Studenckie imprezy, zajęcia na uczelni i randki? O nie, niestety nie mam na to czasu. Tak się składa, że dostałam pracę. A była to propozycja, której raczej nie można odrzucić.
Kto by podejrzewał, że Los Diablos, stolica Piekła (tak, tego Piekła, tam na dole), całkiem przypadnie mi do gustu. Praca rekruterki dusz co prawda nigdy nie była spełnieniem moich marzeń, muszę rozwiązać zagadkę swojej śmierci i nieustannie udawać przed najbliższymi, że żyję, ale nic przecież nie stoi na przeszkodzie, żebym przy okazji trochę się zabawiła. Zwłaszcza że w okolicy ciągle kręci się przystojny diabeł Beleth.
To jak? Idziesz ze mną na bal do Szatana?
Daj się porwać zwariowanej komedii i niesamowitej wizji życia pozagrobowego.
Ja, diablica to pierwszy tom bestsellerowej serii diabelsko-anielskiej, która podbiła serca tysięcy czytelników.
Lekarka, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Debiutancką powieść Wilk napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później (2006). W 2009 roku ukazała się kontynuacja tej książki - Wilczyca. Autorka została za nią nominowana do nagrody Nautilus, przyznawanej przez czytelników w corocznym plebiscycie na najlepszy polski utwór literacki z gatunku fantastyki. Wilczyca zdobyła w nim piąte miejsce. W Wydawnictwie W.A.B. pisarka opublikowała trylogię, na którą składają się powieści: Ja, diablica (2010), Ja, anielica (2011) oraz Ja, potępiona (2012).
czułam się jakbym czytała słabego fanfica, to samo mówi przez siebie że nie ma sensu się rozpisywać na temat tego jak słabi byli bohaterowie, styl pisania i chyba WSZYSTKO. główna bohaterka jest głupia po prostu noo i dziecinna jak na 20+ lat i irytująca na maxa. na pewno po tej książce imię PIOTRUŚ długo będzie mnie prześladować...
Ciężko mi znaleźć słowa jak kiepska ta książka była, naprawdę. Tyle osób mi ją polecało i spodziewałam się czegoś wow, a tu tak wielki zawód. Miałam wrażenie, że czytam jakąś parodię piekła, gdzie już od pierwszych stron główna bohaterka może sobie wybrać czy chce iść do piekła czy może do nieba, jak woli, co samo w sobie jest absurdalne i następnie od razu zostaje Diablicą, nie znając się dosłownie na NICZYM i wydaje mi się, że autorka chciała w jakikolwiek sposób pociągnąć fabułę u nagle Wiktoria może się przenosić na ziemię tak, jakby wciąż była wśród żywych, do tego ma 20 lat, a zachowuje się gorzej niż dzieci w przedszkolu, wszyscy bohaterowie się tak zachowują, nawet Diabły, a o Lucyferze władcy piekieł nawet nie wspomnę. Jedyny ciekawy wątek związany ze śmiercią bohaterki został szybko popsuty i cała tajemniczość minęła szybciej niż się on pojawił. Beleth i Wiktoria znają się tylko kilka dni, a on ciągle za nią lata i gada jaki jest w niej Zakochany i nawet prawie zabił Piotra, co jest kolejną rzeczą, która mnie w tej książce irytowała - do tego obsesja Wiktorii na punkcie Piotrka była nie do zniesienia i przysięgam, że prawie na każdej stronie przynajmniej kilka razy było wspomniane "PIOTRUŚ", normalnie można dostać szału, naprawdę. Jeśli chodzi o wątek, gdzie Wiktoria miała wypadek to dlaczego jak wzięli ją na badania nic nie wykryli, skoro ona NIE ŻYJE? Więc kuźwa np serce jej nie bije itd, a autorka stwierdziła, że jest zdrowa jak ryba wtf. Już sam styl pisania bardzo mi się nie podobał, bo był po prostu kiepski, a całość czytało się tak źle, że naprawdę nikomu tego nie polecam.
