Miłość, rock i pelargonie! Pierwsza część przygód wiedźmy balkonowej Anieli Jasnej i jej kota Grażyny. Zapnijcie pasy i ruszajcie na spotkanie z urban fantasy, jakiego jeszcze nie było!
Wiedźma balkonowa Aniela Jasna nie ma łatwego życia. Główne źródła jej problemów to:
– sąsiad, postrzelony pisarz grozy Demonicjusz Wolff (sztuk jeden);
– koledzy i koleżanki z Wiedźmowej Rady Osiedla (sztuk o wiele za dużo).
W domu Anieli niepodzielnie rządzi kot Grażyna, mistrz ciętej riposty i wciągania kebaba na czas, a magia płynie w rytm muzyki Backstreet Boysów – co czasami (lub: prawie zawsze) oznacza afery, przypały i kłopoty.
Ale choć Aniela jest tą powszechnie wyszydzaną wiedźmą od „głupich pelargonii”, to ona będzie musiała zrobić porządek, gdy miastu zacznie zagrażać złowrogi Kościej Suchotnik, tajemniczy demon ściągający na świat suszę.
Tylko jak pokonać demona, gdy przypadkiem tracisz moce, a za jedyne wsparcie masz rąbniętego pisarza, gadającego kota i… złośliwego przybysza z innego świata?
Do Jasnej Anielki to brawurowo napisana historia, która łączy humor Terry’ego Pratchetta, szaloną wyobraźnię autorki i tematy ważne społecznie. Czegoś takiego w polskim urban fantasy jeszcze nie było!
Urban fantasy ze sporą dawką humoru było tym, czego akurat potrzebowałam. Dopadła mnie grypa i rozglądałam się za lekką lekturą, która poprawi nastrój. Bawiłam się świetnie podśmiewując się z bohaterów, bo TAKIEGO towarzystwa to dawno już nie spotkałam!
Muszę przyznać, że mam problem z tą książką. Na samym początku nie mogłam się w nią w ogóle wciągnąć, a po samym opisie sądziłam, że nie będę się mogła od niej oderwać i łyknę ją jak pelikan *wiadomo, do kogo nawiązuję😆* Nic takiego się nie stało i byłam W SZOKU. DOSŁOWNIE.
Przy niektórych fragmentach miałam wrażenie, że cała historia została stworzona dla innej grupy wiekowej, ale przekleństwa spowodowały jej zmianę. Całość jest bardziej bajkowa niż fantastyczna, ale akurat to mi nie przeszkadza - czuć tu nutkę Pixara czy Disneya.
Liczne powtórzenia tych samych przemyśleń bądź fraz były po prostu nużące. Nie zliczę, ile razy miałam rzucane, że Aniela to tylko wiedźma balkonowa, że nikt jej nie słucha lub uznaje za niepotrzebną, że nosi zielone okulary i ratuje roślinki. Ja to zapamiętałam już po drugim razie, naprawdę.
Męczyłam się bardzo, dopóki nie przeszłam na wersję audio. Wtedy wszystko zyskało w moich oczach. Od kilku lat uważam, że niektóre książki zyskują w tej formie i takie lekkie cozy fantasy właśnie do nich należą.
Najlepszym elementem całej fabuły jest love/hate relationship kota Grażyny i Demonicjusza. Tylko dla nich warto wziąć do ręki 'Balkony i demony'. Przy nich Aniela schodzi na drugi plan. Są wredni, dosłownie się nieznoszą i Grażyna na bank nie jeden raz nasikał Demonicjuszowi do buta aż jedno wydarzenie tworzy z nich bromance stulecia.
Ogólnie Grażyna to taki wredny promyczek słońca. Jego beef z kosiarkami zasługuje na osobne opowiadanie. I w tym miejscu muszę przyznać, że momentami wydawało mi się, że fabuła mogłaby być spokojnie podzielona na kilka opowiadań. Tulipany/gryzipany, beef Grażyny i główne z pomocą Adrielowi - wszystko nadal by się ze sobą łączyło, ale było bardziej poukładane, a ja lubię jak w fantastyce wszystko ma swoje miejsce.
Spodziewałam się po tym czegoś lepszego. Klimat super ale czułam się trochę jakbym czytała książkę dla dzieci, a wiem że nie taki był zabieg. Mam wrażenie, że niektóre sprawy zostały wzięte zbyt mało na poważnie, ale nadal fabuła była fajna. Uważam, że dało się wyciągnąć z niej jednak o wiele więcej ale no cóż. Na pewno będę za sam klimat czytać kolejne tomy, jak się już doczekam. A na koniec mam jeszcze pewne zastrzeżenia co do Adriela, bo on ma jakąś dwubiegunówke czy o co chodzi, dosłownie nie rozumiem jego postaci i jego zmian zachowania z niczego, a wątku romantycznego to już kompletnie nie mogę pojąć. Kot Grażyna i Demonicjusz fav postacie, ikony, które ratują tą książkę
myslalam ze to nigdy sie nie skonczy druga gwiazda tylko ze wzgledu na kota grazyne ktory bylby o niebo ciekawszym glownym bohaterem niz mialka amelcia
No co mogę powiedzieć po prostu słabe. Mam wrażenie, że autorka próbuje być na siłę śmieszna. Książka niby jest dla starszych osób, ale gdyby nie przekleństwa i nawiązania do seksu, stwierdziłabym, że to coś dla dzieci. Uważam, że książka mogłaby być dobra, ale nie w tej kategorii wiekowej. Żarty są słabe, choć fabuła sama w sobie nie jest zła. Z każdą stroną tej książki czułam, że ubywa mi IQ.
