Kątem oka widzę kadr, zielono i coś pomarańczowego obok. Działka. Leżak. Widoczki. On. Brakujący widok w moim życiu Jestem jak Alicja. Tylko z deficytem czarów.
Śmierć, strata, ból. Kiedy ostatecznie wychodzimy z bezpiecznego ogrodu dzieciństwa? Stajemy się dorośli, odpowiedzialni, dojrzali? Kiedy i od kogo uczymy się jak radzić sobie z trudnymi emocjami, jak radzić sobie ze sobą?
Bohaterowie najnowszej książki Sylwii Chutnik to zwyczajni ludzie, którzy muszą radzić sobie w niezwyczajnych sytuacjach. Ich życie pełne jest kontrastów i nieoczywistości, a wybory nigdy nie są łatwe.
We wspaniałym literackim stylu, pisarka odkrywa przed czytelnikiem pulsujący obraz codzienności, który ani przez chwilę nie jest zwyczajny i nie przestaje zaskakiwać.
Sylwia Magdalena Chutnik (ur. 12 lipca 1979 w Warszawie) – kulturoznawczyni, pisarka, feministka, działaczka społeczna, publicystka i promotorka czytelnictwa.
Laureatka Paszportu Polityki w kategorii Literatura za rok 2008, trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike: w 2009 za Kieszonkowy atlas kobiet, w 2013 za Cwaniary i w 2015 za W krainie czarów. Do 2019 jej książki zostały wydane w dziewięciu państwach.
Gdzieś między 2 a 3. Z przykrością muszę stwierdzić - z przykrością, bo chyba fajnie i słusznie byłoby lubić Chutnik - że już raczej nie zostanie moją ulubioną autorką. Dawałam jej kilka szans i za każdym razem kończyło się zniechęceniem i rozczarowaniem. Nie jest to w każdym razie ZŁA literatura, broń boże! Ale bardzo dobrą bym jej nie nazwała.
Swoboda pisania to najwyraźniej nie wszystko. Ta proza jest według mnie niedopracowana. Wszystko, co pisze Chutnik, kojarzy mi się z debiutanckimi tekstami młodej autorki, zdolnej, z lekkim piórem, obdarzonej wrażliwością i zmysłem obserwacji, na pewno "ideologicznie" stojącej po tej samej stronie, co ja, ale... no właśnie, niewyrobionej i w dużej mierze naiwnej w tym, jak pisze.
Myślę, że ten zbiór opowiadań może być dla wielu atrakcyjny - tematyka jest bardzo różna, odważna i ważna (śmierć, starość, erotyka, miłość, wojna, rodzina, samotność), teksty mogą mocno działać na emocje (na mnie zadziałał tylko jeden), ale jak dla mnie to nie jest literatura z najwyższej półki. Dałabym szansę, gdyby to była młoda debiutantka. A autorka - jak głosi okładka - to "jedna z najbardziej uznanych polskich pisarek". Dwa razy nominowana do Nike! A od takich wymagam jednak więcej.
Jako małolata widywałam Sylwię Chutnik na różnych manifestacjach w Warszawie. Nie żebyśmy się znały, ale typiara była na tyle charakterystyczna, że trudno nie skojarzyć. W surowych latach dziewięćdziesiątych, z tatuażem (zanim tatuaże stały się modne), niedbałą fryzurą i transparentem w dłoni, wydawała się mi, dojeżdżającej kolejką na Wileniak wagarowiczce z przedmieścia, kwintesencją stołecznej alternatywy.
Coś musiało być na rzeczy, bo Warszawa to chyba ulubiona bohaterka jej książek, opiekunka i strażniczka pozostałych bohaterek, snujących się po Muranowie, Ochocie czy Pradze. Podglądamy je bez makijażu, w dziurawej rajstopie podczas codziennej krzątaniny, spaceru z ciężkimi siatami, mycia podłogi, choroby, umierania. Słuchamy opowieści o małych radościach smutnego życia. Życia na cmentarzu, którym jest ciągle opłakująca powojenne rany Warszawa. Wątki wojenne są bodaj najbardziej poruszające w całym zbiorze, właśnie ze względu na bardzo intymną, codzienną perspektywę jaką wybiera narratorka. Wojna widziana oczami małych dziewczynek, bawiących się lalką z gałganka, oczami niedołężnych staruszek zasypiających o pustym żołądku bez bohaterstwa, strategicznych celów.
"W Krainie czarów" to nieco chaotyczny zbiór, w którym obok lirycznych miniatur, surrealistycznych opowiadań znalazły się teksty z pogranicza reportażu (bodaj najmocniejsza w zbiorze historia prostytutki z Poznańskiej) a nawet jeden dramat. Chętnie podzieliłabym go na mniejsze, bardziej spójne książki a autorkę wysłała na kilka długich spacerów, żeby dalej podpatrywała warszawiaków, zamiast wywoływać duchy historii.
Korzystając z okazji chciałabym pozdrowić personel rejonowej biblioteki na Steglitz, dzięki któremu mam dostęp do polskojęzycznych nowości czytelniczych.
Zapewne profesjonalny analityk literatury znajdzie w tym zbiorze fascynujące wartości. Ja nie koniecznie. Zbyt dużo metafor, niektóre opowiadania bardzo surrealistyczne. Wszystkie o słodko-gorzki zabarwieniu. Opowiadania o samotności i śmierci. Samotności w tłumie. Niezrozumieniu i wyobcowaniu. W pamięci zapadły mi Bożena z Poznańskiej, Dancing i Przeszkadzały.