To chyba moje największe rozczarowanie 😪 Lubię książki autorki, a tu taki zawód! Pomysł super, ale wykonanie pożal się Boże 🫣 Jakbym czytała wypociny gimnazjalisty. Historia nudna i infantylna, główna bohaterka nijaka, a jej przygody średnio porywające. Zmarnowany potencjał....
Od kliku lat przymierzałam się do tej książki i może zrobiłam błąd, że odkładałam ją tak długo. Zabrałam się za nią z nieskrywaną ciekawością, kiedy parę tygodni temu została mi ponownie polecona. Po paru stronach byłam zawiedziona, a potem już tylko zniesmaczona. Po lekturze całej książki zauważyłam: 1. Niedojrzałą, jak na swój wiek, bohaterkę, która ginie przed rozpoczęciem książki. Poznajemy dziewczynę, kiedy czeka w Piekielnym Urzędzie i już wykazuje się głupotą. W następnych rozdziałach stawała się coraz bardziej denerwująca, że aż w końcu się tylko śmiałam z Wiki. 2.Wiktoria nie żyje, ale co tam przystojny diabeł ważniejszy. Diablica, chce poznać przyczynę swojej śmierci - przystojny diabeł ważniejszy oraz jej obiekt wzdychań Piotruś. 3. Piotruś! Po tej książce będę mieć drgawki na dźwięk tego imienia. Główna bohaterka skutecznie mi je obrzydziła. Zauroczenie do chłopaka doprowadzało mnie do szału. 4. Czas dla Wiktorii staje w miejscu w chwili jej śmierci. Okej. Fajny pomysł. Dziewczyna nie może już zginąć, bo nie żyje, czego ona nie potrafi zrozumieć. Nie zginie. Czas nie istnieje, ale bohaterka ciągle musi jeść! Czy to się nie wyklucza? Kiedy się nie żyje, to się nie jest głodnym. 5. Autorka co jakiś akapit powtarzała informacje, które pisała parę zdań wcześniej. 6. Płaskie postacie. Jedyne postacie, które mi się spodobały to Belet, Kleopatra. Tylko te dwie postacie miały jakikolwiek charakter, chociaż minimalnie...
Koszmar. Pierwsze dwadzieścia stron było torturą, ale zacisnęłam zęby i dotrwałam do setki dając autorce szansę na odkupienie... Niestety w tym punkcie poległam nieodwołalnie. A historia niezwykle „wciągająca”: przeciętna dziewczyna z przeciętnym intelektem (choć ponoć nieprzeciętnie urodziwa), zostaje zamordowana, trafia do piekła, a tam nieziemsko przystojny diabeł (jakże by inaczej) powiadamia ją, że została diablicą i dostanie supermoce. Co robi nasza heroina? Ściga swojego mordercę? Zaczyna wykonywać powierzoną jej pracę? Ależ skąd! Wyczarowuje sobie suknię, powiększa magicznie piersi i idzie na imprezę podrywać ukochanego. Na nim oczywiście się nie kończy, dziewczyna ma spore ambicje, a diabły są takie pociągające... w dodatku biedactwo nie potrafi odmawiać, ach co za pech. W skrócie: wielka strata czasu i papieru.
3,5⭐️ Naprawdę zabawna historia z bardzo interesującym światem i barwnymi postaciami! A ostatni rozdział sprawia, że czytelnik od razu chce sięgnąć po kolejną część.
