Łódź roku 1922 to fabryczne miasto próbujące poskładać się po wojnie. Jakub, funkcjonariusz Łódzkiego Urzędu Śledczego, prowadzi sprawę morderstwa księdza. Oprócz tego w świeżym grobie znaleziono kilkanaście urn z prochami, a młody chłopak z dobrego domu znika. Co łączy te sprawy? I jak lekarz sądowy o ciekawej przeszłości pomoże je rozwikłać? Przekrój społeczeństwa, mnóstwo ciekawostek umiejętnie wplecionych w fabułę kryminału utrzymującego się w kanwie gatunku, ale niosącego nową jakość. Sporo życia codziennego zwykłych łodzian i uliczki, które porywają urokiem. Ufnalska jest mocno związana ze swoim miastem, a efekt tej fascynacji, przykładnego researchu i wielkiej pasji trzymacie w rękach. Łódź to najciekawszy nieosobowy bohater literacki ostatnich lat.
Mało jest samej Łodzi i jej opisu, ale mam nadzieję, że w kolejnych częściach (jeżeli powstaną) będzie jej więcej, bo właściwie tylko dla międzywojennej Łodzi zdecydowałam się przeczytać tę książkę. Ciekawy pomysł na fabułę, choć czytelnik ma wrażenie, że zagadki rozwiązują się same przez zrządzenie przypadków, co w pewnym momencie zaczyna irytować. Bohaterowie dość płascy, ale doceniam, że autorka nie uraczyła nas zbyt przesadnym naturalizmem w opisach dotyczących zbrodni, co niestety ostatnimi czasy jest nagminne wśród pisarzy parających się literaturą kryminalną. Można przeczytać.
Chaotyczna, zwłaszcza zakończenie. Niektóre wątki ciekawe - ze Szmulem. Początek - plastyczne opisy, nawiązania do epoki podane w ciekawy sposób. Z czasem wszystko to się rozmywa.
Autorka tej powieści zaprasza czytelnika do Łodzi z okresu międzywojnia. Do miasta spowitego dymem z fabrycznych kominów, gdzie na brukowanych ulicach słychać stukot końskich kopyt. Do wielokulturowego miasta wypełnionego ludźmi o różnym statusie społecznym. Czy autorce udało się odtworzyć klimat tamtych czasów?
Łódź 1922 Jakub Gajcer jest funkcjonariuszem łódzkiego urzędu śledczego. Zajmuje się dochodzeniem w sprawie zabitego księdza. Wkrótce pojawia się kolejna zagadka. W jednym z grobów znaleziono kilkanaście urn wypełnionych prochami niewiadomego pochodzenia. Skąd się tam wzięły ? Jakby tego było mało, dochodzi sprawa zaginięcia syna państwa Weber. Wiele pytań, mało tropów. Pracownicy urzędu śledczego robią co mogą. Nieocenionym pomocnikiem a zarazem przyjacielem Jakuba jest żydowski lekarz patolog Szmul Wenke. Czy uda im się znaleźć wszystkie odpowiedzi tej zawiłej intrygi kryminalnej?
Lubię czytać kryminały retro, poczuć klimat przeszłych czasów. W przypadku spraw kryminalnych wiadomo, że dochodzenie wyglądało kompletnie inaczej od tego co teraz. W dużej mierze ważne było zbieranie śladów, dowodów, rozpytywanie ludzi, no i dedukacja, czyli umiejętne łączenie kropek. To czas aby wspomnieć głównego bohatera czyli Gajcera. To człowiek dość spokojny, ani porywczy, ani narwany, bez nałogów, żonaty z Zosią, byłą nauczycielką. Oddany pracy, nie odpuszcza, kiedy trzeba pakuje się raz dwa i jedzie, jak w tym przypadku do Petersburga. W porównaniu do bohaterów niektorych współczesnych kryminałow tutaj plus dla Jakuba. Jednak zostańmy w tej opowieści, obok Gajcera jest Szmul. W mojej ocenie w tym zestawieniu ciekawszą postacią jest ten drugi. Inteligenty, dowcipny, z ciętym językiem, polubiłam go bezwarunkowo od razu.