Niektóre zdania są pozbawione poprawności językowej i składniowej, np.: „Wszedł kiedyś w komitywę z kotem Grażyną, który to kot Grażyna nauczył go pić whisky.” Możliwe, że miał to być żart językowy, ale ciężko mi się to czyta (nie lubię tego w książkach). Tak samo jak ciężko się czyta to, że kocur ma na imię Grażyna. Rozumiem zamysł, ale dla mnie jako czytelnika jest to po prostu słabe. Lecz ogólnie jest napisana prosto i lekko.
Jeśli chodzi o postacie: Czy się do nich przywiązałam? Nie. Ale uważam, że plusem jest to, iż każda postać jest jakaś – ma coś przypisanego do siebie, coś wyjątkowego, co teraz jest rzadkością w książkach. Chociaż mam ulubione postacie: Grażyna i Demonicjusz są faworytami.
Czy polecam? Żeby przeczytać coś dobrego – nie. Na odmóżdżenie – tak.
I to się nazywa prawdziwy FLOWER POWER! Przebojowa (w każdym tego słowa znaczeniu) opowieść o wiedźmie balkonowej, gadającym kocie, ekscentrycznym pisarzu emo er0tyków oraz jeszcze paru zwariowanych postaciach dostarcza niezłej rozrywki. Sylwia Dec rozwala system swoją rozbuchaną wyobraźnią, ostrym piórem i swojskim poczuciem humoru. Dodatkowy mocny plusik za wątki ekologiczne i feministyczne. Okej, przyznam, że w drugiej połowie książki czułam się już miejscami nieco przebodźcowana (tyle tam się dzieje na każdym poziomie, językowym i fabularnym), ale przecież czytając samego mistrza Pratchetta mam czasem podobne odczucia. Nie jestem też fanką wszystkich rozwiązań fabularnych, nie przekonał mnie wątek romansowy. Uważam jednak "Balkony" za solidny debiut z przytupem i jestem bardzo ciekawa, co jeszcze nam zaserwuje ta autorka!
Nam zdarza się mieć momenty, kiedy poważne książki z rozbudowanymi i ciężkimi historiami nam nie wchodzą, wtedy staramy się szukać czegoś lżejszego, co poprawi humor, ale jednocześnie wciągnie swoją fabułą i postaciami. Dokładnie tak było w przypadku “Do Jasnej Anielki! Balkony i Demony” autorstwa Sylwii Dec. 😻
W literaturze powstało już wiele książek o magii żywiołów, medycyny i innych tego typu. A co powiecie na magię związaną z naszym najbliższym otoczeniem? Tytułowa Aniela Jasna jest wiedźmą balkonową, zna się na roślinkach i w hodowaniu tulipanów czy pelargonii nie ma sobie mocnych! Przez przypadek udało jej się stworzyć nawet śpiewające ogórki, a z pomocą kota Grażyny stara się utrzymać porządek na osiedlu. Wraz z pojawieniem się wyschniętych liści, wpadnie jednak w wir wydarzeń, które zmienią jej życie. 💚
Czy książka dostarczyła rozrywki? Tak. Czy było dużo magii? Tak. Czy nasi bohaterowie udali się na przygodę swojego życia żeby uratować świat? Być może. 😁 Aniela, z jednej strony trochę nieporadna i niepotrafiąca postawić się swojej matce, a z drugiej odważna i dążąca do wyznaczonych sobie celów. Autor niekonwencjonalnych powieści dla pań, Demonicjusz, to przykład przyjaciela, który jest w stanie zrobić wiele dla swoich najbliższych, a relacja łącząca go z Anielą nabierze tempa wraz z wydarzeniami. Wspomniany wcześniej kot Grażyna - osobnik, który nie boi się rzucić mięsem i sarkazmem, jest w stanie powalić niejednego przeciwnika. Dodatkowo mamy tajemniczą postać ze skrzydłami, ale o niej dowiecie się więcej na kartach powieści. 😁 Nam ta wybuchowa mieszanka bardzo przypadła do gustu!
Warto dodać, że Aniela należy też do osiedlowego klubu czarownic i czarowników, a wśród nich znajdziemy opiekuna deweloperów i buldożerów, miejskich korków czy nauczycieli. Tak zróżnicowany system magiczny to zdecydowanie powiew świeżości w powieściach urban fantasy. 🪄
Jeśli szukacie książki, przy której się pośmiejecie, ale też i z którą przeżyjecie przygodę, to “Do Jasnej Anielki! Balkony i demony” sprawdzi się idealnie. 😀
⋆˚࿔ Balkony i demony (do jasnej anielki) 𝜗𝜚˚⋆ ⭐️2,5/5⭐️ [współpraca barterowa z wydawnictwem prószyński] ᯓᡣ𐭩 opis autora: Miłość, rock i pelargonie! Pierwsza część przygód wiedźmy balkonowej Anieli Jasnej i jej kota Grażyny. Zapnijcie pasy i ruszajcie na spotkanie z urban fantasy, jakiego jeszcze nie było!
Wiedźma balkonowa Aniela Jasna nie ma łatwego życia. Główne źródła jej problemów to: – matka, bezpruderyjna lwica korporacji (sztuk jeden); – sąsiad, postrzelony pisarz grozy Demonicjusz Wolff (sztuk jeden); – koledzy i koleżanki z Wiedźmowej Rady Osiedla (sztuk o wiele za dużo).
W domu Anieli niepodzielnie rządzi kot Grażyna, mistrz ciętej riposty i wciągania kebaba na czas, a magia płynie w rytm muzyki Backstreet Boysów – co czasami (lub: prawie zawsze) oznacza afery, przypały i kłopoty.