Nie ukrywam, że po Ja Diablica sięgnęłam pod wpływem impulsu. Nie planowałam czytać tej historii i nic o niej tak naprawdę nie wiedziałam, weszłam więc w tę fabułę bez żadnych oczekiwań. Z początku odniosłam wrażenie, że będzie to opowieść o młodziutkiej dziewczynie, która nie do końca może się zdecydować, czy zachowuje się jak nastolatka, czy jak dorosła kobieta. Myślałam, że całość skupi się na relacjach damsko-męskich oraz częstych wstawkach o tym, jak diabły są piękne i seksowne. Faktem jest, że może trochę za dużo, jak na mój gust, było tych wzmianek o cudownym jednodniowym zaroście i oliwkowej skórze, ale… okazało się, że ta historia naprawdę mnie wciągnęła.
Cała powieść napisana jest lekkim, zabawnym stylem i zdecydowanie przyjemnie się ją czyta.
Gdy człowiek umiera, odbywa się nad nim targ – Anioł i Diabeł wyliczają jego dobre i złe uczynki, próbując przekonać duszę, do którego miejsca należy. W przypadku Wiktorii Biankowskiej targ wygrał diabeł i tak trafiła ona do piekła. Jednak jej przypadek okazał się być inny – nie została typowym obywatelem piekła, a pełnoprawną diablicą z mocami, której zadaniem miało być rekrutowanie kolejnych dusz. I to nie jest piekło, jakie moglibyście sobie wyobrazić – nikogo tam nie smażą, nie torturują i nie katują. Piekło w tej opowieści bliżej ma do raju niż do naszych wyobrażeń o nim. To bardzo rozrywkowe miejsce pełne pokrętnych, kombinujących, oszukujących, manipulujących, napalonych i ceniących dobrą zabawę diabłów, no i oczywiście skuszonych przez nich dusz. Do piekła może trafić każdy, kto da się przekonać, że chce tam być – poza najgorszymi złoczyńcami i degeneratami, którzy obracają się w nicość. Kto by ich chciał?
Targ o duszę został naprawdę fajnie pomyślany i muszę przyznać, że ta koncepcja bardzo mi się spodobała.
Wiktoria, jak na świeżynkę, całkiem spokojnie przyjmuje te wszystkie rewelacje i zaczyna swoją przygodę w nowym miejscu. Jej przewodnik po piekle oraz nowi znajomi pomagają jej się zaaklimatyzować, realizując przy tym swoje małe gierki. Wika stara się pogodzić nowe życie po życiu, z małymi wypadami do świata żywych. Dzięki „życzliwym” radom swoich nowych znajomych, Wiktoria oczywiście wpada w tarapaty, a jej dochodzenie w sprawie przyczyn śmierci prowadzi do niespodziewanych i zabawnych sytuacji.
Tak jak pisałam wcześniej, wątek romantyczny jest tu bardzo silny. Wika wzdycha do kolegi ze studiów, który nie wydaje się być specjalnie zainteresowany, w przeciwieństwie do diabła Beletha, który nie bawi się w subtelności i jawnie ją usiłuje uwieść. Jej nieporadność w tych relacjach jest zarówno zabawna, jak i czasami irytująca – bo tyle problemów można by rozwiązać po prostu rozmową. Do tego całość okraszona jest cringowymi tekstami.
Zakusy Beletha, który niewiele wie o normalnych relacjach i o miłości mimo swojego wieku, są całkiem zabawne. Jego próby rywalizacji z wybrankiem Wiktorii prowadzą do lawiny sytuacji, które sprowadzają bohaterów w nowe tarapaty. A miłość Beletha do „Diablo” i drogich aut sprawia, że nie można go traktować całkiem poważnie – taki z niego trochę chłopiec, co może nie do końca pasuje do obrazu wiecznej istoty.
Mimo że niektóre cechy bohaterów nie do końca mi pasowały, uważam, że ich kreacja była w porządku. Poza głównymi postaciami mamy tu kilka niespodziewanych postaci wyciągniętych z kart historii. Sceny z Kleopatrą, Behemotem, Śmiercią czy Azazelem i jego mocno przerośniętym ego są zdecydowanie jednymi z lepszych.