Podsumowując "Psy gończe" to ciekawa pozycja, wielowątkowa, z świetną warstwą obyczajową, tłem społecznym, no i klimatem retro. Uczciwie muszę przyznać, że nie jest to książka, którą pochłonęłam na jednym wdechu. Momentami tempo jest dość powolne, a niektóre strony mogą nużyć, jednak zdecydowanie więcej jest tych ciekawszych, z dużą ilością dialogów, co sprawia, że czyta się to całkiem nieźle. Nigdy nie byłam w Łodzi, nie wiem jak na żywo wyglądają Bałuty, Stare Polesie czy Śródmieście, ale myślę sobie, że mieszkańcy Łodzi czy okolic z pewnością będą mieli pod tym względem jeszcze większą frajdę czytając tę książkę. Polecam wam "Psy gończe" a ja już zaczynam czytać kolejny tom.
Oprócz słowiańskich i wojennych klimatów interesują mnie również książki, których akcja rozgrywa się w Łodzi. W związku z tym moją uwagę przyciągnął kryminał retro autorstwa Joanny Ufnalskiej pt.: "Psy gończe". Jest to bardzo udany debiut Autorki.
Miejscem akcji jest Łódź lat dwudziestych XX wieku. Funkcjonariusz Urzędu Śledczego Miasta Łodzi, Jakub Gajcer, zostaje wezwany do martwego księdza. Szybko okazuje się jednak, że nie będzie to jedyna sprawa prowadzona przez łódzkich policjantów. Wątków kryminalnych jest kilka i łączy je postać śledczego, który wkłada wiele wysiłku w ich rozwiązanie. Zamordowany ksiądz, tajemnicze urny zakopane w jednym z łódzkich cmentarzy i znikające dzieci z ochronek to sporo zagadek, jak na jednego śledczego. I gwarantuję Wam, że to jeszcze nie koniec "atrakcji". Jakub dwoi się i troi, aby jak najszybciej dojść do prawdy.
Postać Jakuba bardzo przypadła mi do gustu. Może to kwestia gatunku, czyli kryminału retro, że nie ma tu wulgaryzmów, nie ma też krwistych opisów, a główny bohater nie jest naznaczonym traumami z przeszłości facetem z problemem alkoholowym, jak to się ostatnio często zdarza w kryminałach. Kuba jest sympatycznym facetem, policjantem z powołania, kochającym żonę i przyjaźniącym się z żydowskim lekarzem Szmulem, który coraz częściej zamienia się w sądowego patologa. Żeby nie było tak różowo i idealnie, policjant nie należy do ulubieńców szefa, więc nie ma co liczyć na sprawiedliwe traktowanie czy awans, ale lubi się z kolegami z pracy i wzajemnie się szanują. Ta postać świetnie wyszła Autorce.
Kryminały retro mają swój klimat i tutaj właśnie urzekła mnie atmosfera. To wielka sztuka napisać kryminał tak, aby zainteresować czytelnika i nie pozwolić mu odłożyć książki przed poznaniem finału bez wszechobecnej brutalności i tak popularnych obecnie mocnych opisów zbrodni. Tutaj liczy się śledztwo, powiązania, przeplatające się wątki i odkrywane sukcesywnie elementy układanki. Majstersztyk.
Ufnalska przygotowała dla swoich czytelników naprawdę świetną ucztę literacką, z dopracowanym tłem społeczno-historycznym, intrygującymi zagadkami i ciekawymi postaciami. W poszukiwaniu zaginionego młodego człowieka wraz z Jakubem zawędrujecie nawet do Petersburga, więc będzie się działo.
Gwarantuję Wam wiele wrażeń podczas lektury i jestem ciekawa kolejnych powieści Autorki.