Ale choć Aniela jest tą powszechnie wyszydzaną wiedźmą od „głupich pelargonii”, to ona będzie musiała zrobić porządek, gdy miastu zacznie zagrażać złowrogi Kościej Suchotnik, tajemniczy demon ściągający na świat suszę.
Tylko jak pokonać demona, gdy przypadkiem tracisz moce, a za jedyne wsparcie masz rąbniętego pisarza, gadającego kota i… złośliwego przybysza z innego świata?
„Do Jasnej Anielki” to brawurowo napisana historia, która łączy humor Terry’ego Pratchetta, szaloną wyobraźnię autorki i tematy ważne społecznie. Czegoś takiego w polskim urban fantasy jeszcze nie było!
ᯓᡣ𐭩 moja opinia: Na początku ciężko było mi się wkręcić w fabułę i zaciekawić książką, a żarty, które śmieszą osoby starsze ode mnie jedynie mnie żenowały. Później jednak odkryłam, że niektóre sytuacje albo dobory słów bohaterów były faktycznie śmieszne i sprawiały, że się uśmiechałam. Mimo ich głupoty i specyficzności na pewno zapamiętam ich na długo w dobrym tego słowa znaczeniu. Będę tęskniła za kotem, który zawsze paplał głupoty i denerwował główną bohaterkę. Oraz za sąsiadem, który na początku wydawał się strasznie dziwny ale później okazał się cudownym kompanem, który w sytuacjach kryzysowych potrafił ułożyć dobry plan działania. Podobało mi się to jak w książce były przedstawione realia. Anielka to przeciętna, dorosła kobieta. Co prawda jest wiedźmą ale czarującą jedynie rośliny i nikt nie bierze jej na serio, co ją niezwykle dołuje. Mimo tego, że nikt w nią nie wierzył okazała się silna i odważna dzięki czemu ,,odkleiła” łatk��, którą przykleiło jej większość osób, która miała z nią jakikolwiek kontakt. Zmieniła się i utarła im nosa, a ja cieszyłam się wraz z nią. Dodatkowo koniec książki bardzo mi się spodobał, nie był taki oczywisty i zaskoczył mnie powagą i brakiem humoru, który ciągle się przewijał w trakcie lektury. Poznałam dzięki niemu lepszy styl pisania autorki, który był zadziwiająco dobry.
4,3⭐ Bawiłam się świetnie! Rozumiem czemu niektorym mogło się nie podobać, bo główna bohaterka jest na początku trochę głupiutka I w ogóle a prawdziwa fabuła zaczyna się chyba na 100 stronie ale w mojej opini ta książka jest super. Strasznie się uśmiałam, kocham kota Grażynę całym sercem a sama powieść jest strasznie cozy z mnóstwem zabawnych momentów. Polecam I zachęcam każdego kto lubi się pośmiać, czytać luźne i przyjemne książki oraz osobą które po prostu chcą spędzić fajnie czas
Do Jasnej Anielki! Balkony i demony to debiut Sylwii Dec wydany na łamach Wydawnictwa Prószyński i S-ka #współpracabarterowa
Miastu zaczyna zagrażać Kościej Suchotnik, demon zwiastujący suszę. Główna bohaterka, wiedźma balkonowa wraz z kotem Grażyną, sąsiadem pisarzem grozy Demonicjuszem Wolffem i dość chamskim skrzydlatym towarzyszem z innego świata.
Debiut Sylwii to przedstawiciel gatunku urban fantasy, w którym od początku wiadomo, że najbardziej niedoceniany czarny koń wiedźmiego półświatka stanie na wysokości zadania i uratuje.... rośliny! Od suchnięcia, suchoty i innych suszów. Co wiemy na początku? Dość niewiele, a fabuła jest chaotyczna więc i blurb niewiele pomaga. Kolejne rozdziały tylko prześcigają się w zawodach na najbardziej absurdalny ciąg przyczynowo-skutkowy. Ale nie ma to znaczenia, bo autorka zręcznie operuje słowem, więc czyta się to nawet przyjemnie. Jednak mija pół książki, a wydarzenia opisane w blurbie dopiero zaczynają się dziać. Czyżby pomyłka? Chyba nie. W rezultacie każdy kolejny rozdział jest coraz głupszy i bardziej absurdalny, aż do granic.... sam nie wiem czego. Absurdu? To za mało absurdalne sformułowanie by oddać absurd absurdalnej sytuacji absurdu.
Jaki finalny wynik? Szczerze mówiąc średni. Natłok absurdu mnie zmęczył, a fabuła nie była zaskoczeniem na żadnym etapie jej konstruowania. Ale czuję, że problem tkwi we mnie. Po prostu mnie jeszcze nigdy nie rozbawiły komediowe książki. Nie wiem jak można się śmiać na książkach. Esencja humoru dla mnie nie znajduje odzwierciedlenia w kartkach jakiejkolwiek powieści. Więc próby wywołania u mnie śmiechu kończyły się niezręcznym uśmiechem. A więc zapytasz mnie: To po co zgłaszasz się do takiej książki jak nie lubisz komedii? Po 1) nadal szukam i wierzę, że znajdzie się taka książka, po 2) chciałbym docenić kunszt Sylwii Dec, którą bardzo lubię z jej prowadzonego profilu na instagramie - uwielbiam jej optymizm, uśmiech i podejście do świata, który aż zaraża pozytywną energię. I właśnie dlatego zmierzyłem się z "Do Jasnej Anielki" by finalnie stwierdzić, że to nie jest dla mnie. Jednak może jest dla Was? Pratchetta też nigdy nie udało mi się pokochać tak jakbym chciał, więc nie jestem żadnym wyznacznikiem jakości. Niemniej chciałbym byście zwrócili uwagę na "Balkony i demony". Może to będzie książka, która pomoże wam w trudnej sytuacji oderwaniem myśli od realnego świata i realnych problemów. I zaczniecie myśleć, czy koty naprawdę sikają do kosiarek? Kto wie - ta i wiele innych kwestii może Was zaskoczyć i myślę, że niejeden/na z Was zostanie z twórczością Sylwii na dłużej! Tego Wam i jej życzę.
