybitniejszych twórców, którzy swój autorytet budują na strachu i manipulacji. Książka Igi Dzieciuchowicz to pierwsza tak kompleksowa analiza zjawiska przemocy w polskim teatrze. Autorka dociera do ofiar molestowania, dokumentuje przypadki mobbingu i nadużyć władzy, ale też pokazuje, jak system chroni sprawców i wycisza niewygodne historie. Autorka dokumentuje też bezprecedensowy moment – rozpoczętą jej głośnym reportażem z 2021 roku falę zmian, która doprowadziła do pierwszych systemowych reform w polskim teatrze. To wstrząsająca książka reporterska o cenie, jaką płaci się za sztukę, o mechanizmach władzy i systemie, który chroni sprawców. Ale też historia przełomu – momentu, w którym młode pokolenie artystów mówi „dość” i domaga się fundamentalnych zmian. I choć „rodzina patologiczna” to przestarzałe sformułowanie, na które nie ma już dziś miejsca w inkluzywnym, nowoczesnym języku – w wypadku tej książki wydaje się niepokojąco adekwatnym podtytułem. Już w marcu przekonacie się dlaczego.
To powinna być pozycja obowiązkowa w szkołach teatralnych. Straszne, że przez tyle lat wszyscy wyrażali niemą zgodę na pracę w tak skandalicznych warunkach. Ohydny jest cały ten szantaż, że jak się nie poświęcisz, nie spalisz, nie wybebeszysz to nie będziesz w pełni artystą/artystką. Moją wątpliwość budzi jedynie przytaczanie głosów oprawców. Z jednej strony może dać to złudne odczucie jakoby zachodziła tutaj jakaś równoważna sytuacja a tak nie jest. Z drugiej strony daje to wgląd w zachowanie osób nadużywających swój autorytet co może być przyczynkiem do dalszych rozważań i wniosków. 4.5/5
absolutnie szokująca książka, przyprawiająca o gęsią skórkę. Określenie użyte w tytule „patologiczna” nie jest przesadzone. Ilość toksycznych zachowań, sytuacji, ludzi - poraża! Ale w książce jest też pełno bardzo odważnych ludzi, którzy przerwali milczenie i zaczęli mówić głośno o swoich doświadczeniach. Bardzo polecam!
Ciężka lektura, głównie przez natężenie opowieści o przemocy, mobbingu, nadużyciach werbalnych, psychologicznych, seksualnych. Książka ważna i napisana dobrze, z reporterskim zacięciem, ale mnie zostawiła z poczuciem bezradności i braku nadziei.
trudna to była i mocno nierówna lektura. Na pewno doceniam ten reportaż za ukazanie szerokiego spektrum zachowań przemocowych w teatrze - od tych bardziej "oczywistych" - bo związanych z relacjami władzy - najczęściej w wydaniu reżyserów i szkół teatralnych, po te pomijane i przemilczenie - w tym kontekście szczególnie mocno zapadł mi w pamięć rozdział poświęcony doświadczeniom pracowników technicznych. mimo wszystko jest to mocno hermetyczna lektura, podejrzewam, że najpłynniej będą się po niej poruszać osoby już obeznane w świecie teatralnym. Nie mniej samo podjęcie tak stabuizowanego tematu jest czymś społecznie istotnym- o odwadze autorki chyba najdobitniej świadczy fakt, że kilka rozdziałów zostało w całości ocenzurowanych.
Przede wszystkim jedna wielka historia przemocy psychicznej, molestowania i wejścia w bardzo sekciarskie środowisko. Rozdziały usunięte i zamazane fragmenty nadają dodatkowy wydźwięk. Bardzo dużo niezgody wobec tych warunków było we mnie jak to czytałam. Świetny reportaż.
Muszę przyznać, że wchłonęłam tę książkę. Brawa dla wydawnictwa za usunięte rozdziały i zakreślone fragmenty - to samo w sobie się sprzedaje (i like the dramatics). Samo środowisko teatralne opisane w książce przywodzi na myśl grupę z Tajemnej historii Donny Tart, tylko że wersja biedronkowa.
Ważna i pewnie zaskakująca książka dla obserwatorów, widzów teatrów. Dla osób ze środka (takich jak ja) historie opisane w książce są znane, i podobne do nich i jeszcze gorsze. Cieszę się, że ta książka powstała, że dla potomnych pozostanie w pamięci w formie książki, a nie w formie jakiegoś tam wpisu na facebooku, to czego dopuszcza się ten świat z zewnątrz polukrowany, a od środka gnijący. Czekam na dalsze opowieści, czekam na odkopanie historii z innych teatrów instytucjonalnych i offowych, a najbardziej z utęsknieniem czekam na zmiany, na jasne zasady tego zawodu, na kontrakty między reżyserami a aktorami.
Powstrzymuję się od oceny, bo mam trochę rozkrok w opinii o tej książce.
Z jednej strony - bardzo doceniam pracę dokumentacyjną i archiwizacyjną, jaką wykonała autorka. Że złapała się mocno spraw, które co prawda kilka lat temu były głośne i dotarły także do nie-branżowych mediów, a pamięć o których po kilku latach zaczęła się już zacierać. Albo takich, które mogłyby zginąć jako kolejny post na facebooku. Cieszę się, że przybierają formę książki i że wracają - przede wszystkim do dyskusji. To przywraca poczucie sensu w tym, że medialne dyskusje i presja społeczna są potrzebne. Zwłaszcza, że w książce istotną rolę odgrywa ruch #MeToo, który a.D. 2025 doświadcza - mam wrażenie - potężnego, antyfeministycznego backlashu.