Trudno mi powiedzieć, o czym ten zbiór opowiadań jest. O codzienności zwykłych ludzi? Z których każdy skrywa jakąś tajemnicę? A może o traumie? Takiej, która zrodziła się w czasie wojny, a potem jest przekazywana kolejnym pokoleniom i objawia się w jakiejś wewnętrznej tragedii i niemożności porozumienia się z drugim człowiekiem? Dusi i zeżera od środka, ale nie zabija, tylko przedłuża smutne życie. Uwielbiam narrację Chutnik - wartką, błyskotliwą, obrazową, a jeżeli metaforyczną, to nie pretensjonalną i banalną, ale działającą na wszystkie zmysły i wrażliwą.
Zbiór opowiadań o ludziach na pierwszy rzut oka zwyczajnych, ale jak się okazuje, ukrywjących niezwykłe historie. Czwarta strona okładki sugeruje, że opowiadania będą dotyczyły tematów nieprzyjemnych: śmierci, samotności i bólu, które mają być rozpatrywane w kontekście wyjścia z okresu dzieciństwa. Jestem daleka od odczytywania opowiadań w ten sposób – oczywiście, z każdej opowieści można wysnuć wnioski dotyczące dzieciństwa i dorastania bohaterów, ale nie uznawałabym tego za temat wiodący. Tematyka opowiadań jest różnorodna: przeżywanie żałoby, odkrycia seksualne, uzależnienie dorosłych dzieci od rodziców, skrywane tajemnice przeszłości, a także skrajności takie jak powołanie do kapłaństwa i prostytucja. Zbiór "W krainie czarów" jest heterogeniczny: pojawiają się tam różne formy wypowiedzi (opowiadanie, wspomnienia, monologizujący wywiad, strumień świadomości, dramat). Protagoniści to kobiety i mężczyźni w różnym wieku, z różnych środowisk, przedstawiający różnorakie historie. Różnorakie, ale zawsze smutne: czytając opowiadania Sylwii Chutnik nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ich pesymistyczna tematyka jest celowa. Jedna z jej bohaterek mówi nawet: "opowieść musi boleć", historie szczęśliwe nie cieszą się zainteresowaniem, co prowadzi prosto do wzoru narracyjnego Marka Hłaski. Prawdopodobnie to pesymizm jest kluczem łączącym te opowieści i być może właśnie taki nastrój wydawcy określili mianem wspaniałego literackiego stylu. Dla mnie to określenie na wyrost, chociaż znajduję niemałą przyjemność w warstwie językowej opowiadań. Pisarka w wielości narracji miała pole do popisu, słowem scharakteryzowała między innymi zrzędzącą córkę, matkę i żonę Annę, opowiadającą prostytutkę Bożenę, niedoszłego księdza (Przeszkadzały) oraz bajdurzącą babcię (Muranooo). Moją uwagę wielokrotnie przyciągały celne porównania, nietypowe przez szeregi, które łączą ("[Dziadek leżał] rozrzucony jak cień po południu)"; "…takie właśnie osoby pasują idealnie do piwa. Jak orzeszki i czipsy").
So far I knew Chutnik's essays - witty and ironic, with loads of empathy and sensibility hidden behind that irony. Her stories are told in the same voice. Chutnik has great compassion and patience for her characters, no matter how petty, repulsive or annoying they might appear at first. Her nostalgic love for Warsaw softens the images she paints with words. Chutnik's Warsaw is a kind of wonderland indeed; a bittersweet one, a harsh one, but also one where you can find good, pure things. I'm usually a bit afraid of books like this, but "W krainie czarów" was simply a pleasure to read.
Nie jestem fanem Sylwii Chutnik, ale nie dostrzec progresu literackiego, jaki poczyniła na przestrzeni kilku lat, byłoby po prostu nieuczciwie. Niby jest to ten sam styl, ale dla mnie mniej "chropawy". Bardziej dopracowana i spójna konstrukcja poszczególnych opowiadań. Nadal zadziorne i z pełne kolokwializmów słownictwo, lecz o wiele bardziej "rytmiczne i płynące" (czuję się, jakbym pisał o poezji - ale rytm opowiadania jest równie ważny). Cytując innego współczesnego klasyka: "klap, klask, klap, klask", Pani Sylwio.
Proza Chutnik jest prozą na swój sposób prostą (jak cześć bohaterów, których opisuje), ale w tej prostocie kryje się jej urok i pewna doza poezji. Ta prostota pasuje do pozornej zwyczajności postaci i zdarzeń. Są to zdarzenia na swój sposób powszechne i znane, ale jednak rzadko ukazywane. Chutnik upatrzyła sobie bohaterów z marginesu, ale nie tego "typowego", a tego mediowo-literackiego - u niej spotkacie tych, który nie są ani trendy, ani jazzy, ale bywają bardziej ciekawi od tych, którzy są.
Zbiór opowiadań, których tematem przewodnim jest samotność - dosłowna i w przenośni - wśród ludzi (często najbliższych), niemożność komunikowania, wyjścia poza własny krąg obsesyjnych myśli, wspomnień, uczuć. Sylwia Chutnik świetnie oddaje naturalny język jakim myślimy i mówimy, w prosty a jednocześnie sugestywny sposób opisuje rzeczywistość. Hipnotyzujące opowiadania, od których nie można się oderwać, mimo, że nie należą do najprzyjemniejszej lektury.
Niestety muszę to przyznać... autorka umie pisać i w większości opowiadań czyni to co najmniej sprawnie. Dostajemy przekrój ludzi, których łączy jedno, smotność. Są nierozumiani przez innych, ich losy potoczyły się taką ścieżką od której chcieli uciec, mieli złe pochodzenie, wyrwy w życiorysach, zostali opuszczeni, sami zabili. Szczególnie trzy pierwsze opowiadania są warte polecenia.
Zbiór opowiadań, znakomitych literacko i treściowo. Większość dość smutna, o starości, o samotności, o braku zrozumienia. Pięknie napisane, przejmujące.