Otro fantasma recorre la memoria de quienes vivieron en la Unión Soviética: el silencio de las mujeres que sufrieron el control patriarcal del Estado, la religión y la tradición. Su trauma lo arrastra el tiempo de una generación a otra hasta que un día alguien recuerda, habla y pone nombre a aquello que permanecía acallado. Małgorzata Nocuń ha hecho de la escucha literatura. Ha recorrido el territorio íntimo en el que las hijas heredan de sus madres la memoria del hambre, la miseria y la muerte, y se ha convertido en testigo atenta de una constelación de conversaciones y testimonios que iluminan una cara del siglo xx que permanecía en la penumbra. Con un estilo preciso e incisivo, heredero de maestras de la escritura de no ficción como Svetlana Aleksiévich o Hanna Krall, Nocuń levanta con El amor ha sido mi única culpa un refugio en el que resuena la historia de cerca del millón de partisanas, conductoras y francotiradoras que combatieron en el Ejército Rojo o de las mujeres soldado que hoy conforman casi un tercio de la milicia ucraniana. De las que, atrapadas en el sitio de Leningrado, recitaban de memoria los versos de Anna Ajmátova para paliar el hambre. De las que ondearon la bandera roja seducidas por la utopía de los sóviets y de las disidentes que acabaron en los sótanos de la Lubianka, el putrefacto corazón del KGB. De todas las «enemigas del pueblo» que perdieron el nombre propio en el gulag o que pasaron su juventud en las fosas de la psiquiatría soviética. Aquí están las voces de un imperio que se desmorona y que tras su derrumbe ha dejado a la vista su estructura de violencia.
Muszę się przyczepić do jednej rzeczy. Na koniec książki autorka opisuje aborcję w Kirgistanie tak: „W mieście kobiety zażywają leki (na przykład przeciwko reumatyzmie lub wrzodom żołądka), które w dużych dawkach powodują krwotok.“
I ja mam wrażenie, że to jest próba zaszokowania czytelnika warunkami, w jakich kirgiskie kobiety przerywają ciąże. TYLKO ŻE: – leki o których wspomina to Arthrotek i Cytotec i są normalnie używane do wywołania poronienia; – substancja zawarte w tych lekach to mizoprostol, który – owszem – należy nieco przedawkować. dokładne dawkowanie opisuje... Światowa Organizacja Zdrowia w swoich wytycznych, polecając tę metodę jako bezpieczną i niewymagającą konsultacji lekarskiej na żadnym etapie w 98% przypadków; – tabletki powołują skurcze macicy! przy wydalaniu zarodka owszem, krwawi się, i jest to działanie bardzo pożądane. jest to jednak zwykle po prostu krwawienie jak przy (każdym innym) poronieniu, a nie *krwotok* (czyli więcej niż 2-3 całkowicie nasiąknięte podpaski maxi na godzinę), który jest powodem do odwiedzenia lekarza.
Więc 3,5 w sumie.
PS. Liczę na to, że wyrażenie "pochodzenie Afrykańsko-Portugalskie" to po prostu słowa rozmówczyni, a nie traktowanie Afryki jako jednolitego kraju przez autorkę, korektę i redakcję.
,,Miłość to cała moja wina. O kobietach z byłego Związku Radzieckiego" to niezwykła książka, która przenosi czytelnika w świat kobiet z dawnego Związku Radzieckiego i opowiada ich historie, poświęcenie i walkę o szczęście.
Autorka ma specyficzny styl pisania do którego jest na początku ciężko przywyknąć. Dzięki swojemu opisowi i narracji, wprowadza czytelnika w różne realia życia kobiet, które przeżyły dramatyczne zmiany polityczne, społeczne i ekonomiczne, które miały miejsce w i po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Książka składająca się z serii krótkich opowiadań, z których każda kobieta to osobna jej historia. Mamy tu kobiety pochodzące z różnych środowisk społecznych i różniące się w wieku, a także doświadczeniami. Ich opowieści są przesiąknięte smutkiem i tęsknotą za radością.
Jeden z atutów tej książki jest sposób, w jaki autor ukazał trudności i wyzwania, z jakimi kobiety musiały stawiać czoła po rozpadzie Związku Radzieckiego. Opisuje ich codzienne życie, zmagania z biedą i bezrobociem.