Mocny jest też zabieg ze zredukowaniem odautorskiej narracji na rzecz przytaczania przede wszystkim głosów bohaterów. I tych krzywdzonych, i tych, którzy krzywdzili. Głosy zwłaszcza tych drugich czyta się niewygodnie i na etapie monologu Jacka Poniedziałka chciałam rzucić książką o ścianę. Ale widzę w tym wartość - jak same osoby, które dopuściły się przemocy, ujawniają mniej lub bardziej świadomie stojące za tym mechanizmy.
"Głosowość" reportażu ma też taką konsekwencję, że przynajmniej mi bardzo szybko się tę książkę czytało. Wypowiedzi toczą się. Z ewentualnymi przerwami na odpoczynek po kolejnych opisach różnych form przemocy.
Ale dla mnie ta decyzja o tym, żeby oprzeć się wyłącznie na głosach, a narracje odautorskie i interpretacje poukrywać, nie jest czymś, co uważam za jednoznacznie celne. Bo ceną za nią jest zredukowanie kontekstów - systemowych, instytucjonalnych czy ekonomicznych. Zabrakło mi bardziej szczegółowego opisu warunków, w jakich przemoc teatralna się dzieje. Pojawiają się w skrawkach zdań - że presja władz lokalnych, że niedofinansowany system, że brak przewidywalności ekonomicznej, że przestarzałe ustawodawstwo... Brakowało mi pociągnięcia tych wątków i podbudowania ich danymi. Poszerzenia tych różnych kontekstów, pokopania się w ustawach, budżetach i regulaminach.
Bo jeśli to jest zjawisko systemowe (a jest) w dodatku warunkowane częściowo przez kulturę instytucjonalną, to chciałabym się o tym czegoś więcej dowiedzieć i dopełnić ten obraz. A wyszło bardzo indywidualnie. Nawet jeden z końcowych rozdziałów poświęcony kwestiom ekonomicznym, był mocno okrojony i skupiał się głównie na jednostkach, a nie np. także na instytucjach.
Przeszkadzało mi też to, że rozdziały były nierówne. Niektóre miały bardzo spójną i sprytną strukturę. Inne, zwłaszcza końcowe, wypadały nieco chaotycznie i miałam poczucie, że niektóre myśli się tam urywają. Cóż, chyba muszę poczekać na wydanie dwutomowe.
Podsumowując - ważna i warta przeczytania książka. Ale niepozbawiona wad. Czekam na ciąg dalszy. Nie tyle tej konkretnej książki, co opisu przemocy w teatrze, ale również dziejących się tam zmian.
Dawno nie przeczytałam nic, co wessałoby mnie tak bardzo. To w zasadzie przerażające.
Zbudowanie raportu (tak to czytam) akurat z kontekstu teatralnego było na pewno ważne i konieczne, ale nie mogę się powstrzymać od myśli, że to tylko pierwszy odcinek jakiejś dłuższej serii.
No bo dlaczego tak trudno zrezygnować z przemocy jako metody? Dlaczego podświadomie uważamy ją za skuteczną, obawiając się, że “wydelikacone” czasy nie mają szansy wyprodukować niczego wielkiego? W moim odbiorze znaczna większość nawet tych korzących się świadectw ma w podtekście taką tęsknotę.
Czy to jest na pewno opowieść o przekazywanej z pokolenia na pokolenie traumie czy jednak o XXI-wiecznej próbie pudrowania ludzkiej natury? Ja serio nie wiem.
To straszne i trudne, ale Iga Dzieciuchowicz piszę tak, że naprawdę nie mogłam się od tej książki oderwać. Jak jej nie czytałam to tylko o niej mogłam myśleć. Do ostatnich 100 stron wydawała mi się bardzo dobrze ułożoną opowieścią o koślawo działającym systemie, spleśniałym od zarodka. Bardzo mnie to przejmuje, bo to jednocześnie świat, który bardzo lubię i na którym mi zależy. Ostatnie fragmenty były dla mnie przyśpieszone i chaotyczne, ale to pewien sygnał, że jest jeszcze wiele historii do opowiedzenia, które nie zmieszczą się w jednej lekturze. To wszystko jest mega ważne i niejednoznaczne. Nie wiem jak dalej będzie, ale chyba jest lepiej niż było, więc trzymam za nas wszystkich kciuki.
Reportaż warty przeczytania jeśli ktoś interesuje się światem polskiego teatru od zaplecza lub tym bardziej jeśli jest jego częścią w jakimkolwiek stopniu. Treść łamiąca serce, ale z punktu technicznego bardzo dobrze się to czytało
Trudna pozycja, ciężko czytać tekst, który koncentruje się tylko na aktach różnorakiej przemocy. Ciężko jest w pełni zrozumieć mechanizmy jakie wpływają na akceptację części środowiska artystycznego na takie traktowanie, tłumaczenie, bronienie prześladowców.
byłam ciekawa tej pozycji, bo sama obracam się w teatralnym środowisku. bardzo ważna książka, trzeba takie treści nagłaśniać i uświadamiać jak najwięcej osób
Pojebane akcje. Straszne opisy naszej inteligencji. Ich poczucia wyższości i traktowania innych jak gówno. Mobbing, wykorzystywanie w teatrze. „Kocenie” w szkole aktorskiej.
Nie jestem zadowolona. Książka wydaje się być niespójna. Autorka w prawdzie nie stosuje subiektywnego komentarza, ale mam wrażenie, że wyciąga z kontekstu kilka niepotrzebnych fragmentów. Po co jest rozdział o Krystianie Lupie? O Kantorze? W rozdziałach na temat praczy Mają Kleczewską czy Eweliną Marciniak są zderzone mocno różne opinie aktorów bez łącznika, bez komentarza. Za mało. Rozczarowała mnie ta książka, a czekałam na nią i przeczytałam jednym tchem.