Autorka napisała tę powieść kilkanaście lat temu – nie jestem pewna, czy był to jej debiut, ale da się zauważyć pewne nieścisłości i cechy typowe dla początkujących pisarzy. Na przykład tłumaczenie świata czy historii w sposób łopatologiczny przez jedną z postaci czy nieścisłości logiczne, jak w momencie, gdy bohaterka mówi, że czeka na taxi (s. 295), a zaraz potem, że umówiła się, że kolega ją gdzieś zawiezie (s. 300). Postacie, które w danym momencie nie są potrzebne do fabuły, jakby zostały zapomniane, jak brat Wiktorii. A sama diablica, mimo że teoretycznie ma niesamowitą moc, nie wykorzystuje jej w żaden sposób, co wydaje się trochę dziwne. No i sama jej postać jest trochę niespójna – z jednej strony jest nieśmiałą dziewicą, szarą myszką, by za chwilę chodzić w wyzywających strojach, a z wszystkich rzeczy, które mogłaby zrobić dzięki diabelskim mocom, na pierwszy rzut wybiera powiększenie biustu.
Mimo tych mankamentów, w ogólnym rozrachunku uznałam lekturę za przyjemną i przymknęłam oko na wspomniane wady. Po prostu płynęłam z fabułą. I chociaż biurokracja i komary zdecydowanie są diabelskimi tworami, to na jakimś poziomie polubiłam tych szubrawców i na pewno planuję przeczytać kolejny tom serii.
A miało być tak pięknie.... Książka dostaje tak wysoką ocenę ze względu na lektorkę. Wysłuchałam jej bowiem jako audio-booku, i chyba tylko dlatego skończyłam. Inaczej nie wiem czy dałabym radę. Magdalena Wójcik dodała tekstu lekkości i dowcipu. Sam pomysł- przedni. Pierwsze parę rozdziałów- ciekawe. Ale potem Autorce skończyły się albo pomysły albo siły, im bliżej końca, tym bardziej pobieżnie opisana akcja, tym bardziej niechlujne dialogi. Książka to mieszanina dobry, zabawnych scen i takich, które niczego nie wnoszą i niczemu nie służą. Wiki to naprawdę żałosna mścicielka, a jako Diablica jest niewiele lepsza, czułam się zażenowana czytając relację z kuszenia. Pozostała część piekielnej menażerii jest lepsza, ale niewiele. No i te błędy. Autorka w kilku miejscach sama sobie zaprzecza, w kilku innych nie może się zdecydować. Wiki jest pozbawiona ciała, chyba że chce uprawiać seks, bo wtedy ciało już ma. Autorka nigdzie nie tłumaczy co, jak i dlaczego, a ja nie umiem zrzucić wszystkiego na niezwykłość Wiki. Podsumowując, bardzo nierówna powieść, chwilami ciekawa, chwilami odpychająca. Można, czemu nie, ale fajerwerków nie ma.
Sam pomysł na fabułę był po prostu strzałem w dziesiątkę, ale wykonanie... Fakt, ta historia ma już na karku 15 lat i to czuć. W 2010 roku czytelnicy oczekiwali czegoś innego niż teraz. W 2025 roku wynudziłam się jak mops.