Kolejna książka której nie potrafię ocenić, momentami była dosyć chaotyczna, a niektóre tematy mogłyby być bardziej zgłębione. Jednak wciąż jest ważna i wzruszająca
3⭐ Bardzo chaotyczny reportaż, momentami ciężko było się wgryźć. Natomiast tematyka jest bardzo ważna, choć przez lata nieporuszana. Dobrze, że taki reportaż powstał, ponieważ każda z tych kobiet zasługuje na wysłuchanie, bo ich siła była i jest niesamowita.
Jestem bardzo poruszona tą książką. Otrzymałam ją w prezencie (dzięki, Kasiu!) i nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Zaskoczyła mnie bardzo i tematyką i siłą emocji, które wywołała. Chyba wszystkie historie kobiet, które opisuje są wstrząsające, niektóre "tylko" zasmucają, inne szokują, ale są też takie, które zadają bolesny cios, po którym dłuższą chwilę dochodziłam do siebie. Widzę, że niektórzy zarzucają książce chaos, może momentami faktycznie były jakieś drobne stylistyczne niedociągnięcia, ale tematy poruszone są tak ważne, że skupianie się na stylu jest wręcz nie na miejscu. Widzę też porównania z książkami S. Aleksijewicz i muszę przyznać, że ponieważ przypadkowo ledwie kilka tygodni temu sama czytałam jej "Wojnę" i mnie porównania się nasuwały, a książka M.Nocuń wywarła na mnie nawet większe wrażenie, może z prozaicznego powodu, że przeczytałam ją po polsku czyli bez tego obcojęzycznego filtra.
3,5/5 Uwielbiam słuchać o historii Związku Radzieckiego, ale po raz pierwszy mam do czynienia z nią z takiej perspektywy. Autorka nie stosuje żadnych tandetnych i tanich chwytów na wzbudzenie w czytelniku smutku i współczucia za co bardzo doceniam tę książkę. Mimo to ma ona swoje wady, ale zdecydowanie warto się z nią zapoznać.
“-No estoy muy segura de ser absolutamente íntegra. (…) Simplemente éramos personas de otra época. Educadas por la guerra, el terror y la escasez”.
“En los relatos sobre los países postsoviéticos que presentan al mundo los libros de Historia son los hombres los que cazan, luchan en las batallas y toman las ciudades. Los que ganan las guerras y conducen las revoluciones hasta la victoria. (…) Ha llegado la hora de cambiar eso. Es hora de escuchar a las mujeres”. Así concluye Małgorzata Nocuń su epílogo en ‘El amor ha sido mi única culpa’, un brillante libro sobre las mujeres de la era soviética y postsoviética nutrido con entrevistas realizadas sobre el terreno a lo largo de una década.
Grabadora en mano, Nocuń recorrió la Rusia actual y las diferentes regiones, independizadas o no, que formaban la URSS hasta su disolución en 1991, desde Ucrania a Bielorrusia, desde el Cáucaso a Asia Central, escuchando las voces de mujeres tan diversas como los territorios que habitan. Emulando a una de sus referentes, Svetlana Aleksiévich, Nocuń pone el acento en las voces perdidas, olvidadas, oprimidas. Aquellas de las que la Historia se olvida, pero que tienen una importancia capital en la construcción de sus sociedades y explican mejor que ningún libro de texto sus estructuras y sus valores.
La primera mitad del libro, la autora centra su atención en las supervivientes de la URSS, especialmente en las mujeres que vivieron y sobrevivieron a la batalla de Stalingrado, en 1941, y a la represión estalinista. La guerra, como escribe la autora, es parte del genotipo de los habitantes de Europa del Este. Incluso las mujeres que nacieron después del fin de la IIGM sueñan con ella por las noches. Porque se oye hablar de la guerra desde la infancia. Se heredan los recuerdos de las bisabuelas y las abuelas. Con el tiempo, se consideran casi propios.
Tras la guerra encontramos a las primeras cosmonautas, a científicas, a profesoras, que terminaron en campos de trabajo o recluidas en ciudades que el régimen determinaba para que realizaran los trabajos que el régimen les asignaba. A pesar de sus condenas y de su libertad cercenada, muchas mujeres de postsovietlandia, mujeres educadas en el amor a la patria, son apologistas de la URSS, y es comprensible que pudieran pensar así. “Las mujeres que profesaban la religión soviética era miles”, explica Nocuń. “(…) todas ellas consideraban que el Estado Soviético les había garantizado la posibilidad del progreso social. Del campo (donde a menudo vivían en chozas de barro) pasaron a las ciudades. Les proporcionaron una vivienda en un bloque con gas y agua caliente. Se formaron. Aunque ellas dirán «nos formó el Estado». Consideran que sin la «ayuda del Estado» serían como sus madres: analfabetas y sumidas en la miseria”.
