"- Chyba każdy człowiek chcę się oderwać od ziemi, bo na niej tyle czarnych charakterów i tyle czerni..." - słowa skazanego na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabicie trzynastoletniego Mieczysława Kality i współudział w zabójstwie jego ciężarnej siostry i szwagra. Nigdy nie przyznał się do winy.
Ten reportaż, który powstał ponad 40 lat temu, poza opisem przerażającej zbrodni i mozolnego procesu dochodzenia do prawdy, ukazuje coś jeszcze bardziej przerażającego - świat i ludzie się nie zmienili. Sprawcy morderstwa (dwóch z czterech skazano na karę śmierci, którą następnie wykonano) szokują swoją postawą - od początku do końca (dosłownie). Nie lepiej wypadają ich rodziny. Same okoliczności zdarzenia nie mieszczą się w głowie. Cały ten miks momentami wywołuje wrażenie, jakby sytuacja nie miała miejsca, a przecież mamy 4 ofiary.
Jakby tego było mało, kolejnym wstrząsającym wnioskiem płynącym z tego reportażu jest to jak bardzo się w Polsce pogorszyło, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości. Nie wiem czy to nie uderzyło mnie najbardziej. Łuka pisze o procesie sprawców jako o "PÓŁTORAROCZNYM, najdłuższym(!!!) procesie w historii polskiej kryminalistyki". Nie wiem czy to sprawdzona informacja na ówczesny czas (przełom lat 70-80tych), ale jeśli tak to wystarczy wspomnieć, że teraz podobne procesy trwają lekko po kilka lat. Jak na dokładkę zestawimy to z informacją, że w procesie sprawców tej zbrodni przesłuchano ponad 300(!!!) świadków, to na dzień dzisiejszy, taki proces - w pierwszej instancji- trwałby zapewne ok. 7 lat (bardzo optymistycznie licząc). Wierząc wiernemu dokumentowaniu wydarzeń przez autora jestem też pełna podziwu, jeśli chodzi o merytorykę i odwagę sędziów obu instancji. W perspektywie istniejącej wówczas kary śmierci podejście sędziów zasługuje na dużą uwagę.
Pod względem konstrukcji książki trzeba mieć na uwadze, że to nie jest reportaż napisany wczoraj. Początkowo trudności może sprawiać język, a momentami również forma. Wypowiedzi bohaterów książki przeplatają się z narracją autora, co nie zawsze daje jasny obraz tego o czym akurat mowa. Dla kontrastu podobało mi się, że autor nie zabiera miejsca swoją osobą czy swoimi za daleko idącymi wynurzeniami, jak to czasem się dzieje w (złych) reportażach i pozostawia tę kwestię czytelnikowi. W tym reportażu to bardzo istotny element, bo jest nad czym się zastanawiać. Merytorycznie mamy wszystko - opis zdarzenia, relacje z procesu (dużo i ciekawie), a przede wszystkim spojrzenia każdej ze stron. Autor rozmawiał przed procesem, w jego trakcie, jak i po wyroku nie tylko z rodziną ofiar, świadkami, postronnymi mieszkańcami wsi, ale również ze sprawcami.
Choć reportaż nie zwalił mnie z nóg, jak niektórych, to niewątpliwie warto go przeczytać. Okoliczności tego zdarzenia, finał całej sprawy, a przede wszystkim postawa ludzi opisanych w tym reportażu z upływem tylu lat niewątpliwie nabiera nowej perspektywy, której warto się przyjrzeć. Tego autor nie mógł przewidzieć zabierając się za relacjonowanie tej sprawy, wiec moją sympatię, ta książka, zdobywa niejako rykoszetem. Może to nawet lepiej z perspektywy autora?