Ale ode mnie też się nie oderwie. Będę patrzył i czuwał co tam pichci w swojej jaskini przy kolejnych projektach!
Balkony i demony to debiut literacki Sylwii Dec, który został wydany przez Wydawnictwo Prószyński. Gdybym miała opisać ją jednym zdaniem, powiedziałabym, że ta książka stanowi humorystyczną mieszaninę zwariowanych pomysłów.
Bardzo wyraźnie widać, że autorka bawiła się przy pisaniu pomysłami. Jakimś cudem udało jej się połączyć magię, rośliny, gadającego kota, szalonego pisarza i przestrogę klimatyczną w jednym. Całość książki przesycona jest humorem, często dość głupawym, ale jednak w jakiś sposób przywołujący uśmiech na twarz.
Ale, tak mówiąc szczerze, dla mnie okazała się jednak klapą, co mnie zaskoczyło. Pierwsze nieco ponad sto stron czytałam zaciekawiona, choć nie miałam pojęcia, do czego to w ogóle zmierza. Przeczytałam 1/3 książki i wciąż nie dotarłam do tego, co obiecywał opis. Na szczęście kolejne sto stron dobrze nadrobiło. Akcja się rozkręciła, było ciekawie, trochę chaotycznie przy scenach akcji, ale ciekawie. A potem...
Cóż, potem było tylko źle. Ostatnia część Balkonów i demonów sprawiła, że czytałam z tak wysoko uniesionymi brwiami, że aż zaczęło mnie boleć czoło. Nie rozumiałam absurdalnych decyzji bohaterów, a wydarzenia nijak mi się nie kleiły. Odnosiłam wyraźnie, że ciąg przyczynowo-skutkowy w pewnej chwili się poddał i zwyczajnie wyszedł. Kilka scen musiałam czytać dwa razy, a i tak nie rozwiałam swoich wątpliwości ani nie znalazłam pominiętych odpowiedzi na pewne braki logiczne.
Pod względem bohaterów, Aniela zdecydowanie była moją ulubioną postacią. Podobnie jak Adriel. Ale (bo niestety musi być jakieś ale) wprowadzenie wątku miłosnego skutecznie popsuło mi ich oboje. Adriel przestał być lubianym bucem, a stał się generycznym zauroczeniem w pierwszej lepszej książce młodzieżowej, podobnie zresztą jak Aniela. W sumie pojawienia się tego wątku zaczęło wszystkie problemy tej książki.
Żałuję, że tak to się potoczyło, bo byłam naprawdę podekscytowana tą pozycją i początek zapowiadał się dobrze. Ale absurdalność tej książki, która miała być atutem, dla mnie okazała się jej największą wadą.
dnf za połową Gdyby nie latające nisko kurwy można by to wziąć za książeczkę dla dzieci, pisaną bardzo prostym językiem i stylem, z postaciami i ich nazwiskami jak z bajeczek dla wojtusia i takąż fabułką. Wulgaryzmy zresztą też brzmią mega infantylnie, jakby autorka sama pierwszy raz próbowała swoich sił w "dorosłym języku". Dałam sobie spokój, jak zaczęła się jakaś no niby walka, a ja zorientowałam się, że mnie to w ogóle, ani odrobinę nie obchodzi; nie ma się co męczyć
"Moi czytelnicy mówią, że przeplata się u mnie humor Terry’ego Pratchetta ze światotwórstwem Leigh Bardugo" z czym do ludzi, kurważ, no ale bez przesady, do Białołęckiej nawet nie podskakujesz, a humor Pratchetta, lmao tym konstrukcjom wolno leżeć na poziomie polskiego kabaretu, i to z tych gorszych to ofc już czysto subiektywne, ale ani razu się nie uśmiechnęłam przez te ~50% tekstu
2,5 ⭐️ Po całkiem zabawnym i udanym początku, autorka poszła w stronę - „ojej jestem zwykłą balkonową wiedźmą, uratuje świat, to nic że żyłam pod kamieniem całe 32 lata, yolo, o i ten typ z czarnym skrzydłami, dawać go” i to niestety nie wyszło na dobre tej książce, takich historii są setki jak nie więcej, a ta naprawdę niczym nie zachwyca. Dużo lepiej bym się bawiła gdyby książka opowiadała o bardziej przyziemnych sprawach i zmaganiach „zwykłej” czarownicy
Jeśli wydaje Wam się, że urban fantasy to tylko mroczne zaułki, tajemnicze zaklęcia i bohaterowie z tragiczną przeszłością, Sylwia Dec postanowiła Wam udowodnić, jak bardzo się mylicie. W jej wersji magii, światła reflektorów padają na balkonowe pelargonie, a naprawdę przerażającym demonem jest… biurokracja magicznej Rady Wiedźm. I dobrze, bo literatura fantasy od dawna potrzebowała takiego powiewu świeżości! Ta książka nie tylko genialna, ale wręcz ekstatycznie błyskotliwa. Prześmieszna, inteligentna i przewrotna. Sylwia Dec w mistrzowski sposób żongluje absurdem, groteską i satyrą, tworząc świat, w którym magia jest równie naturalna jak rytualne podlewanie roślin na balkonie. Aniela Jasna, wiedźma specjalizująca się w florze balkonowej, zmaga się z