Philip Trent jest zwykłym konstablem Kanadyjskiej Policji Konnej. Wykonuje swój zawód sumiennie i z dużym poświęceniem. Przemierzając majestatyczne tereny kontynentu północnoamerykańskiego, spełnia swoje obowiązki niekiedy z narażeniem życia, nie widząc w sobie bohatera. Jeśli cierpi z powodu swojej przeszłości, jest daleki o tysiąc mil od tego, by postrzegać siebie jako ofiarę i liczyć na współczucie innych. To człowiek starej daty, nierzadko miotany wątpliwościami wobec trudnych, niejednoznacznych okoliczności, z jakimi musi się zmagać.
Seria przygodowa stworzona przez Leo (Światy Aldebarana) i Rodolphe’a (Ter) opowiada o człowieku, który nie waha się ubrudzić sobie munduru, z oddaniem ściga przestępców i pomaga potrzebującym. Mając za towarzysza wiernego psa, wikła się w coraz bardziej skomplikowane historie mieszkańców tamtych rejonów, szukając sprawiedliwości dla pokrzywdzonych.
Nietypowy western (a właściwie powinienem chyba powiedzieć northern, bo rzecz dzieje się na dzikiej północy), o konstablu Kanadyjskiej Policji Konnej i jego kolejnych misjach w służbie prawa i porządku.
Bardzo często jest to formuła odnaleźć przestępce/zbiega i doprowadzić przed oblicze wymiaru sprawiedliwości, mimo to przez 3/4 integrala sprawdza się to bardzo dobrze.
Najważniejszym bohaterem jest oczywiście tytułowy konstabl Philip Trent, może nieco chłodny, ale sumienny i porządny facet w typie klasycznego bohatera, ciężko go nie polubić. Z pozostałych bohaterów na pierwszy plan wysuwa się wielka miłość protagonisty czyli panna Agnes i oczywiście kanadyjska dzika przyroda.
Przez pierwsze dwa tomy seria się rozkręca, żeby osiągnąć szczyt w tomach 3, 4 i 5. W 6 tomie do połowy jest świetnie, a potem spada w przeciętność, natomiast dwa ostatnie tomy mogłyby w ogóle nie powstać bez dużej straty dla serii. Dodatkowa historyjka na końcu albumu niewiele wnosi ( ). Ciekawostką jest stylizowany na reportaż z gazety z epoki wywiad z "prawdziwym pierwowzorem" Trenta, w którym autorzy w nieco zawoalowany sposób mówią o swoich inspiracjach.
Opowieści o Trecie nie byłyby tak dobre, gdyby nie rysunki Leo, który szczególnie dobrze radzi sobie z prezentacją niesamowitej przyrody kanadyjskiej (), ale też bardzo dobrze radzi sobie z miasteczkami i budową kolei żelaznej pod koniec XIX wieku.
Wydawnictwo Lost in Time za jeden z celów stawia sobie również przybliżanie serii które z jakichś powodów ominęły polski rynek komiksowy, a warto je przeczytać i właśnie doskonałym przykładem takiego przypadku jest właśnie "Trent".