Zacznijmy od tego, że to najprawdopodobniej najgorsza książka jaką w życiu czytałam. Bardzo możliwe, że to odczucie zostało spotęgowane przez wielkie rozczarowanie. Widząc wysokie oceny oraz dobre opinie innych ludzi nastawiłam się, że dostanę świetną książkę fantasy z motywem romansu, intryg, komedii i ogólnie, piekielnym światem. Niestety, jedynie co ta książka oferuje, to płacz i rozterki głównej bohaterki jak bardzo ona kocha Piotrusia, jaki on jest wspaniały i jak bardzo chciałaby z nim być. O wykonywaniu obowiązków diablicy, w całej książce jest aż, UWAGA, 16 stron. Tylko na tych 16 stronach możemy dowiedzieć się jak wygląda targ o ludzką duszę, chociaż "targ" to i tak jest już za dużo powiedziane. Temat został totalnie zlany, zawiera jedynie opis w stylu "no anioł mówi dobre uczynku, ja mówię grzech i tyle". Przejdźmy może teraz do bohaterów. Główna bohaterka jest strasznie tępa i egoistyczna. Nawet nie wiem czy posiada jakieś inne cechy charakteru, trudno było cokolwiek wyłapać, ponieważ te dwie znacząco przeważały w jej osobie. Później mamy bohaterów drugoplanowych, wszyscy właściwie identycznie wykreowani, czyli posiadają jedną, dominującą cechę, na której opiera się całość bohatera. Diabły: pierwszy manipulator, więc zawsze coś kombinuje. Drugi przystojny macho, więc cały czas zarywa do głównej bohaterki. Kleopatra: kompleks wyższości, więc cały czas pokazuje jaką to ona ma władze i jak może każdym rządzić. Piotruś: właściwie to o nim wiemy tylko to, że jest przystojny, dlatego Wiktoria go kocha, tak to jest miękką kluchą. Nawet główna bohaterka przyznała, że zbytnio nie wie jaki on jest... Diablicę Wiktorię mogłabym opisać jako żeńską wersję Edwarda, której cała postać opiera się na obsesji, na punkcie faceta. Nieważne co się stanie, ona zawsze pomyśli "ohhh, jaki Piotrek jest wspaniały", nawet jeśli to nie ma powiązania z dana sytuacją. Nawet nie wiemy co ona studiuje. Parę razy akcja dzieje się na uczelni, podczas wykładów, tylko autorka stwierdziła, że lepszym rozwiązaniem będzie dokładny opis jak to Wiki obserwuję podczas zajęć swoją miłość, niż głębsze przedstawienie czytelnikowi głównej postaci. Dzięki wykorzystaniu tego tematu moglibyśmy się dowiedzieć jakie ma cele w życiu, czym się interesuje, w czym jest dobra. A tak to serio, nigdzie nie jest nawet wspomniane na jakim jest kierunku. W książce pojawia się wiele błędów zarówno logistycznych jak i fabularnych. Przez 408 stron tekstu, imię "Piotrek" pojawiło się aż 390 razy(tak, liczyłam). Już miałam dość czytania tego słowa. To chyba najlepiej opisuje jaką obsesję miała główna bohaterka oraz, że właściwie to nie była książka o byciu diablicą, tylko o miłości do Piotrusia. Wiele osób pisało, że występuje tam świetny humor. Jakoś teksty w stylu "ale ty jesteś bystry, jak woda w kiblu", czy zachwycianie się jak bardzo ktoś komuś pocisnął, ponieważ powiedział "że nie będzie rozmawiać z taką ciotą" nie znajdują się w strefie mojego poczucia humoru czy nawet dobrego smaku. Wspaniałe intrygi, których też miałam tu doświadczyć były na poziomie dziecka z podstawówki. Opierały się one na manimulacji w stylu "założę się, że tego nie zrobisz"... Każda żeńska postać, wnosząca cokolwiek do