problemami, które mogą wydawać się prozaiczne – matka lwica korporacji, ekscentryczny sąsiad-pisarz grozy i Rada Wiedźm, która jej magię traktuje z pobłażliwym uśmieszkiem. Pani Sylwia bierze klasyczne motywy fantasy i rozkłada je na części pierwsze, by potem posklejać je w zupełnie nową jakość. W jej świecie magii nie towarzyszy patos – raczej ironiczne mrugnięcie okiem. Zamiast wielkich rodów i legendarnych artefaktów mamy kota zajadającego kebaba, a w miejsce dostojnych mistrzów magii – urzędników magicznej administracji, których działalność jest równie chaotyczna, co polska biurokracja. To urban fantasy, które nie stara się być na siłę mroczne – jest lekkie, przewrotne, a jednocześnie diabelnie inteligentne. Śmieszne książki to jedno. Ale książki, które śmieszą w sposób błyskotliwy, kąśliwy i świeży – to prawdziwa rzadkość. Pani Sylwia posługuje się humorem niczym mieczem świetlnym, tnąc absurdy codzienności i kpiąc z sztywności zarówno świata magicznego, jak i realnego. Biurokracja Rady Wiedźm przypomina tu karykaturę korporacyjnej rzeczywistości, a Demonicjusz Wolff, pisarz grozy, jest doskonałym przykładem tego, jak zagrać na nosie stereotypom. W tym świecie wszystko ma swój zwariowany rytm, a dialogi iskrzą się od ironii i sarkazmu. Każda postać w tej książce to osobny fenomen. Aniela Jasna – niepokorna, cięta jak brzytwa, a jednocześnie mająca w sobie mnóstwo ciepła i zadziornej determinacji. Kot Grażyna – istna ikona, która z powodzeniem mogłaby prowadzić własny talk-show, komentując rzeczywistość z niepodrabialnym wdziękiem. Demonicjusz Wolff – ekscentryczny, trochę zagubiony, trochę genialny, ale przede wszystkim totalnie nieprzewidywalny. I wreszcie Kościej Suchotnik – demon, którego misja może wydawać się absurdalna, ale niesie w sobie ukryte przesłanie ekologiczne. W tle tej zwariowanej historii kryje się całkiem poważny temat – relacja człowieka z naturą. Oczywiście, opowiedziana w sposób przegięty, zabawny i totalnie nietuzinkowy, ale jednak z przesłaniem. Kościej Suchotnik to personifikacja suszy, jałowości, dewastacji przyrody. Aniela, z tym swoim „głupim balkonowym czarowaniem”, staje się jedyną nadzieją na ocalenie tego, co jeszcze się zieleni. To piękna metafora i dowód na to, że nawet w komediowej fantastyce można ukryć refleksję nad światem. Sylwia Dec pisze tak, że nie sposób się oderwać. Jej styl jest dynamiczny, pełen gier językowych, zabawnych neologizmów i kapitalnych nawiązań popkulturowych. Sceny są tak żywe, że niemal widzimy je przed oczami jak w najlepszej animacji. To językowa uczta – lekka, soczysta i pełna smaku. „Do jasnej Anielki! Balkony i demony” to powieść, jakiej w polskiej literaturze fantasy jeszcze nie było. Brawurowa, przewrotna, niesamowicie zabawna, a przy tym zaskakująco mądra. Urban fantasy Sylwii Dec, ma w sobie wszystko: humor, magię, niebanalnych bohaterów i nieoczywiste przesłanie. Po prostu GENIALNA lektura!
⭐ Ocena: 10/10 – Pełna absurdu, ironii i parodii znanych schematów. Tytuł bawi się konwencją, łącząc magię z codziennością, a jego styl skrzy się od popkulturowych nawiązań, sarkastycznych dialogów i dynamicznej narracji.
*współpraca reklamowa z Wydawnictwem Prószyński i S-ka*
Czy mogłam oprzeć się tej okładce? Oczywiście, że nie. Czy tytuł mnie wołał do tego, żeby przeczytać książkę? Oczywiście, że tak. Oczywistości mamy z głowy, a więc już na wstępie wam powiem, że książka jest fenomenalna, ja ubawiłam się po pachy, jestem totalnie nią oczarowana i czekam na więcej, bo nie wiem czy wiecie ale to dopiero początek. Książka jest połączeniem komedii z fantastyką i panuje tutaj kontrolowany chaos.
Aniela Jasna, wiedźma balkonowa, którym głównym zajęciem jest dbanie o przyrodę otaczającą jej okolicę. Zmaga się ona z wieloma kompleksami i porażkami, jako osoba jest oceniana przez pryzmat swoich umiejętności, które nie specjalnie się wyróżniają. W jej domu panuje chaos, który sprowadziła na siebie po części nieudanymi zaklęciami, gadającym kotem Grażyną, który panuje w jej mieszkaniu oraz kolejnymi dziwnymi wydarzeniami, która zaczynają się odgrywać w jej skromnym mieszkanku. Choć Aniela jest wyszydzana przez innych, to właśnie ona będzie musiała sprostać zadaniu pokonania demona, ściągającego na kolejne światy suszę.