Llegó la década de los 80 y principios de los 90, y todo lo que cohesionaba el Estado soviético resultó ser una ficción tras la caída de la URSS. Las “repúblicas hermanas” dejaron de serlo con el florecimiento de los sentimientos identitarios que desencadenaron sangrientas guerras, y la hambruna siguió a la caída de la economía planificada en un estado fallido. En esta segunda parte que la autora dedica a los territorios lejos de Moscú que sufrieron las consecuencias de la desaparición de la URSS, despliega un catálogo de los horrores que en más de una ocasión me han obligado a cerrar el libro para tomar aire. Sociedades patriarcales tradicionales en las que las niñas aprenden desde pequeñas que el papel de la mujer es parir y cuidar del hogar, del marido y de los hijos. Sociedades violentas en las que los maridos y las suegras las maltratan hasta límites insoportables. Niñas y adolescentes cuyo primer contacto con el s3xo es a través de las viol4ciones que ejercen sobre ellas sus esposos ancianos tras matrimonios concertados por su familias. Mujeres cuya única salida muchas veces es el su¡cid¡o, quemándose viva o lanzándose desde las alturas, ya que salir indemne de esas estructuras sociales es imposible.
A través de distintas voces, paseamos por estas sociedades del alto Cáucaso (Osetia del Norte o Chechenia) y bajo Cáucaso (Armenia o Azerbaiyan), todos con conflictos enquistados desde el siglo XX y que han regado el territorio con la sangre de miles y miles de víctimas. Todos hemos oído hablar de estas zonas en los informativos, siempre a causa de conflictos bélicos. Desde allí, la autora también nos lleva a cruzar el mar para conocer a distintas mujeres del Asia Central (de Kirguistán o Tayikistán), con sociedades idénticas a las del otro lado de Caspio y con sufrimientos semejantes. “Asia Central es un mundo que priva a las mujeres de todos sus derechos: el derecho a la educación, el derecho a un empleo, el derecho reproductivo, el derecho a la salud, el derecho a la herencia”, explica M., una entrevistada de Osh, en Kirguistán, un territorio de mayoría musulmana en el que los jueces aplican la ley religiosa, que perpetúa la dramática situación de la mujer.
‘El amor ha sido mi única culpa’ es un libro sobre Historia, pero no es un libro de Historia. Aquí no tienen importancia las fechas, las cronologías o los grandes acontecimientos, sino los sentimientos, los gestos, las miradas, la palabra hablada, las emociones. Con un lenguaje sencillo, poderoso y hermoso, directo y sin rodeos, Nocuń nos regala un libro lleno de dolor que homenajea a las mujeres postsoviéticas, a su heroísmo invisible, a su empeño por sobrevivir, a su capacidad de no doblegarse ante las adversidades. Un libro que sacude, que duele, pero que al tiempo es un retrato luminoso y conmovedor de madres, hijas y hermanas empeñadas en sobrevivir contra todo pronóstico. Una de mis mejores lecturas del año.
Taka przygnębiająca książka, ale dzięki niej bardzo docenisz to, co masz w swoim zwyczajnym życiu młodej dziewczyny ze środkowej Europy. Podobał mi się podział na 4 umowne „działy”, których problematykę historie opowiedziane w ich ramach mają zilustrować. Warto przeczytać, tylko niektóre kwestie wśród tak różnorodnych tematów możnaby pogłębić - chyba autorka chciała pokazać jak najszerszy i nieograniczony żadną koncepcją obraz kobiet w Poradziecji (o czym z resztą wspomina w epilogu), także rozumiem koncepcję. Pewnie dałoby się drążyć głębiej i dalej rozwinąć temat, gdyby książka była w całości (przykładowo) tylko o weterankach Wielkiej Wojny i matkach żołnierzy poległych w tejże, a tak właściwie każda z tych czterech części mogłaby zostać z powodzeniem rozwinięta w odrębne reportaże.
Un recorrido por la historia de las mujeres en el territorio soviético a lo largo del siglo XX.
Desde la Segunda Guerra Mundial (a la que se refieren como la Gran Guerra Patria) hasta llegar a la actual Guerra de Ucrania; las mujeres han sufrido por parte del Estado, del trabajo, y de sus maridos.