fabuły, była wykreowana tak aby pokazać jakie to one są głupie, puste i myślą tylko o jednym. Jakby autorka bała się, że stworzenie dobrej, kobiecej postaci było zagrożeniem dla Wiktorii. Teraz pozwolę sobie przejść do mojego ulubionego momentu, czyli pokazania jak bardzo ta książka jest toksyczna i promuje szkodliwe wartości. UWAGA, POJAWIAJĄ SIĘ SPOJLERY. Pamiętajcie drogie osóbki, jeśli ktoś jest przystojny, to można mu wszystko wybaczyć. Wszystko. Nawet zabicie Cię. Należy jednak pamiętać, że działa to tylko w przypadku osób ładnych. Brzydkich nawet nie ma co żałować, najlepiej od razu traktować je jak najgorsze gówno. Niektóre postaci zastanawiały się dlaczego diablica przebaczyła diabłom, że ją zamordowali. Jej odpowiedź to "no nie jestem na nich zła. One po prostu takie są, że nie szanują ludzkiego życia" (własną interpretacja słów "Nie potrafiłam być na nie zła" One po prostu takie były"). Huraaa, znalezione zostało lekarstwo na całe zło tego świata, wybaczajmy przestępcom wszelkie winy, ponieważ "oni tak mają". No nie ich wina, że urodzili się pierdolnięci albo z powodu dorastania w takim, a nie innym środowisku mają zaburzoną świadomość norm społecznych. Ale tylko jak są ładni. Bo jak są brzydcy, niczym niedoszły gwałciciel Wiktorii, to wykastrowanie go i umieszczenie w zakładzie zamkniętym będzie czynem społecznym, czymś co każdy obywatel powinien zrobić aby zapewnić bezpieczeństwo innym. Podsumowując całą moją recenzje, a może bardziej wkurw na tę książkę. Bohaterowie są płytcy, wkurzający. Dialogi sztywne, nierealne. Istnieją liczne błędy logiczne oraz fabularny. Promowana jest szkodliwa postawa, polegająca na ocenianiu innych na postawie ich wyglądu zewnętrznego, a nie charakteru. Co z tego, że cię zdradził skoro ładnie się uśmiechnął, więc wszystko trzeba mu wybaczyć. Totalnie nie polecam.
muszę przyznać, ze na pewno nie jestem nia tak zachwycona jak wtedy, gdy czytalam ja pierwszy raz. jednak pod koniec wciągnęlam się i przestałam zwracac tak bardzo uwage na niedociągnięcia i cringowe momenty. udało mi sie zrozumiec więcej żartow niz za pierwszym razem XD i czasami mnie one rozśmieszyły. Mimo tego uwazam ze przedstawienie i Beletha i Piotra jest conajmniej lekko misogonistyczne i nie podoba mi sie jak Beleth nieustannie próbował zaciagnąc Wiki do łóżka. Jednak momentu gdy wyznawal jej milość były urocze i troche mi go żal
2.5⭐️/5⭐️ Jak ja się cieszę, że wreszcie skończyłam tę książkę… Ostatnie pozycje w tym roku były dość męczące, oby kolejny rok przyniósł lepsze historie. Co do tej książki, fabularnie miała ogromny potencjał, szczególnie na początku, jednak (tak jak w przypadku Szeptuchy) autorka nie podołała swoim pomysłom i wyszła totalna klapa. Okej, jest parę ciekawych momentów, które mnie zaintrygowały, natomiast dałoby się je zliczyć na palcach jednej ręki. Najgorszym aspektem tej książce byli bohaterowie, których autorka nie potrafiła odpowiednio wykreować i większość ich zachowań była strasznie dziecinna. Trochę ciekawią mnie dalsze losy bohaterów, ale za żadne skarby nie zrobię sobie tej krzywdy i nie sięgnę po kolejny tom.
Bardzo przyjemny tytuł! Doceniam świat przedstawiony, bardzo ciekawe ujęcie życia pośmiertnego.
