"Gołkowski w najlepszym wydaniu, może to być dzieło, za które zostanie zapamiętany w kanonie literatury na następne pokolenia."
~ Maciej Głowacki
"Głowacki wzniósł się na niewątpliwe wyżyny swego kunsztu literackiego, prezentując doskonale wyważone, synkretycznie bogate dzieło na miarę potrzeb współczesnej fantastyki zaangażowanej społecznie."
~ Michał Gołkowski
"Ta książka zaczęła się jako żart i w sumie nim pozostała... Jednak w miarę jego opowiadania, okazało się, że nie za bardzo jest się z czego śmiać - bo nawet żart nigdy nie powinien być opowiedziany najmniejszym kosztem, a więc na szkodę tych słabszych, nieprzystosowanych i marginalizowanych. Puentą staje się tryumf ich wszystkich nad nierównością, niesprawiedliwością i szyderstwem."
Czasami zdarza się książka, która jest tak rozczarowująca, że człowiek żałuje każdej spędzonej nad nią minuty. „Dawno temu i nieprawda” to właśnie jeden z tych przypadków – powieść, która nie wie, czym chce być, a w efekcie jest niczym więcej niż źle skrojonym, niestrawnym bałaganem. Pomysł wydawał się obiecujący: klasyczne rasy fantasy wrzucone w polskie realia, gdzie elfy, krasnoludy i orki muszą odnaleźć się w świecie bez magii, w kraju pełnym społecznych napięć i politycznych absurdów. Brzmi jak ciekawy koncept, prawda? Niestety, autorzy skutecznie udowodnili, że dobry zamysł nie wystarczy.
Książka aż roi się od stereotypów, które są podane w tak toporny i przesadzony sposób, że zamiast celnej satyry dostajemy coś na poziomie taniego kabaretu z telewizji. Autorzy nie tylko nie potrafią subtelnie żonglować politycznymi i społecznymi odniesieniami, ale wręcz walą nimi po głowie, jakby obawiali się, że czytelnik sam się nie domyśli. Zamiast inteligentnej, ironicznej analizy dostajemy przewidywalne, czarno-białe schematy, które bardziej irytują niż bawią. Zamiast błyskotliwej gry z konwencją – prymitywne karykatury, które sprawiają wrażenie, jakby były żywcem wyjęte z internetowych memów sprzed dekady. To nie satyra, to nieudolna, nadęta parodia, która desperacko próbuje być zabawna i przenikliwa, ale ostatecznie wypada płasko, sztucznie i po prostu żenująco.
O czym jest tak książka? Ciężko powiedzieć, bo o wszystkim i o niczym. Ma być chyba poruszająca historia i memy, a głównie są memy. Niby powojenna polska, podział rasowy, postacie wyjęte z fantasy, intrygi i zbrodnie, kwadratowe love story między głównym bohaterem namiętnie srajacym w krzakach oraz panienką z dobrego domu. A jedyne co mnie tak szczerze i prawdziwie urzekło, to historia demonologa, nigdy nie przestawajcie podążać za marzeniami!
Fajny pomysł na przedstawienie działania mechanizmów psychologiczno-społecznych klasycznych ras fantasy i tego jakby funkcjonowały we współczesnym świecie. Kilka fajnych scen i żartów, ale głowa intryga absolutnie nie porwała, a przesłanie jest momentami subtelne niczym czołg.
Książka, której już nie kupicie w żadnej księgarni bo była sprzedawana na targach a potem drukowana na życzenie. Książka, której wydawnictwo z jakichś nieznanych bliżej przyczyn nie chciało wypuścić normalnie do księgarni. Ostatecznie - książka, która powstała jako żart a ostatecznie żartem się nie stała. Czy to wszystko nie brzmi dziwnie?
Oczywiście, że brzmi. Wyobraźcie sobie świat (a konkretnie to Warszawę), w której cały czas żyją i mieszkają fantastyczne rasy - elfy, krasnoludy i inne tego typu leśne stwory. Żyją wśród zwykłych ludzi, walczą o swoje prawa i domagają się równego traktowania. Brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Czy jest w tym siła tej właśnie książki? Nie mam pojęcia. Historia miejscami jest śmieszna, miejscami straszna i mimo, że całość zamknięta jest w humorystycznej “okładce” to mam wrażenie, że pod spodem kryje się poważna opowieść o całkiem istotnych problemach trapiących nasze społeczeństwo.
Czy warto sięgnąć po tę książkę? Szczerze powiem - nie wiem. Już dawno nie miałem takiej sytuacji, że po zakończeniu lektury nie do końca wiedziałem co mam myśleć. Z drugiej strony może to i dobrze, że autorzy zostawiają nas w tym stanie? Ciężko powiedzieć, musicie sami sprawdzić. Jeżeli kiedyś przypadkiem ta pozycja trafi w Wasze ręce to myślę, że warto przeczytać i wyrobić sobie o niej własne zdanie.
Słuchając tej książki miałam wrażenie, że składa się ona z dwóch, zupełnie różnych części. Część pierwsza - spokojna, powolna, monotonna, traktująca na poważne tematy. I druga - szybka, chaotyczna, pełna dziwacznego, głupkowatego humoru i idiotycznych żartów. Nie ukrywam, że musiałam się bardzo postarać, żeby przebrnąć przez tę pierwszą, "normalną" część, ale jak już doszłam do literackiego wariactwa (około 40/50% książki) to wkręciłam się na całego. Polubiłam postaci, które zaczęły pod koniec książki nabierać kształtu i charakteru, i nawet wątek główny jakoś tak zaczął mieć sens. Niestety wydaje mi się, że książka za długo się rozkręca, przez co później czytelnik nie ma już czasu, by nacieszyć się poznanymi bohaterami. Niemniej jednak, jeśli powstałaby kiedyś kolejna część, to na pewno do niej sięgnę, by zobaczyć, co porabia Adaś i spółka.
P.S. Przemowa głównego złego oraz przyzywanie demona to moje ulubione fragmenty ❤️ było czuć vibe Komornika, na co skrycie liczyłam!
Do tej pory nie rozumiem czym ta książka miała być. Widzę tu krytykę niektórych ruchów politycznych, 1:1 walkę z rasizmem i wykluczeniem społecznym. Mamy tu prześladowane rasy fantastyczne, które nie radzą sobie w korpo aktualnym świecie, ale przecież jakoś muszą żyć. Mamy trudne tematy, depresję, bezdomność i brak wzajemnego zrozumienia. To dzieje się w pierwszej połowie. Gorzej, że w drugiej książka kompletnie zmienia wydźwięk, transformuje się w jakiś przepełniony nawalanką akcyjniak. Nagle elf bezdomny dostaje krwawej gorączki i walczy na pięści z tłumem narodowców, a potem zbiera drużynę jak w jakimś RPG i idą się nawalać z nekromantą. Co tu się właściwie dzieje i jak to wszystko miało się połączyć? Nie wiem, ale chyba dwóch autorów jednak nie zadziałało w tej książce. Zawód po bandzie.