Jeśli szukacie pysznej lektury na jesienne wieczory to "Psy Gończe" Joanny Ufnalskiej to świetny wybór! Do tego muszę zaznaczyć, że jest to debiut wydany przez PulpBooks (od którego książkę dostaliśmy do recenzji).
Całkowicie uczciwie przyznaję, że książka mnie wbiła w fotel. Jeśli to jest debiut to ja się boję (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), co może jeszcze wyjść spod pióra Pani Joanny! Czytałam ją i czułam się tak, jakbym tam była w centrum tych wydarzeń, jakbym wszystko podglądała zza winkla...
A właśnie. Zanim przejdę dalej wspomnę, że jest to mroczna książka o Łodzi lat 20tych. Zbrodnie i sprawy wcale nie są takie łatwe, nie dość, że trudne do rozwiązania to przytłaczające i tutaj pojawia się promyczek. Pan Winkiel, kotek Jakuba, głównego śledczego, jest dla mnie w tej książce takim promyczkiem pośród ciemności. Jako kociara jestem jego fanką!
Kolejnym bohaterem, którego uwielbiam jest Szmul. Tak barwna postać, że naprawdę momentami zastanawiałam się, jakby to Netflix nagrał... A jego teksty, o ludzie, ja tego gościa uwielbiam. Pomijam, że miałam momenty, że mnie przy jego wywodach zaczynało coś na karku swędzieć... Ale to musicie się dowiedzieć sami.
Jakub miał wg mnie niemały orzech do zgryzienia. Naprawdę cała książka jest poprowadzona bardzo dobrze. Nie mogłam się oderwać, a jednocześnie dawkowałam sobie klimat Łodzi... Na mapie google sprawdzałam - przyznaję, albo wpisywałam sobie w google i niektóre zdjęcia można tam znaleźć. Nie znam Łodzi dobrze, ale przygoda niesamowita. Domyślam się, że mieszkańcy Łodzi będą mieli jeszcze większą frajdę z lektury!
Książka jest tak obszerna i wielowymiarowa, że czuję, że jeszcze do niej wrócę. Czytając drugi raz chcę zobaczyć, czy czegoś nie przeoczyłam, jak jakiś śledczy czytelnik... ;)
Bardzo przyjemnie spędziłam czas z książką Pani Joanny i to jest tak świetne, że ja już się zapisuję w kolejkę i przeczytam w ciemno wszystko od tej Pisarki!
Na koniec dodam, że do końca listopada na pulpbooks.pl działa kod KOCUREK, który daje -10%.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy, ale jest tak świetna, że gdybym znała fana kryminałów kupiłabym mu drugą, bo swojego egzemplarza nie oddam! :)
Książka „Psy gończe” Joanny Ufnalskiej okazała się dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Na początku myślałam że to książka nie dla mnie, że nie wciągnie mnie fabuła umiejscowiona w realich powojennej Polski. A jednak to okazało się sporym plusem powieści. Już od pierwszych stron wciągnął mnie wyjątkowy klimat - gęsty, niepokojący, a jednocześnie niezwykle sugestywny. Autorka z dużą dbałością o detale odtwarza realia wczesnych lat XX wieku, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że nie tylko obserwuje wydarzenia, ale wręcz w nich uczestniczy. To czas trudny, pełen napięć, niepewności i społecznych ran, które jeszcze się nie zabliźniły. Ufnalska bardzo umiejętnie nawiązuje do tej sytuacji, pokazując, jak wielka historia wpływa na losy zwykłych ludzi.
Ogromnym atutem „Psów gończych” są bohaterowie. To postacie niebanalne, wielowymiarowe i bardzo „ludzkie”, z własnymi słabościami, sprzecznościami i motywacjami. Autorka świetnie „kroi” swoje postacie, pozwalając czytelnikowi stopniowo je poznawać i zrozumieć. Ich decyzje często budzą emocje, czasem sprzeciw, czasem współczucie, ale zawsze są przekonujące w kontekście epoki i sytuacji, w jakiej się znaleźli.