Choć kreacja bohaterów mogłaby być głębsza, a dialogi nie zawsze przypadły mi do gustu, świetnie spędziłam przy tej książce czas ❤️. Polecam, jeśli szukacie czegoś lekkiego! A wydanie wznowione jest śliczne, idealnie oddaje aurę tej historii
"Ja, diablica" opowiada o dwudziestoletniej Wiktorii. Książka została wydana już 10 lat temu, a ja natknęłam się na nią dopiero niedawno przez wznowienie wydania oraz premierę ostatniego tomu, czyli "Ja, ocalona" (28.10)! Ale lepiej późno niż wcale ❤️. Mogłoby się wydawać, że wielka przygoda pełna niespodziewanych zwrotów akcji, miłości, szczęścia, ale też smutku i trudności rozpoczyna się dla każdego z nas w momencie, gdy się rodzimy. Jednak historia Wiki zaczyna się po śmierci dziewczyny. Zaskoczona kobieta ląduje w Piekle, a dokładniej w Los Diablos. Ja początku nie do końca wie, co się dzieje i dlaczego to właśnie tutaj trafiła, ale szybko zaczyna rozumieć zasady. Bardzo podoba mi się, jak Katarzyna Berenika Miszczuk wykreowała świat i opisała jego funkcjonowanie. Wszystko jest zrozumiałe i łatwe do wyobrażenia. Poznajemy Piekło razem z bohaterką. Postaci w książce są bardzo różnorodne. Wiktoria, która na początku jest zagubioną dziewczyną, z czasem, pod wpływem ważnych wydarzeń zmienia się w silną kobietę. Co prawda momentami irytowało mnie jej zauroczenie Piotrusiem, ale pomimo tego da się ją lubić. Beleth to pierwszy diabeł, którego mamy okazję poznać. Jest on zabawny i jak na istotę piekielną wyjątkowo sympatyczny. Z kolei Azazel już bardziej odpowiada powszechnie znanej definicji diabła. Myślę, że jego pasją jest manipulowanie wszystkimi dookoła😂. Kleopatra to chyba moja ulubiona postać. Zachwyciła mnie, opowiadając o swoim, jakże bogatym w sukcesy, życiorysie. Nie dziwię, że wybrano ją, aby została diablicą. Jest bardzo skuteczna w tym, co robi, a także przebiegła i inteligentna. Przede wszystkim należy powiedzieć, że książka jest bardzo przyjemna. Szybko się ją czyta i ciężko się od niej oderwać. Lubię, gdy książki zawierają jakieś humorystyczne fragmenty, a tutaj mamy takich wiele. Zakończenie sprawiło, że już nie mogę się doczekać dalszych przygód Wiktorii, także idę czytać kolejną część. Mam nadzieję, że zdjęcie się podoba 😝🔥 .
Pół roku męczenia z ebookiem oraz audiobookiem i nareszcie udało mi się skończyć! Pani Miszczuk ma ogrom fantastycznych pomysłów, ale byłabym wdzięczna za mniej romansów głównej bohaterki a więcej fabuły. Los Diablos to jeden z wielu ciekawych elementów, dzięki którym naprawdę chciałam książkę tę przeczytać do końca, ale... Do połowy powieści w głowie bohaterki jest tylko Piotruś i Belet. Wszystko inne odchodzi na drugi plan. Potem nareszcie fabuła robi się ciekawsza, ale wciąż przesycona jest płytkimi dialogami, które mają być podrywem. W tym momencie wzdycham z rezygnacją. Książka może być przyjemna, może poprawić humor, ale nie jest to lektura, którą nazwałabym dobrą. Ledwo przyzwoitą.
Is she dumb or dumb? Because I can't really figure it out.
She is so easily manipulated. Azazel has proved so many times that he can be really persuasive (gently saying) which made him the worst person to trust, and she still does whatever he says.
" [...] Dopóki nie nauczysz się ukrywać swoich myśli, powinnaś w ogóle nie myśleć. Wyszłoby ci to na zdrowie… [...]"