Matko, dawno się tak nie uśmiałam przy czytaniu. Moja rodzina patrzyła na mnie jak na wariatkę, a ja niemal płakałam ze śmiechu. Tutaj akcja goni akcję, a co za tym idzie komizm goni komizm. Byłam przekonana, że będzie to dość lekka lektura, co sugerował mi sam tytuł, jednak opis kierował uwagę na poważne aspekty, które byłam przekonana będą potraktowane jak na fantasy przystało. Rzeczywistość okazała się nieco inna, bardziej zaskakująca, a to co dostałam to dla mnie majstersztyk i dosłownie przepadłam dla tej opowieści i szczerze nie mogę się doczekać kontynuacji.
Główna bohaterka jest nieco potrzepana, bardzo ją polubiłam, zaliczam ją do mojego kręgu osób pozytywnie zakręconych, tym bardziej, że jesteśmy niemal rówieśnicami. Anielka jest największym i najwspanialszym atutem tej powieści. Wiedźma, nieco może i nieudolna, ale zdecydowane jest wyjątkowa. Otaczają ją równie pokręcone jak ona istoty, które nadają tej historii dodatkowego animuszu. Fabuła magiczna, zabawna, pełna akcji i jej niespodziewanych zwrotów. Sam pomysł na tą opowieść jest fantastyczny, połączenie kilku światów, niespotykane stworzenia, a każda jedna postać jest pokręcona w pozytywnym tego słowa znaczeniu, zaś samo wykonanie jest po prostu rewelacyjne, napisana w bardzo lekkim i przystępnym dla każdego stylu, nazwy rozdziałów są epickie, ja naprawdę nie mogę i nawet nie chcę się czepiać o cokolwiek.
Książkę przeczytałam w parę godzin, wciągnęła mnie już na samym starcie, takiej bandy pozytywnych świrów dawno nie spotkałam, ale szczerze ich uwielbiam. Nie jestem fanką kotów, ani w ogóle zwierząt domowych, ale kot Grażyna to mój zdecydowany ulubieniec. Lektura mega zabawna, pozytywna i bardzo komfortowa. Panuje tutaj porządek i chronologia wydarzeń, a przy tym występuje kontrolowany przez autorkę chaos, jak ona to zrobiła nie mam pojęcia, ale chylę czoła, bo to jest wspaniałe.
Debiut. Gdybym nie wiedziała, to w życiu bym nie powiedziała, że to debiut. Jak wiecie ja je uwielbiam, ale dawno nie czytałam tak rewelacyjnego. Według mnie to książka, w której każdy znajdzie coś dla siebie, to lektura idealna kiedy chce się przeczytać coś lekkiego, czy na zastój czytelniczy, od razu was rozrusza do działania. Co więcej ma ona bardzo pozytywny i wartościowy wydźwięk. Dla mnie bomba! Serdecznie polecam.
Do "Balkonów i demonów" podchodziłam z ekscytacją ale również lekką obawą. W przypadku tej pozycji oczekiwałam głównie dobrego humoru, a wiem, że w przypadku komedii łatwo jest coś spartaczyć i sprawić, by elementy, które w domyśle miały rozbawić wypadły nijako albo nawet żenująco. Na szczęście w tej kwestii lektura nie zawiodła i przyznaję że czytając, dobrze się bawiłam.
Jak już wspominałam, humor totalnie się u mnie sprawdził. Narracja głównej bohaterki, Anieli, już sama w sobie często wypada komicznie, a dodając do tego absurdalne wydarzenia oraz bohaterów którym widocznie brak piątej klepki całość wypada naprawdę zabawnie. Wielokrotnie zdarzało się, że przy czytaniu autentycznie się śmiałam, co nie zdarza mi się tak często przy książkach.
Jednakże momentami był to śmiech przez łzy, gdyż okropnie współczułam głównej bohaterce, która czuła się samotna oraz miała bardzo niskie poczucie własnej wartości. Zaczynając tę lekturę nie spodziewałam się, że autorka tak starannie podejdzie to kreacji Anieli oraz rozwoju jej charakteru. Jednak dzięki temu było łatwo się z nią utożsamić oraz kibicować na jej drodze do zyskania większej wiary w siebie. Byłam z niej dumna za każdym razem, gdy decydowała się brać w sprawy w swoje ręce zamiast polegać na tych, którzy ciągle ją zawodzili.
Jednakże Aniela nie jest jedyną, która rozwinęła się jako postać. Ten tom stworzył porządne podwaliny pod wątek romantyczny, który najprawdopodobniej będzie się rozwijał w kolejnych częściach. Adriel nie był prostą postacią, z którą łatwo było sympatyzować, jednakże relacja z Anielą i pozostałymi stopniowo go zmieniała. Uważam, że momenty, w których Aniela konfrontowała się z nim z powodu jego przerośniętego ego i pokazywała mu, gdzie jego miejsce były bardzo potrzebne dla rozwoju obu ich charakterów.
Ciąg dalszy:
Co do samej fabuły, ta również była lekko przerysowana, jednakże potrafiła utrzymać moją uwagę i brać siebie na poważnie, gdy było to potrzebne. Nie spodziewałam się tego całego wątku z alternatywną rzeczywistością, ale ostatecznie nie narzekam, bo zdecydowanie wzbudziło to moją ciekawość. Chciałabym zobaczyć, jakie tajemnice skrywa jeszcze uniwersum autorki oraz jak wykorzysta potencjał swojej historii. Do tego komentarz ekologiczny wpasował się w motywy powieści oraz został zgrabnie wpleciony w całość.
Jedyne, co nie do końca mi się podobało to kreacja innych postaci żeńskich poza Anielą. Wszystkie inne kobiety, które nie były głównymi bohaterkami, były wyjątkowo okrutne i przedstawione w negatywnym świetle. Jedynym wyjątkiem była matka Anieli, która pod koniec lektury zdawała się wreszcie nawiązywać prawdziwą więź z córką. Pozostał i mające na celu uprzykrzyć Anieli życie.
