Gdy przetrwanie staje się sztuką. I o tym jak wcale żadną wielką sztuką nie musi być.
O przetrwaniu tym ludzkim, ale bardziej nieludzkim.
O każdym przetrwaniu jako procesie, którego nie widać gołym okiem, dostrzegalnym tylko gdy patrzy się uważniej i sięga się głębiej.
To wszystko opisane w ramach przypomnienia głośniejszych projektów artystyczny z motywem ekologicznym z ostatnich lat, które są tu pretekstem do ważnych rozważań na temat kryzysu w różnych odsłonach - jako konieczności ucieczki z własnego ekosystemu, bezdomności, samotności, różnych form przemocy, głównie systemowych. Wiele tu uniwersalnych treści, i te mnie naprawdę urzekły.
Zwłaszcza rozdział o wystawie Chwasty, w którym dużo o granicach „wtykania nosa w nie swoje krzaki” i przy okazji o granicach sztuki generalnie. To część o roślinach wyrwanych z ich własnego kontekstu. O roślinach, które w nowym środowisku tracą na znaczeniu i stają się zwykłymi chwastami, „odstającymi od reszty szkodnikami, które zagroziły nie tylko miejskiej polityce gatunkowej, ale i przyjętej estetyce stolicy, do której w końcu zostały brutalnie przycięte”.
Ostatni rozdział pokiereszował mi serce tym, że przetrwanie w Polsce jest sztuką dostępną tylko dla wybranych (i białych).
Dużo tu pięknych myśli o moralności tworzenia, ale i o wykorzenieniach różnych istot z ich lokalnego ekosystemu, czy po prostu o porządku ich małego świata, ale jednocześnie równie sporo o kulisach tworzenia wystaw i projektów, czy o kontekstach prac współczesnych artystek, głównie z okolic warszawskich. A to sprawia, że uważam, że nie jest to książka dla każdego, dla wszystkich którym brakuje oddechu - tak jak zostało to napisane na jej odwrocie. Jest raczej dla wszystkich którym brakuje oddechu, a przy okazji zainteresowanym sztuką współczesną i mającym ten przywilej/mozliwość uczestnictwa albo chociaż usłyszenia o artystycznych projektach ekologicznych ostatnich lat. Ta nieścisłość troszkę uruchomiła we mnie rozczarowanie, bo spodziewałam się czegoś innego. A to niestety sprawiło, że nigdy nie będzie to moja ulubiona książka, którą polecę każdemu. A szkoda. Ale i tak się zdarza.