Katarzyna Berenika Miszczuk swoją powieścią "Ja, Diablica" ukazuje nam, jak wygląda piekło oraz walka anioła z diabłem o każdą duszę. Do piekła schodzimy dzięki dwudziestoletniej Wiktorii Biankowskiej, która niestety została zamordowana i trafiła do piekła. Tam stała się prawdziwą diablicą. Co się stanie, gdy dobra dusza trafi do piekła? Czy w piekle pozamiata? Tak jak Wiktoria byłam ciekawa kto i dlaczego pozbawił ją życia. Kibicowałam jej w dotarciu do prawdy. Polubiłam tę bohaterkę i jestem bardzo ciekawa jej dalszych losów. Autorka przedstawiła zupełnie inny obraz piekła. Powiem nawet tak, tam jest przyjemnie. Dzięki Wiki poznałam między innymi demony: Azazela i Beletha. Nie zabrakło tutaj również zwykłych śmiertelników. Ciekawie prezentowała się walka demona z aniołem o dusze śmiertelników. Warto poznać jak to wygląda. Pewnie na żywo nie jest tak miło, jak w tej powieści. Treść książki "Ja, diablica" poznałam dzięki audiobookowi, czytała Jagoda Małyszek. Warto poznać jej interpretację tego tekstu. Fabuła wciągnęła mnie od samego początku. Nie mogłam oderwać się od słuchania. "Ja, Diablica" jest pierwszym tomem z cyklu "Wiktoria Biankowska". Z przyjemnością sięgnę po kolejne części. Jeżeli znacie twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk, to wiecie, że zawsze otrzymacie bardzo dobrą historię. "Ja, Diablica" jest idealną historią dla wszystkich miłośników fantasy i tych osób, które lubią ciepełko.
Ps. Oprócz Wiktorii podobała mi się postać Kleopatry. Ma ciekawą osobowość. Nie chciałabym być jej wrogiem.
Czytałam już serię "Kwiat paproci" od tej autorki, więc wiedziałam już, czego mogę się po niej spodziewać - dobrego humoru i wartkiej, momentami zaskakującej akcji.
Wiktoria jest jednak o wiele lepszą główną bohaterką niż Gosława - przede wszystkim jest mniej...pierdołowata? Nie wiem, jak to określić. Okay, kilka razy się potyka etc, ale sprawia wrażenie bardziej zaradnej i ogólnie ogarniętej bohaterki.
W książce bardzo podobał mi się pomysł na to, co dzieję się z duszą człowieka po śmieci. Targ anioła i diabła o ludzką duszę był za każdym razem bardzo ciekawie opisany. Do gustu przypadło mi też samo piekło i zasady jego funkcjonowania. Poza Wiktorią pokochałam też Beletha i Azazela, czyli przystojne diabły, które jej towarzyszą, a częściowo przeszkadzają w pewnych momentach fabuły. Do tego diablica Kleopatra, bardzo ciekawy bal u Szatana (nie taki jak u Bułhakowa, ale równie ciekawy - to, ile historycznych postaci się tam pojawiło mnie naprawdę cieszyło) i wartka akcja sprawiają, że chociaż nie jest to książka, która cokolwiek wniosła do mojego życia oceniam ją wysoko. Bo dała mi sporo frajdy. W dodatku to mój pierwszy audiobook ;)
ok jak jeszcze raz usłyszę słowo piotruś to uderzę głową w ścianę.
*** książka nie dla każdego, sposób narracji jest bardzo specyficzny i dla niektórych może być denerwujący. ja czytając bawiłam się świetnie. bohaterka jest irytująca, ale mam wrażenie, że przez to że jest tak strasznie prawdziwa nie odczuwamy tak tego i mnie to nie drażni. jest typową gadułą, często nie rozumiałam jej decyzji, z jednej strony baba z jajami, z drugiej rycząca, bo ma pod nosem gorącego chętnego diabła a ona jest beznadziejnie zakochana w kimś kto ma ją no cóż w dupie. ah... no właśnie diabły, kocham ich postacie. Azazel, ciągle knujący podstępny i pełna humoru postać, razem ze swoim piekielnym kompanem Belethem (słyszę beleth majtki lecą w dół) tworzący duet nie do podrobienia. postać szatana, kleopatry czy belfegora są potrzebne w moim życiu. lekka, niezobowiązująca, do po śmiania się.