Równie wysoko oceniam fabułę, która została napisana w sposób przemyślany i wciągający. Akcja rozwija się dynamicznie, ale bez pośpiechu – jest miejsce na budowanie napięcia, na refleksję i na pogłębienie psychologii postaci. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, dzięki czemu czytelnik stale pozostaje zaciekawiony i chce poznać dalszy ciąg wydarzeń.
Podsumowując, „Psy gończe” to książka, która zachwyca klimatem, solidnym historycznym tłem i dobrze skonstruowanymi bohaterami. To nie tylko ciekawa opowieść, ale także interesujący portret Polski w trudnym momencie jej dziejów. Zdecydowanie polecam tę powieść wszystkim, którzy cenią literaturę z wyrazistą atmosferą, dobrą fabułą i głębią psychologiczną.
Kryminały retro zazwyczaj nie są moim pierwszym wyborem, ale od czasu nominacji do Nagrody Wielkiego Kalibru “Psy gończe” Joanny Ufnalskiej czekały na półce na swoją kolej.
Zupełnie nie dziwię się tej nominacji, bo to świetnie napisana historia. Z wyjątkowym klimatem, bo z jednej strony mamy do czynienia z odbudowującym się po ponad stuletnim niebycie państwem polskim. Z drugiej strony opisy Łodzi- miasta, w którym rozgrywa się akcja, są naprawdę dopracowane, ale nie przesadzone.
Podobał mi się pomysł na fabułę, jak również kreacja głównego bohatera. Współgrało mi to ze sobą, a dodatkowo cieszy, że Jakub nie jest stereotypowym policjantem, znanym z wielu współczesnych kryminałów. Jest przy tym jakiś i nie będzie łatwo o nim zapomnieć.
Istniały co prawda momenty, które uważam, że mocno się wlekły, a dynamika akcji spadała prawie do zera, ale nadal, jak na debiut, to trzeba przyznać, że “Psy gończe” są dobrym kryminałem.
Od chwili, gdy wydawnictwo Pulpbooks ogłosiło na swojej pierwszej konferencji, że wydadzą Psy gończe (a było to w styczniu 2023), czekałam na tą pozycję. Trochę musiałam się naczekać, bo wstępne terminy premiery miały być już rok temu. Czy warto było czekać? To ciekawy, poprawnie skrojony kryminał i muszę przyznać, że moja ocena jest trochę na zachętę, bo dostrzegam pewne błędny, które spokojnie można poprawić w kolejnych częściach, to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie wnikliwość autorki i research. Czekam na kolejne części.
Recenzja totalnie niewiarygodna, bo znam Autorkę. Książka jest solidnym kryminałem osadzonym ponad 100 lat temu w Łodzi. Ponieważ to prozatorski debiut, można odhaczać niemal wszystkie łódzkie motywy z tych czasów, co z pewnością przyniesie dużo uciechy łodziofilom. Dobry historyczny i medyczny risercz przydaje historii realizmu. Jakbym się miał czegoś uczepić, to intensywna i wielowątkowa fabuła nieco ograniczyła przestrzeń do zbudowania ciekawych bohaterów, a w finale nie poczułem czytelnego domknięcia wszystkich wątków - jeżeli to wystawka na część drugą, to super.
4,5 Bardzo klimatyczny kryminał retro. Duża polecajka zarówno dla miłośników gatunku, jak i dla osób które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z kryminałami.
Kryminały retro to nie do końca moja branża, ale ufam wydawnictwu PulpBooks na tyle, że postanowiłam się skusić na lekturę Psów gończych Joanny Ufnalskiej. Dostałam kawał solidnej rozrywki i kryminalnej intrygi z dodatkiem Łodzi z okresu międzywojnia.