Muchas se agarraron a un nacionalismo casi religioso, pues el Estado y su duro trabajo iba a liberarlas de la sociedad patriarcal con la que se veían encerradas tras los muros de sus casas.
Un libro muy duro a la par que importante, que me ha enseñado historias hasta ahora desconocidas.
Do momentu sięgnięcia po najnowszy reportaż Małgorzaty Nocuń byłam pewna, że w temacie społeczeństwa postsowieckiego trudno będzie komukolwiek dorównać warsztatem Swietłanie Aleksijewicz, która swoją działalność literacką całkowicie poświęciła tej kwestii. Ogromne było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że "Miłość to cała moja wina" w niczym nie ustępuje najlepszym reportażom wyżej wspomnianej noblistki.
Książka Małgorzaty Nocuń podzielona jest na konkretne okresy dziejów Związku Radzieckiego. Zaczynamy od opowieści dzielnych żołnierek, które na równi z mężczyznami walczyły na froncie drugiej wojny światowej, przez historie wyznawczyń ideologii komunistycznej oraz tych, które w jej wyniku ucierpiały, aż po upadek ZSRR, kryzys i problemy społeczne, z którym musiały mierzyć się kobiety w byłych republikach sowieckich.
Nie ma znaczenia, jakie poglądy wyznaje dana bohaterka, ile ma lat ani z której republiki pochodzi – wszystkie historie spisane przez Małgorzatę Nocuń są przejmujące, przepełnione smutkiem i krzywdą, nawet jeśli ta nie jest w pełni uświadomiona. Matki, żony, córki od pokoleń dźwigają na swoich barkach wszystkie konsekwencje decyzji podejmowanych przez garstkę rządzących.
"Miłość to cała moja wina" to kawał znakomitej literatury faktu. Autorka starała pokazać się paletę poglądów i postaw bohaterek, a nawet sam dobór ich narodowości jest naprawdę różnorodny. Z pełną odpowiedzialnością polecam tę pozycję każdemu, kogo wcześniej poruszyły reportaże Swietłany Aleksijewicz – nie będziecie rozczarowani.
„Miłość to cała moja wina. O kobietach z byłego Związku Radzieckiego” to świetny reportaż, w którym autorka oddaje głos kobietom aby mogły opowiedzieć swoje historie.
Podczas lektury targały mną emocje. Razem z bohaterkami przeżywałam ich historie, ich losy, które nie były łatwe i lekkie. Ich słowa dają do myślenia.
Miałam okazję przeczytać wiele książek, które dotyczyły Rosji i Związku Radzieckiego. W tym także reportaży, w których głos oddawano zwykłym ludziom. Te opowieści choć tak do siebie podobne, a jednocześnie całkiem różne nigdy nie przestaną mnie poruszać.
W tej książce znajdziemy historie kobiet, które przeżyły blokadę Leningradu, uczestniczyły w wojnie na Ukrainie, były działaczkami na rzecz praw człowieka, trafiły na zesłanie do łagrów. Przetrwały te wszystkie trudy. Przeżyły i przekazały dalej swoje wspomnienia.
Te opowieści przedstawiają inne punkty widzenia. Niektóre z bohaterek kochały Związek Radziecki, uważały, że dał im równość, lepsze życie i prawa, inne krytykują tamte czasy, gdyż walczyły przeciwko przyjętym zasadom. Autorka stara się nie oceniać i uważam, to za bardzo dobre. Chociaż dodaje też swoje komentarze.
Ciężka książka, bo jak zwykle prawdziwa. Wiele historii kobiet, które nie są zaskakujące, ale wciąż trudne do przełknięcia, które potwierdzają niestety radziecki stosunek do kobiety (człowieka w ogóle). Uważam, że to wspaniała pozycja, która chciałabym by dostępna była przede wszystkim w Rosji. Świetnie przedstawia rozdwojony sposób myślenia o kobietach - bohaterkach pracy, jednocześnie zdegradowanych maszyn do rodzenia, podporządkowanych, biorących na siebie całą odpowiedzialność, a także ciosy. Historie kobiet na wojnie i w domach, podczas wojen z przeszłości i wojny współczesnej. Obraz kobiety dźwigającej brzemię patriarchatu i piętna religijne, które dawno powinny zniknąć z krajobrazu. Cieszę się, że podkreślony zostaje mit wielkiej Rosji i stosunek państwa do obywatela, który jest naprawdę nieistotnym elementem totalitarnej wizji. Współczuję kobietom wyrastającym w tej mentalności, w atmosferze przemocy, podwójnej moralności, pracujących naprawdę ciężko by utrzymywać system, w którym zawsze będą na przegranej pozycji. Totalitaryzm i religia, to naprawdę dwa ciężkie buty, miażdżące wolność, zwłaszcza kobiet.