Podsumowując, uważam że "Balkony i demony" to przezabawna i lekka książka, która jednak niesie za sobą pewne przesłanie. Anielka jest świetną główną bohaterką, która przechodzi przez prawdziwą przemianę w trakcie lektury, a świat przedstawiony wbrew pozorom potrafi zaskoczyć. Jestem bardzo ciekawa kontynuacji i polecam wam tę pozycję, jeśli szukacie czegoś zabawnego i wciągającego, lecz posiadającego jasny morał.
Pomysł na książkę wydał mi się ciekawy. Sam projekt okładki w pierwszej chwili mnie zmylił i myślałam że to książka dla młodszych czytelników, z opisu spodziewałam się że to będzie po prostu lekka i przyjemna fantastyka. Niestety książka nie przekonała mnie do siebie w ogóle.
Pierwsze rozdziały przedstawiające Anielę były obiecujące, magia była połączona z nieidealnym codziennym życiem, wiele dziewczyn mogłoby odnaleźć jakąś część siebie w postaci Anieli. Fajnie komediowo zarysowane postacie, zwłaszcza Grażyna. Jednak po kilku rozdziałach czar prysł. Świat w książce wydawał się niedopracowany, czytałam zdania „Adriel zaczął opowiadać o tym, o tym i o tym”, zamiast jego opowieści, bardziej szczegółowych opisów świata wymyślonego przez autorkę.
Fabuła i niektóre dialogi były jak z książki dla dzieci, a przekleństwa i niektóre nawiązania ewidentnie pasowały do książki dla dorosłych i stworzyło to nieprzyjemny kontrast. Fabuła była pod koniec przewidywalna i nużąca, czasem czułam się jakbym czytała szkic rozdziału, który miał być wzbogacony później o bardziej szczegółowe opisy, ale jednak finalnie tak się nie stało. Wątek miłosny? Można było wyczuć, że się pojawi razem z tajemniczym facetem ze skrzydłami, a został wprowadzony jakby na siłę.
Podobał mi się pomysł z grą językową przy tworzeniu nowych imion, nazwisk, niektórych nazw, ale takich słów było tak dużo, że wszystkie razem brzmiały dość infantylnie, w książce dla dzieci sprawdziłyby się lepiej.
Po zakończeniu książki spodziewam się, że kiedyś powstanie następna część, ale niezbyt chętnie po nią sięgnę w takim formacie. Dojrzalsza i bardziej przemyślana fabuła, wolniejsze tempo akcji w niektórych momentach, więcej szczegółów plus humor i fajny pomysł na główne postacie z pierwszej części mogą pociągnąć historię w fajnym kierunku.
„Do Jasnej Anielki! Balkony i demony” czyli historia o wiedźmie, gadającym kocie i wielu innych niemożliwych zjawiskach.
Anielka jest wiedźmą balkonową. Nie jest nie wiadomo jak potężna. Nie sprawi jednym ruchem ręki, że świat się zawali. Za to świetnie dba o swoje ukochane roślinki balkonowe. Mimo swojej znikomej mocy, znalazło się dla niej miejsce w Wiedźmowej Radzie Osiedla, gdzie musi użerać się z innymi wiedźmami, których jest stanowczo za dużo. Co zrobić, jak trzeba, to trzeba. Na szczęście kot Grażyna jest zawsze zwarty i gotowy do pomocy, czymkolwiek ta pomoc ma być... Dla tego jakie jest jej wielkie zaskoczenie, gdy w środku nocy na jej balkonie pojawia się nieznajomy, a tuż za nim ciąg kłopotów, nieporozumień i walki o przetrwanie. Anielka musi uratować nie tylko swój świat, ale też inny należący do tajemniczego przybysza. Stawi czoło wielu nieznanym jej do tej pory potworą, a na końcu będzie musiała zmierzyć się z tajemniczym i nie mniej złowrogim demonem Kościejem Suchotnikiem. Pozostaje jeden problem. Jak Anielka ma tego wszystkiego dokonać pozbawiona swoich mocy, w obcym świecie z pokręconym pisarzem grozy, gadającym najlepszym przyjacielem - kotem i złośliwym przybyszem z innego świata, który niespodziewanie może okazać się dla niej kimś więcej. Czy sobie poradzi i ogranie cały ten bałagan? Czy jednak na świecie zapanuje susza?
Pisząc recenzję zawsze staram się znaleźć coś co bym chciała zmienić w danej książce, ale nie mam pojęcia do czego można się tutaj doczepić. Historia jest dokładnie tym czego się spodziewałam. Wesoła, fragmentami trochę zwariowana z masą fantastycznych przygód, subtelnym wątkiem miłosnym, który ukazuje się od czasu do czasu, tylko podkręcając nam akcje i komplikując wszystko. Postacie są pokręcone co tylko nadaje im charakterku i wyjątkowości (w końcu gdzie indziej można spotkać gadające koty lub latające duszki w kształcie ogórków?). Świat jest świetnie stworzony, a do tego równie zwariowany co bohaterowie, za to fabuł trzyma w napięciu do ostatnich kartek. Świetnie bawiłam się czytając tą książkę i wraz z Anielką przeżywając zwariowana przygodę i walcząc ze złem. Nie mogę się już doczekać kontynuacji!!