Obserwujemy śledztwo prowadzone przez Jakuba Gajcera, komisarza wydziału śledczego łódzkiej policji, w sprawie śmierci księdza. Jak się okazuje w toku dochodzenia, z tą sprawą zazębiają się też dziwne zniknięcia dzieci z łódzkich ochronek. Śledztwa proste nie są, tropy mylą, a na dodatek w tle przewija się wojna trzech wywiadów: niemieckiego, rosyjskiego i polskiego.
Mocną stroną tej powieści jest jej klimat. Joanna Ufnalska fantastycznie oddaje początki II Rzeczypospolitej ledwo kilka lat po jej utworzeniu. Raczkujący antysemityzm, traumy wojenne po I wojnie światowej, niepewność jutra, bezsilność wobec zniszczeń dokonanych nie tylko na zabudowaniach, ale i w ludzkich duszach, to wszystko splata się w obraz Polski początku lat 20. XX wieku. Do tego duszny, beznadziejny i niepokojący klimat robotniczej Łodzi, wypełnionej dymem z fabryk i smutnymi twarzami prządek. Ciężar atmosfery jest wręcz namacalny i wywołuje w czytelniku przygnębienie. Autorka z ogromną dbałością przedstawia nam detale łódzkiej zabudowy, a śledzenie drogi bohaterów przez miasto jest naprawdę fascynującą wycieczką. Dodatkowo Joanna Ufnalska zadbała też o przedstawienie zróżnicowania społecznego miasta – poczynając od prostytutek i biednych robotników fabrycznych, przez zwykłych mieszkańców, jak Gajcer czy jego koledzy z komisariatu, aż po bogate rodziny mieszczańskie, zatrudniające służbę. Widać tu solidny research, jaki musiała przeprowadzić autorka, by dopilnować tylu szczegółów.
Joanna Ufnalska zadbała też o bohaterów. Wszyscy oni to postaci wielowymiarowe, niebanalne, o zindywidualizowanych charakterach. Jakub momentami jest trochę nieporadny i pogubiony w życiu (jak podręcznikowy facet nie potrafi nawet jajecznicy zrobić), a na dokładkę jest beznadziejnie zakochany w swojej żonie, Zosi, przy której jest pantoflarzem z krwi i kości. Przy tym wszystkim jest bardzo dobrym śledczym. Ma łeb na karku i umie myśleć logicznie, ale jednocześnie w wielu momentach kieruje się empatią wobec ludzi, a nie tylko suchymi przepisami. Bohaterów jest sporo i czasami gubiłam się, o kim mowa, szczególnie gdy mieli podobne nazwiska (notorycznie myliłam Webera z Wagnerem). W ogólnym rozrachunku jednak nie jest zbyt trudno się połapać kto jest kim i jaką funkcję pełni w powieści.
Z minusów, jakie znalazłam w książce, to na pewno wątek wojny wywiadów. W tej części wydawał mi się przyklejony na siłę i nie bardzo związany z główną osią fabularną. Piszę w tej części, ponieważ już zaczęłam czytać drugi tom tej historii i tutaj sprawa szpiegów rosyjskich i polskich staje się motywem przewodnim opowieści. Drugim problemem tej książki jest akcja. Momentami fabuła traciła tempo, historia stawała się przegadana, a scena lub bohaterowie zbyt szeroko opisywani. Przez to trudniej było się wgryźć w całą opowieść, ale gdy już się do tego przywyknie, to można czerpać przyjemność z lektury pełnymi garściami.
Byłam szczerze zaskoczona, gdy zorientowałam się, że Psy gończe to debiut autorki. Jak na pierwszą powieść, to wyszło naprawdę dobrze. Solidnie przemyślana historia z dobrze zaplanowaną intrygą i zręcznie podrzucane błędne tropy tworzą bardzo dobry kryminał. Do tego mamy świetnie przedstawione realia epoki, co w sumie daje solidny kryminał retro. Jeśli druga część będzie jeszcze lepsza, to będę pod naprawdę ogromnym wrażeniem.