„Dowód tożsamości” Mahmuda Darwisza – przekrojowy, reprezentatywny wybór wierszy czołowego palestyńskiego poety w przekładzie znakomitej tłumaczki Hanny Jankowskiej – jest wreszcie dostępny i ukazuje się jako jego pierwsza książka w języku polskim po 35 latach (!) od przyjęciu maszynopisu do pierwotnie zaplanowanej publikacji. Od lat 60. XX wieku donośny głos jednego z najważniejszych poetów antykolonialnych nie przestaje inspirować cierpiących niewolę w każdym zakątku świata oraz towarzyszyć walce Palestyny o przetrwanie narodu i jego kultury w warunkach izraelskiego apartheidu, brutalnej okupacji, czystek etnicznych i zbrodni wojennych popełnianych przez Izrael. Dzieła Darwisza – stroniącego w wierszach od publicystyki i doraźności – nie daje się jednak zamknąć w żadnej prostej formule poezji politycznej czy liryki oporu. Darwisz to również nie tylko – jak się przyjęło go czytać – „poeta ziemi”, nie tylko świadek Nakby i rzecznik nowoczesnej tożsamości arabskiej i palestyńskiej, ale też twórca przejmujących wierszy miłosnych, wizyjnych medytacji, niestrudzony poszukiwacz nowych, oryginalnych form poetyckiej ekspresji. Opatrzony przez tłumaczkę wyczerpującym posłowiem oraz rozbudowaną notą biograficzną tom ukazuje się w kształcie przewidzianym przez nią w 1989 roku i wypełnia tym samym wstydliwą lukę w polskiej recepcji kanonu literatury światowej.
Dla mnie objawienie. Świetna praca tłumaczki - Hanny Jankowskiej, która zasługuje nie tylko na pochwałę, ale i na wysoką nagrodę pieniężną. Mamy dzięki niej od teraz w naszej kulturze wielkiego poetę z mało rozpoznanego obszaru kultury. Darwisz jest jednocześnie bardzo partykularny i bardzo uniwersalny. Mimo oderwania od swojej ziemi, cały czas tam jest, głęboko w nią wrośnięty. Głos swojego narodu. A jednocześnie mówi z wnętrza doświadczenia, które jest udziałem każdego z nas. No może nie każdego, bo trzeba jednak umieć usłyszeć, jak nasze serce wciąż się o nas upomina. Mówiąc… nie, nie mówiąc, śpiewając, znajduje siłę, żeby oddać swój głos nie tylko ofiarom, ale i ich prześladowcom. Do ostatniego słowa ludzki głos, niepodległy, własny. I w żadnym momencie nie zmienia się to w słuszną publicystykę. Momentami, w błysku, orientalna baśń. Czytajcie.