Jakie to było dobre! Genialne! Świetny humor, postacie, fabuła, której kompletnie się nie spodziewałam. Przez książkę się po prostu płynie. Zakończenie mnie może nie rozczarowało ale no... Potrzebuje kolejna część i to teraz! Już! Od razu! Kot Grażynka i Demonicjusz to postacie, którym nie można się oprzeć - bardzo oryginalne i po prostu tworzące tą historię! I jeszcze raz, ten humor! Ta abstrakcja, absurdalność! Kocham! --------------------------- "Do Jasnej Anielki. Balkony i demony" to książka, którą po prostu MUSICIE przeczytać!
To kawał świetnej polskiej fantastyki! Jest to lekka, genialna, abstrakcyjna i przezabawna książka. Ten humor był po prostu świetny! Do tego te postacie... Cudo!
Aniela Jasna to wiedźma balkonowa, jej powołaniem są rośliny, chociaż czasem magia nie działa jak powinna i takim sposobem stworzyła gadającą roślinę, Łajduszki (czyli trzy duszki-ogórki, które ciągle śpiewają Backstreet Boysów), czy biedronkę, która przemienia się w ogromną modliszkę uwielbiającą zażywać kąpieli w wannie. Jej towarzyszem jest kot Grażyna, który potrafi mówić i nie boi się wyrażać własnych opinii. Do tego za sąsiada ma pisarza grozy Demonicjusza, który delikatnie by rzec jest dosyć ekscentryczny. Razem tworzą ciekawą ekipę. Jakby tego było mało dołącza do nich przybysz z innego wymiaru.
Totalnie nie spodziewałam się w jakim kierunku potoczy się fabuła, ta historia naprawdę zaskakuje (no może poza wydarzeniem mającym na końcu książki, wiedziałam, że tak będzie!).
Kocham! Nie mogłam się oderwać od lektury i przeczytałam tę książkę w jeden wieczór. Nie mogę się doczekać kontynuacji! Na pewno nie raz jeszcze wrócę do tej historii!
Po prostu musicie sięgnąć po ten tytuł! Dla tego humoru, postaci, a przede wszystkim dra Grażyny! Ten kot to czyste złoto!
Co powiecie na historię o trzydziestoletniej (32 🤭) wiedźmie? I to nie byle jakiej, bo wiedźmie balkonowej! Aniela Jasna może i nie zajmuje się poważną, wielką magią, nie lata na miotle, nie ocali świata (ale czy na pewno?), ale za to idealnie zajmie się twoimi roślinami na balkonie. Jeśli szukacie wiedźmy balkonowej: zgłoście się do Anielki Jasnej!
Dziewczyna oprócz idealnie zadbanych kwiatów może się pochwalić w swoim CV między innymi stworzeniem Łajduszków (czyli duszków składających się z ogórków i koperku), dzięki którym utwory Backstreet Boys już nigdy nie będą brzmiały tak samo 🥒
Anielce towarzyszy kot Grażyna, który jest fanatykiem staromodnych kobiecych imion, lubi jeść kebaba i oczywiście gada! I to jak! Mam nadzieję, że jeśli kiedyś mój kot zechce w końcu przemówić, to będzie równie dobrym towarzyszem do rozmowy, co Grażyna.
„Do Jasnej Anielki! Balkony i demony” to zdecydowanie jedna z najzabawniejszych książek jakie przeczytałam. Mnóstwo tutaj absurdalnych żartów i jeśli humor tej książki podpasuje wam tak jak mi, to gwarantuję, że będziecie się świetnie bawić.
Książkę Sylwii Dec czyta się błyskawicznie. Autorka ma lekki, przyjemny styl i przez całą opowieść się wręcz płynie. I chce się więcej.
Ale „Do Jasnej Anielki” to nie tylko humor. Jest też misja do wykonania. Trzeba zebrać ekipę, ukraść kosiarki i uratować świat. Jest też ważne ekologiczne przesłanie i wiecie co? Jak dorosnę, to chcę być Anielką! Tylko balkonu jeszcze nie mam. I chyba też bym chciała mieć za sąsiada ekscentrycznego pisarza grozy. Demonicjuszu, zapraszam do mieszkania obok!
Jeśli szukacie przezabawnego urban fantasy, to nie ma na co czekać! Ja bawiłam się rewelacyjnie i czekam drugi tom!
Do Jasnej Anielki! Balkony i demony” to debiutancka powieść Sylwii Dec. Gdy pierwszy raz zobaczyłam okładkę książki - zakochałam się, jest przepiękna. Jej kolorystyka i wygląd sprawił, że miałam wielką chęć, żeby ją przeczytać. Opis także bardzo mnie zachęcił: wiedźma, magia, tajemnice, gadający kot.
Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny, przez co czytało się ją z lekkością. Jednakże, czasami miałam wrażenie, że niektóre przekleństwa są tam wepchnięte na siłę, byleby były. Zaskakujące zwroty akcji nie pozwalały mi odłożyć książki ani na chwilę. Bohaterowie są barwni, zabawni. Bardzo podobało mi się to, że wątek romantyczny nie był na głównym planie, był delikatny, który pojawiał się co jakiś czas.
Teraz trochę o fabule. Aniela to główna bohaterka, jest wiedźmą balkonową. Dba o swoje kwiatki i roślinki, które trzyma na balkonie. Aniela wraz ze swoim kotem Grażyną i „wkurzającym” sąsiadem musi poradzić sobie ze zagrożeniem, przez nie może powstać katastrofa ekologiczna.
Jestem bardzo zachwycona tym, w jaki sposób Sylwia wplątała przekaz, o tym, że dbanie o środowisko jest ważną sprawą.
Bardzo polecam tą książkę. Jest to najzabawniejsza książka jaką przeczytałam. Dziękuję jeszcze raz wydawnictwu za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki, a także gratuluję Sylwii debiutu.