„Czy pisząc, że kobiety postanowiły przetrwać wbrew wszystkiemu, nie skakały z okien, nie rozpijały się, nie biadoliły, uważam, że mężczyźni poddali się losowi? Nie wykazywali się sprawczością? Popadali w depresję, sięgali po alkohol? Nie byli bohaterscy? Przecież to oni szli na wojny, bronili swoich rodzin i ziemi. Ich (w przewadze) wysyłano na katorgę i to oni harowali w pocie czoła. Tak, to prawda, ale o mężczyznach napisano już dużo.”
Dla mnie porażająco smutna książka, będąca się facto głosem wszystkich tych kobiet które nie miały, a nawet i dzisiaj nie mają własnego głosu czy prawa do decydowania o jakimkolwiek aspekcie swojego życia.
Książka ogólnie podąża drogą od wspomnień okołowojennych do świadectw dzisiejszych mieszkanek Kirgistanu czy Tadżykistanu, oraz obrazu wojny rosyjsko ukraińskiej. Jednak czasami w tą narrację wkrada się jakiś chaos i nieporządek, co może czytelnika wybić z rytmu czytanej historii.
Świetna książka do poznania lepszego zrozumienia Rosji, przedstawione życie Rosjan z wielu perspektyw, kobiet różnych narodowości, z różnymi doświadczeniami , o różnych kulturach , chociaż po przeczytaniu tylu książek o Rosji to ta książka nie będzie taką którą zapamiętam na całe życie
Libro muy interesante. La autora hace un recorrido histórico sobre el papel de la mujer en la URSS y en la época post-soviética. Un libro más que necesario y que cuenta lo que aún no sabíamos o lo que la historia se ha encargado de ocultar. Muy recomendable.
Este libro es chulisimo, se me ha hecho súper corto. Me hubiera encantado que profundizara más en cada tema. Ahora solo quiero leer historias de las repúblicas que pertenecieron a la URSS. Es increíble lo poco que se sabe acerca de países como Kirguistán, Uzbekistán etc. En fin, 100% recomendable.
Siento que está super bien escrito😭 Realmente te metes muchísimo en cada narrativa y la forma que tiene de describir los escenarios ayuda muchísimo a vivir la historia sin resultar pesado o aburrido. Recomiendo!!!
Początkowo ciężko mi było przyswoić styl autorki. Może za bardzo oczekiwałam czegoś w stylu Swietłany Aleksijewicz. Ostatecznie mogę stwierdzić, że to pozycja bardzo smutna. Smutna, ale też ważna.
si pudiese le daría cuatro estrellas y media, es de esas lecturas que te hacen sentir el cerebro como si fuese una esponja y sólo quieres seguir absorbiendo información
Poradziecja - bardzo czytelna nazwa kraju. Jednak te opowieści o kobietach to nie tylko wynikowa "poradzieckiej" historii, ale i zwyczajów religijno-kulturowych.
Niektóre rozdziały trzeba czytać na raty, bo są tak poruszające, inne - mimo ładunku emocjonalnego - nie poruszają tak bardzo, bo już były opisane w podobny sposób. Taki album ze zdjęciami - niektóre zapadają w pamięci, niektóre pomijasz mimo ich urody.
La historia del siglo XX se ha construido a base de sangre, dolor y muchas historias silenciadas. La periodista polaca Małgorzata Nocuń da voz en este libro a quienes no la tuvieron en su día, a quienes siguen sin tenerla hoy en día. Conversa con ellas. Les da su espacio para que cuenten sus vivencias. Las escucha.
A través de estos testimonios, nos muestra cómo la violencia, la guerra, la religión y la opresión patriarcal han atravesado generaciones, de abuelas a hijas y nietas. El resultado un impresionante mosaico de voces de diferentes lugares, épocas, contextos y clases sociales. Algunas desafiaron el sistema y lucharon por sus derechos e incluso por los derechos de otros países, otras fueron ferozmente leales.
Es verdad que a veces me hubiera gustado que se hubiera detenido más en ciertas historias que me han conmovido/apelado más. Pero entiendo que había que sacrificar la profundización en favor de obtener una visión caleidoscópica lo más amplia posible.